Śniło mi się ostatnio, że rozmawiałam z kimś po włosku. Nigdy nie uczyłam się włoskiego, znam może ze dwadzieścia słów turystycznych. A tu we śnie gadałam płynnie, z wyraźnym akcentem, który brzmiał jak z jakiegoś konkretnego regionu. I co dziwne - miałam pełną świadomość, że to nie jest mój język, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Żadnego zdziwienia, żadnego szukania słów. Jakbym tak po prostu umiała. Czy ktoś miał coś podobnego? Bo mnie to od tygodnia nie daje spokoju.
Miałem bardzo podobne doświadczenie, tylko z czymś, co brzmiało jak stary dialekt arabski albo perski - nie jestem w stanie tego precyzyjnie określić, bo na jawie nie rozumiem ani jednego słowa. We śnie prowadziłem negocjacje na jakimś targu, gestykulowałem, targowałem się o cenę tkanin. I co ważne - o czym piszesz - ten akcent był. Nie mówiłem bez akcentu jak native speaker, miałem wyraźny akcent cudzoziemca, ale takiego, który mieszka w tym miejscu od lat. To mnie wtedy bardzo uderzyło po przebudzeniu. Dlaczego właśnie taki akcent? Skąd podświadomość to wzięła?
To, o czym mówicie, pojawia się w starych opisach wizji sennych jako 'wchodzenie w siebie z innego czasu'. W słowiańskiej tradycji wierzono, że dusza podczas snu może odwiedzać miejsca, gdzie kiedyś była - nie w tym życiu, tylko w poprzednich przejściach. I co ciekawe, te opisy zawsze podkreślają właśnie ten element obcego języka mówionego swobodnie. To nie jest wyobraźnia, która wymyśla język - to jest coś, co się pamięta ciałem.
Właśnie! Ja po przebudzeniu nie pamiętałam ani jednego słowa. Pamiętałam za to, jak brzmiało - melodię tej rozmowy, rytm zdań. I to uczucie, że to jest naturalne. Ale żadnego konkretnego słowa nie byłam w stanie odtworzyć.
To jest bardzo typowe, zresztą podobnie działa pamięć emocjonalna w snach - zapamiętujemy uczucie i kontekst, ale nie szczegóły. Prowadzę notatki sennych doświadczeń od kilku lat i zauważyłam, że przy snach językowych zawsze zostaje mi właśnie intonacja, nie słownictwo. Jakby mózg - albo cokolwiek to jest - zapisywał wzorzec, nie treść.
Mam pytanie, bo jestem tu trochę sceptyczna - czy to nie może być po prostu to, że słyszymy dużo języków w filmach, w internecie, i mózg w nocy to po prostu skleja w jakiś zrozumiały dla siebie wzorzec? Nie mówię, że tak jest, ale chcę zrozumieć, dlaczego od razu idziemy w stronę poprzednich wcieleń.
Słuchajcie, czytałam kiedyś zestawienie przypadków ludzi opisujących sny, w których mówili językami, jakich nie znali. I w kilku z nich - po przebudzeniu i opisaniu fonetycznym - lingwiści rozpoznawali archaiczne formy istniejących języków. Jeden przypadek dotyczył czegoś, co brzmiało jak średniowieczna łacina z akcentem germańskim. Nie twierdzę, że to dowód na cokolwiek, ale to nie jest zjawisko, które można zbyć wzruszeniem ramion.
Wracając do tego akcentu, o którym piszecie - mnie zastanawia jedno. Czy ktoś miał tak, że we śnie mówił językiem obcym z akcentem, który był rozpoznawalny jako 'swój' w tym śnie, a po przebudzeniu brzmiał we wspomnieniu jak coś znajomego? Tzn. nie jak obcy język, ale jak coś, co gdzieś słyszałeś, tylko nie wiesz gdzie?
Ja miałam raz sen, gdzie mówiłam po rosyjsku, a uczę się go od roku i jestem na poziomie podstawowym. We śnie gadałam płynnie, bez zacinania. Po przebudzeniu byłam pewna, że coś mi się odblokuje i zacznę mówić lepiej - ale nic z tego. Jakby ten sen żył własnym życiem, oddzielonym od tego, co umiem na jawie. To mnie trochę smuci, szczerze mówiąc.
Robiłam kiedyś rytualną pracę ze snami - nastawianie intencji przed snem, konkretne pytanie do podświadomości. Zapytałam raz, czy mam jakiś związek z południową Europą. Tej samej nocy śniłam po katalońsku. Wiem, że to był kataloński, bo byłam kiedyś w Barcelonie i rozpoznałam tę muzykę języka. Nie rozumiałam słów, ale mówiłam z pełnym poczuciem, że wiem, co mówię. I miałam we śnie poczucie, że to jest mój język, nie obcy.
Słuchajcie, mam nieco inne doświadczenie - śniło mi się, że milczę w towarzystwie ludzi mówiących nieznanym mi językiem, i rozumiem każde słowo, ale nie jestem w stanie odpowiedzieć. Jakby kanał odbioru był otwarty, a nadawania - zablokowany. Zastanawiam się, czy to nie jest odwrotna sytuacja niż wasza. Wy mówicie, ale nie rozumiecie. Ja rozumiałem, ale nie mówiłem. Co to może oznaczać inaczej niż u was?
Wracając do mojego wcześniejszego wątku - ten zablokowany kanał nadawania - bo Mistralia poruszyła coś ważnego z tą intencją. Zastanawiam się, czy właśnie dlatego nie mogłem odpowiedzieć w tym śnie: nie postawiłem żadnej intencji, wyszedłem z założenia, że sen po prostu 'się wydarzy'. Może aktywny odbiór bez aktywnego wejścia w to cokolwiek oznacza - że byłem gościem, nie uczestnikiem?
A mnie zastanawia coś innego - czy ktoś próbował porównać, w jakim nastroju szedł spać w noce, gdy pojawiały się te sny z językami? Pytam, bo sama zauważyłam, że moje intensywniejsze sny - nie tylko językowe - zdarzają się po dniach, gdy byłam wyjątkowo spokojna albo wyjątkowo poruszona emocjonalnie. Nigdy po dniach 'zwykłych'.
Właśnie zapisuję sny od lat i mam jeden argument do tej dyskusji: sny z 'zebranych języków' - te, gdzie słyszę fragmenty z filmów czy muzyki - mają zupełnie inną fakturę wspomnienia. Chaotyczne, sklecone, bez logiki w kontekście. Sny z płynnym mówieniem językiem, który nie jest mój, mają spójność - tę, o której Marzanka pisała na początku: rytm, melodia, poczucie naturalności. To nie jest ta sama kategoria wspomnień.
Słuchając tej dyskusji, mam wrażenie, że może warto byłoby rozróżnić dwa rodzaje tych snów - te, gdzie mówię językiem, którego się uczę albo słyszę regularnie, i te, gdzie pojawia się coś kompletnie obcego, czego nie jestem w stanie przypisać żadnemu źródłu. W moim przypadku to był włoski - a ja znam włoski może na poziomie kilku zwrotów z wakacji, nie ma prawa być płynny. Ale rozumiem, że dla kogoś, kto regularnie słyszy włoski, to byłaby inna sytuacja.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie do wszystkich - czy ktoś próbował po takim śnie nagrać na głos, jak zapamiętał brzmienie tego języka, zanim wspomnienie całkiem zniknie? Zastanawiam się, czy taka nagrywka cokolwiek by dała, czy melodia i tak ulatuje za szybko.
Mam takie wrażenie, że najciekawszy w tym wszystkim jest właśnie ten brak niepokoju, o którym Marzanka pisała na początku. Nie to, że mówię obcym językiem - tylko to, że mi to nie przeszkadza, że to jest naturalne. Jakby we śnie wiedziało się rzeczy, których się nie wie na jawie. Zastanawiam się, czy ten spokój jest częścią informacji, którą sen przekazuje.
Tak, dokładnie tak. We śnie nic mnie nie dziwiło - mówiłam z tym akcentem i to było po prostu moje. Dopiero budząc się, poczułam takie zdezorientowanie, jakbym wróciła z miejsca, gdzie byłam kimś trochę innym. Ale nie gorszym, nie obcym - po prostu innym. I właśnie to zdezorientowanie przy przebudzeniu jest dla mnie ważniejszym sygnałem niż sam język.
Ten motyw 'bycia kimś innym, ale własnym' bardzo często pojawia się w opisach snów, gdzie coś nie gra z naszą codzienną tożsamością. Marzanka, czy w tym śnie czułaś, że masz inne imię? Albo że jesteś w innym miejscu i czasie? Bo akcent to jedno, ale pytam, czy reszta tożsamości też była przesunięta.
Kamienne miasto, południe, akcent - Marzanka, czy ten akcent był bliżej włoskiego, czy może bardziej grecki, turecki, coś basenu Morza Śródziemnego? Pytam, bo w moich snach językowych miejsce i język zawsze były ze sobą powiązane. Jak zmieniali się rozmówcy, zmieniało się też coś w brzmieniu.
Zielarka podnosi ważny punkt z tym nieświadomym chłonięciem. Dlatego właśnie w moich notatkach zawsze dopisuję, czy śniłam o miejscu, które kojarzę skądkolwiek - z ekranu, z książki, z rozmowy. I rzeczywiście - w snach, które interpretuję jako 'własne', to skojarzenie jest nieobecne. Ale przyznam, że to subiektywna ocena i mogę się mylić.
Właśnie ten wątek o emocjach i jakości doświadczenia - mnie po tym śnie z rosyjskim nie opuszczało przez kilka dni poczucie, że coś we mnie zostało. Nie konkretna informacja, nie zdanie, które zapamiętałam. Tylko jakiś ślad. Jakby ktoś dotknął czegoś w środku i zostawił odcisk. Czy ktoś jeszcze miał takie resztkowe poczucie po śnie językowym?
Ta tęsknota bez nazwy - to chyba jedno z najtrafniejszych określeń tego, co można poczuć po takim śnie. Ja to miewam po snach, gdzie byłam gdzieś, do czego nie mam dostępu na jawie. I właśnie dlatego akcent w śnie Marzanki wydaje mi się ważny - bo on jest dowodem nie tyle językowym, ile tej przynależności do miejsca, którego się nie pamięta świadomie.
Westalka dotknęła czegoś, o czym myślę od jakiegoś czasu w tym wątku - jak odróżnić pragnienie od wspomnienia? W snach z kamieniami, które miałem, czułem, że znam ich nazwy, zanim je zobaczyłem. Ale mogę się mylić co do źródła tej wiedzy. Marzanka, czy w tym śnie było coś, co pojawiło się zanim doszło do sytuacji mówienia? Coś jakby wiedza z wyprzedzeniem?
Ta pewność przed działaniem, którą opisuje Marzanka - to mnie zatrzymuje. Bo to nie jest typowy wzorzec dla konstruowania przez umysł narracji sennej. Zazwyczaj jest odwrotnie: mówimy, coś wychodzi, mózg to akceptuje i idzie dalej. Ale wiedza wyprzedzająca słowa - to brzmi bardziej jak dostęp do czegoś, co już istnieje, niż jak improwizacja. Marzanka, czy ta pewność dotyczyła tylko języka, czy też wiedziałaś coś o rozmówcach, zanim zdążyłaś ich lepiej zobaczyć?
Marzanka opisuje coś, co w teorii wcieleniowej nazywa się 'rozpoznaniem bez pamiętania' - czujesz, że kogoś znasz, ale nie masz do tego świadomego dostępu. Pytanie, które mnie gnębi w tym wątku: czy takie rozpoznanie może być projekcją potrzeby przynależności? Czy jest jakiś sposób, żeby odróżnić te dwa warianty we własnym śnie?
Czytam ten wątek od początku i właśnie przy tym pytaniu Zielarki i odpowiedzi Melanijki coś mi kliknęło. Może kryterium nie powinno być samo uczucie w śnie, ale to, co robi ze mną po przebudzeniu. Spokojny sen-odpoczynek mija. Spokojny sen-coś-innego zostaje i zmienia perspektywę. Marzanka, czy ten sen zmienił coś w tym, jak patrzysz na język - swój lub obcy?
