Przepraszam, że się wtrącę z innym kątem, ale to opisanie pustki mi coś kliknęło. Czy ktoś tu miał kiedyś sen, gdzie osoba z fotografii z rodzinnego albumu zjawiła się PO tym, jak album przejrzałaś? Bo zastanawiam się czy Esoterica jest wyjątkiem, czy raczej zna kogoś kto miał odwrotną kolejność - najpierw zdjęcie, potem sen.
Warto tu być precyzyjnym. Zanetka ma rację co do kolejności, ale musimy też zapytać o inne źródła. Mirtowa, czy ta kobieta w chuście mogła być opisywana przez babcię słowami - nie zdjęciem, ale opowieścią? Że babcia wspominała jak wyglądała? Bo wtedy obraz mógł się zbudować ze słów, nie ze zdjęcia.
U mnie ta kobieta w chuście nigdy nie mówiła. Ani razu. Ale raz wyciągnęła rękę i wskazała gdzieś za mnie. Wtedy się obudziłam i do dziś nie wiem co było za mną.
Płaszcz i nakrycie głowy to może sugerować konkretną epokę. Esoterica, czy rozmawiałaś kiedyś z mamą o tym, kiedy żył ten mężczyzna? Chodzi mi o to, czy data na fotografii cokolwiek wam powiada - bo to mogłoby pomóc ustalić, czy sen operuje realiami historycznymi, czy symbolicznie.
Ale czy nie jest tak, że takie ubrania - surdut, nakrycie głowy - kojarzą nam się z konkretną epoką przez filmy i zdjęcia, które widziałyśmy wcześniej? Pytam bez złośliwości, naprawdę, bo zastanawiam się czy nie prościej byłoby przyjąć, że mózg skleił te obrazy z gdzieś zapamiętanych źródeł.
Chcę wrócić do tego co powiedział Franek o zbieraniu detali. Czy ktoś tu poza Esotericą i Mirtową miał sen z osobą, którą potem rozpoznał na starym zdjęciu? Bo jeśli to się zdarza szerzej, to mamy coś ciekawego. Nie tylko dwa przypadki, ale jakiś wzorzec.
Śledzę ten wątek od jakiegoś czasu i chcę dodać coś z własnego doświadczenia. Śniła mi się staruszka z bardzo charakterystycznym spleceniem włosów i dopiero jak mama wyciągała stare listy po śmierci prababci, znalazła portret w owalu. Ta sama fryzura, ten sam kształt twarzy. Nigdy wcześniej nie widziałam ani tego portretu, ani żadnego opisu. Więc tak - jest nas więcej.
Mamy teraz trzy przypadki - Esoterica, Mirtowa, Ulka. I w każdym powtarza się ta sama kolejność: najpierw sen, potem zdjęcie lub portret, i zawsze z gałęzi rodziny, o której się milczało. To nie jest przypadkowy zbieg. Pytanie, które mnie teraz zajmuje, jest inne - czy te osoby ze snów chciały być rozpoznane, czy tylko się pokazały?
To ciąganie - nie lekceważ go. W mojej pracy z kartami ten impuls do miejsca pojawia się wtedy, kiedy coś jest do zamknięcia właśnie tam, nie gdzieś w głowie, ale fizycznie w terenie. Nie mówię żebyś jutro wsiadała w pociąg, ale warto sprawdzić czy ta miejscowość coś ci daje, zanim zdecydujesz.
To ciąganie o którym mówi Esoterica - chcę się przy tym zatrzymać, bo to nie jest pierwszy raz kiedy słyszę o impulsie do konkretnego miejsca po rozpoznaniu kogoś ze snu. Lunaria_G, napisałaś że coś jest do zamknięcia w terenie. Czy spotkałaś się z przypadkiem, gdzie ktoś faktycznie pojechał i coś znalazł? Nie mówię o filmowych rewelacjach, ale o czymkolwiek namacalnym - dokument, grób, stary dom?
Właśnie o to mi chodzi. U mnie ten mężczyzna pojawił się trzy razy, ale ostatnio - już po znalezieniu zdjęcia - był inaczej. Poprzednie sny były takie trochę obojętne, siedział tyłem albo z boku. A ten ostatni był przodem i miał inne światło wokół siebie. Jakby rozpoznanie coś zmieniło po jego stronie, nie tylko po mojej.
To ważne co mówisz. Zmiana postawy z bocznej na frontalne wyjście jest w wielu tradycjach odczytywana jako sygnał gotowości do kontaktu. Przedtem mogło być czekanie - sprawdzenie czy w ogóle zauważysz. Esoterica, czy w tym frontowym śnie cokolwiek powiedział, gestykulował, czy tylko stał?
A można zapytać wprost - po co tyle czekania i enigmatyczności? Jeśli to jakaś dusza z rodziny, to czemu nie powie po prostu co chce? Czemu zawsze te gesty, półobroty, znikanie? Trochę mnie to irytuje jako konstrukcja.
Właśnie - to jest dla mnie ten kluczowy szczegół w całym tym wątku. Nie to, że śniły się osoby przypominające kogoś. Ale że sen był pierwszy. Esoterica, jesteś absolutnie pewna co do tej kolejności? Nie mogłaś zobaczyć zdjęcia przelotnie i nie zapamiętać świadomie?
Czyli to nie mógł być przypadek przy założeniu że nie widziałaś zdjęcia - a skoro nie widziałaś, to co innego przyniosło ci ten obraz? Może pamięć genetyczna naprawdę istnieje i przekazujemy sobie takie rzeczy biologicznie, nie tylko przez opowieści?
To co mówi Wiolka88 jest naprawde dobra taktyka. Ja bym dodała że starzy ludzie czasem mówia więcej przez przypadek niż przez frontalną rozmowe. Zapytaj o coś obok i poczekaj. Mirtowa, czy jest ktoś w rodzinie kto może wiedzieć więcej i jest bardziej otwarty niż babcia?
Wracam do tego co mnie zajmuje od kilku postów. Mamy trzy śpiące osoby - Esoterica, Mirtowa, Ulka - i trzy gałęzie rodziny, o których milczano. To nie jest przypadkowa zbieżność. Pytanie jest takie: czy te trzy przypadki mają coś wspólnego po stronie snu? Nie po stronie fotografii - po stronie samego doświadczenia nocnego. Czy coś w jakości tych snów różniło je od zwykłych?
U mnie tak samo z tym spokojem. To jest dobre słowo. Ten sen nie miał narracji, nie działo się nic. On po prostu był. I mimo że nie rozumiałam go wtedy, nie był niepokojący. Raczej jakby ktoś czekał cierpliwie na przystanku i wiedział, że w końcu przyjdę.
Ten obraz przystanku, który opisujesz, bardzo mi coś przypomina. U mnie ta kobieta ze zdjęcia też nie robiła nic dramatycznego - stała przy oknie, patrzyła. I ja też nie czułam lęku, tylko coś jakby... obowiązek? Jakby wiedziała że muszę coś sprawdzić. Esoterica, powiedziałaś że po rozpoznaniu na zdjęciu sen zmienił charakter. Ale czy ty zmieniłaś coś w swoim podejściu do niego? Czy zaczęłaś jakoś inaczej do tego siadać, może zapisywać?
To słowo 'obowiązek' jest kluczowe i chcę się przy nim zatrzymać. Bo to nie jest emocja którą mózg generuje losowo dla rozrywki. Mirtowa, Esoterica - czy to poczucie obowiązku pojawiło się od razu w pierwszych snach, czy dopiero po jakimś czasie? Pytam bo jeśli narastało stopniowo, to może być sygnał że kontakt się pogłębia, a nie że sami narzuciliście mu to znaczenie z zewnątrz.
Ale tu właśnie jest mój problem z tym wszystkim. To poczucie obowiązku - skąd wiadomo, że to przekaz z zewnątrz, a nie po prostu coś co sami sobie narzucamy bo chcemy żeby miało znaczenie? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam. Bo sama miałam sny o osobach których nie znałam i po czasie wmówiłam sobie że to ktoś ważny, a potem okazało się że po prostu widziałam tę twarz na reklamie.
