Forum

Asystent AI
Rytuały w żałobie -...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w żałobie - praktyki podczas przeżywania straty

Strona 1 / 2

Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Chciałam założyć ten temat, bo od jakiegoś czasu kręci mi się po głowie pewna rzecz. Straciłam niedawno tatę i kompletnie nie wiedziałam, co ze sobą zrobić po pogrzebie. Mam na myśli tę przestrzeń, która zostaje - kiedy ceremonia już się skończyła, kondolencje wybrzmiały, a ty siedzisz i nie wiesz, co dalej. Szukałam czegoś, jakiegoś rytuału, który pomógłby mi jakoś symbolicznie zamknąć pewien etap albo chociaż nadać temu jakiś kształt. I tu właśnie moje pytanie do was - czy ktokolwiek miał podobne doświadczenie? Czy robiliście coś konkretnego, jakieś gesty, działania, które pomogły? Nie chodzi mi o religijny pogrzeb sam w sobie, bo to już było, tylko o to, co człowiek może zrobić sam, dla siebie.


Odpowiedz
95 odpowiedzi
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

To bardzo ważne pytanie i cieszę się, że ktoś je tutaj postawił wprost. Żałoba to jeden z tych momentów, kiedy ludzie najczęściej sięgają po rytuał instynktownie, nawet jeśli nie mają żadnego zaplecza w magii. Przez lata obserwowałam, że rytuały żałobne w różnych tradycjach mają kilka wspólnych elementów - ogień albo światło, wodę, i jakiś gest symbolicznego puszczania. Meksykańskie Día de los Muertos, japońskie tōrō nagashi (puszczanie lampionów na wodę), słowiańskie dziady - wszystko to krąży wokół podobnego impulsu. Pytanie jest jednak bardziej szczegółowe i chciałam zapytać: czy chodzi ci o rytuał jednorazowy, taki moment przejścia, czy raczej coś, co powtarzałabyś przez jakiś czas?


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja miałam podobnie po stracie babci. Przez pierwsze tygodnie robiłam jedno proste działanie - zapalałam świecę wieczorem i przez kilka minut siedziałam cicho, myśląc o niej. Nie wymawiałam żadnych formułek, po prostu byłam. Nie wiem, czy to kwalifikuje się jako 'rytuał' w pełnym tego słowa znaczeniu, ale coś w tym było. Ten stały punkt w dniu sprawiał, że żałoba miała jakieś miejsce - nie rozlewała się na wszystko. Czytałam potem, że psycholodzy zajmujący się żałobą (m.in. w nurcie continuing bonds theory) mówią wprost, że podtrzymywanie symbolicznej więzi z osobą zmarłą nie jest 'patologicznym nieodpuszczaniem', tylko naturalną częścią procesu. To trochę zmieniło moje nastawienie do własnych gestów.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

A ja się zastanawiam, czy ktoś próbował coś bardziej... konkretnego? Bo to ze świecą brzmi pięknie i rozumiem, ale czuję, że sama bym potrzebowała czegoś z większą formą. Coś, co ma wyraźny początek i koniec. Tylko nie wiem, od czego zacząć, żeby to nie wyglądało jak coś wymyślonego na kolanie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Oliczka forma nie jest ważna tyle co intencja, to każdy wie. Ale rozumiem, o co ci chodzi. Sam robiłem kiedyś taki rytuał z listem - napisałem wszystko, co chciałem powiedzieć osobie, której już nie ma, i spaliłem go. To ma swoje korzenie w różnych tradycjach i działa lepiej niż ludzie myślą. Ogień jako przemiana, nie zniszczenie. Ważne żeby to robić w nowiu albo pełni, bo energia wtedy jest odpowiednia do takich rzeczy.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Dzikitaurus zatrzymaj się chwilę przy tej fazce księżyca, bo to wymaga doprecyzowania. Nów kojarzony jest z intencjami i początkami, pełnia z kulminacją i manifestacją, a ostatnia kwadra - i o tym rzadko się mówi - z zwalnianiem i puszczaniem. Jeśli ktoś chce wykonać rytuał żegnania, to faza uwalniania, czyli właśnie ostatnia kwadra do nowiu, jest dużo bardziej spójna z tym działaniem niż pełnia. To nie jest kwestia gustu, tylko logiki symbolicznej, którą te tradycje konsekwentnie stosują.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Shangie no dobra, możliwe, ale przy żałobie nie zawsze masz luksus czekania na odpowiednią fazę. Potrzeba jest tu i teraz. Mówię że ogólnie tak czy inaczej działa, bo najważniejsze jest skupienie i zamiar. Znam ludzi co robili takie rzeczy w przypadkowych momentach i też czuli ulgę.


Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Shangie to co mówisz o ostatniej kwadrze - nigdy wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób. Zawsze słyszałam: nów na nowe początki, pełnia na wszystko inne. A tu masz rację, że puszczanie ma swoją własną logikę. Wróćę do twojego pytania - myślę, że chodzi mi o jedno działanie, coś symbolicznego, co mogłabym zrobić może raz, może powtórzyć po roku. Nie chcę z tego robić cotygodniowego obrzędu, bo czuję, że to by mi utrudniało przejście dalej.


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Właśnie - i tu jest ciekawe napięcie. Bo z jednej strony te regularne działania, o których mówiłam, pomagają. Ale masz rację, że w pewnym momencie rytuał powtarzany zbyt długo może zacząć konserwować ból zamiast go przeprowadzać. Jak długo robiłam to ze świecą? Może dwa, trzy miesiące. Potem naturalnie przestałam i to też było dobre. Nie czułam, że 'muszę'. Chyba to jest klucz - rytuał, który ma koniec.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Można też do rytuału żałobnego włączyć element komunikacji ze zmarłym. Jest na to kilka metod, nie tylko seans, chodzi mi o bardziej symboliczne podejście - przygotowanie miejsca, zapalenie świecy w odpowiednim kolorze, biały albo fioletowy, i skierowanie myśli lub słów. Wiele tradycji, od celtyckich po słowiańskie, zakłada, że przez pewien czas po śmierci dusza jeszcze jest blisko. To może dawać poczucie, że pożegnanie jest pełniejsze.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Norbert76 a co z tym kolorem świecy konkretnie? Gdzieś czytałam sprzeczne informacje - jedni piszą biała, inni że fioletowa, a jeszcze inni że niebieska. Skąd wiadomo, które podejście jest 'właściwe'?


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Jasnowidzka no właśnie, że nie ma jednej odpowiedzi. Biała symbolizuje czystość i przejście, fioletowa jest kojarzona z duchowością i zaświatami w tradycji zachodniej okultystycznej, niebieska z pokojem i komunikacją. Szczerze mówiąc, dla mnie ważniejszy jest zamiar niż kolor. Ale jak ktoś chce mieć system, to fioletowa albo biała do żałobnych działań jest najbardziej uzasadniona historycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Przeczytałem cały wątek i pomyślałem o czymś. W tradycji szintoistycznej jest takie pojęcie tama-shiro - miejsce, gdzie może spocząć duch. Ludzie tworzą małe domowe ołtarze ze zdjęciem, kwiatami, jedzeniem. To nie jest jednorazowe działanie, ale ta idea, że stwarzasz przestrzeń dla obecności kogoś bliskiego, a nie tylko odprawiasz go gestem... to jakoś inaczej brzmi. Nie wiem, czy to odpowiada na pytanie z początku wątku, ale wydaje mi się, że warto o tym powiedzieć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Elfin to jest właśnie ten kierunek, który mnie zastanawia. Bo między 'puszczaniem' a 'podtrzymywaniem więzi' jest jakieś napięcie i nie do końca wiem, gdzie jest granica. Skąd wiadomo, czy taki ołtarzyk pomaga w żałobie, czy ją przedłuża?


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się tu, bo to pytanie jest naprawdę istotne. Ta teoria, którą Kinia05 wspomniała wcześniej - continuing bonds - mówi wprost, że podtrzymywanie więzi symbolicznej nie jest sprzeczne z przechodzeniem przez żałobę. Przez lata dominował model Küblera-Rossa, czyli stopniowe 'odłączanie się' od osoby zmarłej jako cel zdrowej żałoby. Nowsze badania, m.in. Klass, Silverman i Nickman z lat 90., kompletnie to podważają. Ołtarzyk czy regularne działanie nie jest patologią - pod warunkiem, że nie zastępuje życia, tylko z nim współistnieje. Pytanie do ciebie: czy ta przestrzeń, którą chcesz stworzyć, jest obok życia, czy zaczyna być zamiast?


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

Mnie to pytanie Shangie też trafia. Sama zastanawiam się, czy to, że ciągle chcę wracać do myśli o moim dziadku, to zdrowe, czy nie. Ale temat wyznaczał mi jakąś granicę, której nigdy nie umiałam sformułować - teraz trochę ją widzę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Oliczka dokładnie i myślę, że dlatego rytuały w żałobie są inne niż np. rytuały intencji. Tutaj nie chodzi o wywoływanie czegoś, ale o przeprowadzanie czegoś, przez co już się przechodzi. To zmienia całą optykę. Działanie nie musi 'robić' żałoby za ciebie - ma ci tylko dać formę, bo ból bez formy jest przytłaczający.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@jasiek)
Połączone: 5 miesięcy temu

A ile to trwa? Bo czytam i wszystko rozumiem, ale nikt nie napisał, po jakim czasie te rytuały zaczynają cokolwiek dawać. Pół roku, rok?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Jasiek myślę, że to nie działa tak, że rytuał 'zaczyna działać' w jakimś konkretnym momencie. To nie jest kuracja, gdzie czekasz na efekt. Dla mnie sens tych działań był od razu, w samym akcie, nawet jeśli potem i tak płakałam. Ale rozumiem, że to może być frustrujące, jak ktoś szuka czegoś konkretnego.


Odpowiedz
Wpisy: 380
(@szymek84)
Połączone: 4 tygodnie temu

Czytam i troche nie rozumiem jednej rzecy - czy te rytuały żałobne to ma byc coś co sie robi samemu, czy lepiej z kimś? Bo niby załoba jest prywatna ale może z kimś bliskim mialoby to inny sens?


Odpowiedz
Wpisy: 380
(@szymek84)
Połączone: 4 tygodnie temu

Czytam i troche nie rozumiem jednej rzecy - czy te rytuały żałobne to ma byc coś co sie robi samemu, czy lepiej z kimś? Bo niby załoba jest prywatna ale może z kimś bliskim mialoby to inny sens?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Szymek84 myślę, że to zależy od tego, czego konkretnie potrzebujesz w danym momencie. Kiedy straciłam babcię, przez pierwsze tygodnie nie mogłam przy nikim nic robić - każda obecność mnie rozpraszała. Dopiero potem, jak już miałam trochę dystansu, zrobiłyśmy z mamą coś razem przy jej zdjęciu. I to był zupełnie inny rodzaj działania, nie lepszy ani gorszy, po prostu inny. Grupowe rytuały żałobne mają swoją własną logikę - nie chodzi o to, że ktoś ci pomoże 'lepiej poczuć', ale o to, że dzielisz to z kimś, kto też traci.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Szymek84 dodam tylko, że w wielu tradycjach te dwa wymiary - prywatny i wspólnotowy - są celowo rozdzielone i oba uważane za konieczne. W żydowskiej tradycji sziwy na przykład jest cały tydzień, gdzie rodzina siedzi razem i przyjmuje odwiedziny, ale jednocześnie są momenty ciszy i modlitwy indywidualnej. Jedna forma nie zastępuje drugiej. Pytanie, które sam sobie zadajesz, jest właściwie centralnym pytaniem w antropologii żałoby - czy żal jest doświadczeniem jednostki, czy wspólnoty? I odpowiedź zwykle brzmi: obojga naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

A co jeśli nie masz nikogo, z kim możesz to zrobić razem? Moja rodzina jest raczej... zamknięta na takie rzeczy. Rozmawiamy o stracie, ale jakiekolwiek działanie symboliczne byłoby odebrane dziwnie. Czy wtedy samodzielny rytuał ma jakąś wartość, czy trochę brakuje mu tej warstwy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Oliczka w tradycji shinto jest coś takiego, że ołtarzyk domowy, butsudan, prowadzi się właśnie samodzielnie, codziennie, bez żadnego kapłana ani społeczności. To jest twoja prywatna przestrzeń kontaktu. Nie wiem, czy to cię pociesza, ale ta idea, że możesz mieć osobisty rytuał bez aprobaty nikogo innego, jest dość głęboko zakorzeniona w różnych tradycjach - niekoniecznie tylko w szintoizmie.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Elfin ale szinto to specyficzny kontekst kulturowy, nie sądzisz że wyciąganie tego do polskich realiów jest troche naciągane? Pytam szczerze, bo widzę że często powołujesz sie na tamte tradycje i zastanawiam sie, czy nie tracimy z oczu czegoś bliższego. Mamy przecież własne słowiańskie rytuały żałobne, dziady i cały ten kompleks, który był bardzo wspólnotowy. I te zaduszki, które przetrwały w formie chrześcijańskiej. Może to jest lepszy punkt odniesenia?


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Dzikitaurus masz rację, że to inny kontekst. Nie twierdzę, że trzeba kopiować shinto. Chodziło mi tylko o samą zasadę - że indywidualny, codzienny kontakt symboliczny ma swoją wartość niezależnie od tego, skąd pochodzi. A dziady to ciekawa sprawa, bo tam też jest dużo warstw - część była zbiorowa, część bardzo prywatna. Nie znam się na tym aż tak dobrze, żeby rozwijać, ale może ktoś inny wie więcej?


Odpowiedz
Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

To, co opisujesz, jest chyba bardzo powszechne - ta rozbieżność między tym, czego się potrzebuje, a tym, na co pozwala środowisko rodzinne. Myślę, że samodzielny rytuał nie jest gorszy, jest po prostu inny. Ta indywidualna intencja i to skupienie mają sens same w sobie, bez świadków. Świadek wewnętrzny też jest świadkiem.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słowiańskie dziady to skomplikowany temat, bo mamy bardzo fragmentaryczne źródła. Wiemy, że były to obrzędy zaduszkowe, gdzie zapraszano duchy przodków do uczty - zostawiano jedzenie, zapalano ogień, otwierano okna lub drzwi. Ale szczegóły różnią się zależnie od regionu i okresu. Część badaczy, m.in. Aleksander Brückner, uważała że wiele elementów zostało nadpisanych przez chrześcijaństwo i trudno odtworzyć 'oryginalną' formę. To co zostało, to właśnie zaduszki - ale tam punkt ciężkości jest na wspólnocie i modlitwie za dusze, nie na osobistym pożegnaniu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Norbert76 a te drzwi i okna otwierane na dziady - to jest gdzieś opisane konkretnie, w jakichś źródłach? Pytam, bo słyszałam o tym wcześniej, ale nigdy nie wiedziałam, skąd to pochodzi. Wydawało mi się, że to raczej opowieści niż coś udokumentowanego.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Jasnowidzka tak, jest wspomniane m.in. u Kolberga i w 'Roku polskim w życiu, tradycji i pieśni' Zofii Gloger z końca XIX wieku. Ale te zapisy są etnograficzne, robione w momencie, kiedy tradycja już zanikała albo była mocno przekształcona. Więc masz rację, że to nie jest jedna spójna, czysta praktyka - to raczej mozaika fragmentów zebranych z różnych regionów i różnych czasów. Otwarcie okna czy drzwi dla ducha to motyw spotykany też w innych kulturach europejskich, więc trudno powiedzieć, co jest tu 'rdzennie słowiańskie', a co po prostu ludzkie.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie - i tu jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Kiedy szukamy 'autentycznego' rytuału żałobnego, często projektujemy na przeszłość coś, czego tam nie było w tej formie. Większość tradycji była żywa, czyli zmieniała się, adaptowała, różniła się między wioskami. Nie ma jednego 'właściwego' słowiańskiego rytuału czekającego na odkrycie. To może być frustrujące, ale też uwalniające - bo oznacza, że tworzenie własnych form nie jest zdradą tradycji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Shangie to bardzo ważne, co mówisz. Myślę, że właśnie ten lęk przed 'zrobieniem czegoś źle' blokuje wiele osób na początku żałoby. Sama przez długi czas czułam, że muszę znaleźć jakąś formę, która jest 'prawdziwa', a nie wymyślona przeze mnie. A potem okazało się, że ta wymyślona przeze mnie i tak działała lepiej niż cokolwiek zaczerpniętego z książek.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@jasiek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ok ale jak to ma działać, jeśli się samemu wymyśla? Bo jeśli nie ma żadnych reguł, to po czym wiadomo, że cokolwiek 'się robi' a nie po prostu siedzi z zapalona świecą i myśli o osobie? Gdzie jest granica?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Jasiek a czy ta granica musi istnieć? Szczerze pytam, bo mam wrażenie, że to jest właśnie jedno z tych pytań, które trochę zatrzymują w miejscu. Jeśli siedzisz ze świecą i myślisz o kimś - co konkretnie chciałbyś mieć więcej, żeby poczuć, że to 'się liczy'?


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@jasiek)
Połączone: 5 miesięcy temu

no nie wiem, właśnie dlatego pytam. Może jakiś wyraźny efekt? Że coś się zmienia, że jest jakiś moment, po którym wiadomo że rytuał się skończył i coś zostało zrobione. Bo teraz brzmi to jakby mogło trwać w nieskończoność bez żadnego punktu kulminacyjnego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Jasiek no to właśnie jest argument za tym, żeby mieć jakiś wyraźny koniec w rytuale. Może symbol zamknięcia - gaszenie świecy z intencją, złożenie czegoś w ziemi, zakopanie przedmiotu. Wtedy wiesz że to się skończyło. Robiłem tak z tym listem co spaliłem, nie zostało nic co mogłem trzymać, więc koniec był wyraźny. Popiół wysypałem na ziemię i poczułem że to co chciałem powiedzieć - zostało powiedziane.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i zastanawiam się nad czymś innym - czy ktoś używał kart jako części rytuału żałobnego? Nie chodzi mi o wróżenie, ale o taki bardziej symboliczny wymiar. Np. wyciągnięcie karty dla osoby, która odeszła, jako rodzaj pożegnania albo refleksji. Nie wiem, czy to ma sens, ale wydaje mi się że obraz na karcie mógłby być punktem skupienia.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Arkania to brzmi interesująco, ale jak to miałoby wyglądać w praktyce? Bo tarot kojarzy mi się z pytaniem o przyszłość, a tu mówisz o czymś zupełnie innym. Co byłoby intencją przy takim wyciągnięciu?


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Oliczka właśnie nie wiem jak to ubrać w słowa - może żeby zobaczyć, co ta osoba niosła w sobie? Albo co chciałoby się jej powiedzieć? Karta byłaby jak lusterko, nie jak przepowiednia. Ale może to moje własne myślenie i nikt inny tak nie robi.


Odpowiedz
(@elfin)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Arkania a co wyciągnęłaś? Albo co sobie wyobrażasz, że byś chciała wyciągnąć? Bo mnie ciekawi, czy jest jakaś karta, która w tym kontekście miałaby szczególny sens, czy chodzi bardziej o element losowości - że to nie ty decydujesz, co się pojawi.


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Elfin właśnie nie robiłam tego jeszcze naprawdę, to bardziej taki pomysł, który mi się pojawił. Ale wydaje mi się, że element losowości byłby ważny - właśnie dlatego, że wtedy nie można z góry zaplanować, co się 'zobaczy'. Gdybym sama wybierała kartę, to byłoby już coś innego. A przy tym pomyśle chodzi mi o to, że cokolwiek wyjdzie, można z tym posiedzieć i zobaczyć, co to we mnie uruchamia.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Arkania ale nie masz obawy, że jak coś 'złego' wyjdzie, to zamiast pomóc w żałobie, tylko dorzuci niepotrzebny ładunek? Mam na myśli np. Wieżę albo Trzy Miecze czy coś podobnego. Nie wiem, jak to odebrać w kontekście kogoś, kto odszedł.


Odpowiedz
(@arkania)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Dzikitaurus o tak, to jest dokładnie to, czego się trochę obawiałam. Może właśnie dlatego dotąd tego nie zrobiłam - jest jakiś lęk, że to zamiast łagodzić, coś skomplikuje. Chociaż z drugiej strony mam wrażenie, że w żałobie i tak wszystko jest skomplikowane, więc może to nie jest tak duże ryzyko jak mi się wydaje.


Odpowiedz
Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie to pytanie Arkanii o karty siedzi mi w głowie. Bo mam wrażenie, że to co opisujesz - karta jako lusterko, nie przepowiednia - to jest coś, co wielu z nas robi intuicyjnie, tylko nie nazywa tego wprost. Sama kilka razy sięgałam po tarot nie po to, żeby 'się dowiedzieć', ale żeby zobaczyć, co się we mnie dzieje w danym momencie. Przy żałobie to mogłoby mieć sens właśnie w ten sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wieża w tarocie to nie jest 'zła' karta - to karta nagłej zmiany, wywrócenia porządku. W kontekście żałoby mogłaby być nawet bardzo trafna. Myślę, że lęk przed 'złą' kartą wynika trochę z tego, jak tarot jest zazwyczaj przedstawiany: jako coś, co coś 'przepowiada'. A jeśli zdjąć z kart tę wróżebną ramę, to zostają symbole, na które człowiek po prostu reaguje. I ta reakcja jest informacją o nim, nie o przyszłości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Shangie to zmienia dla mnie dużo, jeśli tak na to spojrzeć. Zawsze miałam wrażenie, że tarot to jest coś, co mówi ci co będzie, a nie co już jest. Ale to co opisujesz brzmi bardziej jak... nie wiem, jak pewien rodzaj lustra niż mapy.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@jasiek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ok ale to jest trochę odejście od tematu, bo żałoba to nie jest wróżenie. Jak ktoś chce pogadać o tarocie, to jest chyba inny dział? Mnie bardziej interesuje ten wątek z zamknięciem rytuału, bo to mi nie dawało spokoju. Dzikitaurus pisał o zakopaniu czegoś - ktoś to robił i co z tego wyszło? Bo brzmi sensownie jako gest końca, ale chciałbym wiedzieć jak to wygląda w praktyce.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Jasiek ja zakopałem list, o którym pisałem wcześniej. To był list do osoby, która odeszła - rzeczy, których nie zdążyłem powiedzieć. Zakopałem go w ogrodzie pod drzewem, które lubiła. I to był dla mnie wyraźny moment - po prostu wiedziałem, że coś się zamknęło. Nie wiem, czy to ma jakieś głębsze znaczenie, ale jako gest działało. Ważne było chyba to, że wybrałem konkretne miejsce i konkretny czas.


Odpowiedz
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 622

@Dzikitaurus a to drzewo miało dla tej osoby jakieś znaczenie, czy sam je wybrałeś? Pytam bo myślę, że ten kontekst miejsca jest ważny - czy to jest coś, co ty dajesz temu miejscu, czy chodzi o to, że to miejsce już coś niosło?


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Kinia05 to było jej ulubione miejsce w ogrodzie, siadała tam latem. Więc nie wybrałem przypadkowo. Ale zastanawiam się teraz czy gdybym nie miał takiego miejsca, to czy sam mógłbym je stworzyć, czy to musi być coś istniejącego wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 643
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

W wielu tradycjach jest coś takiego jak wyznaczanie miejsca przez sam akt rytuału, nie przez historię miejsca. W praktykach rdzennych American Indian np. krąg wyznaczało się w chwili rytuału - liczyło się skupienie, nie geografia. Więc to nie musi być miejsce, które coś niosło wcześniej. Choć jeśli takie miejsce istnieje, to oczywiście jest dodatkowa warstwa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@jasnowidzka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Norbert76 a skąd masz te informacje o kręgach? Pytam poważnie, bo widzę, że często powołujesz się na różne tradycje i jestem ciekawa, czy masz jakieś konkretne źródła, czy to bardziej wiedza 'z internetu'.


Odpowiedz
(@norbert76)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 643

@Jasnowidzka to dobre pytanie i masz rację, żeby pytać. To co pisałem o kręgach pochodzi z kilku różnych lektur, m.in. z prac Vine Deloria Jr., który był Sioux i pisał o rdzennych praktykach od środka - nie jako etnograf z zewnątrz. Ale przyznam, że mieszam tu tradycje różnych narodów, a to jest kilkaset różnych kultur, więc generalizuję bardziej niż powinienem.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Dobrze, że to mówisz. To jest jeden z większych problemów kiedy sięgamy po tradycje innych kultur do własnych praktyk - zaczyna się od jednego konkretnego źródła, a potem to się rozmywa. I nie twierdzę, że to jest złe samo w sobie, ale warto wiedzieć, co się bierze, a czego nie.


Odpowiedz
Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

I tu wracamy do pytania, które Jasiek zadał wcześniej - skąd wiedzieć, że coś 'działa', że rytuał się zamknął. Bo jeśli nie ma zewnętrznej tradycji, która wyznacza formę, to musi być coś wewnętrznego. Dzikitaurus opisał to jako moment, w którym po prostu wiedział. Czy ktoś inny miał coś podobnego - taki wyraźny sygnał, nie z zewnątrz, ale od siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 622
(@kinia05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Miałam raz takie coś - płakałam w trakcie rytuału, a potem nagle przestałam i poczułam coś w rodzaju ciszy. Nie że ból zniknął, ale jakby zmienił swój charakter. Trudno to inaczej opisać. I właśnie ta cisza była dla mnie tym momentem - że coś przeszło przez mnie i teraz jest inaczej. Nie lepiej, nie gorzej, po prostu inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Kinia05 to co opisujesz z tą ciszą - to brzmi bardziej przekonująco niż jakikolwiek zewnętrzny sygnał. Chyba właśnie tego szukam, ale nie wiedziałam jak to nazwać. Mam wrażenie, że przez cały czas czekałam na jakieś zewnętrzne potwierdzenie, a może w ogóle nie o to chodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 254
(@jasiek)
Połączone: 5 miesięcy temu

No dobrze, rozumiem że to może być coś wewnętrznego. Ale co jeśli nic takiego nie przychodzi? Siedzisz, robisz co planowałeś i po prostu nic - żadnej ciszy, żadnego momentu. Czy wtedy robisz to jeszcze raz, czy uznajesz, że nie tym razem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Jasiek ja bym nie powtarzał od razu. Mam wrażenie, że jak coś nie zadziałało, to może nie był dobry moment albo forma nie była właściwa dla ciebie akurat. Ale to moje zdanie, może ktoś ma inne podejście.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Jasiek i Dzikitaurus - myślę, że pytanie 'czy to zadziałało' w kontekście żałoby jest trochę inaczej ustawione niż przy innych rytuałach. Żałoba nie ma punktu, w którym się 'kończy skutecznie'. Ten rytuał nie ma sprawić, że żal zniknie - ma raczej dać mu formę, nadać mu kształt, żeby nie był tylko chaotycznym bólem. Więc może zamiast pytać 'czy to zadziałało', lepiej pytać 'co się w tym czasie we mnie ruszyło'.


Odpowiedz
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Shangie a to co mówisz o nadawaniu formy - to mnie trochę zatrzymało. Bo ja do tej pory myślałam o rytuałach żałobnych jako o czymś, co ma dać ulgę, jak tabletka przeciwbólowa. A ty sugerujesz coś zupełnie innego - że chodzi o to, żeby ból miał gdzie być, nie żeby go nie było. Czy to znaczy, że jak komuś po rytuale nadal jest smutno, to wcale nie znaczy, że rytuał się nie udał?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: