to brzmi tak jakby jakikolwiek kompromis był z góry skazany na porażkę, bo nie możesz przeprogramować kogoś na tym poziomie. Ale przecież wiele par jakoś to robi. Więc albo ta teoria jest niepełna, albo chodzi o coś innego niż zmiana tych wzorców.
u mnie to jest trochę inaczej bo mąż w ogole nie uczestniczy, więc nie ma co ustalać protokołu dla niego. ale właśnie pomyślałam że mam swój własny protokół wewnętrzny - takie wewnętrzne sygnały kiedy coś przestało być rytuałem a zaczęło być tylko czynnością. i moze to jest wazniejsze niż uzgadnianie z drugą osobą? że najpierw trzeba wiedzieć u siebie.
A czy to jest złe? Serio pytam, bo z tego co piszecie wynika że ta zmiana jest jakimś problemem. Ale może obecność drugiej osoby - nawet biernej - dodaje coś do rytuału? Nie każda zmiana musi być osłabieniem.
I chyba to jest sedno pytania o kompromis - nie tylko co ustalacie, ale czy te ustalenia rzeczywiście zdejmują z ciebie to monitorowanie. Bo możesz mieć pisemną umowę że partner nie będzie wchodził do pokoju przez godzinę, a i tak część ciebie będzie nasłuchiwała czy jednak nie wchodzi. I tę część uwagi tracisz bez względu na to co było wcześniej powiedziane.
To jest smutna obserwacja. Czyli nawet najlepszy kompromis nie wystarczy jeśli wewnętrznie nie masz zaufania? I to zaufanie nie jest kwestią tego co druga osoba robi, tylko tego jak ty ją widzisz w tej konkretnej roli?
Tylko skąd ta osoba ma wiedzieć że to nienegocjowalne skoro my sami często negocjujemy z sobą kiedy można sobie odpuścić? To jest coś co mnie irytuje w sobie - mówię partnerowi że to ważne, a potem sama to przekładam jak coś się wydarzy. I wtedy trochę tracę prawo do tego żeby oczekiwać że on to traktuje poważnie.
Tylko że to wymaga żeby ta osoba miała świadomość że może nie mieć ochoty, zanim jeszcze do tego dojdzie. A to nie zawsze jest możliwe. Czasem naprawdę planujesz, chcesz, a potem w tym konkretnym wieczorze coś jest nie tak energetycznie i nie możesz tego wymusić.
To jest coś o czym rzadko się mówi wprost - że zanim zaczniemy rozmawiać o kompromisach w samym rytuale, trzeba wytłumaczyć czym w ogóle jest rytuał dla nas. Nie w sensie definicji słownikowej, tylko co sprawia że coś przestaje być zwykłą czynnością i zaczyna działać inaczej. Bo jeśli partner rozumie tylko że "palisz świeczki w pokoju", to ciężko żeby rozumiał dlaczego to nie jest wymienne z innym wieczorem.
Myślę że tu jest jeszcze jeden poziom, który często pomijamy. Nawet jeśli druga osoba rozumie mechanizm, to ma swoje wyobrażenie o tym jak to powinno wyglądać. I to wyobrażenie często pochodzi z filmów albo z jakichś ogólnych skojarzeń kulturowych. Miałam sytuację że tłumaczyłam że coś jest dla mnie ważne, a ta osoba słuchała, kiwała głową, i najwyraźniej wyobrażała sobie coś zupełnie innego niż to co robię w praktyce. Potem zobaczyła i była... zaskoczona? Nie negatywnie, ale inaczej niż się spodziewała.
Nie do końca to rozumiem - miałaś na myśli że ta osoba wymyślała sobie coś bardziej niepokojącego niż to co faktycznie robisz? Że domysł był gorszy niż fakt?
mój mąż właśnie tak miał. przez długi czas nie wiedział co robię bo mu nie pokazałam, i kiedy wreszcie powiedziałam więcej to okazało się że wyobrażał sobie coś zupełnie abstrakcyjnego. nie wiem czy gorzego czy innego po prostu. ale po tym jak zrozumiał o co w ogole chodzi, przestał wychodzić z pokoju z taką szczególną miną jak zaczynałam. to już wystarczyło.
Tylko że jest różnica między oswojeniem przez zobaczenie a zrozumieniem. Można zobaczyć i stwierdzić "no dobra, nic strasznego" bez faktycznego zrozumienia po co to jest. I to oswojenie przez widok może być wystarczające żeby nie przeszkadzać, ale niekoniecznie żeby naprawdę dać przestrzeń. Znacie tę różnicę między tolerowaniem a szanowaniem? To jest właśnie tu.
To jest pytanie do którego wracam od początku tego wątku. I chyba nie ma na nie jednej odpowiedzi. Część osób opisywała że wystarczyło pokazać, część że trzeba było tłumaczyć mechanizm, część że żadne tłumaczenie nie pomogło. Może to jest po prostu kwestia tego konkretnego człowieka i tej konkretnej relacji, a nie jakiejś ogólnej strategii którą można zastosować zawsze.
