Śnił mi się ostatnio sen, który nie daje mi spokoju już od kilku tygodni. Byłem w jakimś miejscu przypominającym starą kuźnię - ale nie ziemską, bardziej jakby poza czasem - i siedziała przede mną istota. Nie człowiek, nie zwierzę. Miała coś z ptaka i coś z dymu. I ta istota chciała, żebym ją nauczył obróbki metalu. Na jawie jestem stolarzem, nie kowalem, ale we śnie wiedziałem dokładnie, co robić: jak rozgrzać metal, jak wyczuć temperaturę po kolorze, jak uderzyć, żeby nie pękło. Uczyłem ją z takim spokojnym poczuciem, że to ma sens. Nie pytałem, po co jej ta wiedza. Ona słuchała bardzo uważnie, jakby każde moje słowo było czymś rzadkim. Obudziłem się z dziwnym przekonaniem, że nie był to zwykły sen. Ktoś z was miał coś podobnego - tę rolę nauczyciela wobec czegoś, co nie pochodzi stąd?
To jest bardzo ciekawy temat i cieszę się, że go poruszyłeś, bo sama kilka razy miałam sny, w których coś tłumaczyłam - ale nie istotom, tylko jakby przestrzeniom, miejscom, które słuchały. Twój sen mnie jednak zastanawia pod innym kątem: ta istota chciała się nauczyć czegoś konkretnego, rzemieślniczego. Czy masz wrażenie, że wybór akurat metalurgii był przypadkowy, czy czułeś, że ona wiedziała, że to jest coś cennego dla ciebie osobiście, nawet jeśli na jawie to nie twoje rzemiosło?
Słuchaj, to mnie uderzyło - ta ptak-dym-istota, która słucha uważnie i nie zadaje pytań. W snach kiedy uczę kogoś lub tłumaczę rytuał, ta druga strona zawsze jest bardzo bierna. Jakby chłonęła, nie żeby zrozumieć, ale żeby zabrać. I nigdy nie wiem czy to mi daje czy odbiera. Czy ty miałeś poczucie, że ta istota brała coś od ciebie w zamian za tę naukę, czy był to zwykły - jeśli można tak powiedzieć - jednostronny przekaz?
To z tym 'przeze mnie, nie ze mnie' - rozumiem to dosłownie? Jakbyś był kanałem, a nie źródłem? Bo to zupełnie zmienia obraz tej sytuacji. Nie jesteś nauczycielem, tylko przewodnikiem dla czegoś starszego. Zastanawiam się, czy ta istota uczyła się tej konkretnej wiedzy czy uczyła się przez ciebie doświadczenia zmysłowego - ciepła metalu, ciężaru młota, zapach kuźni. Może to jej brakuje, nie instrukcji.
Moim zdaniem w astrologii jest coś na ten temat - Saturn jest planetą rzemiosła i dyscypliny, ale też strażnikiem progu między tym a tamtym. Możliwe, że jakiś aspekt Saturna w twoim horoskopie otworzył cię na takie spotkanie. Nie twierdzę, że to wszystko wyjaśnia, ale warto sprawdzić, czy ten sen nie chodził z jakimś transitem saturnowym.
Czytam od początku i chcę zapytać o podstawy, bo może to głupie pytanie - skąd wiadomo, że ta istota nie była jakąś częścią ciebie samego? Że to nie było ego we śnie konstruujące rolę nauczyciela, bo po prostu lubisz uczyć albo masz potrzebę bycia kompetentnym? Naprawdę pytam, nie podważam - chcę wiedzieć, czym różni się takie spotkanie od po prostu bardzo żywego snu.
Ja nie znam się na tym za bardzo, ale wydaje mi się że to uczenie czegoś we śnie to strasznie dziwna rzecz - bo po co niby jakiś duch czy cokolwiek to jest miałby uczyć się od nas rzemiosła? Czy duchy w ogóle coś 'robią' z taką wiedzą? Co z nią zrobią?
To wszystko ładnie brzmi, ale mam praktyczne pytanie - czy takie sny w ogóle coś zmieniają? Czy po przebudzeniu jest jakaś zmiana w sobie, czujesz się inaczej, inaczej patrzysz na swoje rzemiosło? Bo jeśli nie, to może to jednak tylko sen?
Ja się pytam trochę z innej strony - czy takie sny są bezpieczne? To znaczy, czy uczyć coś nieznaną istotę we śnie to nie jest jakiś rodzaj otwarcia się, na które można potem trafić niechciane rzeczy? Może naiwne pytanie, ale chcę wiedzieć.
Poczekaj chwilę - ona coś ci pokazała? Co to było? Bo to całkowicie przewraca ten obraz. Już nie jesteś nauczycielem, jesteś... uczniem? Wymiana? Jak to wyglądało?
To brzmi jak typowa zasada wzajemności w magii - dajesz lekcję, dostajesz lekcję. Może to w ogóle nie był układ nauczyciel-uczeń, tylko coś w rodzaju wymiany wiedzy między poziomami. Ona uczy się materii, ty uczysz się niematerialności.
Właśnie o to mi chodziło wcześniej - że to my jesteśmy oknem na materialny świat. A tu okazuje się, że to okno działa w dwie strony. Ciekawe czy ona wiedziała od początku, że odda ci coś w zamian, czy to też było spontaniczne.
Hej, przepraszam że się wtrącę, ale to 'zgięcie materiału w niemożliwy sposób' - czy to jest coś, co można sobie potem wyobrazić na jawie? Bo to brzmi jak jakiś rodzaj wiedzy, tylko że zakodowanej obrazem. Rozumiem to dobrze?
Ten obraz, który 'pracuje' - to jest coś, co i ja znam z własnych snów. Nie rozumiesz go od razu, ale po jakimś czasie coś się układa. Jakby sen zasiewał, a ty zbierasz potem. Piękne to jest naprawdę.
Słuchaj, ale czy nie jest tak, że każdy sen jest trochę nie do przeniesienia? Że to jest właśnie jego natura - działa tam, a tu tylko zostawia ślad? Nie wiem czy to coś specjalnego, że ten obraz się 'rozsypuje'.
Zastanawiam się czy to nie ma związku z Merkurym jako rządcą komunikacji i nauki - ale tu chodzi o komunikację ponadzmysłową. Merkury w snach potrafi przynosić przekazy, które są bardziej energetyczne niż słowne. To by tłumaczyło, czemu obraz nie daje się 'przełożyć'.
Chciałem zapytać o coś innego - czy ktoś z was miał podobne sny, ale z innym zawodem albo umiejętnością? Bo zastanawiam się, czy to jest coś, co przytrafia się głównie komuś, kto pracuje z materiałem w tradycyjny sposób, czy może programista albo lekarz też może uczyć istotę we śnie swojego rzemiosła.
Właśnie ta kolejność mnie też uderzyła. Ona nie pytała 'jak się to robi' - ona pytała 'dlaczego to trzymasz w rękach'. Dosłownie. Jakby interesowało ją moje powiązanie z materiałem, a nie sam materiał. I nie wiem, czy to nie jest ważniejsze niż wszystko, co potem zrobiła.
A czy miałeś wrażenie, że ona rozumie twoją odpowiedź, czy tylko ją rejestruje? Bo zastanawiam się, czy takie istoty mają coś w rodzaju emocji związanych z uczeniem się - ciekawość, zaskoczenie, coś w tym stylu.
To 'smakowanie słów' to jest coś, co pojawia się w opisach kontaktu z bytami merkuriańskimi. Merkury rządzi nie tylko komunikacją, ale też percepcją - i istoty z jego sfery często doświadczają informacji sensorycznie, nie konceptualnie. Perun mógł trafić na taki właśnie kontakt.
Też chciałem zapytać o wygląd, ale bałem się, że to zbyt podstawowe pytanie. Perun, jak ona właściwie wyglądała? Miała twarz, była przezroczysta, przypominała człowieka? Bo próbuję to sobie wszystko złożyć w całość i ciągle mi brakuje tego obrazu.
Trudno powiedzieć. Miała kształt zbliżony do ludzkiego, ale proporcje były inne - za długie ręce, za dużo przegubów. Twarz była, ale niekonkretna, zmieniała się kiedy na nią patrzyłem bezpośrednio. Jak się patrzyło z boku, była bardziej wyraźna. I była ciemna, ale nie czarna - raczej jak cień rzucony przez coś, czego nie ma.
Ten opis - 'za dużo przegubów' i 'cień czegoś, czego nie ma' - to jest właśnie coś, co sprawia, że takie istoty są inne od duchów ludzi. Duchy ludzkie zwykle wyglądają jak ludzie, tylko rozmyte. A to brzmi jak coś, co nigdy nie było człowiekiem. Czy miałeś takie wrażenie w samym śnie?
Samotność z natury, nie z utraty - o, to jest piękne i smutne jednocześnie. Ale czy taka istota w ogóle może czegoś od nas chcieć z własnej woli, czy raczej przyciągnęła ją energia, którą wysyłałeś podczas pracy?
Przepraszam, że wchodzę, ale nie rozumiem jednej rzeczy - czy takie istoty mogą się w ogóle czegoś nauczyć i potem to wykorzystać? Bo jeśli ona zapamiętała tę lekcję, to co z tym robi? Gdzieś to stosuje?
To ciekawe co mówisz Gabrysieńka, bo ja mam wciąż z tyłu głowy to pytanie które zadałem wcześniej - czy to samo może spotkać kogoś, kto pracuje z czymś zupełnie innym. Programistę, lekarza, piekarza. Czy ta istota szukałaby każdego, kto jest głęboko w swojej robocie, czy coś konkretnie w pracy Peruna ją przyciągnęło?
No właśnie, to jest ten moment, który wszystko komplikuje i sprawia, że nie można tego odłożyć jako zwykłego snu o pracy. Perun, czy od tamtego snu coś się zmieniło w tym jak podchodzisz do materiału na jawie? Pytam bo może ta zmiana jest właśnie owocem tej lekcji, tylko jeszcze jej nie widać wyraźnie.
