Forum

Asystent AI
Zapisywanie rytuałó...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zapisywanie rytuałów czy trzymanie ich w pamięci - co jest bardziej skuteczne

Strona 2 / 2

Wpisy: 756
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

A co z tymi którzy mają tylko jeden zeszyt i zapisują do niego absolutnie wszystko - rytuały, sny, refleksje, zakupy, cokolwiek? Ktoś tu tak robi? Zastanawiam się czy mieszanie tego wszystkiego nie rozmywa ceremonialności zapisywania rytuałów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Goris Ja przez jakiś czas tak robiłam i wiesz co - zakupy obok rytuału to nie takie głupie zestawienie. Widzisz co się działo w twoim życiu codziennym jednocześnie z tym co się działo w praktyce. Nie żyjesz rytuałem w bańce. Chociaż rozumiem że dla kogoś innego to może być rozkojarzające.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Mieszanie wszystkiego ma sens jeśli traktujesz rytuał jako część życia, nie jako wyodrębnioną strefę sacrum. Ale jeśli dla kogoś ważne jest że rytuał jest inny od reszty, to może właśnie osobny zeszyt pomaga utrzymać ten próg między codziennością a praktyką. To naprawdę zależy od tego co rytuał ma dla ciebie robić.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Słyszę w tej rozmowie coraz wyraźniej że nie ma jednego dobrego systemu i trochę mnie to frustruje. Bo weszłam tu z myślą że może ktoś mi powie jak to najlepiej robić, a wychodzi na to że każdy musi sam wymyślić swój sposób. Co jest może prawdziwe, ale mało pomocne kiedy jesteś na początku drogi i nie wiesz co w ogóle sprawdzić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Mirta Ale może właśnie to jest najlepsza informacja którą możesz stąd wyciągnąć - że warto eksperymentować świadomie, a nie szukać gotowca. Zacznij od małego: jeden miesiąc jeden format, potem zmień i porównaj. Nie musisz od razu wiedzieć co działa.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Mirta poruszyła coś istotnego i chcę do tego wrócić - ten moment kiedy jesteś na początku i nie masz jeszcze materiału porównawczego. Ja pamiętam że wtedy kopiowałam cudze systemy z przekonaniem że skoro im działa to mnie też zadziała. I trochę czasu zabrało mi zrozumienie że cudzy format zapisywania może nie pasować do mojego myślenia. Jak wy to rozwiązywałyście?


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

To co Zorka napisała na końcu o kopiowaniu cudzych systemów - mnie też tak minął jakiś czas zanim to do mnie dotarło. Przyszłam do rytuałów przez kilka blogów i każdy miał inny "właściwy" sposób dokumentowania. Jeden mówił że tylko ręcznie, drugi że koniecznie konkretna godzina, trzeci że zapis musi być od razu po rytualne bo potem traci świeżość. Próbowałam za każdym razem czegoś innego i za każdym razem coś nie grało. Dopiero jak przestałam słuchać tych instrukcji to zaczęłam rozumieć co mi w ogóle potrzebne.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Centa, ale to jest dobre pytanie na które sama częściowo odpowiedziałaś - skąd wiedziałaś że coś "nie gra"? Że to nie twój system? Był jakiś konkretny moment, jakieś poczucie, czy to bardziej takie stopniowe?


Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 534

@Kapturek Chyba przez zaniechanie. Jak system był "cudzy" to po jakimś czasie po prostu przestawałam go stosować. Nie było dramatu, po prostu notebooki się zapełniały albo nie zapełniały. A jak zaczęłam robić coś swojego to jakoś trwało. To był raczej znak z zewnątrz niż jakieś wewnętrzne poczucie.


Odpowiedz
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Centa Czyli kryterium było przetrwanie w czasie? Trochę darwinistyczne podejście do systemów notowania 🙂 Ale rozumiem. Choć mam pytanie - czy to nie jest tak że czasem porzucamy coś co by nam służyło tylko dlatego że jest trudne albo wymaga wysiłku? Jak odróżniasz "to nie moje" od "mi się nie chce"?


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Goris poruszył coś z czym naprawdę się zmagam. Mam tendencję do porzucania rzeczy zanim im dam szansę. I potem racjonalizuję to jako "to nie było dla mnie". Ale skąd wiem ile czasu powinnam dać jakiemuś systemowi zanim uznam że nie działa?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Mirta Nie ma jednej odpowiedzi, ale mam własną zasadę - daję nowej praktyce tyle czasu ile trwa pełny cykl czegoś dla mnie ważnego. Dla jednych to miesiąc, dla innych rok. Chodzi o to żebyś zdążyła zobaczyć jak ten system zachowuje się w różnych okolicznościach, nie tylko kiedy masz energię i chęć. Rytuał dokumentowany tylko przy dobrym nastroju niewiele powie o tym jak go stosujesz naprawdę.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Faddi To co Faddi mówi o pełnym cyklu jest sensowne, ale dodałabym że ważne jest też żebyś na wejściu wiedziała po co w ogóle stosujesz konkretny format. Bo jeśli nie wiesz po co - to żaden czas nie wystarczy żeby zobaczyć czy "działa". Co miałoby znaczyć że działa?


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Shangie Właśnie to. Zrozumiałam to dość późno - że pytanie "czy mój system dokumentowania działa" jest bez sensu dopóki nie wiem co miałoby być dowodem że działa. Mogę pisać regularnie i to jest jeden wskaźnik. Mogę wracać do notatek - to drugi. Mogę zauważać że rytuały się zmieniają pod wpływem tego co zapisałam - to trzeci. Ale te trzy rzeczy to zupełnie inne kryteria i mogę mieć dwa bez trzeciego.


Odpowiedz
Wpisy: 253
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Ja chyba nigdy nie myślałam o tym w kategoriach kryteriów. Po prostu pisałam albo nie pisałam. Ale teraz jak czytam Zorki post to mam poczucie że może właśnie dlatego moje notatki są takie... bezcelowe? Są, ale nie wiem po co właściwie. Jak wy w ogóle dochodziłyście do tego żeby mieć świadome kryterium?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Liki Przez rozczarowanie, szczerze. Przez moment kiedy coś nie wyszło i wracałam do notatek szukając gdzie się to rozsypało, i notatki były tak ogólne że nic z nich nie wynikało. Wtedy zrozumiałam że piszę "zrobiłam rytuał, czułam się dobrze" i to jest kompletnie bezużyteczne jeśli później chcę cokolwiek zrekonstruować albo sprawdzić co zmieniłam.


Odpowiedz
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 348

@Betalia To brzmi jak konkretny przykład, możesz powiedzieć więcej? Bo właśnie zastanawiam się czy moje notatki mają ten sam problem. Piszę dużo ale bardziej o odczuciach niż o tym co faktycznie robiłam. I teraz nie wiem czy to lepiej czy gorzej.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kasieczka Odczucia to nie zły materiał, pod warunkiem że są wystarczająco konkretne. "Czułam spokój" to mało. "Czułam spokój który pojawił się po tym jak zamknęłam okno i usiadłam w konkretnej pozycji, ale znikł kiedy zaczęłam wypowiadać słowa" - to już coś. Im bardziej jesteś w stanie opisać kiedy i pod jakim warunkiem coś się pojawiło lub zniknęło, tym bardziej twój zapis jest przydatny przy wracaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i zaczynam się zastanawiać czy w ogóle prowadzę notatki z rytuałów czy bardziej z siebie w trakcie rytuałów. Bo chyba piszę głównie o tym co czuję, a nie o tym co robię. I nie wiem teraz czy to jest problem czy nie.


Odpowiedz
19 Odpowiedzi
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Daneczka To nie jest problem, to jest wybór - ale warto wiedzieć że robisz ten wybór. Żurnalizm mistyczny, który opisuje stany wewnętrzne, ma długą tradycję - Teresa z Ávila, Hildegarda, późniejszy Jung - ale oni pisali równocześnie o warunkach zewnętrznych bo rozumieli że jedno wpływa na drugie. Jeśli piszesz tylko o odczuciach, tracisz połowę kontekstu który mógłby powiedzieć ci dlaczego te odczucia się pojawiły.


Odpowiedz
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Zengui To mnie ciekawi - wspomniałeś Jung i tamci pisali o warunkach zewnętrznych. Co konkretnie rozumiesz przez warunki zewnętrzne w kontekście rytuału? Bo mi przychodzi do głowy pora dnia, miejsce, ale chyba masz na myśli coś więcej?


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Goris Tak, znacznie więcej. Pora, miejsce, to podstawa. Ale też: co robiłeś wcześniej danego dnia, co jadłeś, jaki był stan ciała, czy miałeś ze sobą coś nierozwiązanego emocjonalnie, jaka była atmosfera przed rytuałem. Jung w "Czerwonej Księdze" nieprzypadkowo datuje i opisuje kontekst każdej wizji - rozumiał że psychika nie działa w próżni. To samo dotyczy rytuału.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Zengui mówi o tym co ja nazywam protokołem - i nie mam na myśli czegoś sztywnego, raczej minimalny zestaw danych które zapisujesz zawsze, żeby mieć punkt odniesienia. U mnie to są trzy rzeczy: co się działo przed, co zrobiłam, co było inne niż zwykle. Reszta jest opcjonalna. Ale te trzy zawsze.


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Kapturek To brzmi wykonalnie. Ale czy to nie zabija spontaniczności? Mam na myśli, że jeśli wiem że zaraz będę zapisywać "co było inne niż zwykle", to zaczynam to obserwować w trakcie zamiast po prostu być w rytualne. Albo to tylko mój problem?


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Mirta Nie tylko twój, ale ja to traktuję inaczej - obserwowanie nie musi wynosić cię z rytuału, może być jego częścią. To nie jest rejestrowanie dla zewnętrznego audytora, tylko uważność na to co się dzieje. Choć masz rację że na początku to może być rozbijające, zanim stanie się naturalne.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kapturek To co Kapturek opisuje to trochę to samo co w tradycji zen mówi się o obecności bez utożsamienia - możesz obserwować i być jednocześnie. Ale dojście do tego punktu to praktyka sama w sobie, nie coś co masz od razu. I może właśnie notatki są tym mostem - uczą cię być świadkiem własnego doświadczenia bez wychodzenia z niego.


Odpowiedz
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Faddi To co Faddi napisał o notatce jako moście między obserwowaniem a byciem - to mi coś otworzyło. Bo ja właśnie mam problem że albo jestem w rytualne i nic nie zapisuję, albo wyłączam się żeby zapisać i tracę to czego szukałam. Jakbyście to u siebie rozwiązali? Czy jest jakiś moment w którym jedno przestaje wykluczać drugie?


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Liki Nie wiem czy to się "rozwiązuje" w sensie że problem znika. Raczej przechodzi w coś innego. U mnie zaczęło być tak że notatka nie jest już aktem wychodzenia z rytuału - jest jego domknięciem. Ale to nie stało się samo, to był efekt długiego pisania po fakcie, nie w trakcie. Kiedy zaczęłaś próbować pisać - przed czy po?


Odpowiedz
 Liki
(@liki)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 253

@Shangie Głównie po. Ale te po-notatki są takie... rozmyte. Emocje już opadły, nie pamiętam sekwencji, piszę ogólnie. I mam wrażenie że to nie to samo co pisałam w trakcie albo zaraz po pierwszej minucie.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Liki A próbowałaś kiedyś nagrywać głosowo zaraz po, zanim jeszcze cokolwiek opadnie? Nie jako zamiennik notatki, ale jako surowy materiał. Potem możesz to przepisać albo nie, ale masz zapis tego pierwszego momentu. Część osób tak robi w snach, nie widzę powodu żeby nie działało przy rytuałach.


Odpowiedz
(@goris)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 756

@Kapturek Ciekawe, ale mam pytanie - czy potem faktycznie wracasz do tych nagrań i coś z nimi robisz? Bo mam tendencję do zbierania "surowego materiału" który nigdy nie zostaje przetworzony i tylko zajmuje miejsce. Plik audio gdzieś w telefonie który w końcu kasuję.


Odpowiedz
(@kapturek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1732

@Goris Nie zawsze. Ale zauważyłam że samo nagranie zmienia jak patrzę na to co właśnie przeżyłam. Chodzi o to że artykułujesz doświadczenie zanim je straciisz - czy potem wróciłaś do pliku czy nie, ten moment już się wydarzył. Choć twój punkt o gromadzieniu bez przetwarzania jest ważny - to osobny problem, z którym się zmagam.


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Liki Słucham tego i zastanawiam się czy problem który Liki opisuje - że albo jesteś w środku albo piszesz - to nie jest po prostu kwestia nawyku a nie jakiejś fundamentalnej sprzeczności. Mam na myśli że może na początku to zawsze rozrywa, a potem przestaje. Czy ktoś pamięta etap kiedy to przestało być konfliktem?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Mirta Pamiętam i mogę powiedzieć że u mnie to nie był płynny przejście - był konkretny moment. Zaczęłam pisać jednym zdaniem zaraz po, cokolwiek, nawet głupie. "Było zimno i czułam że coś nie gra z lewą świecą." I to jedno zdanie po tygodniach stało się zaproszeniem do pisania więcej, bez wysiłku. Wcześniej siadałam z intencją napisania porządnej notatki i blokowałam się.


Odpowiedz
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 348

@Betalia To jest bardzo konkretna rzecz, dziękuję. Właśnie mój problem chyba polega na tym że za każdym razem próbuję napisać od razu wszystko. I jak mi się nie chce pisać dużo - to nie piszę nic. Jedno zdanie brzmi wykonalnie, nawet jak jestem zmęczona po rytuale.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kasieczka Ale jest jedno zastrzeżenie do tego jedno-zdaniowego podejścia - ono działa jako wejście, ale może się utrwalić jako jedyna forma. Znam osoby które przez kilka lat pisały pojedyncze zdania i to był ich cały zapis. Nie mówię że to złe, ale jeśli chcesz analizować wzorce po czasie - to jest za mało materiału. Jedno zdanie mówi ci że coś zrobiłaś, nie co z tego wyniknęło.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Faddi To prawda, ale ja bym broniła etapu jednego zdania. Lepiej mieć rok słabych notatek niż rok pustego zeszytu. A i tak większość osób z czasem zaczyna pisać więcej, bo wracają do tych zdań i chcą coś do nich dodać. To się rozbudowuje organicznie, przynajmniej u mnie tak było.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Betalia Właśnie ta kwestia rozbudowywania mnie ciekawi. Jak wracacie do starszych notatek - dosłownie dopisujecie do nich coś nowego? Bo ja mam stare zapiski i nie wiem czy je "poprawiać" retrospektywnie. To trochę jak edytowanie wspomnień - zmienia się dokument który miał być świadkiem tamtego momentu.


Odpowiedz
Wpisy: 1151
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujecie z tym rozmyciem po fakcie ma swoją nazwę w psychologii - decay of episodic memory, ale konkretniej chodzi o to że emocjonalne zabarwienie wspomnień zmienia się szybciej niż treść. Właśnie dlatego w tradycji ceremonialnej tak dużo uwagi poświęcano zapisowi bezpośrednio po - nie następnego dnia. Golden Dawn miało formularze, które wypełniało się przed wyjściem z koła. To nie był biurokratyzm, to była próba złapania świadka zanim wspomnienie zacznie być interpretowane zamiast raportowane.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Zengui Czyli według ciebie kluczowy jest czas, a nie format? Bo z tego co piszesz wynika że co zapisujesz jest mniej ważne niż kiedy to robisz.


Odpowiedz
(@zengui)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1151

@Daneczka Nie do końca. Czas jest konieczny ale niewystarczający. Możesz zapisać coś zaraz po i nadal napisać "było pięknie i spokojnie" - co jest bezużyteczne. Czas chroni przed interpretacją po fakcie, ale nie zastępuje konkretności. Oba są potrzebne.


Odpowiedz
Wpisy: 534
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Ja rozróżniam dwie rzeczy: notatka jako zapis i notatka jako praca. Do zapisu nie wracam z piórem, co najwyżej dodaję datę kiedy znowu ją czytałam i jedno zdanie z perspektywy czasu obok, nie w środku. Ale mam osobny zeszyt na refleksje które są już interpretacją, nie rejestrem. To pomaga mi nie mieszać tych dwóch rzeczy.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: