Słucham tego i chcę powiedzieć wprost - nie czuję się po tych snach wyczerpana. Raczej odwrotnie. Ale może właśnie to powinno mnie niepokoić bardziej? Bo skoro ona coś bierze, a ja nie czuję braku, to może bierze coś, czego nie umiem zauważyć?
To jest pytanie, które mnie samego dręczy od pewnego czasu. Mój rybak też zostawia mnie raczej spokojnym, nigdy zmęczonym. Ale zastanawiam się - czy te starzejące się postacie mogą po prostu istnieć na innym poziomie, gdzie wymiana energii nie działa tak zero-jedynkowo? Że i oni dostają coś od nas, i my od nich, tylko w sposób, którego nie umiemy skatalogować?
Próbowałem raz. Mój rybak odwrócił się i popatrzył na mnie w sposób, który... trudno opisać. Nie odpowiedział słowami. Miałem poczucie, że pytanie było dla niego czymś w rodzaju niedorzeczności. Jakby zapytać rzekę, dlaczego płynie. Nie wiem, czy to znaczy, że nie chce mówić, czy że nie ma kategorii, w których mógłby odpowiedzieć.
Ja mam! W sensie mam postać, która mówi, ale mówi tak, jakby cytowała coś, a nie odpowiadała mnie. Starszy mężczyzna, chyba ze dwie głowy wyższy niż w życiu spotykam, i mówi zdania, które brzmią jak coś zasłyszanego, nie wymyślonego. Nie mam pojęcia, czy to ma związek z numerologią cyklu życia, ale pojawia się zawsze przy numerze 8 w dacie. Przypadek?
Chcę tu trochę zwolnić, bo rozmowa zaczyna iść w kilka stron naraz. Mamy kwestię bezpieczeństwa tych postaci, mamy pytanie czy mówią, i teraz wątek karmiczny. Wszystkie są ciekawe, ale czy moglibyśmy na chwilę wrócić do podstawowego pytania z tematu - czy te postacie mają własne życie poza naszymi snami? Bo wszystkie te szczegóły chyba do tego zmierzają, prawda?
Czytam tę rozmowę i mam pytanie może z innej strony - czy ktoś próbował medytować z intencją spotkania tej postaci na jawie, poza snem? Nie w sensie wywołania wizji, ale uważna medytacja z pytaniem do niej. Mam wrażenie, że jeśli te byty mają jakiś rodzaj ciągłości, to może są dostępne nie tylko w nocy.
Przepraszam że sie wtrącam bo jestem tu trochę z boku, ale mam taki sen od paru lat i dopiero teraz rozumiem, że może o nim tutaj powinnam była pisać. Mężczyzna, który stoi zawsze przy drzewie, i za każdym razem gdy go widzę, drzewo jest wyższe. Nie on się starzeje - drzewo rośnie. Czy to ten sam rodzaj zjawiska?
Martusia napisała coś, co mnie bardzo uderzyło. Bo może moja kobieta też nie starzeje się fizycznie tak bardzo, jak ja to opisuję - może to co się zmienia to jej otoczenie, tło, kontekst. I ja to odczytuję jako starzenie, bo tak działa mój umysł. Ale ona sama może być właśnie takim drzewem - tym, co trwa, a wokół niej zmienia się świat.
To zmienia trochę całą perspektywę tej rozmowy. Jeśli nie starze się postać, ale zmienia się jej środowisko - to ona nie jest tym, co podlega czasowi, tylko tym co czas mierzy. Może te postacie to nie byty żyjące 'razem z nami', ale coś w rodzaju zegarów sennych. I dlatego są spokojne, nie walczą, nie pytają - bo ich rola jest inna.
Wolchw napisał coś, co chcę chwilę potrzymać, zanim rozmowa pójdzie dalej. 'Zegar senny' to ciekawa metafora, ale zegar nie ewoluuje - pokazuje tylko upływ. Tymczasem te postacie, jak je tutaj opisujecie, zmieniają się jakościowo: nie tylko idą w czasie, ale coś w nich dojrzewa albo traci. To jest różnica. Czy ktoś zauważył, że postać w którymś momencie wyglądała inaczej niż 'powinna' według prostego kalendarza? Jakby przeskok był za duży albo za mały?
To, co Martusia opisuje z cofnięciem, mnie uderza, bo moja kobieta raz wyglądała jakby była zmęczona w zupełnie inny sposób niż zwykle. Nie starsza, ale jakby... zużyta? I to był sen w bardzo trudnym dla mnie tygodniu. Więc może Wolchw ma rację że te postacie mierzą nasze stany, nie czas zegarowy. Ale wtedy kim one właściwie są - lustrem czy kimś oddzielnym?
Zatrzymuję się przy tym 'lustrem czy kimś oddzielnym', bo to jest chyba najważniejsze rozwidlenie tej rozmowy. W tradycji hermetycznej mamy pojęcie sobowtóra eterycznego, który rejestruje stany energetyczne ciała i psyche - i on rzeczywiście mógłby wyglądać jak zewnętrzna postać, a jednocześnie być odzwierciedleniem właściciela. Ale mamy też tradycję niezależnych bytów opiekuńczych, które współbrzmią z właścicielem, bo są z nim połączone, nie dlatego że są nim. Czy któreś z was czuje, że ta postać jest częścią was, czy raczej że jest obok was?
Chcę tu wejść z innej strony bo słucham tego i mam wątpliwość. Mówimy o posłach sennych i starości i woli własnej, ale czy nie jest tak, że my po prostu nie znamy swoich własnych snów wystarczająco dobrze żeby odróżnić projekcję od bytu? Skąd wiemy, że zaskakujące zachowanie postaci to jej wola, a nie po prostu część nas której nie rozpoznajemy? Pytam poważnie, nie żeby podważać - naprawdę nie wiem jak to odróżnić.
