Mam wrażenie, że to temat, o którym mało kto mówi wprost. Od jakichś kilku miesięcy śni mi się ta sama postać — kobieta w średnim wieku, twarzy nigdy dobrze nie widzę, ale głos rozpoznaję. I co mnie zastanawia najbardziej: pojawia się niezależnie od tego, jak śpię. Na plecach mam sny z nią spokojniejsze, jakby przychodziła po prostu posiedzieć i powiedzieć coś łagodnie. Kiedy śpię na boku — zwłaszcza lewym — jest bardziej nagląca, jakby coś pilnego chciała przekazać. Zaczęłam to zapisywać i naprawdę widzę wzorzec. Czy ktoś miał coś podobnego? Zastanawia mnie, czy pozycja ciała faktycznie zmienia coś w tym, co przychodzi do nas w snach.
Pozycja ciała a treść snu to coś, o czym rzadko się dyskutuje, a naprawdę jest tu o czym rozmawiać. W tradycyjnych przekazach — chociażby w niektórych szkołach jogi i tybetańskich naukach o śnie — kładzenie się na lewym boku otwiera bardziej na energie lunarne, receptywne. To może wyjaśniać tę 'naglącość', o której piszesz. Na plecach ciało jest bardziej 'otwarte', mniej chronione, i część praktykujących mówi, że to pozycja, w której kontakt z pewnymi warstwami jest łatwiejszy, ale też mniej filtrowany. Mam pytanie do ciebie — czy głos tej kobiety mówi ci coś konkretnego, czy to bardziej wrażenie obecności i emocji?
Czytam i zastanawiam się — mówisz o tej samej postaci niezależnie od pozycji, ale z różnym 'charakterem' przekazu. To dla mnie brzmi bardziej jak jedna istota, która dostosowuje sposób komunikacji do twojego stanu. Bo jak śpisz na plecach, twój oddech jest inny, poziom napięcia ciała inny. Może ona nie zmienia przekazu, tylko ty inaczej go odbierasz? Nie wiem, dopytam — czy kiedy się budzisz po tych snach, emocja jest inna w zależności od pozycji?
Ja nigdy nie zwracałem uwagi na to, jak leżę, gdy śnię. Ale teraz jak o tym czytam, to sobie przypominam, że też mam postać, która wraca — taki starszy mężczyzna, siwe włosy, milczy głównie. Mam go chyba tylko jak leżę na wznak, bo na boku nie pamiętam żebym go widział. Czy to w ogóle można sprawdzić celowo? Tzn. zasypiać w danej pozycji i zobaczyć czy to coś zmienia?
Pozycja na plecach aktywuje czakrę korony, to jest właściwie znana rzecz w pracy z energią. Dlatego sny na plecach są spokojniejsze i jakby 'wyższe' energetycznie. Na lewym boku pracuje czakra serca i to ona przyciąga kontakty emocjonalne, bardziej osobiste przekazy. Dlatego ta naglącość, o której pisze Kamilka — to serce chce coś przekazać albo odbiera coś z wyższej częstotliwości przez filtr emocji.
To by tłumaczyło, czemu na lewym boku mam sny bardziej energetyczne i pilne — jeśli to strona solarna, aktywna. A co z leżeniem na wznak? W tym modelu to sushumna?
Dokładnie tak się to tłumaczy — leżenie na wznak sprzyja aktywności sushumny, centralnego kanału, który jest łączony z głębszymi stanami świadomości, ale też z pewnym rodzajem spokoju i otwartości. Stąd w tej pozycji sny bywają mniej naładowane emocjonalnie, a bardziej klarowne. Chociaż ta sama pozycja jest też wskazywana jako ta, w której łatwiej dochodzi do paraliżu sennego.
Przy paraliżu sennym mam inne doświadczenie — u mnie on pojawia się właśnie na plecach i wtedy też czasem czuję obecność. Ale to inny rodzaj obecności niż ta, którą opisuje Kamilka. Bardziej jak coś, co stoi z boku i patrzy. Kamilka, twoja postać kiedyś sprawiała wrażenie zagrożenia, czy zawsze była neutralna albo życzliwa?
Ja też mam swoją 'powracającą osobę' i nigdy nie sprawdzałam, czy pozycja ciała ma znaczenie. Ale teraz zaczynam sobie przypominać — chyba widzę ją głównie wtedy, gdy się budzę rano i znowu zasypiam na chwilę. Leżę wtedy raczej na boku. Czy to może być inna kategoria snu — te półprzytomne poranki? Inaczej to interpretujesz niż sny głębokiej nocy?
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie — czy to możliwe, że pozycja ciała przyciąga kontakt z innymi typami duchowych istot? Tzn. że na plecach przychodziłyby inne byty niż na boku? W astrologii mamy różne energie dominujące w różnych godzinach nocy i zastanawiam się, czy to by się jakoś łączyło ze sferą astralną i pozycją ciała jednocześnie.
To ciekawe skojarzenie, ale chyba jednak nie pozycja ciała decyduje o 'typie' bytu. W pracy z rytuałami i magią raczej intencja, stan emocjonalny i otoczenie energetyczne przestrzeni określają, co może do nas dotrzeć. Pozycja ciała jest moim zdaniem bardziej jak ustawienie anteny — możesz być lepiej lub gorzej skierowana, ale nie wybierasz przez nią stacji. To, co opisuje Kamilka, brzmi jak stały kontakt z tą samą istotą, która po prostu komunikuje się inaczej gdy jej odbiorca jest w innym stanie fizycznym.
Zgadzam się z Izoldką, że to raczej kwestia stanu odbiorcy. Ale mam inną myśl — w tarocie jest coś takiego, że to samo archetypiczne znaczenie może mieć zupełnie inny ton w zależności od kontekstu. Dwójka kielichów w pozycji odwróconej to nie zerwanie kontaktu, tylko inny rodzaj połączenia. Może ta postać ze snów Kamilki działa podobnie — nie zmienia przekazu, tylko jego rejestr? I my jako śniący odczuwamy to jako 'naglącość' albo 'spokój', bo nasz stan filtruje sygnał.
Wróciłem myślami do tej rozmowy i zastanawiam się nad jedną rzeczą — skoro Kamilka mówi, że przekaz czuje jako pilniejszy na boku, nawet jeśli treść może być ta sama, to jak właściwie odróżnić 'pilność przekazu' od zwykłego napięcia mięśniowego? Bo wiadomo, że na boku część mięśni pracuje inaczej niż na plecach. Skąd ta pewność, że to różnica w odiorze duchowym, a nie po prostu ciało bardziej spięte i przez to sen bardziej intensywny?
Ja chciałam zapytać o coś, bo może jestem tu najmniej doświadczona w temacie snów — czy wy prowadzicie dzienniki snów na bieżąco? Tzn. wstajecie w nocy, żeby zapisać, czy czekacie do rana? Bo zastanawiam się jak w ogóle porównywać sny z różnych pozycji, skoro większość z nich zapomina się w ciągu godziny od przebudzenia.
Dokładnie to samo mam. Obracam się przez całą noc i nigdy nie wiem, w jakiej pozycji śniłam. Zastanawiam się czy w takim razie ta cała teoria o pozycjach dotyczy tylko tych, którzy śpią nieruchomo, czy też da się jakoś to przełożyć na osoby niespokojne?
Mam pytanie do Kamilki, bo przez całą tę rozmowę kręci mi się ono po głowie — ta postać, która do ciebie przychodzi, czy daje się jakoś opisać? Tzn. czy to jest ktoś, kogo rozpoznajesz jako konkretną osobę, czy raczej czujesz obecność, której nie możesz przypisać do żadnej twarzy z życia? Bo to by wiele wyjaśniało w kwestii tego, czy to przewodnik, czy może coś z kręgu bliskich.
To brzmi bardzo charakterystycznie dla przewodnika wyższego rzędu. Tacy przewodnicy często nie przyjmują konkretnej twarzy, żeby nie uruchamiać w nas projekcji i emocjonalnych skojarzeń. Twoja postać jest mądra, że tak się prezentuje — pozwala ci odbieirać przekaz bez filtrów.
Muszę przyznać, że to co mówi Izoldka ma sens — bo patrząc od strony tarota, postacie archetypiczne jak Kapłan czy Pustelnik też mają 'nieokreśloną twarz'. Są symbolem, nie osobą. I wcale nie wyklucza to, że mogą nieść głęboki przekaz. Pytanie do Kamilki — czy ta postać kiedykolwiek się myliła? Tzn. czy dała ci coś, co się nie sprawdziło?
Czytam od początku i mam takie pytanie — czy ktoś próbował świadomie ustawić intencję na daną pozycję przed snem? Tzn. namóiwć sobie 'dziś zasypiam na lewym boku i chcę spotkać tę postać'? Czy takie rzeczy w ogóle działają, czy to nie ma sensu żeby tak kombinować ze snami?
To jest pytanie, które pojawia się często i myślę, że warto tu coś powiedzieć, choć to lekkie odejście od głównego wątku. Praca intencyjna ze snem nie jest tym samym co rytuał przywoływania. Pisanie intencji to raczej kierowanie uwagi niż otwieranie bramy. Ryzyko 'przyciągnięcia czegoś złego' przez sam zapis intencji jest bardzo małe, jeśli robisz to z jasną głową i spokojnie. Ale — i tu wracam do tematu — właśnie dlatego stan, w którym zasypiasz, ma znaczenie. Zarówno emocjonalny, jak i fizyczny, łącznie z pozycją ciała.
A mnie ciekawi coś innego — czy ktoś z was miał sytuację, że ta sama postać ze snu próbowała się z wami 'kontaktować' też przez inne kanały? Np. przez hipnagogię, te obrazy przy zasypianiu? Pytam, bo sama ostatnio mam wrażenie, że pewna postać pojawia mi się właśnie na tym pograniczu jawy i snu, tuż przed zaśnięciem, ale nie w samym śnie. Zastanawiam się czy to może być ten sam rodzaj kontaktu.
To co opisujecie z hipnagogią i snem jako dwoma etapami tego samego kontaktu — to bardzo spójny wzorzec, który pojawia się w opisach z różnych tradycji. Ale chcę dopytać: czy obie z was czujecie, że inicjatywa wychodzi od tej postaci? Tzn. czy ona 'przychodzi', czy raczej wy jakoś na nią 'trafiacie'?
To pytanie Mandragorki jest chyba jednym z kluczowych w całym tym wątku. Moja postać zawsze przychodzi sama — nie pamiętam, żebym kiedykolwiek 'zapraszała' ją świadomie. Ale ostatnio myślę, że może moje nastawienie przed snem coś zmienia. Kiedy idę spać niespokojnie albo z silnymi emocjami, ona się nie pojawia. Jakby potrzebowała ciszy z mojej strony. Czy wy też macie coś takiego?
To co mówi Kamilka o ciszy jest bardzo ważne — wyższe wibracje po prostu nie mogą się przebić przez emocjonalny szum. To trochę jak próba odbioru sygnału radiowego przy silnych zakłóceniach. Im spokojniej jesteś, tym czystszy odbiór.
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że wy wszyscy zakładacie, że ta postać jest jedna i ta sama przez całe życie. A może to kilka różnych postaci, które po prostu wyglądają podobnie? Kamilka, czy porównywałaś kiedyś jej zachowanie i komunikaty z różnych snów — czy jest w tym jakaś wewnętrzna spójność, czy raczej różnice?
To jest ciekawe rozróżnienie — formalna a bliska. Prowadzę notatki z własnych snów od kilku lat i zauważyłem podobny wzorzec, choć u mnie nie chodzi o postać, tylko o pewne powtarzające się miejsca. Na plecach śnię przestrzenie otwarte, na boku — wnętrza. Jakby pozycja faktycznie ustawiała jakiś filtr. Ale nigdy tego nie powiązałem z konkretną postacią.
Zenek, to co opisujesz z przestrzeniami otwartymi a wnętrzami — w tarocie te dwa typy przestrzeni mają zupełnie inne znaczenie. Otwarta przestrzen to często karty związane z wolnością, podróżą, decyzją, a wnętrze to refleksja, introspekcja, coś ukrytego. Ciekawi mnie czy twoje sny na plecach mają inne 'nastroje' emocjonalne niż te na boku?
