Forum

Asystent AI
Zapisywanie rytuałó...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zapisywanie rytuałów czy trzymanie ich w pamięci - co jest bardziej skuteczne

Strona 1 / 2

Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co chyba każdy praktykujący przerabia prędzej czy później - czy zapisywać rytuały, czy zostawić je w głowie? Mam zeszyt, w którym trzymam notatki od kilku lat i z jednej strony to jest złoto, bo widzę jak coś ewoluowało, mogę wracać do starych wersji. Ale z drugiej - czasem jak siadam i zaczynam czytać własne zapiski przed rytuałem, to czuję się jakbym odrabiała lekcje, a nie robiła coś, co ma dla mnie znaczenie. Nie wiem, czy to kwestia formy notatek, czy w ogóle samego podejścia.


Odpowiedz
116 odpowiedzi
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobre pytanie, bo ja przeszedłem przez obie skrajności. Przez długi czas zapisywałem dosłownie wszystko - każdy krok, każde słowo, kolejność świec, czas, fazę księżyca. I w którymś momencie zauważyłem, że bardziej przejmuję się tym, żeby zrobić dokładnie tak jak napisałem, niż samym rytuałem. Jakby notatka stawała się ważniejsza od intencji. Teraz zapisuję tylko efekty i ogólne wrażenia, a sam przebieg trzymam w pamięci.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Faddi Ciekawe podejście Faddi, ale mam pytanie - co rozumiesz przez "efekty"? Bo to może oznaczać bardzo różne rzeczy. Czy chodzi ci o to, co zauważasz w życiu po rytuałach, czy bardziej o to, co dzieje się w trakcie - odczucia, obrazy, cokolwiek co przychodzi?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kapturek Głównie to, co dzieje się po, ale też krótka notatka o samym przebiegu - czy czułem że "coś było" czy nie. Bez szczegółów technicznych. Chodzi mi o to, że zapis kroków krok po kroku to nie to samo co zapis doświadczenia. Pierwsze staje się przepisem, drugie zostaje pamiętnikiem.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Faddi Ja mam inne zdanie i trochę nie zgadzam się z tym, że szczegółowy zapis "zabija" rytuał. Wszystko zależy od tego, na ile znasz materiał. Jeśli ciągle zaglądasz do kartki w trakcie, to jasne, że coś traci na jakości. Ale jeśli zapis służy ci do nauki - czytasz go wielokrotnie, aż wejdzie w krew, a potem odkładasz - to jest zupełnie inna historia. Tradycje, w których przekazywano rytuały ustnie, też miały swoje formuły, których uczono się na pamięć latami. Nie improwizowano z marszu.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Shangie Ale właśnie tu mam wątpliwości - czy ta ustna tradycja miała jedną wersję, którą przekazywano bez zmian, czy to był żywy materiał, który zmieniał się z osobą i kontekstem? Bo jak czytam o różnych tradycjach, to widzę że nawet w ramach jednej szkoły były ogromne różnice między przekazami różnych mistrzów. Co jest dla mnie argumentem raczej za elastycznością niż za trzymaniem się jednej, zapisanej wersji.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, to jest sedno. Zapis to zawsze snapshot - utrwala moment, w którym coś napisałaś, z tą konkretną wiedzą, w tym konkretnym stanie. Jak się zmieniasz, stary zapis może być nie tylko nieaktualny, ale wręcz przeszkadzać, bo trzyma cię przy dawnym rozumieniu. Dlatego u mnie zeszyty są raczej dziennikowe niż instruktażowe. Piszę co robiłam, jak to czułam, co się potem działo - ale nie jako przepis do powtórzenia, tylko jako materiał do analizy.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

A jak to wygląda u was z samą konsekwencją? Bo dla mnie problem z trzymaniem w pamięci jest taki, że zaczynam "upraszczać" rytuały - najpierw pomijam jedną świecę, potem jakiś krok, potem nagle robię coś zupełnie innego i nie wiem kiedy to się stało. Zapiski przynajmniej pozwalają mi zobaczyć kiedy coś zaczęłam zmieniać i czy to była świadoma decyzja czy zwykłe lenistwo.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Mirta To rozróżnienie, które robisz - świadoma zmiana kontra zwykłe odpuszczanie - wydaje mi się kluczowe. Ale pytanie, czy nie można tego rozróżnienia zrobić bez zeszytu? Jak robisz coś regularnie, to chyba czujesz kiedy coś pomijasz z wyboru, a kiedy po prostu się nie chciało. Albo nie?


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Zengui Szczerze? U mnie nie zawsze. Pamięć jest bardzo wygodna w samooszukiwaniu. Pamiętam wersję, którą chcę pamiętać. Zapis jest bezlitosny.


Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Mirta To co mówi Mirta bardzo do mnie przemawia. Ja też mam ten problem, że jak nie zapisuję, to po kilku miesiącach właściwie nie jestem w stanie powiedzieć co robiłam rok temu i czy to w ogóle był ten sam rytuał co teraz. Ale z kolei mam koleżankę, która nic nie zapisuje od lat i twierdzi, że jej pamięć rytuałów jest lepsza właśnie dlatego, że ich nie zapisuje - bo musi je pamiętać, więc pamięta. Trochę jak z nauką języków.


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawa analogia z językami, ale trochę chybiona moim zdaniem. Przy języku chodzi o to, żeby materiał był żywy i używany na co dzień. Rytuały z definicji robimy rzadko, często raz na jakiś czas, więc "uczenie przez zanurzenie" nie za bardzo wchodzi w grę. Chyba że ktoś robi rytuały codziennie - wtedy tak, pamięć wystarczy.


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Ja w ogóle nie pomyślałam o tym, że to może być kwestia częstotliwości. Robię pewne rzeczy codziennie i ich w ogóle nie zapisuję, po prostu weszły w nawyk. A te rzadsze, ważniejsze - tam faktycznie zaglądałam do notatek za każdym razem. Może to jest podpowiedź sama w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym nikt tu nie wspomniał - dziedziczenie. Jeśli kiedykolwiek chcesz komuś przekazać to co robisz - córce, uczennicy, komukolwiek - to przekaz ustny gubi się w pokoleniu. Są tradycje, które rozpadły się właśnie dlatego, że trzymały wszystko w głowie i wystarczyło że jedna osoba odeszła bez ucznia. To nie jest argument za zapisywaniem dla siebie, ale za zapisywaniem w ogóle.


Odpowiedz
Wpisy: 756
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam takie proste pytanie - czy ktoś z was miał sytuację, że wrócił do zapisanego rytuału po długiej przerwie i stwierdził, że to co napisał jest zupełnie nie do poznania? Że tamta wersja siebie pisała jakby dla kogoś obcego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Goris Tak, i to jest jedno z moich ulubionych doświadczeń przy przeglądaniu starych zeszytów. Widzisz siebie sprzed lat i rozumiesz dlaczego coś robiłaś tak a nie inaczej, nawet jeśli teraz kompletnie byś tego inaczej podeszła. To trochę jak stare zdjęcia - trochę krindż, ale też coś do przemyślenia.


Odpowiedz
Wpisy: 253
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się czy w ogóle jest jedna odpowiedź na to pytanie, bo wydaje mi się, że to bardzo zależy od tego, z jakiej tradycji korzystasz. W niektórych systemach zapis jest integralną częścią praktyki - grimoire to nie jest notatnik, to część rytuału samego w sobie. W innych system jest czysto inicjacyjny i ustny, i zapisywanie czegokolwiek byłoby wręcz nie na miejscu. Więc pytanie może być źle postawione jeśli abstrahujemy od kontekstu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Liki To prawda, ale większość ludzi na tym forum nie pracuje w jednej zamkniętej tradycji z jasno określonymi zasadami. Raczej każdy składa swój własny system z różnych źródeł. I właśnie wtedy to pytanie jest bardzo praktyczne - bo nikt ci nie mówi jak to robić.


Odpowiedz
Wpisy: 348
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że może warto oddzielić dwie rzeczy - sam rytuał od jego dokumentacji. Czyli można zapisywać obserwacje i odczucia bez zapisywania kroków, albo zapisywać kroki jako punkt wyjścia, a potem pozwalać sobie od nich odchodzić. Pytanie tylko, czy to nie jest zbyt skomplikowane na co dzień.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kasieczka Właściwie to jest dokładnie to, co próbowałem powiedzieć na początku, tylko Kasieczka ujęła to lepiej 🙂 Dziennik doświadczeń to coś innego niż instrukcja obsługi. Jedno wspiera praktykę, drugie ją usztywnia. Pytanie do reszty - jak duże macie zeszyty? Bo u mnie to przeszło przez etap "piszę wszystko" do "kilka zdań po każdym rytuale" i teraz zastanawiam się czy to nie za mało.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

No to wychodzi na to, że część z nas prowadzi coś w rodzaju dziennika doświadczeń, a część trzyma tylko suche instrukcje. Mnie ciekawi coś innego - czy ktoś w ogóle wraca do tych zapisów regularnie? Bo ja mam zeszyt, który zapełniam, ale szczerze mówiąc otwieram go może raz na kilka miesięcy. Zaczynam się zastanawiać czy to w ogóle ma sens.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Faddi poruszył coś, co mnie też chodzi po głowie - sens posiadania zeszytów, które właściwie się odkłada. Może sam akt pisania jest ważniejszy niż fakt, że to potem czytamy? Gdzieś czytałam o badaniach dotyczących pisania odręcznego i tego, jak wpływa na przetwarzanie doświadczenia - że samo zapisanie czegoś zmienia sposób w jaki to zapamiętujemy. Niekoniecznie musimy do tego wracać.


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Faddi A propos zeszytów - Faddi pytał jak duże. Ja mam jeden A5 na każdy rok i to jest moje największe osiągnięcie organizacyjne w tej dziedzinie 🙂 Ale poważnie - odkąd przeszłam na taki system, o wiele łatwiej mi porównywać co działo się w podobnych momentach roku. Wcześniej miałam jeden wielki zeszyt na wszystko i szukanie czegokolwiek było koszmarem.


Odpowiedz
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Mirta Jeden zeszyt na rok to dobry pomysł, ale co robisz jak zeszyt się kończy w środku czegoś ważnego? Masz jakiś system przenoszenia wątków? Bo to mnie zawsze blokowało przy próbach systematycznego zapisywania.


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Daneczka Szczerze? Nie mam systemu i to jest mój największy problem. Jak coś się urywa między zeszytami, to zostaje urwane. Może dlatego nie traktuję ich jak ciągłego dziennika, tylko jak zbiór migawek.


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Akurat do mnie to pytanie trafia. Wracam, i to często. Ale nie po to, żeby wykonywać rytuał z kartki - raczej żeby zobaczyć skąd przyszłam i gdzie jestem teraz. To bardziej funkcja archiwalna niż instruktażowa. Chociaż czasem, przy bardzo konkretnych sprawach związanych z datami i fazami księżyca, sprawdzam co robiłam rok czy dwa lata temu w tym samym czasie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Kapturek A jak piszesz o tej funkcji archiwalnej, to mam wrażenie że mówisz o czymś trochę innym niż instrukcja - bardziej jak kronika. Ale kronika zakłada że piszesz po fakcie, nie przed. Czy ty piszesz przed rytuałem co zamierzasz zrobić, czy po tym co zrobiłaś?


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Centa Zawsze po. Nigdy nie rozumiałam podejścia "najpierw zapisz plan". Przed rytuałem mam w głowie zarys, a potem piszę co faktycznie się wydarzyło. Zapis tego co planowałam zrobiłby z tego jakiś scenariusz do odtwarzania.


Odpowiedz
Wpisy: 756
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Zorka, ale to by oznaczało, że format nie ma znaczenia - czy piszesz w zeszycie, czy na kartce, którą wyrzucasz. Ważny byłby tylko akt pisania. Czy to ma sens w kontekście rytuałów, gdzie często forma ma znaczenie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Goris To ciekawe rozróżnienie. Niektóre tradycje faktycznie stosują zapisywanie jako część rytuału bez intencji zachowania - piszesz, spalasz. Zapis nie jest po to, żeby istniał, tylko żeby coś uruchomić w tobie w trakcie pisania. Więc chyba tak, czasem forma jest ważna, ale nie w kierunku "zachowaj na potem".


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do tego co mówiła Zorka o samym akcie pisania - jest coś w tej idei. W tradycji hermetycznej pisanie w Księdze Cieni ma bardzo konkretne znaczenie: sam akt transkrypcji był częścią nauki, nie tylko jej dokumentacją. Mnisi kopiujący teksty też o tym wiedzieli. Ale to zakłada pisanie odręczne, nie wpisywanie w Worda czy telefon.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Shangie Skoro wspominasz o odręcznym pisaniu - czy ktoś tutaj prowadzi zapiski cyfrowo? Zastanawiam się czy to w ogóle sprawdza się przy rytuałach, czy jednak coś się traci w tym przekładaniu na klawiaturę.


Odpowiedz
Wpisy: 253
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam mieszany system - notatki robię w telefonie zaraz po, bo wtedy jestem jeszcze w stanie coś sensownego napisać, a potem przepisuję do zeszytu. Wiem że brzmi jak podwójna robota, ale w trakcie przepisywania często dochodzę do wniosków, których nie miałam przy pierwszym zapisie. Jakby drugi raz przetrawiałam to samo doświadczenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Liki To przepisywanie to właściwie osobny rytuał samo w sobie. Ciekawe. Nigdy bym na to nie wpadł, ale to ma sens - wracasz do doświadczenia z pewnym odstępem, już nie jesteś w tym samym stanie co zaraz po, więc widzisz to inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 348
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, mam takie pytanie trochę z boku - czy wy w ogóle piszecie co nie wyszło? Bo mam wrażenie, że w zeszytach ezoterycznych łatwo wpaść w pułapkę dokumentowania tylko sukcesów albo tylko tego co "zadziałało". A to chyba fałszuje obraz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kasieczka O, to jest bardzo dobre pytanie. Ja piszę wszystko i rzeczywiście te "nieudane" zapisy są często ciekawsze przy ponownym czytaniu. Bo często coś co wyglądało na niepowodzenie, z perspektywy czasu okazuje się że coś jednak zrobiło. Albo odwrotnie - coś co wydawało się działać, nie przyniosło tego co myślałam.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Kasieczka dotknęła czegoś ważnego. Dokumentowanie tylko sukcesów to jest właśnie sposób na okłamywanie siebie w bardzo elegancki sposób. Zeszyt wypełniony samymi "wyszło" nie mówi ci nic o tym jak pracujesz - mówi ci tylko to, w co chcesz wierzyć.


Odpowiedz
Wpisy: 756
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

A jak w ogóle oceniacie czy coś "wyszło"? To chyba jest najtrudniejsze do zapisania, bo kryteria są tak rozmyte. Mam na myśli - po czym poznajesz że rytuał zadziałał, jeśli efekty są rozłożone w czasie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Goris, to jest właśnie jeden z powodów dla których w ogóle prowadzę zapiski. Nie wiem w momencie czy zadziałało - wiem dopiero po czasie, jak się oglądam wstecz. I właśnie dlatego zapis jest mi potrzebny, żeby móc w ogóle to ocenić. Bez niego wszystko zlewa się w jedno i nie mogę niczego powiązać z niczym.


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że to jest serce tej całej dyskusji - nie chodzi o to czy zapisywać kroki, tylko o to czy masz materiał do refleksji po czasie. Można trzymać kroki w głowie, ale bez jakiegoś śladu tego co się działo, trudno wyciągać wnioski na dłuższą metę. Chyba że ktoś ma naprawdę wyjątkową pamięć i samodyscyplinę.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Centa No i właśnie wracamy do początku tej rozmowy - tylko że teraz widzę to inaczej. Może pytanie nie brzmi "zapisywać czy pamiętać", tylko "co zapisywać i w jakim celu". Bo zapisywanie kroków to jedna funkcja, a zapisywanie obserwacji i odczuć po czasie to zupełnie inna. I chyba można robić jedno bez drugiego.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Shangie, ale to rozróżnienie które zrobiłaś jest naprawdę na miejscu. Bo ja przez długi czas myślałem właśnie w kategoriach "zapisuję kroki żeby nie zapomnieć" i to był chyba błąd. Kroki to jest najmniej ważna część - i tak je pamiętam po kilku powtórzeniach. To co ginie, to właśnie te obserwacje w czasie.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Shangie podsumowała to lepiej niż ja bym umiała. Funkcje są różne i chyba dlatego te rozmowy o "zapisywać czy nie" zawsze kręcą się w kółko - bo każdy mówi o czymś innym, myśląc że mówi o tym samym.


Odpowiedz
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Kapturek To ciekawe że to dopiero teraz wybrzmiało tak wyraźnie. Bo ja przez całą tę rozmowę miałem wrażenie że się nie dogadujecie, a teraz widzę że właściwie wszyscy mieliście rację - tylko każdy z innej strony.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Shangie powiedziała coś co mnie trochę zatrzymało - "w jakim celu". Czy wy przed rozpoczęciem zeszytu w ogóle się nad tym zastanawiacie? Czy po prostu bierzecie i zaczynacie pisać, a cel wychodzi sam z siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 253
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Ja nigdy się nad tym nie zastanawiałam i chyba właśnie dlatego mam ten bałagan z formatami i podwójnym przepisywaniem. Zaczęłam pisać bo "tak się robi", nie dlatego że wiedziałam po co mi to konkretnie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Liki I to jest właśnie ten moment kiedy forma wyprzedza treść. Zeszyt staje się celem samym w sobie zamiast środkiem do czegoś. Mnie też to dopadło kiedyś - miałam ładny zeszyt, pisałam starannie, a potem patrzę wstecz i widzę powierzchnię, nie głębię.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Shangie dotknęła czegoś co znam z własnego doświadczenia - ten moment kiedy bardziej zależy ci na tym żeby zeszyt wyglądał porządnie niż żeby był szczery. I wtedy zapis przestaje cokolwiek dawać, bo piszesz dla zeszytu, nie dla siebie.


Odpowiedz
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 348

@Betalia Ale skąd to wiadomo kiedy się w tym jest? Bo wydaje mi się że łatwo to zobaczyć z zewnątrz, trudniej jak się jest w środku i myślisz że dobrze robisz.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kasieczka Dla mnie sygnałem było to że zaczęłam pomijać rzeczy "bo nie pasują do tonu". Jak zaczynam selekcjonować żeby było spójnie estetycznie, to znaczy że coś się popsuło.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

O tym selekcjonowaniu - ja mam odwrotny problem. Piszę absolutnie wszystko, nawet rzeczy które są kompletnie nieistotne, i potem nie mogę znaleźć niczego w tym natłoku. Też nie jest idealne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Mirta Ale może to jest lepsza wersja problemu? Masz materiał i możesz go przesiewać. Jak masz za mało, to nie masz z czego wyciągać.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do pytania Zorki o cel - ja zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle warto mieć jeden określony cel dla całego zeszytu. Może lepiej żeby każdy wpis miał swój własny, mały cel? Coś w stylu: ten wpis jest po to żeby wyrzucić z siebie emocje, a ten żeby opisać co widziałam, a ten żeby porównać z poprzednim rokiem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Faddi To by zmieniło całe podejście do przeglądania tego co napisałeś. Bo szukasz wtedy konkretnych typów wpisów, nie czytasz całego zeszytu od początku do końca.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Faddi, to jest właściwie to co robię, tylko nie miałam na to nazwy. Niektóre wpisy są krótkie i opisowe, inne to całe strony rozkminiania. Nigdy nie traktowałam ich jednakowo i chyba dlatego zeszyt mi działa.


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

A zastanawialiście się nad tym co się dzieje jak nie prowadzisz żadnych zapisków przez dłuższy czas, a potem wracasz do rytuałów? Ja miałam kilkumiesięczną przerwę i miałam wrażenie że zaczynam trochę od nowa, bo nie miałam do czego wrócić.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Centa Czyli zapis działa trochę jak kontynuacja? Że bez niego przerwa jest głębsza niż w rzeczywistości była?


Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Goris Właśnie tak to odczułam. Jakby zapis trzymał wątek nawet kiedy ty sama go nie trzymasz. Nie wiem czy to dobra metafora, ale coś w tym jest.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Centa To co mówi Centa przypomina mi coś z praktyki zen - samo zapisywanie jako forma zobowiązania wobec praktyki. Nie chodzi o treść, chodzi o to że się wracasz do zeszytu regularnie i to jest sygnał dla ciebie samej że coś kontynuujesz. Przeczytałem kiedyś że niektóre klasztory zen prowadzą dzienniki praktyki nie po to żeby analizować, tylko żeby sama ciągłość była widzialna.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Zengui Znasz jakieś źródło do tego? Bo to brzmi znajomo, ale nie chcę konfabulować. Kojarzę coś podobnego w tradycji Rinzai, gdzie uczniowie zapisywali koan i swoje podejścia do nich - ale tam to miało bardzo konkretny cel pedagogiczny.


Odpowiedz
Wpisy: 348
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, a co z tymi co w ogóle nie lubią pisać? Bo ja mam znajomą która zajmuje się rytuałami od lat i ona w życiu niczego nie zapisuje, mówi że papier ją blokuje. I wydaje się że jej to działa. Czy to jest wyjątek który potwierdza regułę, czy może ta cała dyskusja zakłada że pisanie jest konieczne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Kasieczka, to pytanie mnie nie daje spokoju od kiedy je napisałaś. Bo znam podobne osoby i zawsze mi się kręci w głowie - czy oni naprawdę nie potrzebują zapisu, czy może po prostu wypracowali inny sposób przechowywania tej ciągłości, o której mówiła Centa? Bo ciągłość jakoś musi być, prawda?


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że są ludzie którzy mają coś w rodzaju bardzo dobrej pamięci ciała. Nie muszą zapisywać bo rytuał wchodzi do nich na poziomie ruchowym, oddechowym, nie wiem jak to nazwać. Papier ich blokuje bo zmusza do werbalizacji czegoś co u nich działa przedwerbalnie. Ale to nie znaczy że nie mają swojego systemu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Kapturek Pamięć ciała to rozumiem w kontekście tańca czy jakichś form somatycznych, ale jak to działa przy rytuałach które są bardziej mentalne albo intencyjne? Bo tam niby nie ma co ciało zapamiętywać?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Goris Przeciwnie, każdy rytuał ma komponent ciała, nawet jeśli siedzisz nieruchomo. Pozycja, oddech, napięcie mięśni, temperatura rąk - to wszystko jest częścią stanu w którym przeprowadzasz praktykę. I to ciało zapamiętuje, niezależnie od tego czy cokolwiek piszesz.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Shangie To co Shangie opisuje jest chyba bliskie temu co w tradycjach ustnych nazywało się żywą transmisją. Rytuał przekazywany był przez robienie, nie przez instrukcję. Zapis pojawił się później i w pewnym sensie zastąpił mistrza - ale nie jest tożsamy z tym co mistrz dawał przez samo bycie obok i pokazywanie.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Faddi Ale my tu nie mamy mistrzów obok. Mamy siebie i swoje własne doświadczenia. I właśnie dlatego zapis jest czymś innym niż w tradycji ustnej - jest namiastką tego co w tamtych systemach było relacją. Nikt ci nie powie "nie, robiłaś to trochę inaczej niż ostatnim razem".


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

To jest smutna obserwacja, ale chyba prawdziwa. Zapis jest w pewnym sensie rozmową z sobą z przyszłości. Piszę po to żeby ta ja-za-trzy-miesiące miała do kogo wrócić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Mirta Właśnie tak. I to zmienia to co piszesz, bo piszesz do kogoś konkretnego - do siebie, ale siebie której jeszcze nie ma. Jak mi to powiedziałaś to nagle rozumiem czemu moje notatki które pisałam "dla porządku" były takie bezużyteczne. Pisałam do nikogo.


Odpowiedz
Wpisy: 253
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Czy ktoś z was kiedyś pisał notatki z rytuałów i potem je czytał ze wstydem? Pytam serio, bo ja kilka razy miałam wrażenie że to co zapisałam brzmi żenująco w stosunku do tego co czułam w trakcie. I zastanawiam się czy to problem z językiem, czy z tym że zapis jednak coś spłaszcza.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Liki Tak, ale u mnie to było odwrotne - czytałam po czasie i myślałam "to był dobry rytuał, czemu przestałam to robić". Jakby zapis miał więcej przekonania niż ja aktualna. To dziwne uczucie.


Odpowiedz
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 348

@Liki To co Liki pisze o wstydzie - ja to rozumiem inaczej. Mnie wstyd pojawia się kiedy próbuję opisywać coś co jest wizualne albo sensoryczne, słowami które tego nie udźwigną. I potem czytam i myślę że brzmi jak bełkot, ale wiem że wtedy to miało sens. Może nie każde doświadczenie nadaje się do zapisu?


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Kasieczka To jest stary problem w każdej praktyce kontemplacyjnej. Mistycy chrześcijańscy mówili o tym wprost - Mistrz Eckhart pisał że opis doświadczenia mistycznego jest jak mapa wyspy której nie można narysować bo zmienia kształt. Nie ma dobrego języka na to co przekracza język. Ale pisali mimo to, bo samo próbowanie zapisu było częścią procesu rozumienia.


Odpowiedz
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Zengui Czyli pisanie nawet złe i niedokładne ma sens, bo zmusza cię do tego żebyś w ogóle próbowała zrozumieć co się stało?


Odpowiedz
Wpisy: 1732
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie to. I tu wracamy do pytania Zorki z początku - po co piszesz. Jeśli piszesz żeby mieć dokładny opis, to słaby zapis jest porażką. Jeśli piszesz żeby przetrawić, to nawet bełkot jest sukcesem bo zmusił cię do tego żebyś siedziała z tym doświadczeniem trochę dłużej.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: