Śniło mi się to kilka razy i za każdym razem wyglądało tak samo. Stoi przede mną postać - nie rozpoznaję twarzy - i kiedy biorę wdech, ona rośnie. Dosłownie. Kiedy wydycham, kurczy się z powrotem. Nie robi nic, tylko stoi i czeka. Nie wiem, czy się bać, czy to coś neutralnego. To co mnie uderza najbardziej, to że ja we śnie jestem tego w pełni świadoma i kontroluję oddech celowo, jakbym chciała sprawdzić, jak daleko to zajdzie. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy ta postać w ogóle coś do was mówiła?
Pierwsze skojarzenie jakie mi przyszło to czakra serca. Oddech to prana, życiowa energia, i jeśli postać rośnie razem z wdechem, to możliwe że jesteś dla niej dosłownie źródłem zasilania. Ale pytanie jest kluczowe: jak się czułaś po tym śnie? Wyczerpana, czy raczej spokojnie? Bo to bardzo dużo mówi o tym, co zaszło energetycznie.
Poczekajcie, bo zanim pójdziemy w kierunku energetycznym, chciałabym zapytać o samą mechanikę tego snu. Czy postać rosła proporcjonalnie - powiększała się równomiernie jak nadmuchiwany balon - czy może rosła w jakimś konkretnym kierunku, w górę, w szerz? To nie jest błahe pytanie, bo symbolika jest zupełnie inna.
Wzrost w górę przy wdechu to motyw który pojawia się w różnych tradycjach jako przejaw ekspansji ducha, nie ciała. Ciało rośnie wszerz. Duch wznosi się. To co opisujesz brzmi jak istota, która się manifestuje przez twoją energię, ale jej natura jest pionowa, wertykalna. Pytanie co ją wołało do ciebie akurat wtedy. Był to szczególny okres w twoim życiu?
Przepraszam, że się wtrącę, ale czy ta postać nie mogła być po prostu projekcją? Czytałam gdzieś, że we śnie tworzymy różne postacie z własnej psychiki i ta odpowiedź na oddech mogłaby oznaczać, że to jesteś ty sama, tylko jakaś część ciebie. Nie wiem, czy to ma sens w tym kontekście, ale mnie tak to trochę wygląda.
Właśnie to mnie tu zatrzymało - ten rytm. Oddech we śnie rzadko jest przez nas świadomie odczuwany, a tu jest nie tylko odczuwany, ale staje się jakimś sterownikiem. Zastanawia mnie, czy podczas tego snu miałaś też odczucie, że twój fizyczny oddech w łóżku był inny niż zwykle? Głębszy, wolniejszy?
To co opisujesz zaczyna mi przypominać pewien mechanizm, który jest omawiany w kontekście podróży astralnych. Kiedy ciało fizyczne wchodzi w bardzo głęboki, spokojny rytm oddechowy, pewna część świadomości może zacząć działać bardziej niezależnie. I wtedy może pojawić się coś, co odbiera tę energię jako zaproszenie. Nie wiem czy groźne, ale zdecydowanie celowe. Czy ta postać kiedykolwiek zrobiła jakikolwiek ruch w twoją stronę, czy zawsze tylko stała?
To pochylenie głowy przy zatrzymaniu oddechu mnie naprawdę zastanawia. To nie jest zachowanie pasywnej projekcji. Coś, co reaguje na zmianę rytmu, jest czymś świadomym w jakimś sensie. Mam pytanie do całej grupy: czy w tradycjach, które znacie, jest jakiś typ istoty sennej powiązanej konkretnie z oddechem? Nie chodzi mi o zmorę, to inna dynamika.
Słowo symbiotyczne trzeba tu ostrożnie stosować. Symbioza zakłada wzajemną korzyść. Tu nie wiemy jeszcze, co ta istota daje w zamian, jeśli w ogóle coś daje. Celestyna, czy po tych snach jest coś w twoim życiu, co jakkolwiek się zmieniło albo co możesz powiązać z tymi nocami? Cokolwiek, nawet błahe.
Czytam ten wątek od początku i nie mogę przejść obojętnie. Miałam coś zbliżonego, choć nie identycznego. U mnie postać nie rosła od oddechu, ale pulsowała - rozszerzała się i kurczyła - i czułam to pulsowanie w klatce piersiowej jak echo. Nigdy nie powiązałam tego z oddechem, ale teraz zaczynam się zastanawiać czy tam też był ten rytm, tylko go nie rozpoznałam.
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale skąd wiecie, że to w ogóle jest osobna istota, a nie po prostu wizualizacja własnego oddechu? Tzn. może mózg we śnie robi sobie animację tego co ciało robi fizycznie i ta postać to dosłownie metafora wdechów i wydechów? Nie mówię, że tak jest, po prostu pytam, bo to mnie kusi jako wyjaśnienie.
Dobra, ale czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić co to jest konkretnie? Jakiś rytuał przed snem, jakieś pytanie które można do niej skierować? Bo czytam i czytam i cały czas mówimy o tym co to może być, a nikt nie mówi co można z tym zrobić. Celestyna, czy próbowałaś w ogóle do niej mówić?
to bardzo ważna obserwacja. Cofnęła się czy po prostu nie podchodziła? Bo to duża różnica. Jedno mogłoby oznaczać, że pytanie ją spłoszyło, drugie że pytanie po prostu zmieniło warunki kontaktu. Czy oddychałaś tej nocy tak samo rytmicznie jak zazwyczaj?
To 'zawieszenie' między wami może być kluczem. W pewnych praktykach medytacyjnych jest coś, co się nazywa momentem przed intencją - ułamek między zamiarem a działaniem, kiedy pole energetyczne jest najbardziej otwarte. Jeśli twoje pytanie wytworzyło coś takiego we śnie, to możliwe, że istota właśnie w tym momencie była najbardziej obecna, tylko inaczej niż zwykle.
Sprawczość - właśnie o to chodzi. Przez większość tych snów czułam się bardziej jak świadek niż uczestnik. Obserwowałam własny oddech jakby z zewnątrz i patrzyłam jak ona rośnie. Ten jeden raz, kiedy wstrzymałam powietrze, był jedynym momentem, w którym poczułam że coś robię, a nie tylko się dzieje.
Ta zmiana pozycji - z obserwatora w sprawcę - przez jeden akt wstrzymania oddechu jest znacząca energetycznie. W pracy z czakrami, szczególnie z czakrą gardła, świadome zatrzymanie przepływu oddechu bywa opisywane jako chwilowe zamknięcie kanału. Jeśli ta istota karmi się ruchem, to wstrzymanie oddechu było dla niej jak nagłe zatrzaśnięcie okna. Stąd pewnie to pochylenie głowy.
Słuchajcie, mam głupie pytanie ale serio - czy ona miała twarz? Przez cały wątek czytam o wzroście, o oddechu, o rytmie, ale nie pamiętam żebyś opisywała jak ona wyglądała. Bo to dość istotne chyba.
Miała twarz, ale nie taką którą dałoby się opisać. Znaczy widziałam że ma twarz, nie był to żaden cień bez rysów, ale kiedy próbuję sobie teraz przypomnieć szczegóły - nic nie zostaje. Jest tylko ogólne wrażenie twarzy. Kobiecej, spokojnej.
To jest dokładnie tak jak z tymi snami o osobach bez twarzy, o których był tu kiedyś wątek. Tzn. widzisz twarz, mózg ją rejestruje jako twarz, ale nie ma czego zapamiętać bo nie ma szczegółów. Choć tu brzmi jakby coś jednak było, tylko że nieuchwytne. Nie wiem, może to właśnie jest ważne?
U mnie z tą pulsującą postacią było podobnie z twarzą. Wiedziałam że jest, nie umiałam opisać. Ale był jeden szczegół który zostawał - dłonie. Długie palce, spokojnie ułożone. Celestyna, czy zapamiętałaś coś poza twarzą? Jakiś szczegół który jakoś się przykleił?
Ubranie które nie rośnie razem z postacią to bardzo ciekawy szczegół. W symbolice astralnej forma zewnętrzna bywa traktowana jako powłoka kulturowa albo pamięć o konkretnym wcieleniu. Jeśli ona rośnie a powłoka zostaje - możliwe że obserwujesz sam rdzeń tej istoty, jej ekspansję poza formę w której pierwotnie się zjawiła.
Czytam cały wątek i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Skoro ta postać pojawia się regularnie i reaguje na twój oddech, to czy nie ma tu jakiegoś elementu przyzwolenia z twojej strony? Tzn. czy ona przyszłaby gdybyś nie chciała? I co ważniejsze - czy chcesz żeby przychodziła?
Przyzwolenie bez świadomości - to mnie tu zatrzymuje. Celestyna, jak to możliwe, że nie wiesz czy przyzwoliłaś, ale jednocześnie czujesz że nie boisz się? Czy to nie jest trochę sprzeczne? Bo jakby coś mnie przytłaczało oddechem, chyba bym wiedziała czy chcę tego czy nie.
Ten spokój po przebudzeniu przy jednoczesnej 'rozbudzonej głowie' to coś, co w kontekście pracy energetycznej bywa opisywane jako stan po otwarciu - nie zakończeniu - kontaktu. Ciało spokojne, umysł aktywny, bo przetwarzanie trwa. Ale mam pytanie do celestyny - czy ten spokój utrzymywał się przez cały dzień, czy znikał po jakimś czasie?
A co jeśli to ubranie to nie ubranie tylko jakiś ślad? Nie wiem jak to powiedzieć, ale może to co zostaje za małe to jest jakaś jej poprzednia forma, a nie dosłowna szata? Bo gdyby była duchem albo czymś takim, to czemu miałaby mieć w ogóle ubranie, prawda?
Skóra węża - to mnie uderzyło. Celestyna, kiedy ona rosła, czy miałaś wrażenie że to przyjemne dla niej, czy raczej jakby... konieczne? Jakby musiała tak robić? Bo węże linieją nie z wyboru.
Takie kolory które 'nie mają nazwy' pojawiają się w opisach snów o innych wymiarach. Czytałam kiedyś, że mózg we śnie potrafi generować odcienie poza normalnym zakresem percepcji, ale nie mam pojęcia czy to znaczy że to naprawdę coś z innego miejsca, czy tylko taka ciekawostka biologiczna. Czy ktoś tu wie więcej o tym?
