Albo - i to mnie bardziej zastanawia - czerpie z czegoś innego. Jeśli brak korzeni w ziemi, a drzewo żyje, to skąd bierze wodę i minerały? Może odpowiedź jest właśnie w tym poszerzeniu o którym Jasiek mówił - że czerpie z samego powietrza, z otoczenia, z przestrzeni. Jak epifity. Storczyki rosnące na gałęziach innych drzew, bez kontaktu z glebą.
Piękna analogia, ale mam jedno zastrzeżenie. Epifity mają jednak jakiś punkt styku z rzeczywistością - gałąź, skałę, cokolwiek. Drzewa Jaśka stają po prostu na ziemi, z którą nie mają kontaktu. To bardziej jak byt który jest w świecie ale nie jest przez świat podtrzymywany. Trochę jak gość - przyszedł, stoi, ale nic nie bierze i nic nie daje.
Ten obraz gościa bardzo mi się podoba i jednocześnie jest smutny. Czy Jasiek miał wrażenie że te drzewa są tu tymczasowo? Że mogą odejść albo że kiedyś odejdą?
Zdarzenie, a nie stałość. To jest bardzo ciekawe sformułowanie. Jakby drzewo było czasownikiem a nie rzeczownikiem?
Właśnie chciałam napisać coś podobnego. Może te drzewa nie są bytami w sensie trwałych obiektów, tylko raczej procesami. Czymś co się dzieje przez chwilę i forma drzewa jest po prostu kształtem który to coś na moment przyjęło.
Przepraszam że się wtrącę, ale nie wiem czy dobrze rozumiem. Mówimy o drzewach które są 'zdarzeniami' a nie 'rzeczami'. Czy to znaczy że Jasiek widział coś co normalnie jest niewidoczne, bo istnieje tylko przez chwilę i zazwyczaj umknęłoby uwadze? Że sen pozwolił to uchwycić?
To co Jasiek powiedział o zwalnianiu czegoś ulotnego - bardzo mi to zostało. Ale chcę dopytać: czy w tym śnie był jakiś ruch? Czy drzewa stały nieruchomo, czy coś się w nich działo, jakiś szum, drżenie liści, cokolwiek?
ruch od środka bez zewnętrznej przyczyny - to bardzo specyficzny szczegół. W symbolice różnych tradycji taki wewnętrzny impuls ruchu jest przypisywany bytom które mają własną wolę, niekoniecznie podporządkowaną środowisku. Czy ten ruch był rytmiczny, jak oddech, czy bardziej nieregularny?
Drzewo które oddycha bez korzeni i bez wiatru. To już nie jest symbol - to jest opis czegoś żywego na własnych zasadach. Jaśku, czy miałeś wrażenie że te drzewa są świadome twojej obecności?
No to teraz mam pytanie, bo trochę gubi mnie ta rozmowa. Mówimy o drzewach które oddychają, są świadome, nie mają korzeni i są 'zdarzeniami'. W którym momencie przestajemy mówić o drzewach a zaczynamy mówić o czymś zupełnie innym, co tylko przybrało formę drzewa?
A czy można w ogóle wiedzieć co się kryje za formą? Bo mam wrażenie że każda interpretacja którą tu budujemy jest kolejną formą - tylko słowną. Czy kiedyś dotrzemy do 'tego czegoś' bez formy?
Ale to trochę frustrujące, nie? Jasiek miał ten sen, próbujemy go rozgryźć od wielu postów, a wychodzi że nigdy nie dowiemy się co to 'naprawdę' było. Czy to nie jest trochę bez sensu?
Jaśku, a czy od tego snu zmieniło się coś w tym jak czujesz siebie na jawie? Pytam bo mam wrażenie że takie sny czasem coś 'ustawiają' nawet jeśli nie rozumiemy ich do końca.
To mnie zastanawia najmocniej ze wszystkiego co Jasiek powiedział. Pozwolenie. Sen jako rodzaj zgody na własny stan. Nie wyjaśnienie, nie przepowiednia - tylko jakieś głębsze 'tak, to też może być życie'. Myślę że wiele snów o niestandardowej roślinności działa właśnie tak - normalizuje to co na jawie wydaje się brakiem.
To słowo 'pozwolenie' zostaje ze mną. Bo właśnie o to chodzi w pracy ze snem - nie żeby sen rozwiązał problem, ale żeby zmienił coś w stosunku do problemu. Jaśku, czy masz poczucie że to 'pozwolenie' przyszło od ciebie samego, czy że zostało ci dane przez coś zewnętrznego? To ważna różnica, bo zmienia to jak możesz z tym pracować dalej.
Dobrze że to mówisz, bo przez chwilę ta rozmowa poszła w kierunku który mnie trochę niepokoi. Mówimy o pozwoleniu, zgodzie, 'to też może być życie' - ale Jasiek sam powiedział że w jego życiu jest coś nieugruntowanego. Czy na pewno sen tu mówi 'wszystko w porządku, żyj dalej bez korzeni'? Bo może mówi coś dokładnie odwrotnego - patrz jak wyglądam i zapytaj się czy sam chcesz tak wyglądać.
Słucham tej wymiany i mam pytanie może naiwne, ale: czy jest jakaś technika albo sposób żeby wrócić do snu i zapytać go wprost? Jasiek mógłby po prostu powtórzyć ten obraz w medytacji i zobaczyć co czuje kiedy ma więcej czasu i jest na jawie?
Czy w tej metodzie można porozmawiać z drzewem? Pytam serio, bo to brzmi dziwnie kiedy to piszę, ale skoro drzewa w śnie Jaśka były w jakimś sensie świadome...
A jeśli drzewo odpowie coś czego się boimy usłyszeć? Pytam bo mnie zawsze trochę hamuje właśnie to - że może nie chcę wiedzieć co naprawdę było w tym śnie.
Wracam do tych drzew bez korzeni, bo mam poczucie że wyślizgnął nam się jeden wątek. Przez całą rozmowę mówimy o duszy, o wolności, o pozwoleniu - ale czy ktoś zastanowił się nad tym co to znaczy że ich było wiele? Jasiek mówił o nich w liczbie mnogiej, prawda? Jedno drzewo to symbol, ale las drzew bez korzeni to już coś innego.
Wspólnota bez korzeni. To mogłoby oznaczać środowisko albo grupę ludzi w życiu Jaśka którzy wszyscy są w podobnym zawieszeniu. Albo część większej całości która nie jest zakorzeniona w tradycji, miejscu, relacjach. Jasiek, czy to coś do czegoś ci pasuje?
To jest ciekawe przełożenie. I właśnie dlatego nie warto zatrzymywać się na pierwszej interpretacji. Sen wraca na różnych poziomach - raz mówi o tobie, raz o tobie w relacji, raz o grupie do której należysz. Czy ta wspólnota z twojego życia jest dla ciebie czymś co cenisz, czy raczej czymś co cię niepokoi?
Właśnie próbowałam wyobrazić sobie jak wyglądałaby taka rozmowa z drzewem w medytacji i utknęłam na samym początku. Jasiek, kiedy wracasz myślami do tego snu, czy drzewa miały jakiś charakter - były do siebie podobne, różniły się, może niektóre wyglądały lepiej niż inne? Bo jeśli to była wspólnota, to ciekawi mnie czy była jednorodna.
Dobre pytanie i nie mam pewności. Pamiętam że były różnej wielkości - jakby różne etapy, różne natężenie życia. Nie wszystkie były tak samo zielone. Ale wszystkie stały. Żadne nie leżało, żadne nie umierało. Nawet te mniejsze miały w sobie coś pewnego.
Ta różnica w wielkości może być ważna. Może to nie jest wspólnota równorzędna, ale hierarchiczna - albo po prostu z różnym doświadczeniem zawieszenia. Jakby jedne drzewa były w tym stanie dłużej i znalazły lepszy sposób na bycie bez podłoża.
To ważne rozróżnienie które właśnie zrobiłeś - między wspomnieniem a rekonstrukcją. Przy pracy ze snem obie są wartościowe, ale warto je rozróżniać. To co dodajesz po fakcie też pochodzi z ciebie, ale może być mniej surowe, bardziej już ofiltrowane przez to czego szukasz.
Wracając do samych drzew bez korzeni - siedzi mi w głowie jeden aspekt który jakoś wyślizgnął się przez całą tę rozmowę. Skoro były żywe i zielone, to skąd czerpały? Nie z ziemi. Więc z czego? Powietrze, światło, coś innego? Jasiek, czy w śnie było jakieś źródło - słońce, deszcz, mgła?
