Forum

Asystent AI
Rytuały wymuszone o...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały wymuszone okolicznościami - co gdy sytuacja zmusza do nowych praktyk

Strona 1 / 2

Wpisy: 805
Rozpoczynający temat
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ostatnio miałam dłuższy okres, kiedy kompletnie nie byłam w stanie utrzymać żadnej stałej praktyki. Nie chodziło o lenistwo, tylko o poważniejszą sprawę zdrowotną, po której przez kilka tygodni byłam dosłownie wyłączona z normalnego funkcjonowania. I zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje z rytuałem, kiedy go przerywasz w połowie cyklu - albo kiedy musisz zrezygnować z czegoś, co robiłaś regularnie przez lata. Czy to w ogóle ma znaczenie, jak długo ta przerwa trwa? I czy rytuał zbudowany wokół konkretnej intencji traci coś, jeśli po prostu przestajesz go wykonywać z dnia na dzień?


Odpowiedz
138 odpowiedzi
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

To zależy od tego, jak sam rytuał był skonstruowany. Jeśli pracowałaś w oparciu o cykl księżycowy albo jakiś konkretny zamknięty system, to nagłe przerwanie może zostawić intencję niejako zawieszoną. Ale to nie jest tak, że "przepada" - raczej wchodzi w stan uśpienia. Sam miałem sytuację, kiedy byłem zmuszony urwać coś w trakcie i wróciłem do tego po kilku tygodniach. Musiałem jednak zacząć od pewnego "zamknięcia" poprzedniego etapu, zanim ruszyłem dalej, bo inaczej czułem, że te dwie serie się na siebie nakładają. Nie wiem, czy to psychologiczne, czy coś innego, ale pracuje się wtedy wyraźnie ciężej.


Odpowiedz
Wpisy: 442
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

A jak to zamknięcie poprzedniego etapu wyglądało praktycznie? Pytam, bo sama niedawno przez jakiś czas w ogóle nie medytowałam regularnie i jak wróciłam, to miałam wrażenie, że coś jest nie tak, jakby rozstrojony instrument. Ale nie wiedziałam, czy to dlatego, że przerwa jako taka zrobiła coś złego, czy po prostu z braku nawyku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Brzoskwinka Właściwie dosłownie: usiadłem, wróciłem myślami do momentu, w którym przerwałem, i świadomie powiedziałem sobie, że zamykam tamten etap. Brzmi prosto, ale miało wyraźny efekt. Rozstrojenie, o którym piszesz, to moim zdaniem coś innego niż problem z samym rytuałem - to raczej kwestia ponownego wchodzenia w ten stan skupienia. Praktyka wymaga pewnej ciągłości uwagi, a nie tylko powtarzalności czynności.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Ciekawy wątek. W tradycji słowiańskiej, jak gdzieś czytałem, rytuały sezonowe były jednak mocno zależne od czasu - konkretnych dat, pór roku. Jeśli ktoś nie mógł uczestniczyć w obrzędzie, nie było możliwości "odrobienia" tego w dowolnym momencie. Data minęła, rytuał minął. I nikt nie traktował tego jako osobistej porażki ani zerwania z tradycją na zawsze. Po prostu czekało się na następny rok. Zastanawiam się, czy nie bierzemy zbyt na siebie tej odpowiedzialności za "ciągłość", jakby nasza obecność w praktyce była warunkiem jej działania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Radomir To akurat dobre ujęcie. Ale jest różnica między rytuałem wspólnotowym, którego jesteś uczestnikiem, a praktyką, którą budujesz samodzielnie wokół własnej intencji. W tym pierwszym ty możesz nie być, a rytuał i tak się odbywa. W tym drugim jesteś jedynym "operatorem". I tam przerwa działa inaczej, bo nie ma nikogo, kto by to za ciebie podtrzymał.


Odpowiedz
Wpisy: 532
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Mnie zawsze bardziej interesuje pytanie o to, co się dzieje z intencją, kiedy ty jesteś chora albo wyczerpana. Bo rytuał to nie jest tylko sekwencja czynności - to jest stan, w którym wchodzisz. Jeśli jesteś fizycznie rozbita, to nawet jeśli zmusisz się do wykonania każdego kroku, to i tak nie wejdziesz w ten stan tak samo. Więc może przerwa jest po prostu uczciwsza niż robienie czegoś "na odwal"?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że się wtrącę, ale nie do końca rozumiem - czy te rytuały mają jakiś konkretny czas trwania z góry? Że niby robisz je przez miesiąc i koniec, czy to jest coś, co trwa bez końca?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Sara20 Różnie, zależy od rodzaju. Niektóre mają określony cykl - np. trzydzieści dni, jeden cykl księżycowy, do jakiegoś momentu przełomowego. Inne to są stałe praktyki utrzymujące coś, co już zbudowałaś, i wtedy nie ma wyraźnego końca. Ale ta różnica jest właśnie sedno tematu - bo przerwa w czymś cyklicznym a przerwa w czymś, co ma być stałą praktyką, to dwa różne problemy.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

A co jesiłi ktoś przerwie rytuał z powody zwykłego lenistwa albo zapomnienia, nie jakejś choroby? Czy to jest tak samo traktowane, czy gorzej wpływa na efekty?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Rgielka Na "efekty" nie wiem jak wpływa, bo to zależy od zbyt wielu rzeczy. Ale na stosunek do własnej praktyki - zdecydowanie inaczej. Choroba to okoliczność zewnętrzna. Zapomnienie albo odwlekanie to informacja o tym, co naprawdę myślisz o tej praktyce w danym momencie. I warto to potraktować poważnie, zamiast winić się albo od razu wracać jak gdyby nigdy nic.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Numerologicznie patrząc, przerwy mają swój własny rytm i wcale nie muszą być przypadkowe. Czasem zatrzymanie się w konkretnym momencie to nie błąd, tylko część cyklu. Miewałem okresy, kiedy każda próba powrotu do jakiegoś działania dosłownie się nie kleciła, i dopiero z perspektywy widziałem, że ten czas po prostu nie był odpowiedni. Nie wiem, czy to łatwo zastosować do rytuałów, ale mam wrażenie, że siłowanie się z przerwą, zamiast ją zaakceptować, to często większy problem niż sama przerwa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Gerwazy64 To ciekawe, bo ja właśnie próbowałam "siłować" po tej przerwie i opisałam to wyżej jako to rozstrojenie. Może to jest właśnie to - że samo ciągnięcie za sobą poczucia winy albo "muszę nadrobić" sabotuje powrót bardziej niż czas, który minął.


Odpowiedz
Wpisy: 614
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie do Znachorki, bo zaczęła ten temat - napisałaś, że byłaś wyłączona przez kilka tygodni. Jak wróciłaś potem do praktyk, to robiłaś to stopniowo, czy od razu w pełnym wymiarze? I czy w ogóle wróciłaś do tego samego, co robiłaś wcześniej, czy coś zmieniłaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Henia64 Wróciłam bardzo stopniowo i to nie był plan, tylko konieczność - po prostu nie miałam energii na więcej. I skończyłam na tym, że wróciłam do bardzo podstawowych rzeczy, które robiłam zanim zaczęłam budować te bardziej rozbudowane praktyki. Trochę jak reset do fabrycznych ustawień. Co ciekawe, ta "okrojona" wersja paradoksalnie działała wyraźniej niż to, co robiłam przed chorobą, bo byłam bardziej skupiona na tym, co naprawdę istotne.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

To, co opisujesz, to klasyczny efekt odcięcia szumu. Masz mniej, to bardziej słyszysz. W pracy z runami to widać bardzo wyraźnie - im mniej pytasz, tym jaśniejsza odpowiedź. Choroba wymusza pewnego rodzaju ekonomię uwagi, której normalnie nikt sam sobie nie narzuca.


Odpowiedz
Wpisy: 623
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś miał podobną sytuację przy pracy z kartami? Bo zastanawiam się, czy przerwa w codziennym ciągnieniu karty też coś "resetuje", czy raczej się cofa w jakimś sensie. Słyszałam różne podejścia - jedni mówią, że talia się "rozstraja" bez regularnego kontaktu, inni że to kompletna bzdura.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Tarotka Ja miałam kilkumiesięczną przerwę i nie powiem, żebym wróciła "do zera", ale pierwsze ciągnięcia były po prostu głuche. Jakby talia była zimna. Nie wiem, czy to stan talii, czy mój stan skupienia, ale przez jakiś czas musiałam się bardziej starać żeby cokolwiek z tego "wyczytać". Po kilku dniach wróciło normalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 470
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Mnie zastanawia zupełnie inna rzecz. Wszyscy mówicie o powrocie do rytuałów po przerwie. Ale co jeśli po przerwie zupełnie nie masz chęci wrócić do konkretnej praktyki? Że niby chciałabyś, ale jakoś to nie idzie? Czy to znak, że ta praktyka po prostu przestała służyć, czy może opór, który trzeba przełamać?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Riksza To jest według mnie jedno z ważniejszych pytań w ogóle w pracy rytualnej. I szczera odpowiedź brzmi: nie wiadomo, dopóki nie spróbujesz, ale sposób, w jaki próbujesz, ma znaczenie. Jest różnica między "nie mogę się zmusić" a "każda próba kończy się poczuciem, że to nie moje". Pierwsze to zwykły opór. Drugie to może rzeczywiście informacja.


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 470

@Hellan A ja wracam do tego, co napisałam wcześniej, bo Hellan odpowiedział, ale nadal nie do końca rozumiem. Skąd wiesz, że coś "przestało ci służyć", a nie że po prostu ci się nie chce? Bo to brzmi podobnie z zewnątrz. Dla mnie to jest właśnie problem - nie umiem tego odróżnić.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Riksza I nie ma na to prostego sprawdzianu, uczciwie mówiąc. Ale jest jedna rzecz, która mi pomogła to rozróżnić: jeśli wyobrażam sobie, że praktyka zniknęła na zawsze - i czuję ulgę, to jedno. Jeśli czuję coś w rodzaju straty albo żalu, to drugie. To nie jest doskonały test, bo można się okłamywać, ale zazwyczaj coś tam jest.


Odpowiedz
Wpisy: 532
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wracając do początku tego wątku - myślę, że jest też kwestia tego, jak traktujesz sam rytuał. Jeśli jest to coś, co robisz, bo "tak trzeba", to każda przerwa będzie poczuciem winy i każdy powrót będzie przymusem. Jeśli to jest coś, co masz ze sobą w jakimś kontakcie, to przerwa jest po prostu przerwą, a powrót jest naturalny albo jasno wiesz, że już niepotrzebny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 623

@Czesia61 Ale to, co mówisz o stosunku do praktyki - to jest chyba klucz do tego, o czym pisała też Dagma. Mnie do tej pory wydawało się, że ta "głuchota" po przerwie to kwestia techniki, że muszę po prostu więcej siedzieć z talią. A może to jest właśnie ten problem - że wracam z nastawieniem "muszę odrobić", a nie z czymś innym. Dagma, a ty jak wróciłaś? Miałaś jakiś konkretny moment, że przestało być głuche?


Odpowiedz
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 456

@Tarotka Szczerze? Nie było jednego momentu. To się po prostu zaczęło rozluźniać. Ale pamiętam, że przestałam ciągnąć kartę z pytaniem "no i co mi powiesz" i zaczęłam ciągnąć jakby bez oczekiwań. Brzmi może banalnie, ale to była faktyczna różnica. Może to właśnie o tym Czesia mówiła.


Odpowiedz
Wpisy: 523
(@sennaria)
Połączone: 2 tygodnie temu

Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że to co opisujecie z tymi "głuchymi" powrotami - ja mam podobnie ze snami. Jak mam intensywniejszy okres i dużo zapisuję, to sny są wyraźniejsze, jakby wiedziały, że są obserwowane. Jak przestaję prowadzić dziennik, to pierwsze tygodnie po powrocie to jest cisza. Nie wiem, czy to kwestia uwagi, czy czegoś więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Sennaria Ale to ciekawe, bo to sugeruje, że sam akt zapisywania coś zmienia - nie tylko dokumentujesz, ale w jakiś sposób tworzysz warunek do tego, żeby sny w ogóle były. Miałaś kiedyś sytuację, że wróciłaś do dziennika po długiej przerwie i sny od razu wróciły, czy zawsze jest ten okres ciszy?


Odpowiedz
(@sennaria)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 523

@Brzoskwinka Zawsze jest jakiś okres przejściowy. Chociaż raz, po naprawdę długiej przerwie, miałam bardzo intensywny sen już drugiej nocy po powrocie do zapisywania. Ale nie wiem, czy to reguła, czy zbieżność. I właśnie nie chcę z tego robić zasady, bo za każdym razem jest inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

A co z sytuacją, jak coś robisz i w środku cyklu czujesz, żeby przestać? Nie z leniwa, ale jak poprostu wiesz, że ta doga nie ta? Czy przerywać w połowie to jest w ogóle ok?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Rgielka To jest pytanie, które pojawia się często i odpowiedź zależy od tego, co robiłaś i co ci mówiło, żeby skończyć. Są praktyki, w których przerwanie w połowie nie ma żadnego znaczenia rytualnego - to tylko twój plan był taki, a nie inny. Ale są też takie, gdzie cykl ma znaczenie - wtedy warto przynajmniej świadomie zamknąć, nawet jeśli skracasz. Inaczej zostaje coś zawieszonego.


Odpowiedz
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Znachorka A wracając do tego, co pisała Znachorka o powrocie do podstawowych praktyk po chorobie - mnie zastanawia, czy ten powrót do bazy to jest regresja, czy może po prostu reset, który miał sens. Bo Znachorka opisała to jako coś pozytywnego, ale nie jestem pewna, czy zawsze tak by to wyglądało.


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Henia64 To nie był reset z wyboru, tylko z konieczności - i właśnie dlatego coś mi pokazał. Gdybym wróciła siłą do pełnego trybu, pewnie bym tego nie zauważyła. Nie twierdzę, że każdy powinien chorować żeby coś odkryć. Ale efekt uboczny tamtego okresu był taki, że zobaczyłam, co w tej praktyce jest dla mnie naprawdę ważne, a co robiłam z przyzwyczajenia. Tych drugich rzeczy po prostu nie wróciłam.


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 502

@Znachorka To jest ciekawe z perspektywy tego, o czym czytałem przy okazji rytuałów słowiańskich. Były tam opisy praktyk, które były obligatoryjne społecznie - musisz być, bo to nie jest twój wybór, to jest zobowiązanie wobec wspólnoty. Ale były też praktyki osobiste, które przekazywano w rodzinie i które każdy dostosowywał do siebie. I właśnie te drugie miały tę elastyczność, o której tu mówicie - można było je modyfikować, zawieszać, zmieniać. Ta różnica między tym, co wspólnotowe i niezmienne, a tym, co osobiste i żywe, chyba nadal ma sens.


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Rgielka Numerologicznie patrząc, przerwanie w połowie cyklu to nie jest neutral. Środek cyklu - czy to 15 z 30 dni, czy pół miesiąca księżycowego - to punkt przejścia. Zatrzymanie się tam ma inny ciężar niż na początku albo pod koniec. To nie znaczy, że coś się "psuje", ale ten punkt zostaje jakoś otwarty. Widziałem to u siebie kilka razy.


Odpowiedz
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Gerwazy64 Co masz na myśli mówiąc "zostaje otwarty"? Bo to brzmi trochę jak straszenie. Mówisz o jakimś konkretnym efekcie, który sam obserwowałeś, czy to bardziej symboliczne?


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Czesia61 Konkretnie mówiąc - miałem wrażenie, że intencja, którą zacząłem, kręci się w kółko zamiast się zakończyć. Jakby niedokończone zdanie. Nie straszenie, ale nie też neutralny efekt. Dlatego zawsze jak przerywam, staram się chociaż świadomie zamknąć - coś powiedzieć, coś zakończyć intencją, nawet jeśli nie kończę całego cyklu.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Gerwazy64 To, o czym Gerwazy mówi, ma odpowiednik w pracy z runami. Jeśli zaczęłaś pracę z konkretną runą i zostawiłaś ją bez zamknięcia, energia tej runy nie wraca do neutralnego stanu sama z siebie. Nie twierdzę, że coś złego się dzieje, ale to zostawia ślad w polu, z którym pracujesz. Świadome zamknięcie - dosłownie fizyczne odłożenie, powiedzenie czegoś - to nie jest ceremonia dla samej ceremonii.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, bo może to głupie pytanie, ale jak wygląda takie "świadome zamknięcie"? Że po prostu mówisz coś głośno, czy to jest bardziej rozbudowane?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Sara20 Nie ma jednego sposobu. Mnie wystarczy powiedzieć, że zamykam tę pracę, odłożyć runę i wziąć kilka oddechów. Inni potrzebują czegoś bardziej rytualizowanego. Chodzi o to, żeby zrobić to świadomie, a nie po prostu przestać.


Odpowiedz
Wpisy: 177
(@brzozka)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam to i myślę sobie, że to jest właśnie mój problem - nigdy nie zamykam, po prostu przestaję. I potem mam wrażenie, że afirmacje, które zaczęłam, gdzieś się kręcą w głowie bez celu. Może to jest właśnie ten efekt, o którym mówicie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@majka01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 575

@Brzozka Przy afirmacjach to może wyglądać trochę inaczej niż przy pracy runowej, ale coś w tym jest. Afirmacja to też intencja, którą wkładasz w pewien kierunek. Jeśli ona nie ma zamknięcia, zostaje aktywna - ale bez kontekstu. Pytanie, czy to ci przeszkadza czy nie. Bo czasem takie "otwarte" intencje po prostu gasną same.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

To, o czym pisałem wcześniej przy słowiańskich rytualach obligatoryjnych - tam właśnie nie było miejsca na "nie chcę" albo "teraz nie ten czas". Część tych praktyk była sezonowa i wspólnotowa, więc albo byłeś, albo zostawałeś poza wspólnotą. I zastanawiam się, czy ten przymus zewnętrzny nie działał w jakiś sposób lepiej niż decyzja własna - bo gdy nie ma wyboru, nie ma też pytania, czy mam ochotę. Po prostu robisz. Ale teraz większość z nas praktykuje solo, bez tej presji zbiorowej, i nagle każda przerwa staje się kwestią własnej decyzji albo własnej słabości. Ciekawe, jak bardzo izolacja praktyki od wspólnoty zmienia jej charakter.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Radomir No ale to jest właśnie ten problem, bo my nie jesteśmy w żadnej wspólnocie w tamtym sensie. I moim zdaniem to nie jest tylko kwestia presji społecznej - tamte rytuały były inne strukturalnie. Miały konkretną funkcję w cyklu roku, w życiu grupy. Nasze praktyki solo nie mają tego samego zakorzenienia. Więc może te przerwy, o których tu mówimy, to nie jest defekt - to jest po prostu inny model.


Odpowiedz
(@riksza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 470

@Czesia61 Ale skoro inny model, to jak w ogóle ocenić, czy robimy to dobrze? Bo jeśli nie ma żadnej zewnętrznej struktury, żadnej wspólnoty, która koryguje - to skąd wiadomo, że nie zbłądziłam? Że przerwa to nie jest po prostu porzucenie? Pytam serio, bo to jest mój główny problem.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Riksza To jest dobre pytanie i nie mam na nie jednej odpowiedzi. Ale podejrzewam, że "zbłądzenie" to nie jest właściwa kategoria dla praktyki solo. Możesz iść nie po tym, co planowałaś - ale to nie jest błąd, to jest inna trasa. Problem jest wtedy, gdy nie masz w ogóle punktu odniesienia, żeby ocenić, gdzie jesteś. I to jest właśnie ta funkcja, którą kiedyś pełniła wspólnota.


Odpowiedz
Wpisy: 623
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w ten wątek trochę z boku, bo nie pracuję z runami ani z cyklami słowiańskimi, ale przy kartach mam podobne pytanie. Kiedy przerywam pracę z tarotem - nie mówię o jednorazowym ciągnięciu, ale o systematycznej pracy z jakimś tematem przez kilka tygodni - i wracam po czasie, to często mam wrażenie, że karty "pamiętają", gdzie skończyłam. Dosłownie ostatnio wyciągnęłam po przerwie te same karty, które zamknęłam poprzednim razem. Nie wiem, czy to coincidence, czy coś więcej, ale czy ktoś ma podobne obserwacje?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Tarotka To nie jest zbieżność, to jest coś, co w numerologii opisujemy jako "otwarty cykl" - intencja, którą zaczęłaś, nie ma zamknięcia i ciągnie do momentu, który ją zawiera. Karty nie pamiętają dosłownie, ale ty pamiętasz - i twoje pole energetyczne też. Wracasz z tym samym ładunkiem i dostajesz odpowiedź, która to odzwierciedla. Pytanie jest takie: co robiłaś z tymi kartami zanim przerwałaś? Czy było jakieś zamknięcie?


Odpowiedz
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 623

@Gerwazy64 Nie, właśnie żadnego zamknięcia nie było - po prostu przestałam, bo zaczął się intensywny okres i nie miałam głowy. I wróciłam dopiero kiedy poczułam, że mogę. Ale teraz jak to opisujesz - to ma sens. Chociaż zastanawiam się, czy to "otwarty cykl" to jest coś, co działa niezależnie ode mnie, czy to jest bardziej psychologiczne - że ja nieświadomie wracam do tego tematu, bo nie skończyłam?


Odpowiedz
(@majka01)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 575

@Tarotka Akurat przy czakrach jest podobna zasada - jeśli zaczęłaś pracę z konkretną czakrą i zostawiłaś ją bez integracji, to ta energia pozostaje aktywna, ale niezakończona. I to nie jest abstrakcja, to ma konkretne objawy - możesz mieć wrażenie, że temat, który "otworzyłaś", wraca w snach, w rozmowach, w losowych sytuacjach. Nie dlatego, że coś złego się dzieje, ale dlatego, że część ciebie nadal to procesuje. To co Tarotka opisuje przy kartach to ten sam mechanizm, tylko inny język.


Odpowiedz
(@sennaria)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 523

@Majka01 To się pokrywa z tym, co obserwuję przy snach. Jak przerywam prowadzenie dziennika w środku jakiegoś cyklu - na przykład jak śledzę powtarzający się symbol przez kilka tygodni i nagle odpuszczam - to ten symbol nie znika. Pojawia się dalej, tylko ja go nie zapisuję i mam wrażenie, że gdzieś się kumuluje. Jakby sen próbował dopowiedzieć coś, co zaczęłam słuchać i przestałam.


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Sennaria To jest coś, o czym myślałam od jakiegoś czasu. Przy afirmacjach jest podobnie - jeśli zacznę pracę z konkretnym przekonaniem i odpuszczę zanim cokolwiek się zmieni, to to przekonanie nie wraca do poprzedniego stanu. Zostaje gdzieś w połowie i mam wrażenie, że jest bardziej widoczne niż przed pracą. Jakby samo otworzenie tematu sprawiało, że on się destabilizuje. Czy to jest efekt, który ktoś tu obserwował świadomie?


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Brzoskwinka Tak, i mam na to konkretny opis z pracy runowej. Kiedy otwierasz pracę z runą, która zajmuje się jakimś blokiem - na przykład Isa albo Nauthiz - to ona zaczyna pokazywać ci, gdzie ten blok siedzi. Jeśli zostawisz pracę bez zamknięcia, nie tylko blok zostaje, ale staje się bardziej widoczny, bo runy zaczęły go oświetlać. To co opisujesz z afirmacjami to jest dokładnie ten efekt. Pytanie, które mam do ciebie - czy po takiej niedokończonej pracy miałaś wrażenie, że coś konkretnie się pogorszyło, czy raczej że jesteś w zawieszeniu?


Odpowiedz
(@brzoskwinka)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 442

@Kminek Bardziej to drugie - zawieszenie. Jakby temat był obecny, ale nie szedł do przodu. Nie czułam, żeby coś się pogarszało, ale też żeby cokolwiek się rozwiązywało. I to jest chyba gorsze niż żeby po prostu wróciło do poprzedniego stanu.


Odpowiedz
Wpisy: 805
Rozpoczynający temat
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

To zawieszenie, o którym mówicie, jest bardzo konkretnym stanem. I nie jest neutralne - wymaga energii, żeby utrzymać coś w połowie. Dlatego ludzie po niedokończonych rzeczach często czują się bardziej zmęczeni niż po zakończonych, nawet jeśli te zakończone były trudniejsze. Nie mówię tylko o ezoteryce - to jest zasada, która działa w każdym procesie psychicznym. Ale w rytuale ma to szczególne znaczenie, bo rytuał jest po to, żeby właśnie wychodzić z zawieszeń, a nie tworzyć nowe.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że znowu pytam o podstawy - ale co jest właściwie tym "zamknięciem", o którym tu mówicie? Czy to musi być jakaś konkretna formuła, czy wystarczy samo postanowienie, że kończę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Sara20 Zależy od praktyki, ale co do zasady - zamknięcie to jest moment, w którym świadomie uznajesz, że dany cykl się skończył. Niekoniecznie dlatego, że osiągnęłaś cel, ale dlatego, że decydujesz, że ta praca jest teraz zakończona - cokolwiek osiągnęła. Może być formuła, może być gest, może być zapisanie ostatniego zdania w dzienniku. Chodzi o to, żeby nie po prostu "przestać", ale aktywnie powiedzieć: tu jest granica. Forma jest drugorzędna wobec intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 330
(@rgielka)
Połączone: 2 miesiące temu

A co jeśli ktoś w ogóle nie wiedział, że powinien zamykać? Że po prostu przez jakis czas robiła rytuały i nie robiła zamknięć, bo nikt jej nie powiedział że to ważne? Czy to można jakoś naprawić teraz, po czasie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Rgielka Można, ale to wymaga innego podejścia niż normalny rytuał zamknięcia. Nie chodzi o to, żeby cofać się do każdej praktyki i "zamykać" ją osobno - to nie zadziała, bo już nie masz dostępu do tamtego kontekstu. Chodzi raczej o zrobienie jednego czystego zamknięcia dla wszystkich niedokończonych energii razem. Coś w rodzaju intencji: uznaję, że tamte prace skończyły się wtedy, kiedy skończyłam. Nie ma jednego słusznego sposobu, ale to działa lepiej niż grzebanie wstecz.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam takie pytanie, które chyba nie padło. Czy przerwa wymuszona - przez chorobę, zmęczenie, cokolwiek zewnętrznego - jest inaczej "zapisana" niż przerwa z wyboru albo z lenistwa? Bo mi się wydaje, że skoro nie miałam wyboru, to rytuał jakby rozumie, że nie mogłam. Ale może to jest myślenie życzeniowe?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Dagma To co Znachorka mówi ma dużo sensu, ale ja bym jeszcze dodała - przy przerwie wymuszonej jest też coś takiego, że ciało i głowa mają czas na przetworzenie tego, co robiłaś. Szczególnie przy chorobie. Nieraz wracałam po takiej przerwie i miałam wrażenie, że coś we mnie już przepracowało część materiału sama z siebie, bez żadnej aktywnej praktyki. Jakby przerwa nie była pustką, tylko innym trybem pracy.


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 502

@Henia64 Właśnie ta obserwacja Heni przypomina mi coś z rytualności słowiańskiej - i tu wracam do głównego wątku. Były okresy w roku, które były celowo pozbawione aktywnych rytuałów. Nie dlatego, że nic się nie działo, ale dlatego, że to był czas zbierania, nie działania. Coś w rodzaju rytualnej pauzy wbudowanej w kalendarz. I nikt tego nie nazywał przerwą ani porażką - to był po prostu inny moment w cyklu. Może to, o czym tu mówimy, to jest właśnie ta sama pauza, tylko nie mamy dla niej nazwy ani struktury?


Odpowiedz
(@tarotka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 623

@Radomir To ciekawe, że w rytualności słowiańskiej był na to celowy czas. Bo przy tarocie tego nie ma - przynajmniej w tym, co znam. Nikt nie mówi "teraz jest czas, żebyś nie ciągnęła kart". I zastanawiam się, czy to jest właśnie brakujący element - że zachodnie podejście do praktyki zakłada ciągłość jako normę, a przerwa jest traktowana jako wyjątek do nadrobienia.


Odpowiedz
Wpisy: 805
Rozpoczynający temat
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

To nie jest myślenie życzeniowe - i to jest akurat coś, o czym mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, bo zaczęłam ten temat od choroby. Przerwa wymuszona i przerwa z wyboru mają inny charakter nie dlatego, że rytuał "ocenia" twoje motywacje - ale dlatego, że ty wnosisz w powrót co innego. Po przerwie wymuszonej wracasz często z większym głodem i jasnością. Po przerwie z lenistwa - z poczuciem winy albo z inercją. I to zmienia stan, w jakim wchodzisz w praktykę. Sam rytuał jest neutralny, ale ty nie jesteś.


Odpowiedz
Wpisy: 502
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Nie tylko słowiańska, właściwie większość tradycji agrarnych miała coś takiego. W cyklu celtyckim jest podobnie - Samhain otwiera czas, który nie jest czasem działania, tylko czuwania. Nie robisz nowych rzeczy, tylko patrzysz na to, co zostało. I wracając do tego wątku - może przerwa wymuszona, zwłaszcza przez chorobę, pełni funkcję właśnie takiego okresu. Nieplanowanego, ale strukturalnie podobnego.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@henia64)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 614

@Radomir A jak to wyglądało praktycznie - czy w tych okresach w ogóle nie robiono żadnych rytuałów, czy tylko nie inicjowano nowych prac? Bo to by zmieniało dość dużo, jakby chodziło tylko o nierozpoczynanie, a nie o całkowite zatrzymanie.


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 502

@Henia64 To dobre pytanie, bo często jest mylone. Nie chodziło o brak rytuałów w ogóle - podtrzymujące, ochronne, związane z codziennością były obecne. Chodziło o nierozpoczynanie nowych cykli intencji. To rozróżnienie między rytuałem utrzymującym a rytuałem inicjującym jest właściwie kluczowe i w naszych współczesnych praktykach kompletnie się rozmazało.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Radomir Przy runach to rozróżnienie jest bardzo wyraźne. Są runy, które pracują - Teiwaz, Berkana, Dagaz - i są takie, które czekają. Isa jest klasycznym przykładem. Nie robisz z nią nic aktywnego, tylko pozwalasz jej być. I właśnie w czasie choroby, zmęczenia, wymuszonej przerwy - Isa się pojawia bardzo często, jakby sama tradycja mówiła "teraz nie działasz, teraz czekasz". Pytanie do Radomira - czy w słowiańskim kalendarzu było jakieś imię albo pojęcie na taki okres?


Odpowiedz
(@radomir)
Połączone: 6 dni temu

Wpisy: 502

@Kminek Nie ma jednego słowa, które by to precyzyjnie opisywało - przynajmniej nie w źródłach, które znam. Ale jest pojęcie "zadźwię" w niektórych rekonstrukcjach - czas między starym a nowym, taki "między-czas". Nie jestem pewien, czy to pochodzi z oryginalnych źródeł czy z późniejszej folklorystyki, więc biorę to z rezerwą. Ale samo pojęcie pasuje.


Odpowiedz
Wpisy: 805
Rozpoczynający temat
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Isa i zadźwię - to jest ten sam wzorzec, tylko w różnych tradycjach. I to jest odpowiedź na pytanie Dagmy sprzed kilku postów, o to czy przerwa wymuszona jest "lepiej zapisana". Nie chodzi o zapis ani o ocenę intencji. Chodzi o to, że przerwa wymuszona ma swoją własną logikę w czasie - jest częścią cyklu, nawet jeśli nikt jej nie planował. Przerwa z lenistwa też może mieć tę logikę, jeśli ktoś ją potrafi odczytać, ale wymaga innej pracy wstępnej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Znachorka Wracam do tego, o czym mówiła Znachorka wcześniej - że przerwa wymaga energii do utrzymania czegoś w połowie. Chcę dopytać, bo mnie to nie do końca przekonuje w takiej formie. Czy chodzi o energię psychiczną, o coś dosłownego, czy to jest bardziej metafora opisująca stan? Bo z jednej strony rozumiem intuicyjnie, z drugiej - to by znaczyło, że każda niedokończona intencja aktywnie drenuje. I to jest dość mocne twierdzenie.


Odpowiedz
(@znachorka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 805

@Hellan Masz rację, że to wymaga doprecyzowania. Nie twierdzę, że to jest coś, co możesz zmierzyć. Ale psychologicznie - i tu nie ma żadnej ezoteryki, tylko zwykłe obserwacje - niedokończone sprawy zostają aktywne w tle. Zeigarnik opisał to jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego wieku: niedokończone zadania są lepiej pamiętane i ciągną uwagę. Przy rytuale intencyjnym dodaje się do tego warstwa emocjonalna i symboliczna, więc to "tło" jest gęstsze. To nie metafora w sensie wymysłu - to opis rzeczywistego mechanizmu.


Odpowiedz
Wpisy: 456
(@dagma)
Połączone: 2 lata temu

To rozumiem i dziękuję za wyjaśnienie. Ale mam jeszcze jedno pytanie, może głupie - co to znaczy "odczytać" przerwę z lenistwa? Jak to w praktyce wygląda?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Dagma To nie jest głupie pytanie, ale nie ma prostej odpowiedzi. Odczytanie przerwy to jest po prostu cofnięcie się i uczciwe popatrzenie - kiedy odpuściłam, co się wtedy działo, czego unikałam, czego nie chciałam zobaczyć. Lenistwo prawie nigdy nie jest tylko lenistwem. Często jest sygnałem, że coś w praktyce zaczęło działać w miejsce, gdzie nie chciałaś iść. I to jest do pracy, ale nie przed powrotem do rytuałów - właściwie jest częścią powrotu.


Odpowiedz
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 139

@Czesia61 A jak odróżnić to, że unikamy czegoś w praktyce, od zwykłego zmęczenia? Bo ja sama nie zawsze wiem, czy odpuszczam bo się boję czegoś, czy po prostu jestem zmęczona i nie mam siły.


Odpowiedz
(@czesia61)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 532

@Sara20 Zmęczenie zwykle odpuszcza po odpoczynku - wracasz i nie ma oporu, tylko chcesz wznowić. Unikanie działa inaczej - możesz być wypoczęta, mieć czas i chęć, ale coś cię odciąga właśnie w momencie, kiedy miałabyś zacząć. Albo zaczynasz, ale szybko szukasz powodów, żeby skończyć wcześniej. To nie jest reguła żelazna, ale jako wskazówka do samobserwacji działa.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: