Brak cieni to nie drobiazg. W wielu tradycjach cień jest tym, co łączy byt z podłożem, z konkretem. Jeśli nie było cieni - te drzewa nie rzucały śladu na ziemię, nie zostawiały odcisku. Żywe i obecne, ale bez śladów. To koresponduje z tym brakiem korzeni.
Mam jeszcze jedno pytanie do Jaśka, bo może to zmienić całą rozmowę. Czy w tym śnie czułeś że jesteś we właściwym miejscu, że tu być powinieneś - czy raczej miałeś poczucie że trafiłeś tu przez przypadek, że ktoś cię tu nie oczekiwał?
'Powrót w nieznane' - to jest coś. Czy ktoś ma skojarzenie z czymś konkretnym w ezoteryce? Bo dla mnie to brzmi jak pamięć duszy, tylko że nie do miejsca z poprzedniego wcielenia, ale do... nie wiem, jakiegoś stanu? Przestrzeni?
Rozpoznanie a odkrycie - to jest naprawdę inne doświadczenie w snach. Przy odkryciu jest ekscytacja, zaskoczenie. Przy rozpoznaniu jest spokój i coś melancholijnego. Jasiek, które to było bliższe?
Ten 'spokojny smutek' to jest coś, co znam z własnych doświadczeń. I zawsze mi towarzyszył przy snach, w których trafiałam do miejsc, które 'powinnam znać'. Ale nigdy nie łączyłam tego z drzewami. Jasiek, czy ten melancholijny nastrój był od początku snu, czy pojawił się dopiero w kontakcie z tymi drzewami?
Przestrzeń, która już 'wie' jaki masz mieć nastrój zanim cokolwiek zobaczysz - to brzmi jak coś, co jest ustawione przed naszym przybyciem. Jak gdyby sen nie był tworzony na bieżąco, tylko czekał. Czy tak to odczuwałeś?
Jeśli sen był 'gotowy' i czekał - to wraca pytanie o te drzewa bez korzeni. Bo może to nie jest obraz czegoś niekompletnego. Może właśnie o to chodzi: przestrzeń poza procesem stawania się. Wszystko już jest, nic nie rośnie ani nie ginie. Drzewa bez korzeni w takim kontekście nabierają zupełnie innego sensu. Nie brak - stan.
Dokładnie to mi przyszło do głowy. To nie jest smutek miejsca, tylko smutek gościa. Jasiek jest tam kimś, kto ma korzenie, wśród bytów które ich nie mają. I gdzieś w środku czuje, że nie może zostać. Bo jest uziemiony w sposób, w jaki one nie są.
Odwiedziny w miejscu, które znasz od zawsze, ale nie możesz tam zostać. To jest naprawdę dziwne połączenie. Czy miałeś jakieś poczucie, że kiedyś coś takiego było możliwe? Że kiedyś mógłbyś tam zostać, ale już nie?
Lżejszy - to bardzo piękne słowo w tym kontekście. Czy to może być coś z przed życia? Nie poprzednie wcielenie, tylko stan jeszcze wcześniejszy, przed wyborem ciała? Przepraszam jeśli to brzmi dziwnie, ale to skojarzenie samo przyszło.
To by tłumaczyło dlaczego wszystkie były na tym samym etapie. Nie ma między nimi hierarchii czasu, bo żadna nie wybrała jeszcze czasu. Ale Jasiek - on już wybrał. I stąd ten smutek i ta niemożność zostania.
Przepraszam że wchodzę, ale czytam to od dłuższego czasu i mam pytanie. Czy w tych snach można w ogóle rozróżnić co jest brakiem a co stanem wyboru? Bo na jawie wiemy że drzewo bez korzeni obumrze, więc mózg pewnie tak samo to odczytuje, nawet jeśli dusza rozumie inaczej.
I wróćmy do tytułu tego wątku, bo 'zielone bez korzeni, a mimo to żywe' - to sformułowanie zawiera w sobie odpowiedź. Jasiek napisał to intuicyjnie. 'Mimo to żywe' znaczy że żywotność nie zależy od zakorzenienia. To jest zdanie, które samo w sobie jest symbolem, zanim jeszcze zaczniemy interpretować sen.
Pomyślałam że skoro światło było wszędzie równomiernie i nie było cieni - to może te drzewa nie potrzebowały korzeni bo nie miały gdzie upaść. Bez grawitacji semantycznej, jeśli można tak powiedzieć. Tylko nie wiem czy to ma sens.
'Grawitacja semantyczna' to naprawdę trafne określenie. Ale chcę zapytać Jaśka - czy kiedy stałeś między tymi drzewami i czułeś że jesteś 'lżejszy' niż teraz, to miałeś poczucie że ta lekkość była stanem naturalnym czy czymś co utraciłeś? Bo to dwie zupełnie różne rzeczy.
To co Jasiek opisuje - to uświadomienie sobie utraty przez porównanie - chyba właśnie dlatego te sny bywają smutne nawet kiedy nie ma w nich nic złego. Bo nie chodzi o treść snu, tylko o kontrast z tym co mamy na jawie. Drzewa bez korzeni nie smucą nas same w sobie, smucą nas dlatego że my swoje korzenie pamiętamy i ciągną.
A Jasiek - czy te drzewa w snach sprawiały wrażenie jakby czegokolwiek szukały? Albo czegokolwiek chciały? Czy po prostu były, bez żadnego kierunku?
Bezintencjonalne trwanie. To jest właściwie definicja bycia poza czasem. Intencja wymaga celu, cel wymaga przyszłości, przyszłość wymaga czasu. Jeśli drzewa są bez intencji - to może być znak że ta przestrzeń w ogóle nie ma osi czasu. I stąd brak korzeni - bo korzenie to historia, to czas zakumulowany w glebie.
Czytam to i myślę o jednej rzeczy - Jasiek powiedział że był 'lżejszy' zanim zaczął być tym czym jest teraz. A jeśli właśnie te drzewa symbolizują nie jakieś inne dusze, ale wcześniejszą wersję jego samego? Przed zakorzenieniem, przed ciężarem, przed wszystkim co zebrał przez lata?
Jeśli to wersje siebie, to czy można do nich wrócić? Albo nie wróćić - ale dotknąć? Trochę naiwnie pytam, ale nie wiem jak to inaczej ująć.
Zastanawiam się czy Jasiek czuł w tym śnie jakiś zapach albo temperaturę. Pytam bo gdzieś czytałam że sny z bardzo neutralnym klimatem - bez zapachu, bez ciepła ani zimna - mają inny rodzaj przekazu niż te zmysłowe. Czy ta przestrzeń była 'beztemperaturowa'?
Brak granicy termicznej między ciałem a otoczeniem. To jest bardzo konkretny szczegół. W tradycji wielu systemów mistycznych brak tej granicy oznacza zjednoczenie - stan w którym podmiot i otoczenie przestają być oddzielne. Jasiek może nie tyle odwiedzał inne miejsce, co na chwilę przestawał być oddzielną istotą. I właśnie dlatego wiedział że nie może zostać - bo na jawie ta granica jest fundamentem tożsamości.
To jest dokładnie właściwe pytanie. I odpowiedź nie jest prosta. W tradycji wedyjskiej ten stan to moksha - wyzwolenie. Ale w innych ujęciach - na przykład w pewnych nurtach kabalistycznych - brak granicy między 'ja' a resztą bywa sygnałem rozproszenia, nie zjednoczenia. Dlatego kontekst snu ma znaczenie. Jasiek - czy w tamtej chwili byłeś spokojny, czy raczej miałeś poczucie że jesteś 'bez siebie'?
Spokojny. Zdecydowanie spokojny. Nie było w tym żadnej trwogi. Jakbym był jednocześnie sobą i czymś większym, ale nie tracił tego co moje. Nie wiem czy to dobrze to ujmuję. To nie był stan rozmycia, raczej... rozszerzenia?
To rozszerzenie bez rozmycia to bardzo ważne rozróżnienie. W medytacyjnych opisach głębokich stanów właśnie o to chodzi - nie o utratę siebie, ale o poszerzenie kontenera w którym 'ja' się mieści. I jeśli drzewa bez korzeni były w tej samej przestrzeni - to może one są właśnie symbolem tego co istnieje w tym poszerzeniu. Bez zakorzenienia, bo zakorzenienie należy do węższego stanu.
Zostańmy chwilę przy tym słowie 'środowisko'. Środowisko drzew na jawie to gleba, woda, minerały. Środowisko tych drzew ze snu - czym jest? Jasiek, z czego wyrastały? Miały jakieś podłoże pod sobą, czy po prostu wisiały?
To jest bardzo istotny szczegół, który zmienia interpretację. Ziemia jest - ale drzewo z niej nie czerpie. To nie jest byt zawieszony w próżni, to byt który stoi obok zasobów, ale ich nie używa. Mogłoby - ale nie musi. Albo jeszcze nie zaczęło.
