Runiarka zadaje pytanie które jest chyba najważniejsze w tej rozmowie. i uczciwie - nie mam gotowej odpowiedzi która działałaby zawsze. ale jedno co zauważam u siebie: jeśli po rytuale czuję spokój, ale nie czuję żadnej zmiany w stosunku do tematu, to jest sygnał. spokój bez zmiany to może być właśnie ta ucieczka.
a co rozumiesz przez zmianę? bo to może być bardzo różne. zmiana nastroju, zmiana perspektywy, zmiana zachowania? bo myślę że wiele zależy od tego co uznamy za punkt odniesienia.
słucham i mam wrażenie że wychodzi tu coś ważnego o samoakceptacji w ogóle, nie tylko w magii. że akceptacja to nie jest stan statyczny. i że może dlatego magia może w tym pomagać, bo też nie jest statyczna, ma ten ruch który Donat opisuje. czy dobrze łączę?
mam pytanie do Dziedzilii jeśli mogę wrócić do tego co pisała wcześniej o cyklach: jak to u ciebie wygląda w praktyce, że cykl numerologiczny jest okresem sprzyjającym zmianie? czy chodzi o to że wtedy łatwiej coś zacząć, czy że efekty są trwalsze? bo to duza rożnica jak myślę o tym co tu piszemy.
zastanawiam się czy my przez całą tę rozmowę nie zakładamy że magia działa 'na' kogoś. a co jeśli ona działa 'z' kimś i to jest właśnie ta różnica między magią która wspiera samoakceptację a magią która jej przeszkadza? jak ktoś robi rytuał żeby coś zrobić do siebie z zewnątrz, to może właśnie to nie działa albo działa inaczej.
ale jak być aktywną w rytuale jeśli się nie wie dokladnie co się robi? bo mi się zdarza że robię coś bo wydaje mi się że powinnam i nie mam poczucia że to jest 'ze mną', bardziej że powtarzam coś co gdzieś widziałam. czy to jest ten problem?
wracając do początku tego wątku i do pytania Donat55 o to czy magia może przebiegać od wewnątrz na zewnątrz - po tej całej rozmowie mam wrażenie że może, ale wymaga żeby najpierw było to 'wewnątrz'. czyli nie da się tego zrobić z zewnątrz, nawet jeśli bardzo chcesz. i może to jest ta różnica między magią jako praktyką a magią jako skrótem.
to co Faye pisze na końcu jest dla mnie clue całej tej rozmowy. że nie da się tego zrobić z zewnątrz. i myślę że to jest też odpowiedź na pytanie dlaczego tyle prac magicznych nie daje efektu - ludzie szukają czegoś co im zrobi to co sami powinni zacząć. a magia nie jest od zastępowania.
ale skąd wiedzieć co 'zacząć samemu', a co można zlecić, powiedzmy, rytuałowi? bo ja to widzę tak że nie wiem gdzie jest ta granica. czy jest jakiś sposób żeby to rozróżnić?
właściwie to dla mnie nowe ujęcie. zawsze myślałam że jak coś nie wychodzi wewnętrznie to właśnie po to jest magia, żeby 'pomóc'. a tu wynika że ta zgoda wewnętrzna musi być wcześniej. więc co w takim razie robi magia jeśli i tak potrzebujesz tej zgody?
mnie to pytanie też dotyczy. mam wraznie że czasem myślę że jestem gotowa na zmianę, ale jak patrzę na to co robię to jakbym tę zmianę sabotowała. i nie jestem pewna czy to znaczy że nie mam zgody, czy że mam zgodę ale boję się.
czytam to i myśle że to jest właśnie ta różnica o którą chodzi w tytule wątku. że jak coś przychodzi od wewnątrz to wiesz czego chcesz i magia idzie za tym. a jak coś przychodzi od zewnątrz to bierzesz gotowy rytuał i wkładasz w niego coś co nie jest twoje. i chyba właśnie dlateog moje pierwsze próby były takie puste.
właściwie to co Hela opisuje - ta pustka po rytuale - to jest dla mnie jeden z najciekawszych sygnałów. bo pustka może znaczyć że trafiłaś w coś prawdziwego i teraz jest cisza po zmianie, ale może też znaczyć że nic się nie ruszyło. i skąd wiesz która to pustka?
to co Hela mówi o tym siedzeniu przy tym jest dla mnie nowe. bo ja po rytuałach staram się szybko wrócić do normalnego dnia, myślałam że tak powinno być. a tu wychodzi że może to jest właśnie ten moment który przepuszczam?
wracając do pytania Stanislawy o granicę między tym co robisz sam a tym co robi rytuał - nie wiem czy ta granica jest tak ostra. ja to widzę bardziej jako kontinuum. rytuał to nie jest oddzielne działanie, to jest działanie razem z czymś. więc pytanie 'co zrobię sam, a co zlecę' może być trochę mylące.
ok, ale jak to kontinuum wygląda w praktyce? bo mnie chodzi o to żebym wiedziała gdzie zacząć, a nie żeby teoria była spójna.
może zamiast szukać granicy, warto zapytać co cię w ogóle przyciąga do danej pracy. bo jak mi się zdarza że chcę zrobić rytuał 'na' coś i czuję że to jest ucieczka, to zwykle jest jakiś konkretny powód dla którego nie chcę z tym usiąść sama. i ten powód jest ważniejszy niż rytuał.
i to jest chyba powrót do tego o czym Donat mówił na początku wątku - że magia może być takim szkieletem dla czegoś co już w środku jest. struktura nie jako ucieczka ale jako forma. tylko że ta forma musi być na coś nałożona, nie pusty pojemnik.
ok ale to 'forma nałożona na coś' - jak to rozpoznać zanim zaczniesz? bo jak mam wiedzieć że mam na co nakładać, a nie że jestem w tej pustej przestrzeni którą Kalikst opisywał?
to jest właściwie pytanie o samodiagnozę. i szczerze - nie ma na to jednej metody. ale jedno co pomaga to zapytać siebie czy masz jakiekolwiek zdanie na temat tego czego chcesz, niekoniecznie pewne, ale cokolwiek. jak jest totalny blank, to jest sygnał. jak jest coś, nawet mglistego, to jest z czym pracować.
a co z sytuacją kiedy masz zdanie, ale ono zmienia się co kilka dni? bo u mnie często jest tak że rano wiem czego chcę, a po południu myślę że to był błąd. i nie wiem czy to znak że nie mam tej 'bazy' czy że po prostu za dużo myślę.
a ja w ogóle nie wiem jak to 'głębiej' wygląda. słyszę to w różnych kontekstach i zawsze zakładam że ludzie wiedzą co mają na myśli, ale jak sama próbuję to znaleźć to nie wiem gdzie szukać. to jest dosłownie fizyczne miejsce w ciele czy metafora?
u mnie to był brzuch i długo myślałm że to po prostu stres. dopiero po jakimś czasie zaczełam rozumieć że to inaczej się czuje od typowego 'boję się egzaminu'. ale to serio trwało długo zanim w ogóle zaczełam to rozróżniać.
to co Hela mówi o pisaniu bez cenzury - to jest zbliżone do techniki automatic writing i ciekawe że to trafia do ezoteryki przez różne drzwi. część ludzi robi to jako kontakt z wyższym ja, część po prostu jako obejście świadomego filtrowania. efekt podobny.
a jeśli chodzi o tę narrację - to znaczy że jak robię dokładnie to samo, ale myślę o tym inaczej, to coś się zmienia? bo to trochę brzmi jak samosugestia.
ok ale jak mam to praktycznie zastosować? bo słyszę o pisaniu, o odczuciach w ciele, o narracji - i to wszystko razem wydaje się jak dużo rzeczy naraz. od czego w ogóle zacząć jeśli chcę połączyć to z pracą magiczną?
i to jest chyba to o czym mówiłem wcześniej - że nie chodzi o wybranie metody tylko o zobaczenie co się w tobie porusza. jedna osoba potrzebuje pisania, inna ciała, inna ciszy po rytuale. magia jako praca od środka to znaczy że sam jesteś wskazówką co ci służy.
