Ostatnio chodzi za mną jeden sen i nie mogę go zrozumieć. Stałam w dużym pokoju, chyba w jakimś starym domu, i było jasno - ale nie umiałam znaleźć źródła tego światła. Żadnych lamp, żadnego okna, po prostu świeciło z każdej strony naraz. Nie było cienia nigdzie. Takie milczące, równe jasne. Zastanawiam się, czy to ma jakieś znaczenie, że w snach pojawia się światło, które nie wiadomo skąd pochodzi?
To co opisujesz brzmi naprawdę charakterystycznie. Ten brak cienia to ciekawy szczegół, bo normalnie nawet we śnie cienie gdzieś są. Czy czułaś przy tym jakieś emocje? Strach, spokój, coś innego? Dla mnie to ważne, bo samo światło bez kontekstu emocjonalnego trudno interpretować.
Brak logicznego źródła światła we snach to jeden z tych elementów, które pojawiają się bardzo często, a ludzie rzadko zwracają na to uwagę. Są tradycje, w których takie światło traktuje się jako przejaw obecności wymiaru duchowego - nie symboliczny, ale dosłowny. W niektórych nurtach gnostyckich mówi się o "pleromicznym świetle", które nie ma źródła, bo samo w sobie jest źródłem. Ale zanim pójdę dalej - Lena_77 powiedziała, że to stary dom. Czy to był znajomy budynek, czy zupełnie obcy?
To zestawienie jest ciekawe - obcy dom, a poczucie swojskości. W różnych tradycjach religijnych dom we śnie symbolizuje jaźń albo stan duszy. Ale to co mnie bardziej zastanawia to to równe światło bez cienia. Czy ktoś tutaj miał podobnie? Bo ja raz śniłem coś analogicznego i to było chyba jedyne moje przebudzenie, po którym przez chwilę nie wiedziałem gdzie jestem.
Kolor światła we śnie to naprawdę odrębna sprawa. Złote lub żółte często wiąże się z czakrą splotu słonecznego, z poczuciem tożsamości i mocy sprawczej. Białe, chłodne - to bardziej korona, czakra tysiącpłatkowego lotosu. Ale chcę dopytać - bo to mi się wydaje kluczowe - czy to światło w waszych snach oświetlało was samych, czy tylko przestrzeń wokół? Bo to robi dużą różnicę w interpretacji.
bardzo ważne, dlatego polecam dziennik snów. Ale to tylko metoda, nie cel sam w sobie. Chodzi o to, żeby przy kolejnym śnie mieć punkt odniesienia.
Dorzucę coś z innej strony. Podczas głębokiej medytacji czasem pojawia się podobne zjawisko - światło bez źródła, które nie oślepia, a wręcz jakby wychodzi z wewnątrz. We wschodniej tradycji to jest opisywane jako jyotis, wewnętrzne światło. Zastanawiam się, czy sny w których to się pojawia nie są po prostu stanem bliskim głębokiej medytacji. Lena_77 czy przed snem robiłaś coś wyjątkowego? Medytowałaś, byłaś bardzo wyciszona?
To jest bardzo konkretne pytanie i nie można go zbyć. Zjawisko współdzielenia snów albo przenoszenia się elementów cudzego snu do własnego jest opisywane w literaturze dotyczącej świadomych snów, ale też w badaniach nad telepatią. Nie mówię że to gwarantowane, ale też nie można powiedzieć, że niemożliwe. Pytanie jest inne - czy widzieć czyjś sen to to samo co we śnie spotkać tę osobę?
Przepraszam, ale mam sceptyczne pytanie. Jak można być pewnym, że to ta sama ulica, skoro opieramy się na opisach słownych? Mogło być podobnie, a pamięć dopasowała resztę. Nie mówię że kłamiecie, mówię że mózg jest mistrzem w znajdowaniu wzorców tam gdzie ich nie ma. Naprawdę interesuje mnie jak to odróżnić.
Wracając do tego światła bo wątek trochę poszedł w stronę wspólnych snów - Lena_77 wspomniała że słuchała opowieści przyjaciółki o jej śnie i potem zasnęła z tymi obrazami w głowie. Ciekawi mnie, czy to światło które potem miałaś mogło należeć do jej snu. Czyli nie to że śniłaś jej sen, ale że weszłaś do niego swoim światłem. Czy przyjaciółka wspominała o jakimś świetle?
To jest właśnie clue. Bo jeśli przyjaciółka nie opisywała światła, a u ciebie ono było dominującym elementem, to pojawiają się dwie możliwości. Albo to twój własny element senny nałożony na cudzą przestrzeń, albo - i to jest bardziej złożone - twoja percepcja jej snu była inna niż jej własna. Śniąc czyjś sen niekoniecznie musisz go śnić jeden do jednego.
Czekajcie, mam pytanie które mnie gnębi od jakiegoś czasu w tym wątku. Mówimy o świetle bez logicznego źródła - i rozumiem że to jest tytuł całej dyskusji. Ale czy ktoś próbował we śnie po prostu sprawdzić skąd to światło pochodzi? Odwrócić się, poszukać, podejść bliżej?
Czy to znaczy że świadome śnienie jest w tym przypadku przeszkodą? Że lepiej nie wiedzieć że się śni?
Wróćmy może do Leny, bo jej sytuacja jest konkretna - śniła po tym jak słuchała cudzego snu i to światło tam było. Lena, mam pytanie: czy ta przyjaciółka wie że ty mogłaś śnić coś z jej snu? Rozmawiałaś z nią o tym?
To byłoby naprawdę ważne dla całego wątku. Jeśli ona opisałaby swój sen i okazałoby się że jest tam to samo równomierne światło bez źródła - to już byłoby coś konkretnego. Wróciłoby to do samego tytułu dyskusji, bo wtedy pytanie brzmi: czy to światło jest właściwością tej wspólnej przestrzeni sennej, a nie każdego snu z osobna.
ale właśnie o to chodzi, nie? Że nie wiesz. I to niewiadome chyba bardziej Cię męczy niż jakakolwiek odpowiedź od niej. Zapytaj, bo inaczej będziesz to obracać w głowie w kółko.
Mam wrażenie że gdzieś nam umknął wątek samego światła. Bo zaczęliśmy od pytania Leny o to skąd pochodzi to równomierne oświetlenie, a teraz jesteśmy głównie przy wspólnym śnieniu. Czy ktoś może powiedzieć - bo to dla mnie ważne - czy to światło bez źródła pojawia się częściej właśnie w snach z obecnością innych osób? Czy też w zupełnie samotnych snach?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i chcę zapytać o coś innego. Wszyscy zakładamy że to światło jest czymś znaczącym, jakimś sygnałem. Ale czy ktoś rozważał że może to jest po prostu residuum - jakiś ślad po poprzednim marzeniu sennym, który zostaje w kolejnym? Że nie ma głębszego znaczenia, tylko mózg nie zdążył się przełączyć?
Właśnie to mnie najbardziej zastanawia w całej tej rozmowie. Że punkt startowy był inny niż zwykle - Lena nie śniła czegoś własnego, tylko coś jej niejako weszło przez słuchanie. Czy ktoś miał coś podobnego? Że cudzy sen opowiedziany na głos jakoś przylgnął?
to był ktoś bliski, więc nie wiem jak byłoby z obcym. Intuicyjnie myślę że relacja ma znaczenie - im większa bliskość, tym łatwiej coś takiego przejść. Ale to tylko moje odczucie, nic potwierdzonego.
A ja mam inne pytanie do tego wszystkiego - czy to światło które Lena widziała było w jej śnie od początku, czy pojawiło się w jakimś momencie? Bo jeśli pojawiło się nagle w trakcie snu, to może to był właśnie moment "połączenia", a nie stały element scenografii.
Przepraszam że wchodzę trochę z boku, ale czytam ten wątek i chcę zapytać o coś podstawowego. Czy jest w ogóle jakiś sposób żeby odróżnić we śnie światło które "coś znaczy" od światła które jest po prostu tłem snu? Bo jak słucham tych opisów to każde dziwne światło może być uznane za znaczące.
Chcę wrócić do kwestii oświetlenia bo myślę że jeszcze nie powiedzieliśmy wszystkiego. Lena opisała że światło było równomierne, bez źródła. Ja miałam raz podobne - i pamiętam że cień też był inaczej. Właściwie cieni nie było. Czy ktoś inny to zauważył w swoich snach?
Okej, ale brak cieni w snach to może być po prostu ograniczenie tego jak mózg renderuje scenę senną. To nie jest dowód na nic duchowego - to może być oszczędność obliczeniowa. Mózg nie musi symulować pełnej fizyki światła.
Wracam do ciał i odczuć cielesnych, bo to pominęliśmy. Lena - jak obudziłaś się po tym śnie, czy cokolwiek czułaś fizycznie? Ciepło, zimno, mrowienie, cokolwiek? To ważne bo we wszystkich praktykach pracy z energią ciało jest pierwszym rejestrem.
to odprężenie jest czymś. W medytacji stan głębokiego spokoju po sesji zostawia właśnie takie echo w ciele - mięśnie są rozluźnione inaczej niż po zwykłym śnie. Nie chcę za dużo interpretować, ale to nie brzmi jak przypadkowe.
Cały czas myślę o tym zestawieniu czakry serca i korony. Jeśli to światło bez źródła miało charakter ciepły i równomierny, to Anahata jako skojarzenie wydaje mi się bardziej prawdopodobna niż Sahasrara. Korona daje poczucie rozszerzenia, niekoniecznie ciepła. Lena, jak byś to opisała - ciepło czy chłód?
