A co z tymi którzy mają tylko jeden zeszyt i zapisują do niego absolutnie wszystko - rytuały, sny, refleksje, zakupy, cokolwiek? Ktoś tu tak robi? Zastanawiam się czy mieszanie tego wszystkiego nie rozmywa ceremonialności zapisywania rytuałów.
Mieszanie wszystkiego ma sens jeśli traktujesz rytuał jako część życia, nie jako wyodrębnioną strefę sacrum. Ale jeśli dla kogoś ważne jest że rytuał jest inny od reszty, to może właśnie osobny zeszyt pomaga utrzymać ten próg między codziennością a praktyką. To naprawdę zależy od tego co rytuał ma dla ciebie robić.
Słyszę w tej rozmowie coraz wyraźniej że nie ma jednego dobrego systemu i trochę mnie to frustruje. Bo weszłam tu z myślą że może ktoś mi powie jak to najlepiej robić, a wychodzi na to że każdy musi sam wymyślić swój sposób. Co jest może prawdziwe, ale mało pomocne kiedy jesteś na początku drogi i nie wiesz co w ogóle sprawdzić.
To co Zorka napisała na końcu o kopiowaniu cudzych systemów - mnie też tak minął jakiś czas zanim to do mnie dotarło. Przyszłam do rytuałów przez kilka blogów i każdy miał inny "właściwy" sposób dokumentowania. Jeden mówił że tylko ręcznie, drugi że koniecznie konkretna godzina, trzeci że zapis musi być od razu po rytualne bo potem traci świeżość. Próbowałam za każdym razem czegoś innego i za każdym razem coś nie grało. Dopiero jak przestałam słuchać tych instrukcji to zaczęłam rozumieć co mi w ogóle potrzebne.
Ja chyba nigdy nie myślałam o tym w kategoriach kryteriów. Po prostu pisałam albo nie pisałam. Ale teraz jak czytam Zorki post to mam poczucie że może właśnie dlatego moje notatki są takie... bezcelowe? Są, ale nie wiem po co właściwie. Jak wy w ogóle dochodziłyście do tego żeby mieć świadome kryterium?
Słucham tej rozmowy i zaczynam się zastanawiać czy w ogóle prowadzę notatki z rytuałów czy bardziej z siebie w trakcie rytuałów. Bo chyba piszę głównie o tym co czuję, a nie o tym co robię. I nie wiem teraz czy to jest problem czy nie.
To co opisujecie z tym rozmyciem po fakcie ma swoją nazwę w psychologii - decay of episodic memory, ale konkretniej chodzi o to że emocjonalne zabarwienie wspomnień zmienia się szybciej niż treść. Właśnie dlatego w tradycji ceremonialnej tak dużo uwagi poświęcano zapisowi bezpośrednio po - nie następnego dnia. Golden Dawn miało formularze, które wypełniało się przed wyjściem z koła. To nie był biurokratyzm, to była próba złapania świadka zanim wspomnienie zacznie być interpretowane zamiast raportowane.
Ja rozróżniam dwie rzeczy: notatka jako zapis i notatka jako praca. Do zapisu nie wracam z piórem, co najwyżej dodaję datę kiedy znowu ją czytałam i jedno zdanie z perspektywy czasu obok, nie w środku. Ale mam osobny zeszyt na refleksje które są już interpretacją, nie rejestrem. To pomaga mi nie mieszać tych dwóch rzeczy.
