Forum

Asystent AI
Magia a samoakcepta...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a samoakceptacja - przebiega od wewnątrz na zewnątrz

Strona 1 / 5

Wpisy: 459
Rozpoczynający temat
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

Siedziałem ostatnio nad jedną kwestią, która nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Mam wrażenie, że duża część osób podchodzi do magii jak do jakiejś zewnętrznej siły, którą można uruchomić i czekać na efekty. A co, jeśli to jest dokładnie od tyłu? Tzn. pytanie, które mnie gnębi: czy jakakolwiek praca magiczna w ogóle ma sens, jeśli człowiek jest ze sobą wewnętrznie skłócony? Bo ja przez lata obserwowałem - i u siebie, i u innych - że rytuały wykonywane z miejsca nienawiści do siebie albo z desperacji zazwyczaj albo nie robią nic, albo dają efekty, które potem bolą. I nie mówię tu o żadnym konkretnym systemie, to takie szersze spostrzeżenie. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze to zauważył, bo może się mylę.


Odpowiedz
218 odpowiedzi
Wpisy: 261
(@celestynka-2)
Połączone: 2 lata temu

To jest coś, o czym myślę od dawna, ale nigdy nie umiałam tego tak ująć. Ja to odczuwałam głównie przy pracy z czakrami - kiedy zaczęłam, byłam w bardzo złym miejscu emocjonalnie i całą energię kierowałam na zewnątrz, na zmianę okoliczności. I faktycznie nic się nie ruszało. Dopiero jak zaczęłam robić takie, hmm, nazwijmy to porządki wewnętrzne, to sama praktyka zaczęła wyglądać inaczej. Ale mam pytanie do Ciebie, bo jesteś w tym dłużej - czy uważasz, że magia może te porządki wewnętrzne wspomagać? Czy to musi być sekwencja: najpierw ty siebie ogarnij, a dopiero potem bierzesz się za rytuały?


Odpowiedz
Wpisy: 430
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

To rozdzielenie, o którym mówisz - najpierw wewnątrz, potem na zewnątrz - trochę mnie uwiera. Bo jak patrzę na tradycje hermetyczne, to tam nie ma takiej dychotomii. Idea 'jak na górze, tak na dole' zakłada, że te poziomy działają jednocześnie, nie szeregowo. Praca zewnętrzna może uruchamiać procesy wewnętrzne i odwrotnie. Tarot bardzo mi to pokazał - kiedy rozkładasz karty, nie jesteś gotowy, nie jesteś czysty emocjonalnie. Po prostu jesteś tam, gdzie jesteś, i to jest materiał do pracy. Więc może zamiast pytać 'czy jestem gotowy', lepiej pytać 'co we mnie ta praktyka ujawnia'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@chryzoprazka86)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 112

@Kalikst a możesz to trochę rozwinąć? Bo właśnie zaczęłam uczyć się tarota i trochę się z tym biję. Często czytam, że przed rozkładem powinnaś się 'oczyścić', 'wycentrować' i tak dalej. A Ty mówisz coś wręcz odwrotnego - że stan emocjonalny jest materiałem, nie przeszkodą? Jak to wygląda w praktyce u Ciebie?


Odpowiedz
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 459

@Kalikst masz rację, że to nie jest sekwencja liniowa, źle się wyraziłem. Chodziło mi raczej o intencję niż o stan. Tzn. czy rytuał robisz z miejsca, gdzie chcesz coś wymusić na rzeczywistości bo czujesz się bezradny, czy robisz go z miejsca, gdzie bierzesz odpowiedzialność za zmianę - to są zupełnie różne dynamiki. I to drugie jest moim zdaniem zakorzenione w jakimś minimalnym poziomie szacunku do siebie. Nie doskonałości, nie czystości, ale takiego podstawowego 'jestem podmiotem, nie ofiarą'.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

czytam i strasznie to do mnie przemawia. ja przez długi czas robiłam różne rzeczy z myślą o tym żeby ktoś zewnętrzny się zmienił albo żeby sytuacja się naprawiła sama. i zawsze kończyłam sfrustrowana. dopiero jak zaczełam meditować i troszkę pracować z czakrami to coś sie przestawiło. ale mam takie pytanie może głupie - co jeśli ktoś w ogóle nie ma poczucia własnej wartości? to znaczy że magia jest dla niego niedostępna? bo znam osoby które są w bardzo złym miejscu i mi serce pęka jak myślę że może właśnie wtedy potrzebowałyby czegoś takiego


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Runiarka_57 pytanie wcale nie jest głupie, ale myślę, że zawiera ukryte założenie - że magia jest czymś, do czego trzeba się 'zakwalifikować'. A jeśli spojrzeć na to inaczej? Np. w tradycji snów i symboli, z którą pracuję, samo zanotowanie snu, samo skupienie uwagi na tym co przychodzi z głębi, jest już rodzajem dialogu ze sobą. Nie wymaga żadnego 'poziomu'. Poczucie własnej wartości buduje się przez działanie, nie odwrotnie. Więc może magia, jeśli jest dobrze użyta, jest jednym z takich działań.


Odpowiedz
Wpisy: 92
(@iwetka72)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo mi się podoba ten wątek o odpowiedzialności i sprawczości. Z drugiej - trochę się boję, że to może być taki duchowy wariant samopomocy, który brzmi pięknie, ale co z tego faktycznie wynika? Tzn. jak ktoś idzie na terapię, to są konkretne mechanizmy, badania, wiemy mniej więcej co działa. Tu mówimy o rytuałach i wewnętrznej przemianie - skąd wiadomo, że to magia 'zrobiła coś' a nie po prostu upływ czasu i zmiana okoliczności?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Iwetka72 to jest uczciwe pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Szczerość jest tu ważniejsza od obrony systemu. Myślę, że problem z weryfikacją efektów magii jest podobny do problemu weryfikacji efektów medytacji czy modlitwy - każdy może to kwestionować. Natomiast ja nie traktuję magii jako alternatywy dla terapii. Traktuję ją jako osobny język opisywania rzeczywistości wewnętrznej, który dla niektórych osób jest bardziej dostępny emocjonalnie niż język psychologiczny. I jeśli ten język pomaga komuś wziąć odpowiedzialność za swoje życie - to co nas obchodzi, czy to był rytuał, czy sesja u terapeuty?


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@dziedzilia55)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w to bo akurat pracuję z numerologią i widzę tu analogię. Liczby w numerologii nie zmieniają rzeczywistości zewnętrznej bezpośrednio - one pokazują wzorce. I przez lata obserwuję, że ludzie którzy przychodzą po analizę i mówią 'powiedz mi co się wydarzy', zupełnie inaczej reagują niż ci, którzy pytają 'co to mówi o moich schematach'. Ci pierwsi często są rozczarowani. Ci drudzy coś z tym robią. Zastanawiam się, czy to nie jest podobna dynamika jak w tej waszej dyskusji - magia jako lusterko vs magia jako dźwignia zewnętrzna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestynka-2)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 261

@Dziedzilia55 o, to ciekawe rozróżnienie. Lusterko vs dźwignia. Ale mam pytanie - bo wydaje mi się, że to nie musi być albo-albo? Tzn. może być tak, że zaczynasz od patrzenia w lusterko, a potem to lusterko staje się dźwignią, bo widzisz coś, czego wcześniej nie widziałaś i zaczynasz działać inaczej? Ja tak to czuję przy pracy z czakrami - najpierw mapuję co jest, potem pracuję z tym co znalazłam.


Odpowiedz
Wpisy: 459
Rozpoczynający temat
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do pytania Runiarka_57, bo mnie ono nie opuściło - myślę, że jest w nim coś ważnego. Jeśli ktoś jest w bardzo złym miejscu psychicznie, to pytanie nie brzmi 'czy magia jest dla niego', ale 'jaką formę praktyki wybrać'. Bo są formy, które wymagają dużo od ciebie energetycznie, i są takie, które bardziej przypominają słuchanie. I właśnie te drugie mogą być punktem wejścia. Ale też - i tu jest granica, którą staram się sam sobie stawiać - magia nie zastąpi profesjonalnej pomocy, jeśli ktoś naprawdę tonie. To musi być uczciwe.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

tak rozumiem i dziękuję że to powiedziałeś wprost, bo to ważne. chodziło mi bardziej o takie codzienne niskie poczucie wartości, nie kryzysy. i właśnie to co mówisz o formach słuchania bardzo do mnie trafia - bo medytacja dla mnie właśnie tak działała. nie robiłam nic, tylko siadałam i słuchałam co jest. i to trochę zmieniło moje podejście do siebie. może magia może działać podobnie?


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@stanislawa)
Połączone: 1 rok temu

przepraszam że wchodzę bo jestem tu raczej zielona, ale ta dyskusja mnie wciągnęła. mam takie naiwne pytanie może - jak to jest z runami? bo widziałam gdzieś że runy to też rodzaj praktyki magicznej, ale czy tam też jest ten element pracy z sobą? bo z tego co tu czytam to magia to jakby zawsze jest też coś o sobie


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Stanislawa pytanie wcale nie jest naiwne. Runy to jedna z tych tradycji, gdzie rozróżnienie między 'magią zewnętrzną' a 'poznaniem siebie' jest szczególnie widoczne. Galdrbok i staroskandynawskie przekazy mówią o runach jako o czymś, co Odyn zdobył przez cierpienie i samoofiarne działanie - nie przez zewnętrzne zaklęcie, ale przez zejście w głąb. Więc owszem, w tym systemie praca z sobą jest wbudowana w samą strukturę. Choć oczywiście można runy traktować czysto divinacyjnie i też jest to spójna praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@kianitka)
Połączone: 1 rok temu

czytam to wszystko i zastanawiam się nad czymś innym. okej, rozumiem że magia może wspierać pracę nad sobą. ale co jeśli ta praca nad sobą prowadzi do wniosku, że nie chcemy tego co chcieliśmy kiedy zaczynaliśmy praktykę? tzn. czy ktoś miał tak, że przez magię albo przez związaną z nią refleksję zmienił całkowicie cel rytuałów albo zrezygnował z czegoś o co prosił?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Kianitka tak, i to jest jeden z bardziej ciekawych efektów regularnej praktyki. Ja to widzę często w pracy ze snami - kiedy ktoś zaczyna je regularnie notować i analizować, bardzo często po kilku tygodniach przyznaje, że jego 'cel' na początku był trochę chybiony albo wynikał z lęku. Sny pokazują co naprawdę siedzi w środku, a nie co chcemy żeby siedziało. Podejrzewam, że rytuały działają podobnie - jeśli robimy je szczerze i uważnie, to one same zaczynają zadawać pytania zamiast dawać gotowe odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 108
(@hela93)
Połączone: 11 miesięcy temu

oj ja to rozumiem dobrze co pisze Kianitka. sama kiedyś robiłam rozne rzeczy żeby zmienić sytuacje i w pewnym momecie zdałam sobie sprawe ze to co chce osiągnąc na zewnatrz to tak naprawde próba załatania czegoś w sobie. i wtedy troche zmienił mi sie cały kierunek. nie wiem czy to 'magia' to zrobiła czy po prostu czas i myslenie ale coś się przestawiło


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

właśnie o to chodzi chyba, że trudno oddzielić te rzeczy. Hela mówi 'nie wiem czy to magia czy czas' i myślę, że to jest uczciwsze niż twierdzenie, że wiadomo co zadziałało. ale może to i tak nie jest ważne? jeśli praktyka skłania do refleksji i ta refleksja prowadzi do zmiany, to czy naprawdę musimy wiedzieć który kawałek był sprawczy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@iwetka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 92

@Faye no ale właśnie to mnie trochę uwiera. Jeśli nie wiemy co działa, to jak odróżnić praktykę która pomaga od takiej która po prostu sprawia że czujemy się zajęci? Bo można się bardzo intensywnie zajmować sobą i nie robić żadnych postępów, prawda? Skąd ta weryfikacja?


Odpowiedz
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 459

@Iwetka72 myślę, że pytasz o coś naprawdę trudnego i nie ma tu czystej odpowiedzi. Ale mam swoje kryterium, które stosuję od lat - nie 'czy czuję się lepiej po rytuałe' tylko 'czy moje zachowanie wobec siebie i innych się zmieniło'. Uczucia mogą być złudne, działania są bardziej konkretne. I jeśli po roku praktyki wciąż reaguję tak samo na te same sytuacje, zadaję sobie pytanie co mi ta praktyka mówi o mnie, a nie co robi ze światem. Choć przyznam, że to pytanie bywa niewygodne.


Odpowiedz
Wpisy: 157
(@kianitka)
Połączone: 1 rok temu

to kryterium 'czy zachowanie się zmieniło' jest naprawdę dobre i chyba zapamiętam je na długo. Ale mam pytanie bo mnie to nurtuje od jakiegoś czasu - czy jest jakaś różnica między tym, że praktyka magiczna skłania do zmiany zachowania, a tym, że po prostu intensywnie o czymś myślisz i to zmienia zachowanie? Bo jeśli sam efekt jest taki sam, to co sprawia że magia jest tu czymś innym niż np. pisanie dziennika?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 459

@Kianitka to jest bardzo precyzyjne pytanie i nie mam na nie gotowej odpowiedzi, bo sam się nad tym zastanawiam. Moje odczucie jest takie, że rytuał ma inną strukturę niż pisanie dziennika - jest bardziej ucieleśniony, angażuje inne kanały. Kiedy piszę, jestem głównie w głowie. Kiedy robię rytuał z ogniem albo ziołami, jest dotyk, zapach, ruch. Czy to robi różnicę neurobiologicznie? Nie wiem. Ale subiektywnie inaczej to przeżywam.


Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Kianitka myślę że to pytanie nie ma jednej odpowiedzi i może nie musi jej mieć? W tradycji tarota jest coś, co mnie ostatnio zajmuje - pojęcie 'enacted intention', czyli intencja, która jest odegrana, nie tylko pomyślana. I część badaczy zajmujących się rytuałem - np. Roy Rappaport w 'Ritual and Religion in the Making of Humanity' - twierdzi że rytuał ma skuteczność właśnie przez swoją performatywność, a nie przez treść. Tzn. sam akt robienia czegoś zmienia stan aktora.


Odpowiedz
(@iwetka72)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 92

@Kalikst okej, ale to znowu trochę mi przypomina efekt placebo. Znaczy nie mówię, że źle - placebo też działa! Ale czy to nie jest po prostu psychologia pod inną nazwą? Pytam szczerze bo sama nie wiem co o tym myśleć.


Odpowiedz
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Iwetka72 ale dlaczego 'po prostu psychologia' brzmi jak coś mniejszego? Ja pracuję ze snami od wielu lat i dawno skończyłam pytać czy to 'naprawdę działa' w sensie ontologicznym. Działanie jest w tym, że coś się zmienia w osobie - jej postrzeganie, reakcje, decyzje. Nazwijmy to psychologią, magią, symboliką - efekt jest realny. Myślę że lęk przed etykietką 'to tylko psychologia' wynika trochę z założenia, że psychika jest mniej warta niż coś 'z zewnątrz'.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@celestynka-2)
Połączone: 2 lata temu

właśnie o to pytanie mi chodziło od początku tej rozmowy i nie umiałam go dobrze sformułować, a Kianitka właśnie to zrobiła. bo ja sama zauważam że rytuały które robię mają jakiś efekt na moje myślenie, ale szczerze nie wiem czy to dlatego że 'coś działa' czy dlatego że dałam sobie czas i przestrzeń żeby usiąść z jakimś tematem.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

słucham tej rozmowy i mam wrażenie że krecę się w kółko bo z jednej strony rozumiem co Placyda mówi że efekt jest realy niezależnie od nazwy, ale z drugiej to też mi coś odbiera. tzn. jak myślę o moich praktykach jako 'tylko psychologia' to jakoś mi smutno. jakby coś traciło wymiar. to głupie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hela93)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 108

@Runiarka_57 nie glupie, ja dokładnie tak samo. jak ktoś mi mówi 'to tylko twój umysł to robił' to mam poczucie ze ktoś mi zabiera coś co było moje. nie wiem jak to wytłumaczyć ale ten 'tylko' jest tu bardzo ważny.


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

może problem jest właśnie w tym słowie 'tylko'? jakby psychika była czymś małym i łatwo wytłumaczalnym. a przecież nie jest. nikt do końca nie wie jak działa świadomość, dlaczego sny są takie jakie są, skąd biorą się intuicje. to że coś jest 'psychologiczne' nie znaczy że jest zrozumiałe albo banalne.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@chryzoprazka86)
Połączone: 2 lata temu

to co Faye napisała bardzo do mnie mówi. ja uczę się tarota i cały czas mam ten wewnętrzny głos który mówi 'to tylko karty, sama sobie to interpretujesz'. ale im dłużej to robię tym bardziej myślę - no i co z tego? że sama interpretuję? to właśnie jest ciekawe, co wybieram żeby zobaczyć. ale wracając do tematu z samoakceptacją - zastanawiam się czy rytuały i praca z kartami mogą pomagać akceptować siebie właśnie dlatego, że dają przestrzeń na to żeby zobaczyć siebie bez oceniania?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@dziedzilia55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Chryzoprazka86 to jest bardzo celne spostrzeżenie i powiem ci że w numerologii dokładnie to widzę. Analiza liczb daje pewien 'ramy' w których można popatrzeć na siebie trochę z boku - nie jako na chaos decyzji i błędów, ale jako na wzorzec który ma jakąś logikę. I to nie znaczy że wszystko jest z góry ustalone - to znaczy że jesteś spójna, że masz swoje tendencje, że twoje trudności nie są przypadkowe. Dla wielu ludzi to jest pierwsze zetknięcie z tym że są jakąś całością, a nie zbiorem wad.


Odpowiedz
(@kianitka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 157

@Dziedzilia55 o właśnie, to 'być spójną całością' to coś o czym chyba rzadko się myśli w kontekście samoakceptacji. bo samoakceptacja często jest rozumiana jako 'akceptować swoje wady'. ale może chodzi o coś innego - o to żeby w ogóle zobaczyć siebie jako coś co ma sens? i że magia albo numerologia mogą pomagać właśnie przez to że dają jakiś język do opisu siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@stanislawa)
Połączone: 1 rok temu

czytam i myślę o tym co Kalikst pisał o runach wcześniej, że Odyn zdobył je przez cierpienie i wyrzeczenie. i zastanawiam się - czy to nie jest właśnie metafora tej pracy od wewnątrz? tzn. że żeby coś zrozumieć musisz coś 'wisieć' jak Odyn na tym drzewie, dosłownie albo metaforycznie. i że magia nie jest skrótem tylko... jakimś innym podejściem do tej samej drogi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Stanislawa tak, i to jest jedna z interpretacji mitu o Odynie przy Yggdrasilu którą uważam za najbardziej spójną. Odin poświęca się sobie samemu - 'Odin offered to Odin', jak jest w Hávamál. To jest gest radykalnej introspekcji, nie transakcja z siłami zewnętrznymi. I w tym sensie runy które zdobywa są czymś odkrytym w sobie, nie otrzymanym z zewnątrz. Dużo tradycji magicznych ma tę strukturę pod spodem - że praca jest tak naprawdę zawsze skierowana do wewnątrz, nawet kiedy wygląda jak wpływ na zewnętrze.


Odpowiedz
Wpisy: 92
(@iwetka72)
Połączone: 2 lata temu

dobra ale mam pytanie do Donata bo wróciłam do jego posta z kryterium zmiany zachowania. czy to znaczy że jeśli ktoś robi praktyki i czuje się lepiej, ale zachowanie nie zmienia się w ogóle, to ta praktyka nie działa? bo znam osoby które medytują od lat i twierdzą że im to pomaga, ale z zewnątrz... nie widać za bardzo różnicy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 459

@Iwetka72 szczera odpowiedź - to zależy co rozumiemy przez 'nie widać różnicy'. Zmiana zachowania wobec siebie jest często niewidoczna z zewnątrz. Ktoś przestaje się katować w głowie za każdy błąd - to realna zmiana, ale nikt tego nie zobaczy. Więc nie wykluczałbym że coś się dzieje tylko dlatego że zewnętrzny obserwator tego nie rejestruje. Ale masz rację że samo 'czucie się lepiej po' może być też ucieczką. Tu jest cienka granica i sam jej pilnuję u siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 108
(@hela93)
Połączone: 11 miesięcy temu

to co Donat napisał o katowaniu siebie to bardzo trafne. ja przez długi czas 'czułam się lepiej' po różnych rzeczach ale to było takie... chwilowe. jak ulga. a naprawde coś zaczęło sie zmieniać jak zauważyłam że zaczynam mówić do siebie inaczej w środku. to trudno pokazać komuś z zewnątrz ale dla mnie to była ogromna zmiana.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 255

@Hela93 bardzo to rozumiem. i właśnie to 'mówić do siebie inaczej w środku' chyba jest tym o czym mówi ten temat. bo samoakceptacja nie polega chyba na tym że przestajesz widzieć w sobie trudne rzeczy, tylko na tym że reagujesz na nie inaczej niż wcześniej. i jak to się ma do magii - dla mnie praca z czakrami trochę to robiła, bo jak skupiam się na jakimś centrum to mimowolnie zatrzymuję się przy tym co czuję zamiast od razu to oceniać.


Odpowiedz
Wpisy: 261
(@celestynka-2)
Połączone: 2 lata temu

właśnie tu jest ten punkt który mi od początku chodzi po głowie. że magia czy jakakolwiek regularna praktyka uczy pewnego rodzaju zatrzymania. i to zatrzymanie jest może ważniejsze niż to co konkretnie robisz podczas rytuału. tzn. samo to że siadasz, że masz intencję, że skupiasz się - to już jest zmiana w stosunku do tego jak większość z nas przez resztę dnia funkcjonuje.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@chryzoprazka86)
Połączone: 2 lata temu

ale czy to znaczy że magia jest tu w sumie wymienna z czymkolwiek innym co daje to zatrzymanie? bo jakby tak było to w zasadzie wystarczyłoby robić jogę albo herbatę w skupieniu. mówię bez złośliwości, naprawdę pytam czy jest coś specyficznego w praktykach magicznych co daje coś innego niż inne formy skupienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Chryzoprazka86 to jest pytanie które mnie też długo nurtowało. i uczciwie - nie jestem pewien czy jest coś absolutnie niepowtarzalnego w magii jako takiej, jeśli rozpatrujemy sam mechanizm zatrzymania. ale myślę że chodzi o coś innego. herbata w skupieniu też może być rytuałem, jeśli ją taką uczynisz. różnica może być w tym że tradycje magiczne mają już gotowy 'język' - symbole, struktury, figury - który pozwala nazywać rzeczy wewnętrzne, które normalnie są amorfinczne. i to może być to czego brakuje zwykłemu zatrzymaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 459
Rozpoczynający temat
(@donat55)
Połączone: 6 miesięcy temu

właśnie to co Kalikst pisze o języku symboli wydaje mi się kluczowe w kontekście tego wątku. bo wróćmy do tego od czego zaczęliśmy - praca od wewnątrz na zewnątrz. żeby pracować od wewnątrz, musisz mieć jakiś sposób na opisanie tego 'wewnątrz'. i większość ludzi nie ma. mamy słowa z psychologii, mamy słowa potoczne, ale one często nie wystarczają do tego co jest naprawdę niejasne i trudne w nas samych. a tarot, runy, nawet numerologia dają jakiś alfabet.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@stanislawa)
Połączone: 1 rok temu

ale to nie jest trochę tak że dopasowujemy siebie do gotowego schematu zamiast zobaczyć siebie takim jakim naprawdę jesteśmy? tzn. jak mówię 'jestem Czwórką w numerologii' to czy to mi pomaga zobaczyć siebie, czy raczej zaczynam interpretować siebie przez ten filtr i pomijam to co do niego nie pasuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziedzilia55)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Stanislawa to jest naprawdę dobre pytanie i zadawałam je sobie sama. myślę że ryzyko, które opisujesz, jest realne - można 'wejść w arkana' i zacząć się w nich chować zamiast nimi pracować. ale z mojego doświadczenia z numerologią - liczby nie mówią 'jesteś taka', one mówią 'to jest przestrzeń energetyczna w której operujesz'. to jest zaproszenie do przyjrzenia się, nie wyrok. tyle że wymaga od osoby żeby nie traktowała opisu jako definitywnego. i to jest chyba ta praca wewnętrzna - nie przyjęcie etykietki, ale praca z tym co ona wywołuje w tobie.


Odpowiedz
Wpisy: 255
(@runiarka_57)
Połączone: 1 rok temu

ale jak to rozróżnić w praktyce? tzn. jak wiem czy 'pracuję z archetypem' czy po prostu... weszłam w kolejną historię o sobie którą opowiadam zamiast tej poprzedniej? bo mam wrażenie że to może być bardzo podobne od środka.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@placyda_76)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 182

@Runiarka_57 to jest może jedno z najtrudniejszych pytań w całej tej rozmowie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale jedna rzecz którą obserwuję u siebie i u innych - jeśli dany obraz, symbol czy opis archetypu sprawia że zaczynam widzieć w sobie to co mnie boli, to co chcę zignorować, to co jest naprawdę trudne - to jest znak że coś tam pracuje. Jeśli natomiast symbol głównie mówi mi jak jestem wspaniała i wyjątkowa i wszystko ma sens, to może być właśnie ta nowa historia na ucieczkę.


Odpowiedz
(@hela93)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 108

@Placyda_76 o, to ciekawe kryterium. bo chyba właśnie tak mam z tartem - jak karta mówi mi cos wygodnego to jakoś mniej jej wierzę niż jak mi mówi coś co mnie trochę boli. to dziwne ale chyba ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 140
 Faye
(@faye)
Połączone: 1 rok temu

to co Hela pisze jest dość trafne. i właśnie tu jest jakiś paradoks samoakceptacji przez magię - żeby się zaakceptować, musisz najpierw zobaczyć to czego nie lubisz w sobie. i dobra praktyka może to wywołać, ale to nie jest przyjemne. wtedy część osób pewnie rezygnuje i mówi 'ta praktyka mi nie służy', a tak naprawdę po prostu uderzyła w coś prawdziwego.


Odpowiedz
Wpisy: 92
(@iwetka72)
Połączone: 2 lata temu

to co Faye mówi trochę mnie niepokoi. bo jakby każda praktyka która jest nieprzyjemna ma być uznana za głęboka i dobra, to to jest trochę... niebezpieczna logika? można nią usprawiedliwić wszystko. 'było ciężko, więc działało'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kalikst)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 430

@Iwetka72 słuszna uwaga i to jest ważne rozróżnienie. nie każda trudność jest owocna. chyba chodzi o specyficzny rodzaj dyskomfortu - taki, po którym jest jakieś rozjaśnienie, poszerzenie, nie tylko ból dla bólu. w praktykach kontemplacyjnych różnych tradycji jest na to pojęcie - coś w rodzaju 'oczyszczającej trudności' vs. 'traumatyzującej trudności'. to są różne stany i myślę że każdy kto pracuje uczciwie ze sobą, w końcu zaczyna je odróżniać.


Odpowiedz
Strona 1 / 5
Udostępnij: