Właśnie ta sprzeczność którą opisujesz jest ciekawa. Chcesz wiedzieć żeby iść, ale idziesz właśnie dlatego że nie wiesz. Szeptun, a czy w ogóle próbowałeś kiedyś zatrzymać się we śnie przed tymi drzwiami? Nie przejść, tylko stanąć i zobaczyć co się czuje?
To co mówisz o budzeniu się zanim dojdziesz jest ważne. Czy budzisz się gwałtownie, z poczuciem że coś przerwało, czy raczej sen powoli się urywa jakbyś sam z niego wychodził?
Ten opis rozpuszczania snu jest dla mnie interesujący, bo moje sny graniczne urywały się właśnie tak. Jak coś powoli gaśnie. I zawsze miałam po nich uczucie że coś zostało niedopowiedziane. Szeptun, ile razy mniej więcej miałeś już ten sen?
Kilkanaście razy ten sam sen to już jest naprawdę dużo. U mnie jak coś się raz powtórzyło to byłam pewna że to znak. A kilkanaście razy to już wygląda jakby coś naprawdę na ciebie czekało.
Powiem szczerze, ja przy takich snach zawsze najpierw sprawdzam co mówią runy. Bo powtarzający się motyw drogi i drzwi to jest bardzo runiczny wzorzec. Szeptun, próbowałeś kiedyś losować runy przed snem albo po przebudzeniu?
Nie musisz wchodzić w szczegóły, to twoja sprawa. Ale samo to że jest coś zawieszonego i że sen też jest zawieszony tuż przed końcem, to jest już dużo. To może być przypadek, ale rzadko bywa.
Mam pytanie do całej dyskusji, bo czytam od początku i zastanawiam się. Szeptun mówi że boi się zmiany nieodwracalnej, ale spokojnie chodzi we śnie. Boi się przebudzenia po dotarciu, nie samego dotarcia. Czy to nie znaczy że lęk jest bardziej o życie na jawie niż o sen?
To jest bardzo dojrzałe i szczere co teraz powiedziałeś. I myślę że to jest właściwe miejsce żeby się tu zatrzymać, nie uciekać od tej odpowiedzi tylko przy niej zostać przez chwilę. Czy czujesz że to czego się boisz po przebudzeniu to jakaś konkretna decyzja? Czy raczej ogólna zmiana siebie?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i zazwyczaj nic nie piszę, ale to ostatnie zdanie Szeptuna mnie zatrzymało. Lęk przed sobą obudzonym. To brzmi jak coś co wielu z nas zna ale mało kto tak to nazwie wprost.
To co powiedział Szeptun o lęku przed sobą obudzonym to jest chyba najważniejszy moment tej rozmowy. I mam teraz pytanie nie do niego, ale do reszty, bo mnie to nurtuje. Czy ktoś z was miał sytuację gdzie sen wyraźnie wskazywał na decyzję którą trzeba podjąć, i jak z tym potem żył? Bo to nie jest abstrakcja, to jest konkret życiowy.
Miałam. I powiem szczerze, że przez jakiś czas wolałam nie zasypiać za wcześnie żeby sen nie wrócił. Nie dlatego że się bałam snu, tylko dokładnie tak jak Szeptun to ujął. Bałam się siebie z następnego ranka. Szeptun, czy masz w ogóle kogoś bliskiego z kim możesz porozmawiać o tej zawieszonej sprawie? Niekoniecznie o śnie, o samej sprawie?
To zdanie jest bardzo krótkie, ale mówi naprawdę dużo. Czy jak myślisz o tej zawieszonej sprawie w ciągu dnia, to ją odpychasz, czy raczej wraca sama z siebie?
Czyli sen robi to czego nie robi głowa na jawie. To jest klasyczny mechanizm i nie mówię tego żeby bagatelizować, mówię że twój umysł wyraźnie chce to przepracować, tylko nie dostaje szansy w dzień. Pytanie czy sam sen mógłby ci coś podpowiedzieć gdybyś do niego dotarł, czy wolisz żeby to zostało w zawieszeniu?
Ale hej, żeby było jasne. Szeptun powiedział że boi się dotrzeć do końca snu. A dotąd nikt nie zapytał co dokładnie jest na końcu tej drogi. Bo drzwi to drzwi, ale co za nimi? Szeptun, ty to wiesz czy tylko czujesz że coś jest?
Cisza w snach granicznych to nie jest tło. To jest treść sama w sobie. Szeptun, czy ta cisza jest spokojna, czy w niej jest jakieś napięcie? Bo to są dwa zupełnie różne rodzaje ciszy i różnie bym to interpretowała.
Wróćcie na chwilę do tego co powiedział Szeptun o bezruchu przed czymś. Bo ja to czuję podobnie w pewnych momentach życia na jawie, nie w snach. I zawsze okazywało się że to był moment tuż przed czymś co bardzo zmieniło kierunek. Czy ten bezruch może być czymś co sen pożycza od jawy, nie odwrotnie?
To co mówisz ma w sobie coś ważnego. Sen daje ci strukturę której nie ma na jawie. Droga, kierunek, punkt docelowy. Może dlatego do niego wracasz, nie tylko dlatego że coś jest niedokończone, ale dlatego że tam jest jakiś porządek. Czy to brzmi możliwe?
Ale skoro tak, to może nie chodzi o to żeby skończyć sen, tylko żeby zbudować ten sam porządek w życiu? Bo może gdy to się uda, sen sam odpuści? Szeptun, próbowałeś kiedyś zapisać tę drogę ze snu, narysować ją albo opisać tak szczegółowo jak pamiętasz?
