To jest bardzo ważna obserwacja. I to wraca nas do tematu tego wątku, bo to już nie jest tylko kwestia kamienia, tylko właśnie tego pytania: przebudzenia ze strachem jako sygnał z podświadomości. Kamień mógł być tylko kluczem do drzwi, które i tak były w pewnym momencie do otwarcia.
Słucham tego wątku i coraz bardziej mi się układa, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem: mówicie że ciało może przez sen reagować na nieprzetworzone emocje, tak? Czyli to nie jest zewnętrzne zagrożenie tylko coś wewnętrznego?
To co Azalia powiedziała o lustrze naprawdę mi dużo dało! Chcę zapytać Janeczkę, bo ona wcześniej mówiła o kartach: jeśli Anusia wyciągnęłaby teraz kartę z pytaniem 'co we mnie jest gotowe do zobaczenia', to czy to byłoby dobre pytanie przy takiej sytuacji, kiedy jest ten trudny czas w tle?
Wracając jeszcze do tej godziny, bo mi to nie daje spokoju: Anusio, jeśli to jest czwarta, piąta rano, to to jest akurat czas kiedy cykl snu REM jest najdłuższy i najintensywniejszy. Czy zastanawiałaś się, że może po prostu wtedy śnisz najintensywniej i dlatego się budzisz, a nie ma tu żadnego zewnętrznego czynnika?
No właśnie, to co opisujesz z klatką piersiową to klasyczna reakcja ciała na sen z elementem zagrożenia, nawet jeśli go nie pamiętasz. Mózg przetwarza emocję, ale treść snu ginie. Ciało zostaje z tym samotnie, że tak powiem. Choć przyznam, że przy czwartej, piątej rano to i ta aktywność okołoświtowa jest wzmożona, więc może być kilka nakładających się przyczyn.
Bardziej ucisk chyba. I taki wewnętrzny dreszcz, trudno to opisać. Serce też szybciej bije, ale to uczucie zaciśnięcia jest pierwsze, zanim w ogóle się zorientuję gdzie jestem.
Ten ucisk, który pojawia się zanim umysł zdąży cokolwiek nazwać, to jest właśnie ta przestrzeń między snem a jawą, gdzie ciało jeszcze trzyma informację ze snu, a świadomość dopiero się budzi. Mnie ciekawi bardziej to, co Anusia powiedziała wcześniej, o tym trudnym czasie. Czy te przebudzenia zaczęły się mniej więcej wtedy, czy może znacznie później?
A czy to nie znaczy, że te sny lękowe to właściwie dobry znak? Że skoro się zaczęły, to ciało czuje się wystarczająco bezpiecznie żeby w ogóle zacząć przetwarzać? Trochę odwrotna perspektywa niż ta, z którą Anusia zaczęła ten wątek.
Mam pytanie, bo naprawdę chcę zrozumieć: skoro ciało przetwarza przez sny to czego nie zdążyło przetworzyć świadomie, to co my możemy zrobić, żeby mu w tym pomóc? Czy jest jakiś sposób żeby ten proces był mniej... straszny?
Ja mam inne pytanie do Anusi, bo wróciłam do początku tego wątku i zastanawiam się: czy przez ten czas kiedy te sny się pojawiły, coś zmieniłaś w swoim otoczeniu? Nowe przedmioty, inna aranżacja sypialni, cokolwiek? Poza obsydianem oczywiście, bo o nim już rozmawiałyśmy.
Przestawiłam głową bardziej w stronę okna, chyba że to nie o to chodzi. I szczerze nie jestem w stanie powiedzieć czy sny zaczęły się po przestawieniu, bo nie pamiętam dokładnie kiedy to zrobiłam. Wszystko zlewa mi się trochę w jedno.
Jeśli chodzi o linie geopatyczne, to są różdżkarze którzy takie sprawdzenia robią, ale to temat na osobny wątek. Natomiast wróciłbym do tego co Anusia powiedziała, że głową w stronę okna. Słyszałem, że spanie głową na północ jest generalnie niekorzystne, powoduje właśnie takie niespokojne noce. Nie pamiętam skąd to, ale to dosyć popularna teoria.
Mnie interesuje coś innego. Anusia mówiła wcześniej o obsydianie, a ja właśnie chciałam zapytać, czy obsydian leży w sypialni, czy blisko łóżka? Bo obsydian jest kamieniem, który bardzo mocno pracuje i nie każdemu odpowiada w pobliżu miejsca snu. Mnie osobiście przez obsydian przy łóżku śniły się przez tydzień sny, które pamiętam do dziś.
Wróciłabym na chwilę do pytania Paprotki, bo jest w tym coś ważnego. Anusia, kiedy położyłaś obsydian przy łóżku? Pamiętasz czy to było przed tymi przebudzeniami, w tym samym czasie co przestawienie łóżka, czy zupełnie niezależnie? Bo jeśli te dwie zmiany zaszły blisko siebie, to może się nakładać kilka rzeczy.
A to może obsydian działa z opóźnieniem, albo potrzebuje jakiegoś okresu żeby zacząć intensywniej pracować? Albo może coś spowodowało, że zaczął pracować inaczej niż na początku? Nie wiem, czy to ma sens, ale kamienie trzeba przecież regularnie oczyszczać i może jak przestają być oczyszczane to coś się zmienia w tym co robią?
Ale chwila, bo mam pytanie. Czy obsydian w ogóle jest polecany do sypialni jako ochrona? Mam wrażenie, że słyszałam że do sypialni lepiej nadają się łagodniejsze kamienie, type ametyst albo selenid, a obsydian to raczej do przestrzeni dziennych albo przy wejściu. Czy to jest jakaś zasada, czy tylko jedna z wielu teorii?
Przepraszam, że się wtrącam, ale chciałam zapytać o coś bardziej podstawowego. Jak się w ogóle oczyszcza obsydian? Słyszałam o soli, o księżycu, o wodzie, ale nie jestem pewna co do czego i czy każdy kamień można oczyszczać tak samo.
