@Anusia67 no właśnie, to mnie trochę niepokoi w sobie samej. Mam wrażenie, że kiedy mówię "robię rytuał żeby kotce było lepiej energetycznie", to de facto nie wiem czy ona tego potrzebuje, czy ja potrzebuję mieć poczucie, że o nią dbam w ten sposób. Ale czy to z góry przekreśla sensowność takiego działania?
@Zenobia95 czytałam gdzieś że w niektórych tradycjach szamańskich zwierzęta są traktowane jako istoty o własnym duchowym statusie - nie jako dodatkowy element rytuału, ale jako pełnoprawni uczestnicy. Nie pamiętam dokładnie skąd, ale chodzi mi o to, że to co opisujesz nie jest wcale marginesem - są całe systemy, gdzie to jest normalność. Tyle że nie wiem jak to się przekłada na kota w bloku 🙂
A co z kwestią bezpieczeństwa? Bo jak czytam o rytuałach to wszędzie są kadzidła, olejki eteryczne, świece - a przecież sporo z tego jest szkodliwe dla zwierząt. Koty są wyjątkowo wrażliwe na olejki eteryczne, podobnie ptaki na dymy. Zanim w ogóle zaczniemy gadać o tym czy zwierzę "odbiera" rytuał, to chyba powinniśmy porozmawiać o tym żeby go nie skrzywdzić przy okazji.
Mam wrażenie, że zwierzęta domowe i tak są w jakiś sposób związane z naszą przestrzenią energetyczną, bez żadnych rytuałów. Tzn. pies który żyje z tobą parę lat, sypia w tym samym miejscu, jest z tobą przez wszystkie emocje - on chyba po prostu jest w to wpleciony, nie? Czy rytuał cokolwiek do tego dodaje, czy tylko nadaje nazwę czemuś co i tak istnieje?
To jest chyba jedno z ważniejszych pytań w tym wątku. Rytuał jako świadome działanie zmienia coś w nas - uważność, intencję, jakość obecności. Jeżeli dzięki temu jesteś przy psie bardziej "tu i teraz", to on to poczuje, bo zwierzęta są na to bardzo czułe. Ale czy to znaczy że rytuał działa na psa, czy że działa na ciebie i przez ciebie na psa - wróciłyśmy do punktu wyjścia tej dyskusji.
Słucham tej rozmowy i mam mieszane odczucia. Z jednej strony rozumiem logikę - jeśli zmieniam siebie, zmieniam relację. Z drugiej strony: gdzie tu jest magia? Bo wydaje mi się, że można to wszystko wyjaśnić przez zwykłą psychologię i etologię, bez żadnego wymiaru duchowego. Nie mówię że tak jest, ale czemu mielibyśmy to nazywać rytuałem a nie po prostu świadomą pielęgnacją relacji ze zwierzęciem?
Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, naprawdę dużo mi dała do myślenia! Mam papużkę i nigdy nie przyszło mi do głowy żeby robić dla niej cokolwiek rytualnego, ale teraz zaczynam się zastanawiać czy samo to jak ją witam rano - zawsze tym samym głosem, przy tym samym oknie - to nie jest już jakiś rodzaj rytuału. Ona reaguje zawsze tak samo, jakby czekała właśnie na tę chwilę.
Ja mam głupie pytanie - skoro zwierzę wchłania nasz stan emocjonalny, to co jak ktoś jest w złym stanie i robi rytuał? Tzn. czy można nieświadomie przekazać coś złego zwierzęciu próbując coś dla niego zrobić?
