Mam wrażenie, że odkąd pamiętam, śnią mi się te same osoby. Nie mam tu na myśli powracających snów - fabuły są za każdym razem inne. Chodzi o to, że te postacie... dorastają razem ze mną. Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, śniła mi się pewna kobieta w średnim wieku. Teraz, po latach, ta sama kobieta jest wyraźnie starsza. Twarz bardziej zmęczona, włosy siwe. Mam poczucie, że ona żyje swoim życiem gdzieś tam, niezależnie od moich snów. Czy ktoś miał coś takiego? Bo ja nie wiem co z tym zrobić.
To co opisujesz to jest coś, o czym nie czytałam nigdzie wprost, ale sama miałam podobne przeczucie. U mnie to mężczyzna bez wyraźnej twarzy, ale za każdym razem wiem, że to on. I masz rację - jakby dojrzewał. Kilka lat temu poruszał się szybko, teraz chodzi wolniej. Zaczęłam się zastanawiać, czy te postacie to może jakieś echa równoległych rzeczywistości? Albo - i to mnie bardziej przeraża - fragmenty czyjejś prawdziwej duszy?
To bardzo ciekawe zagadnienie i dobrze, że ktoś w końcu je poruszył. W tradycji jungowskiej takie postacie nazywa się animusem lub animą - ale tam zakłada się, że to projekcja własnej psychiki. Mnie jednak bardziej interesuje inna interpretacja: niektóre szkoły ezoteryczne mówią o tzw. towarzyszach snów, istotach lub duszach, które nawiązują z nami trwałą więź na poziomie astralnym. To nie jest projekcja - to kontakt. I właśnie ten detal starzenia się jest tu kluczowy, bo projekcja psychiki raczej by się nie starzała sama z siebie, bez naszej świadomej intencji. Chciałabym zapytać - czy ta kobieta, którą śnisz, kiedykolwiek odezwała się do ciebie? Mówiła coś, dotykała?
To co mówisz o intonacji bez słów - to mnie uderza. Bo ja miałem kilka razy tak, że pamiętałem rytm zdania, ale nie jego znaczenie. Jakby mózg zapisał formę, ale nie treść. Albo jakby treść była zaszyfrowana i nie miałem klucza. Halineczkaa - czy ta teoria towarzyszy astralnych mówi coś o tym, dlaczego kontakt jest tak niepełny? Że coś słyszymy, coś czujemy, ale nie dostajemy całego przekazu?
Czytam to i trochę mi się głowa kręci, bo wychowałem się w środowisku, gdzie sen to był sen i już. Ale to co opisuje autorka tematu - że postać się starzeje w czasie - to mi się nie mieści w żadnej standardowej interpretacji. Nawet jeśli traktujemy sny symbolicznie, to starzejąca się postać w każdym kolejnym śnie to nie jest symbol, to jest ciągłość. A ciągłość zakłada jakieś trwanie. Skąd wiadomo, że to nie jest po prostu nasza własna pamięć, która aktualizuje obraz tej osoby zgodnie z naszymi oczekiwaniami?
Mnie to bardzo zaintrygowałao, bo miałam cos podobngo ale nie byłam pewna czy to możliwe. Śni mi się starsza pani od lat, myslałam że to moja babcia zmieniona przez sen ale moja babcia wygladala inaczej. Ta pani jest nieznajoma i za kazdym razem kiedy ją śnię jest jakby trochę bardziej pochylona. Nie wiem jak to intepretować, czy to może byc ta sama osoba co u piszacej temat?
Mnie zastanawia jedna rzecz - czy te postacie starzeją się w tym samym tempie co my? Bo jeśli postać ze snu ma teraz tyle lat co autorka tematu, to jedno. Ale jeśli starzeje się szybciej albo wolniej, to już zupełnie inne terytorium. Ja mam we snach pewnego staruszka, który wygląda mniej więcej tak samo od kiedy go pamiętam - jakby był zamrożony w konkretnym wieku. I nie wiem, czy to jest ta sama kategoria zjawiska.
Zatrzymajmy się na chwilę na tym pytaniu o czas, bo to jest sedno. W wielu systemach myślenia o snach zakłada się, że przestrzeń senna rządzi się innymi prawami czasowymi. Jeśli ta kobieta żyje w jakimś własnym continuum, to jej czas rzeczywiście mógłby płynąć inaczej. Ale chcę zapytać o coś bardziej przyziemnego - czy kiedykolwiek próbowałaś wejść w świadomy sen i poszukać jej? Sprawdzić, czy jest tam kiedy chcesz, czy tylko kiedy sama zechce przyjść?
Ten śmiech mnie zatrzymał. Bo to jest właśnie coś, co odróżnia projekcję od czegoś innego - że robisz we śnie coś, co ciebie samego zaskakuje. Projekcja twojego umysłu raczej nie miałaby powodu cię zaskakiwać, bo skąd miałaby wziąć informację, której ty nie masz. Chyba że zakładamy, że podświadomość wie więcej niż świadomość, co też jest możliwe. Ale wtedy pytanie się rozszerza - skąd podświadomość czerpie materiał do starzenia tej postaci?
Ten śmiech mnie nie opuszcza. Bo to jest właśnie ta granica, o której trudno rozmawiać - moment, kiedy coś w śnie robi coś, czego ty się nie spodziewasz. Mam pytanie do autorki: czy kiedy ona się roześmiała, miałaś poczucie, że się z ciebie śmieje, czy że śmieje się z czegoś, co wie, a ty jeszcze nie?
to 'o krok przede mną' - to brzmi jak opis przewodnika, nie projekcji. Projekcja nie prowadzi, co najwyżej odzwierciedla. Ale zastanawiam się - czy ona kiedykolwiek cię ostrzegła? Nie w sensie słów, ale jakimś gestem, spojrzeniem?
Czytam to i mam dreszcze, bo moja pani też raz zrobiła coś takiego - stanęła i patrzyła w bok kiedy wchodziłam do jakiś drzwi we śnie. Nie weszłam. Czy to moglaby być jakas zbiorowa pamięć tych postaci? Jak one by miały podobne zachowania u rożnych osob?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, które mi się kręci od jakiegoś czasu - czy te kobiety pojawiają się u was w snach tylko wtedy, kiedy coś się dzieje w życiu, czy też w spokojnych, zwykłych okresach?
To co mówi autorka o skali ważności - to mnie zatrzymuje. Bo jeśli ta postać operuje inną hierarchią tego, co istotne, to znaczy, że ma własny punkt odniesienia. A to z kolei znaczy, że nie jest tylko echem naszych priorytetów. Edytka, czy twoja pani też się pojawiała przy konkretnych momentach życiowych?
Mam pytanie może trochę z boku, ale mnie chodzi po głowie: czy ktokolwiek próbował narysować te postaci? Cokolwiek powiedzielibyśmy o ich naturze, wizualizacja mogłaby coś pokazać - czy rzeczywiście starzeją się w oczach obserwatora, czy to tylko uczucie.
Słuchajcie, bo chcę tu wnieść coś, co może trochę schłodzi atmosferę - ale nie po to, żeby negować. Zastanawiam się, czy nie przywiązujemy zbyt dużo do detali, które mogą być po prostu artefaktami ludzkiej pamięci. Pamiętamy sny niedokładnie. Starzenie się postaci możemy rekonstruować retrospektywnie. To nie znaczy, że te postaci nie są ważne - ale czy rzeczywiście możemy twierdzić, że je 'obserwujemy starzejące się w czasie'?
Wchodzę w to co Anusia powiedziała, bo to jest dla mnie klucz. Mój stary mężczyzna ze snów też starzeje się wolniej niż ja. Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy, wyglądał na może sześćdziesiąt lat. Teraz wygląda na może sześćdziesiąt pięć. A mnie przez ten czas przybyło ponad dziesięć lat. Gdybym go sobie wyobrażał, to chyba bym go synchronizował ze sobą.
Sam prowadzę dziennik od kilku lat i jestem w stanie powiedzieć tylko tyle: moja postać - stary rybak, który pojawia się przy większych decyzjach - nie postarzała się dramatycznie, ale jest jakieś zmęczenie w nim, którego nie było na początku. Nie fizyczne. Bardziej jakby wiedział więcej i to go kosztuje. Czy to starzenie, czy coś innego, naprawdę nie wiem.
To pytanie mnie zatrzymuje. Moja kobieta nigdy nie wyglądała młodziej niż poprzednio. Przynajmniej nie w sposób, który bym zapamiętała. Ale to dziwne, bo przecież w snach wszystko jest możliwe - mogłaby wyglądać jak dziecko albo w ogóle nie mieć wieku. A tymczasem ona się tylko starzeje. To jest bardzo konkretne i jednostronne.
To co mówi autorka tematu - ta jednostronność - jest dla mnie kluczem. W logice snu nie ma powodu, dla którego postać nie mogłaby się odmładzać albo zmieniać płynnie. Że idzie tylko w jednym kierunku sugeruje, że ta zmiana nie jest przypadkowa, nie jest produktem chaotycznej wyobraźni śniącego. Jest jakby rządzona pewną regułą, której nie ustaliliśmy.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, może trochę z innej beczki. Czy te postaci pojawiają się w konkretnych fazach księżyca? Bo w numerologii jest coś takiego, że pewne liczby odpowiadają cyklom, i zastanawiam się, czy wasze sny z tymi starejącymi się osobami grupują się wokół pełni, nowiu, może jakichś dat?
Mam pytanie może naiwne ale powiem szczerze: czy te postacie mogą być duchami prawdziwych osob? Znaczy nie kogoś kto żyje albo żył konkretnie z nami, ale jakis duch który chodzy po snach wielu osob i sie starzeje bo naprawde zyje gdzies między nami? Moze to brzmi dziwnie ale mnie sie ten pomysl narzuca jak czytam te opisy.
To co mówi Tobiasz jest ciekawe, ale chcę wrócić do czegoś, co powiedziała Topielica: postać starzeje się tylko w jednym kierunku. Jeśli duch dostosowuje formę do śniącego, to skąd ten sam kierunek zmian u różnych osób? I właściwie - czy rzeczywiście u wszystkich jest tak samo? Halineczkaa, Adept, Edytka - czy wasze postacie też tylko tyją w tych latach, nigdy nie wyglądają młodziej?
Autorka napisała, że ta relacja jest nierówna, ale jej nie przeraża. To mnie ciekawi - bo gdybym ja miała kogoś w snach, kto wie o mnie więcej niż ja sama, chyba czułabym się obserwowana w złym sensie. Co sprawia, że to dla ciebie nie jest groźne?
Wchodzę w to pytanie Willowej, bo sam się nad tym zastanawiałem przy swoim rybacu. Myślę, że różnica jest w intencji. Ta postać patrzy na mnie, ale nie ocenia. Nie czuję, żeby cokolwiek ode mnie chciała, nie czuję manipulacji. Jest bardziej jak świadek niż jak obserwator. Może to jest właśnie kryterium - czy ta obecność jest zainteresowana tobą, czy tobą władać?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że wszyscy opisujecie postacie, które są mądrzejsze od was i starsze - ale żadna z nich nie jest agresywna ani nie próbuje czegoś zabrać. Czy to nie jest trochę zbyt dobre? W astrologii mamy pojęcie planet, które mogą być dobrze lub źle ustawione, i ta sama energia może być pomocna albo destrukcyjna. Czy te postacie naprawdę zawsze były życzliwe, czy może zdarzyło się coś, co budziło wątpliwości?
No więc czekam czy ktoś mi odpowie na to pytanie o dobroczynność tych postaci. Bo mam wrażenie, że zbyt szybko przyjmujemy, że skoro nie są agresywne, to są bezpieczne. W astrologii Saturn też nie atakuje, ale potrafi zrujnować. Spokój i życzliwość to nie to samo co nieszkodliwość.
