Ale moment, bo ja mam inaczej. Pogodzenie się ze snu wcale nie musi być pozytywne. Można się pogodzić z czymś z rezygnacji, nie z akceptacji. Mietek, jak to poczucie w nowym śnie naprawdę smakuje? To jest spokój czy raczej obojętność?
Dobra, ale mam wrażenie że trochę za dużo teraz interpretujemy na poziomie systemów, a za mało słuchamy Mietka. Mietek, jest coś w tym śnie co nie pasuje do żadnej z tych interpretacji? Coś co wszystkich nas mija?
Pociąg który nie nadjechał. To jest bardzo mocny obraz, szczególnie jeśli wcześniej nie było żadnego dźwięku. Czy to zmieniło nastrój snu, kiedy go usłyszałeś? Poczułeś coś nowego, czy ten dźwięk był w tle i nie robił wrażenia?
To jest naprawdę kluczowa różnica i cieszę się, że Mietek to teraz widzi. Chodzenie i szukanie to jest aktywny lęk, napięcie skierowane na zewnątrz. Stanie i słuchanie to zupełnie inna pozycja psychiczna. To jest pozycja kogoś, kto już wie że coś istnieje, ale nie goni za tym. Pytanie jest teraz dla mnie inne: co to znaczy że dźwięk jest w oddali i nie zbliża się? Czy pociąg odjeżdża, czy stoi gdzieś daleko, czy może jedzie równolegle?
Horyzont. Mietek użył słowa horyzont. To nie jest przypadkowe słowo, to jest granica między tym co dostępne a tym co niewidoczne. W tarocie mamy kilka kart z horyzontem jako elementem centralnym i to zawsze jest obraz drogi jeszcze niezaczętej, nie drogi skończonej. Barni, czy nie brzmi to bardziej jak Głupiec niż jak Świat?
To jest dopiero przełom w tej rozmowie. Przez ostatnie kilkanaście postów analizowaliśmy symbole, a teraz Mietek sam połączył dźwięk z czymś konkretnym z życia. I to jest właśnie ta różnica między interpretacją systemu a interpretacją osobistą. Mietek, nie musisz mówić co to jest, ale chcę się upewnić że to połączenie czujesz jako prawdziwe, a nie tylko jako logicznie możliwe?
Mam takie wrażenie, że wracamy powoli do pierwotnego pytania Mietka, które brzmiało mniej więcej tak: co zmienia się w snach które wracają. I teraz mamy chyba odpowiedź, nie w abstrakcji, tylko w tym konkretnym przypadku. Zmienia się pozycja śniącego wobec tego samego tematu. Jedenaście lat temu szukał, teraz słucha. Czy to nie jest właśnie ta ewolucja której szukaliśmy?
Słucham tego wszystkiego i mam jedno proste pytanie do Mietka, bo mam wrażenie że nikt tego nie zapytał wprost. Jak się czujesz po tej rozmowie? Bo zaczęłeś od pytania o sen, a skończyłeś na czymś z życia co cię zmroziło.
Nie wiem jeszcze gdzie to inne miejsce jest, ale jestem w innym. Mietek, to jest naprawdę ważna obserwacja i chcę żebyś ją zapamiętał. Bo właśnie to jest odpowiedź na tytuł tego wątku. Sny które wracają w przesunięciu nie wracają żeby coś powtórzyć, wracają żeby pokazać ile drogi zostało przebytej.
Albo żeby pokazać ile drogi jeszcze zostało. Ten pociąg w oddali to nie jest koniec, to jest wciąż coś otwartego. Mietek, mam do ciebie ostatnie pytanie z mojej strony: czy chciałbyś żeby ten pociąg przyjechał, czy wolisz że jest tylko słyszalny?
I na tym właśnie polega wartość snu który wraca zmieniony. Nie w tym żeby dać odpowiedź, tylko w tym żeby postawić właściwe pytanie. Jedenaście lat temu sen pytał: kogo szukasz? Teraz pyta: czy chcesz żeby przyjechało to czego słuchasz? To jest postęp, choćby odpowiedź była jeszcze nie wiadomo.
