Muszę to opisać, bo nie wiem, co z tym zrobić. Od kilku tygodni śni mi się, że leżę obok kogoś - nie widzę tej osoby, ale czuję jej ciepło i dotyk na ramieniu. I wtedy słyszę własny głos. Mój, na pewno mój, rozpoznaję go natychmiast. Ale mówi rzeczy, których nigdy świadomie nie powiedziałam. Raz powiedział: 'wiesz, że tu wróciłaś specjalnie dla niego'. Innym razem: 'musisz oddać to, co zabrałaś w tamtym życiu'. Budzę się i leżę w ciemności z poczuciem, że ktoś mi przed chwilą wyznał coś ważnego. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to ja mówię sama do siebie, czy to energia tej drugiej osoby, która mnie we śnie dotyka, przemawia moim głosem?
To bardzo specyficzne doświadczenie i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówisz, że czujesz dotyk, ale nie widzisz osoby - czy chodzi o kogoś konkretnego z życia, czy to kompletnie anonimowa obecność? Pytam, bo w tradycji słowiańskiej był taki motyw - duch, który kładzie się obok i przytula, ale nie ma twarzy. Traktowano go albo jako odwiedzającego przodka, albo jako zwiastuna czegoś z poprzedniego wcielenia. Ta konkretna fraza o 'oddaniu tego, co zabrałaś w tamtym życiu' bardzo mi się z tym skleja.
Zatrzymuję się przy tym głosie. Prowadzę notatki z interpretacji snów od kilku lat i rzadko trafiałem na relacje, gdzie własny głos mówi rzeczy niezgodne z jaźnią senną - tzn. mówiący ja we śnie zwykle wie to samo co ja-śniący. To, co opisujesz, to jakby rozdzielenie tych dwóch warstw. Jakby głos był twoim instrumentem, ale ktoś inny grał melodię. Czy te zdania miały inną intonację niż twój codzienny sposób mówienia?
To, co opisujesz z tą recytacją, brzmi dla mnie jak automatyczne pismo, tylko w wersji sennej. Próbowałaś kiedyś automatycznego pisania na jawie? Mam wrażenie, że jeśli jest jakiś kanał komunikacji z czymś - z alter ego, z duchem, z energią drugiej osoby - to twój umysł we śnie po prostu otworzył go szerzej, bo straż racjonalna śpi. Ciekawi mnie jednak jedno: czy dotyk poprzedza głos, czy pojawia się jednocześnie?
Ale moment - czy nie jest tak, że ten głos to po prostu twoja własna podświadomość, która przemawia przez sen? Czytałem, że we śnie tracimy cenzora i wydobywa się to, co wiemy, ale boimy się powiedzieć sobie na jawie. To znaczy, może te zdania o poprzednim wcieleniu nie są od kogoś zewnętrznego, tylko od ciebie samej?
Mam jedno doświadczenie, które może tu pasuje. Przez kilka miesięcy śniło mi się, że rozmawiam z kimś i słyszę własny głos, ale nie panuję nad tym, co mówię - jakbym był tylko obserwatorem. W moim przypadku okazało się, że to były noce po intensywnej pracy z runami, kiedy robiłem rytuały z intencją otwarcia się na przewodnika. Pytanie do autorki: czy w tym czasie kiedy te sny się pojawiły, działo się coś z bliską osobą? Choroba, rozstanie, śmierć?
Jak czytam to, co piszesz o cieple i spokoju mimo żałoby, to bardzo mi się to zgadza z opisami, które znam z kręgów bioenergoterapii. Podobno energie bliskich osób potrafią wracać przez sen właśnie w sposób niealarmujący, żeby nie wywołać obrony psychicznej. Dotyk jest najpierw, bo to łatwiej przyjąć niż słowa. A potem przychodzi przekaz. Czy ta osoba, która odeszła, miała z tobą jakiś niedokończony temat?
Mam ciarki. Ale wróćmy do samego mechanizmu, bo to ważne. Jeśli to jest energia tej osoby mówiąca twoim głosem - to dlaczego twoim, a nie swoim? Czy dlatego, że twoim łatwiej cię przekonać? Czy dlatego, że to jedyny głos, który możesz usłyszeć bez paniki?
Czytam to i mam podobne doświadczenie, ale nigdy nikomu o tym nie mówiłam. U mnie głos mówi zdania urwane w połowie. Jakby transmisja się urywa. Zastanawiałam się czy to znaczy, że przekaz nie dociera w całości, albo że ja nie jestem gotowa słuchać dalej. Czy u ciebie zdania są zawsze skończone?
A można jakoś sprowokować taki sen celowo? Chodzi mi o to, czy jest jakaś technika żeby to wywołać, bo mam wrażenie, że moja siostra, która odeszła rok temu, chciałaby mi coś powiedzieć i nigdy jej nie słyszę we śnie, tylko widzę.
Próbowałam raz, żeby tak powiedzieć, 'odpowiedzieć' na to, co głos mówił - ale moje własne słowa w tym śnie były jakieś inne, płytsze. Jakby głos miał dostęp do czegoś, czego ja w tej chwili nie miałam. Nie wiem, czy to odpowiedź na twoje pytanie, Otylka. To nie był dialog w sensie konwersacji, bardziej jakby ktoś miał coś do powiedzenia i mówił to.
To, co opisujesz - ten brak dialogu, jednostronne mówienie - przypomina mi coś z tradycji słowiańskiej. Duchy, które wracają z niezałatwioną sprawą, nie przychodzą rozmawiać, tylko przekazać. Nie po to, żeby usłyszeć odpowiedź, tylko żeby zamknąć coś, co im ciąży. Czy ten głos kiedykolwiek czekał na twoją reakcję, zawieszał się, dawał poczucie, że potrzebuje czegoś od ciebie?
Słucham tej rozmowy i mam wciąż ten sam problem - skąd wiemy, że to nie jest po prostu mózg, który syntetyzuje nasze własne niezwerbalizowane myśli? Nie żeby umniejszać doświadczeniu Sennarii, naprawdę nie o to chodzi. Ale ten 'ciężar' i 'intencja', o których pisze Onufry - mózg też to potrafi wyprodukować. Czy jest cokolwiek, czego mózg by nie mógł wygenerować sam?
Przepraszam, że wchodzę w środku, ale chciałam się podzielić, bo ta rozmowa mnie bardzo ruszyła. Miałam coś podobnego, tylko nie ze zmarłą osobą, ale z kimś, z kim się rozstałam i kogo bardzo kochałam. We śnie słyszałam własny głos mówiący słowa, które on powtarzał, kiedy byliśmy razem. Nie byłam w stanie sama tego powiedzieć przez sen, ale on jakby to mówił przeze mnie. Czy to może być takie przeplatanie energii, o którym tutaj mówicie?
Ta myśl o niedokończoności jako antenie - to mi się bardzo zgadza z moim doświadczeniem. U mnie głos też się urywał, i teraz zastanawiam się, czy te urwane zdania nie są przypadkowe. Może głos urywa się dokładnie w miejscu, gdzie mój opór jest największy? Jakby dochodził do granicy tego, co jestem gotowa przyjąć.
Bo to nie jest moje ciało reaguje na stres - to trwa ułamek sekundy i wtedy budzę się jakby ktoś mnie wyciągnął za ramię. Dosłownie. I za każdym razem mam to uczucie, że coś zostało niedokończone celowo. Jakby ktoś wyłączył transmisję. Ale kto miałby to robić? Głos? Ja sama?
Znam to uczucie dokładnie. I przez długi czas myślałam, że to strach przed treścią powoduje przebudzenie. Ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest coś odwrotnego - że to sen kończy się zanim ja jestem gotowa, nie dlatego że się boję, tylko dlatego że przekaz jest skończony. Że tyle właśnie miało być powiedziane.
to by oznaczało, że urwanie się snu jest częścią komunikatu, nie zakłóceniem. To zmienia wszystko. Zamiast szukać, co nie dotarło, może powinnam szukać znaczenia właśnie w miejscu urwania?
Siedzę w tej dyskusji od dłuższego czasu i zaczynam myśleć, że pytanie o projekcję kontra rzeczywistą energię jest może źle postawione. Bo nawet jeśli coś jest projekcją - to projekcją czego? Czego dotyczy ta treść, którą słyszysz swoim głosem? Ona nie bierze się z niczego.
To jest pytanie, które sama sobie zadaję. Czy ten głos mówił rzeczy, które już były - wspomnienia, przemyślenia tamtej osoby - czy rzeczy, które dopiero miały być. Bo u mnie miałam wrażenie, że to raczej coś z przeszłości, coś co ona miała, ale nigdy mi nie powiedziała. Nie czułam przyszłości, czułam coś zatrzymanego.
Wchodzę w tę rozmowę bo widzę, że coś ważnego zostało pominięte. Dotyk, o którym mówi tytuł tematu i który jest w opisie doświadczenia - nikt właściwie nie zapytał, jaki to był dotyk. Bo dotyk we śnie ma bardzo różne znaczenia w zależności od tego, czy jest stabilizujący, czy ciągnący, czy jednostronny. To nie jest detal.
Masz rację, że o tym mało mówiłam. Dotyk był raczej obecnością niż gestem. Jakby ktoś siedział bardzo blisko i to zbliżenie generowało ciepło. Nie było konkretnego momentu, w którym mnie dotknął - po prostu byłam w pewnej odległości od kogoś i to zbliżenie miało ciężar. I właśnie wtedy zaczynał mówić głos.
dotyk jako obecność, nie gest - to jest ważne rozróżnienie. W numerologii obecność bez akcji jest związana z energią trójki i piątki - coś, co nie działa, tylko jest i już samym 'byciem' wpływa na przestrzeń wokół. Zastanawiam się, czy ta bliskość była warunkiem głosu. Jakby zbliżenie fizyczne - nawet senne - otwierało kanał.
To pytanie mnie bardzo trafia. Mówił do... przestrzeni? Nie było wrażenia, żebym była adresatką. Ale też nie miałam poczucia, że jestem podglądaczem. Może to właśnie jest to, czego szukałam przez cały ten wątek - byłam medium, a nie odbiorcą. Głos mówił przez mnie, ale nie do mnie.
To zdanie powinno być gdzieś zapisane dużymi literami. Medium, a nie odbiorca. To bardzo precyzyjnie opisuje pewien typ snów, który w tradycji słowiańskiej wiązano z nią - z kobietą, przez którą mówi to, co chce być usłyszane, nie koniecznie przez nią samą. Nie wiem, czy to cię uspokaja, czy niepokoi.
To mnie bardzo wzruszyło, ale też trochę przeraziło. Jakbym była kanałem dla czegoś, co nie było do mnie kierowane. Ale skoro spałam z tą osobą w pobliżu - czy obecność tej osoby mnie otworzyła? Czy to jej bliskość stworzyła coś w rodzaju... przejścia?
Mam wrażenie, że ta rozmowa dociera do czegoś bardzo konkretnego. W kabalistycznych interpretacjach snów jest pojęcie 'ibbur' - duch, który nie przychodzi, żeby opanować, ale żeby dokończyć coś przez kogoś żywego. Nie złośliwie, nie inwazyjnie. Po prostu musi coś powiedzieć i szuka kogoś, kto jest wystarczająco otwarty. Bliskość drugiej osoby może być właśnie tym, co ten kanał otworzyło.
