Odkąd pamiętam, wracam do tego samego snu - ciemny korytarz, drzwi po lewej, zawsze zamknięte. Przez lata próbowałam różnych rzeczy, żeby go zmienić, ale dopiero ostatnio coś zadziałało. Zaczęłam przed zaśnięciem wyobrażać sobie konkretnie ten korytarz i powtarzać w myślach, że tym razem otworzę te drzwi. I rzeczywiście - po kilku próbach stanęłam przed nimi i wiedziałam, że mogę wejść. To był inny sen niż zwykle, jakby zapis w jakimś archiwum uległ edycji. Zastanawiam się, czy ktoś też to robi świadomie - czy celowo wraca do konkretnego miejsca w snocie, żeby zmienić to, co tam zastaje. I czy to w ogóle ma sens z perspektywy tego, czym sny są - czy podświadomość 'pozwala' na taką ingerencję, czy może reaguje oporem?
Ja mam podobnie z jednym snem, ale nigdy nie próbowałam tego świadomie zmieniać, bo szczerze mówiąc, trochę się boję. Co jeśli ta zamknięta wersja snu była zamknięta z jakiegoś powodu? Jak to poczułaś - że możesz otworzyć te drzwi? Czy to było takie zwykłe poczucie kontroli, czy coś bardziej... zewnętrznego?
Ten opis z korytarzem i drzwiami nie jest przypadkowy. To jeden z bardziej klasycznych motywów w pracy onirycznej - zamknięte przejście, do którego wracamy. Ale mnie interesuje coś innego: ile razy wróciłaś do tego snu zanim poczułaś tę gotowość? Bo z tego, co obserwuję, ta 'edycja' nie zależy tylko od intencji przed snem - zależy też od tego, czy coś zmieniło się w tobie na jawie.
Ja nigdy nie próbowałam czegoś takiego świadomie, ale zastanawia mnie jedna rzecz - czy jak zmieniasz sen, to pamiętasz poprzednie wersje? Bo jeśli tak, to jak to odróżniasz od zwykłego snu, który ma podobny klimat, ale nie jest tym 'samym'? Jak wiesz, że to to samo miejsce?
To, co opisuje Ametystka, wpisuje się w coś, o czym rzadko się mówi wprost - sen powtarzający się często niesie nieskończony motyw nie dlatego, że podświadomość jest uparta, ale dlatego, że integracja nie jest skończona. Kiedy coś 'przechodzi' na jawie, sen reaguje. Pytanie do wszystkich: czy ktokolwiek zmienił sen zanim zmienił cokolwiek w sobie - wyłącznie przez technikę?
Słucham tej dyskusji i widzę, że kręcimy się wokół czegoś ważnego, ale nie nazywamy tego po imieniu. To nie jest kwestia techniki ani samej intencji - to kwestia relacji z tym snem. Sen powtarzający się to nie jest problem do rozwiązania. To dialog. I w dialogu nie 'zmieniasz przeszłości' - ty odpowiadasz inaczej, bo masz coś nowego do powiedzenia. Techniki są pomocnicze, ale nie to sprawia, że drzwi się otwierają.
Muszę się tu wtrącić, bo u mnie właśnie tak było - kilka tygodni ten sam sen i poczucie, że jest coraz bardziej duszący, nie mniej. Dopiero kiedy przestałam próbować go naprawić, zaczął się zmieniać. Jakby walka z nim była częścią problemu.
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - mówicie, że aktywna intencja może paradoksalnie blokować? Że lepiej podejść do snu bez planu? To trochę odwraca całą logikę świadomego śnienia, którą znam.
Okej, trochę się tu gubię. Jak ustawia się tę 'miękką intencję' przed zaśnięciem? Bo czytam i wydaje mi się, że trzeba to jakoś sformułować, ale jak, żeby nie było za konkretnie?
A ja mam pytanie do Habbii, bo ciągle mnie to nurtuje - kiedy już udało ci się coś zmienić w tym śnie, to jak się czułaś po przebudzeniu? Inne niż po poprzednich razach?
Bardzo inne. Poprzednie razy budziłam się z tym ciężkim poczuciem niedokończenia. Tym razem był spokój, ale też dziwna tęsknota - jakbym gdzieś dotarła i nie było już po co wracać. To chyba najbardziej różniło to od wcześniejszych nocy.
Ta tęsknota po zakończeniu cyklu snu brzmi ciekawie. Czy sen w tej samej formie rzeczywiście już nie wrócił, czy pojawił się w jakimś nowym wariancie, jak u Ametystki?
Mam takie wrażenie, że ten wątek dotyczy czegoś głębszego niż techniki - jakby chodzi o to, że sny mają własną pamięć o nas. Że to nie my pamiętamy sny, ale sny pamiętają nasze stany. Czy tak to czujecie?
Tak, Kinia, i to chyba jest clou. Przez długi czas myślałam, że muszę zmienić zdarzenia - że jeśli tamte drzwi nie otworzą się inaczej, to się nie uda. A kiedy w końcu coś się zmieniło, to nie drzwi były inne. Byłam inna po tej stronie drzwi. To czy da się z góry zaplanować taką zmianę - szczerze, nie wiem.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę się zapytać, bo może nie wszystkim jest tak oczywiste - kiedy mówicie o zmianie siebie przed snem, to co to konkretnie oznacza w nocy, tuż przed zaśnięciem? Czy to jest coś, co można zrobić w kwadrans, czy to wymaga miesięcy pracy z danym snem?
Przepraszam, że może to naiwne pytanie, ale jak w ogóle rozpoznaje się, że wrócilo się do tego samego snu? Znaczy, czy to jest kwestia miejsca, atmosfery, postaci, czy czegoś trudniejszego do nazwania? Bo czytam i mam wrażenie, że każdy trochę inaczej to opisuje.
To co Kinia powiedziała o uczuciu a nie obrazie - to mnie bardzo uderzyło. Bo ja właśnie nie umiałam wcześniej powiedzieć, dlaczego wiem, że to 'ten sam' sen. Myślałam, że muszę go rozpoznać wzrokowo, a tu okazuje się, że to może być coś zupełnie innego. Ale jak wy to odróżniacie od zwykłego podobnego nastroju sennego? Pytam szczerze, bo chcę to lepiej rozumieć.
Jaromir, to 'prawie tam' to jest coś, co znam bardzo dobrze. Był długi okres, kiedy czułam, że jestem obok tego snu, nie w nim. I teraz, gdy to opisujesz przez adres - to chyba coś w tym jest. Jakby ten sen był punktem, do którego dochodzisz z różnych kierunków i w zależności od tego, skąd idziesz, inaczej go widzisz w środku.
Ale czy 'inaczej widzisz' to znaczy, że treść się zmienia, czy raczej twoje miejsce w tej treści? Bo to chyba duża różnica - jedno to jakby sen pisał nowy scenariusz, drugie to ty grasz inną rolę w tym samym.
Chcę zapytać o coś trochę innego - czy zmiana siebie przed snem, o której tu rozmawiamy, może czasem sprawić, że sen się zamknie, zamiast się otworzyć? Mam takie wrażenie po kilku próbach, że kiedy pracowałam nad jakimś motywem, sen po prostu znikał z repertuaru. Nie wiem, czy to sukces, czy po prostu coś zablokowałam.
Czytam ten wątek od dawna i mam wrażenie, że wszyscy zakładacie, że podświadomość jest życzliwa - że jeśli sen znika, to jest jakiś cel, jakieś 'wystarczy'. Ale co jeśli czasem to jest po prostu wyczerpanie tematu bez żadnego komunikatu? Nie każde zamilknięcie musi być zakończeniem rozdziału.
To, co Ametystka opisuje - ten niezamknięty gest - jest bardzo bliskie temu, co czuję przed snami, które potem mogę zmienić. Jakby wejście było możliwe tylko wtedy, gdy dzień jest domknięty, nie idealnie, ale przynajmniej nie ma w nim czegoś wiszącego w powietrzu. Jak wy to rozumiecie - czy zmiana snu wymaga tej ciszy od dnia, czy można wejść w zmianę nawet z chaosem za sobą?
Chcę zapytać o coś, co mnie nurtuje od początku tego wątku - czy kiedy mówicie o 'zmianie' snu, macie na myśli zmianę tego, co się dzieje w środku, czy zmianę tego, jak na to reagujecie? Bo to brzmi podobnie, ale chyba jest zupełnie inne.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku, ale chyba nie - czy kiedy mówicie o zmianie snu 'następnej nocy po koncentracji', to czy ten sen musi wrócić od razu kolejnej nocy, czy może wrócić po tygodniu i też będzie to ta sama próba?
Mam takie doświadczenie z tym, co Kinia pyta. Przez długi czas myślałam, że jestem 'gotowa', bo robiłam wieczorne rytuały, zapisywałam intencje, leżałam spokojnie. A potem zauważyłam, że zawsze tuż przed snem przez chwilę nasłuchuję - czy coś przyjdzie. I to właśnie był ten moment oczekiwania, który wszystko psuł.
To, co Ametystka opisuje z tym nasłuchiwaniem - rozpoznaję to. Ale zastanawiam się, czy jest jeszcze jeden poziom tego mechanizmu. Bo dla mnie problemem nie było samo oczekiwanie, tylko to, że nie wiedziałam, czego właściwie chcę zmienić w tym śnie. Intencja była rozmyta i chyba dlatego sen wracał tak samo, jakbym jej nie miała.
Wracam do pytania Celestynki, bo mnie ono też zatrzymało - czy intencja emocjonalna jest wystarczająca, czy potrzebna jest też intencja fabularna? Moje doświadczenie mówi, że kiedy wchodzę do snu z emocją bez obrazu, sen sam dobiera sobie formę. Ale nie wiem, czy ta forma jest wtedy tym, czego naprawdę chciałem.
