A mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Czy ta mgła, do której Michasia idzie, ma jakiś kolor, charakter? Bo mgła ciemna i mgła świetlista to zupełnie inne symbole. Nie pytałem o to wcześniej, a może to ważne.
Czytam to i mam wrażenie, że cała ta rozmowa o kierunku — do czegoś czy od czegoś — może być mniej istotna niż to ostatnie zdanie. 'Jakbym do niej należała.' To brzmi jak rozpoznanie, nie jak szukanie. Czy to możliwe, że sen nie mówi ci co robić, tylko przypomina ci kim jesteś?
Ale czy ta mgla moze byc tez jakims progiem miedzy wymarmi? Tzn nie metaforycznie, ale dosownie jako granica? Bo jesli ona tam nalezy to moze nie jest tak ze idzie w przyszlosc, moze idzie do czegos co jest jej znane z innego poziomu?
I właśnie to jest dla mnie najciekawsze w tym wątku. Sen daje spokój, a jawa daje strach przy tej samej sytuacji. Jakby te dwa poziomy odwrotnie reagowały. Czy to normalne? Czy ktoś miał podobnie, że sen był spokojniejszy niż jawa przy tym samym temacie?
A ja się zastanawiam, czy w którymś momencie snu Michasia w ogóle patrzy na tłum? Tzn. czy jest jakaś interakcja z tymi ludźmi, wzrok, kontakt, czy po prostu mijają się jak duchy? Bo to też zmienia odczyt — czy tłum jest przeszkodą, tłem, czy może ostrzeżeniem?
To co opisujesz z tym brakiem tarcia jest dla mnie kluczowe. Nie przenikasz przez tłum, nie walczysz z nim, po prostu idziecie w różnych warstwach. To mi przypomina coś, co kiedyś słyszałem o snach tranzytowych — że kiedy jesteś 'między', inni ludzie z twojego otoczenia nie mają do ciebie dostępu, bo operujesz na innej częstotliwości. Czy ci się zdarzało, że ktoś z tego tłumu jednak na ciebie spojrzał, choćby raz?
Ta warstwa bez tarcia to nie jest przypadkowy detal. W snach inicjacyjnych ten motyw pojawia się bardzo konkretnie — idący pod prąd nie jest widziany przez pozostałych, bo dosłownie nie należy do ich porządku ruchu. Ale mam pytanie do Michasi: czy ten tłum jest cichy, czy słyszysz jakieś dźwięki, kroki, szmery?
Właśnie chciałem zapytać o to samo. Bo cisza w takim śnie wydaje mi się jeszcze bardziej niepokojąca niż jakikolwiek hałas. Tłum bez dźwięku to prawie jak procesja.
A co jesli ten szum to jest wlasnie ta mgla? Nie widzialna, ale slyszalna juz z odleglosci? Tzn jakby mgla miala swoj dzwiek zanim mozna ja zobaczyc?
Zastanawiam się nad czymś innym. Michasia powiedziała wcześniej, że jakby do tej mgły należała. A teraz mówi, że szum tła w ogóle nie przykuwa uwagi. Czy to możliwe, że te elementy — mgła, szum, kierunek — są dla niej naturalne, bo to jest jej własna przestrzeń? I że cały niepokój pochodzi tylko z kontrastu z tłumem, nie z samej drogi?
Właśnie. I to jest chyba najważniejsza zmiana w tej historii — nie to że sen trwa dłużej albo jest inaczej zbudowany, tylko że punkt obserwacji Michasi się przesuwa. Michasia, czy masz wrażenie, że we śnie idziesz szybciej teraz niż na początku? Albo że ta mgła jest bliżej?
To rozróżnienie czy ona się zbliża do mgły czy mgła do niej to nie jest tylko poetyckie — w świadomym śnieniu to realnie dwie różne dynamiki. Jeśli ty się zbliżasz, to ty inicjujesz. Jeśli mgła przychodzi, to ona. Michasia, czy w tym śnie masz poczucie, że cokolwiek ty wybierasz, czy wszystko po prostu się dzieje?
Mam pytanie, bo trochę się zgubiłam. Jeśli Michasia nie wybiera i nie obserwuje, tylko jest niesiona — to kto lub co decyduje o tym kierunku? Bo to brzmi jakby coś przez nią szło, a nie ona szła sama.
Magnes. To słowo zmienia całą interpretację. Bo magnes nie wymaga decyzji — on po prostu działa na podatny materiał. Michasia, mam jedno pytanie: czy kiedykolwiek miałaś wrażenie, że mogłabyś się temu przyciąganiu oprzeć, gdybyś chciała? Czy to w ogóle nie wchodzi w grę w tym śnie?
To co Michasia opisuje — brak oporu jako kategorii, nie jako słabości — to jest kluczowe. W inicjacyjnych snach przejścia wola nie zanika, ona się nie buntuje, bo rozpoznaje swój kierunek. Pytanie tylko: czy mgła jest celem, czy mgła jest przejściem do czegoś?
No właśnie, a czy Michasia kiedykolwiek zbliżyła się na tyle żeby cokolwiek przez tę mgłę zobaczyć? Bo mamy już dużo teorii o tym co mgła znaczy, ale nie wiem czy ona kiedykolwiek do niej dotarła.
Nie. Zawsze budzę się zanim. Ale ostatnio wydaje mi się, że to 'zanim' jest coraz krótsze. Jakby odległość się zmniejszała z każdym snem.
To brzmi jakby sen sam regulował tempo. Jakby nie pozwalał przekroczyć granicy przed... czymś. Przed gotowością? Przed jakimś momentem? Michasia, czy coś się zmienia w twoim życiu na jawie w tym samym czasie kiedy sny są intensywniejsze?
Spokojne zmiany potrafią być dla podświadomości bardziej znaczące niż kryzys. Bo kryzys dostaje dużo uwagi na jawie — jest przeżywany, omawiany, analizowany. A spokojne przejście często przepływa niezauważone przez codzienność, ale dusza je rejestruje. Przeprowadzka i zmiana pracy razem to spora przemiana przestrzeni i roli — i to mogło uruchomić ten cykl snów.
Poczekajcie — bo teraz mamy dwa możliwe tropy naraz i chciałbym żebyśmy ich nie mieszali. Jeden to: sen odzwierciedla realne poczucie bycia 'pod prąd' w nowym środowisku. Drugi to: sen jest inicjacyjny i mgła jest granicą duchową. To niekoniecznie sprzeczne, ale skąd wiemy które jest dominujące? Michasia, jak się czujesz kiedy się budzisz z tego snu? Przytłoczona, spokojna, zmęczona?
Ten spokój po przebudzeniu to w klasycznej oneiromancji jeden z markerów snu numinotycznego — pojęcia wprowadzonego przez Rudolfa Otto i zaadaptowanego przez Junga do pracy z materiałem sennym. Numinosum w śnie budzi respekt, nie lęk — i zostawia po sobie właśnie to 'ciche poczucie ważności'. To odróżnia go od snu lękowego, który zostawia niepokój, i od snu prozaicznego, który zostawia obojętność. Sam spokój po przebudzeniu nie jest dowodem na nic konkretnego, ale statystycznie częściej towarzyszy snom, które śniący sami w retrospekcji uznają za przełomowe.
Słucham tej rozmowy i mam takie proste pytanie, bo może gdzieś to umknęło: Michasia mówiła że tłum idzie wstecz a ona do przodu. Ale czy my wiemy na pewno że ona idzie 'do przodu'? Skąd wiemy że jej kierunek to jest ten właściwy a nie odwrotnie? Może to ona idzie wstecz a reszta do przodu, tylko z jej perspektywy to wygląda inaczej?
Ale wiesz co mnie uderza? Ze ten tłum wogole nie probuje cie zatrzymac. Nie krzyczy, nie ciagnie. Po prostu idzie w swoja strone i tyle. To jest bardziej dziwne niz gdyby bylo wrogie, nie? Jakby dwa swiaty mialy sie mijnac bez zadnego kontaktu.
I wlasnie to mnie w tym snie Michasi najbardziej uderza — ze ten tłum jej po prostu nie widzi, czy widzi i ignoruje? Bo to by dużo zmieniało w interpretacji.
Wydaje mi się że widzi, ale nie reaguje. Nie ma wrogości, nie ma zainteresowania. Jakbyśmy byli w dwóch różnych pasmach tej samej przestrzeni — fizycznie blisko, ale jakby z różnych warstw rzeczywistości.
To co opisujesz — dwie warstwy tej samej przestrzeni — jest bardzo charakterystyczne dla snów, które w tradycji hermetycznej nazywa się snami przenikania. Śniący nie tyle jest w innym miejscu, co w innym stanie percepcji. Tłum nie ignoruje, bo nie jest w stanie zobaczyć kogoś, kto drgą na innej częstotliwości. Michasia, czy masz we śnie ciało? Czy czujesz grunt pod nogami, wagę własnych kroków?
Aktywnie — to jest może najlepsze słowo. Nie cofają się jak ktoś kto się waha. Idą zdecydowanie, tylko w przeciwnym kierunku. Jakby mieli swój cel, który jest po prostu gdzie indziej niż mój.
