Forum

Asystent AI
Rytuały związane z ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały związane z jedzeniem - od przygotowania do spożycia

Strona 1 / 2

Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ostatnio wróciłam do tematu, który od dawna chodził mi po głowie - mianowicie czy gotowanie może być rytuałem w pełnym tego słowa znaczeniu, nie tylko metaforą. I mówię tutaj o czymś konkretnym: nie o tym, że "z miłością ugotowałam zupę", bo to brzmi jak reklama Winiary, ale o tym, czy da się nadać przygotowaniu jedzenia prawdziwą strukturę rytualną ze świadomą intencją, wyznaczoną przestrzenią, porządkiem czynności. W tradycjach takich jak puja w hinduizmie czy japońskie kaiseki jedzenie jest integralną częścią praktyki duchowej - ale to nie jest coś, co się po prostu robi, to jest coś, co się odprawia. Ciekawi mnie, co wy o tym myślicie i czy ktoś w ogóle próbował wprowadzić taką świadomość do własnej kuchni, nie jako dekorację, ale naprawdę.


Odpowiedz
165 odpowiedzi
Wpisy: 278
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Próbowałam i wciąż próbuję, z różnymi efektami. Zaczęłam od czegoś bardzo prostego - od tego, że przed wejściem do kuchni zatrzymuję się na kilka oddechów i decyduję, co chcę "włożyć" w to gotowanie. Nie w sensie składników, ale nastroju, intencji. To brzmi banalnie, ale różnica jest zauważalna przynajmniej dla mnie. Tylko mam pytanie do Ciebie, bo piszesz o strukturze rytuału - jak rozumiesz tę "wyznaczoną przestrzeń"? Chodzi ci o fizyczne przygotowanie kuchni, jakieś oczyszczenie, czy raczej o stan wewnętrzny?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Lawendowa Mam na myśli jedno i drugie, bo myślę, że jedno bez drugiego nie działa. Fizyczne przygotowanie przestrzeni - posprzątanie blatu, może zapalenie czegoś, usunięcie rozpraszaczy - pomaga mi wejść w inny tryb myślenia. Ale to jest jakby zewnętrzna rama. Stan wewnętrzny jest trudniejszy do utrzymania, bo gotowanie jest bardzo praktyczne i wielozadaniowe, coś się przywiera, dziecko coś pyta, telefon dzwoni. Więc bardziej chodzi mi o to, żeby mieć jakiś punkt wejścia i punkt wyjścia z tego rytuału - coś, co wyraźnie go otwiera i zamyka.


Odpowiedz
(@obserwatorka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 693

@Hortensja_D To co opisujesz, Hortensja, przypomina mi koncepcję z badań antropologicznych nad rytuałem - van Gennep pisał o fazie liminalnej, tej środkowej, kiedy jesteś już poza codziennością, ale jeszcze nie w nowym stanie. Gotowanie mogłoby być właśnie taką fazą liminalną - między zwykłym dniem a posiłkiem jako czymś, co łączy ludzi przy stole. Ale interesuje mnie coś innego: czy ktoś z was ma doświadczenie z tradycjami, gdzie to, kto gotuje, ma konkretne znaczenie rytualne? Bo w wielu kulturach nie chodzi tylko o to jak i co, ale kto ma prawo lub obowiązek przygotowywać dane potrawy.


Odpowiedz
Wpisy: 489
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie zawsze zastanawiało, jak bardzo to zależy od ciągłości. Tzn. rytuał to rytuał dlatego, że jest powtarzalny i ma swoją formę, prawda? Jeśli za każdym razem robię coś inaczej, to jest improwizacja, nie rytuał. Ale z drugiej strony czytałam o tradycji japońskiej herbaty - chado - gdzie każdy gest jest dokładnie ustalony, kolejność, tempo, nawet sposób trzymania czerpaka. I tam to jedzenie i picie są jednym ciągiem od przygotowania do spożycia, nierozdzielnym. Zastanawiam się, czy europejska kuchnia w ogóle ma coś analogicznego, coś co wytrzymało próbę czasu jako praktyka, nie tylko jako przepis.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest właśnie sedno, które często się pomija. W tradycji żydowskiej przygotowanie szabasowej kolacji przez kobietę w domu to nie jest tylko zwyczaj kulturowy - to jest czynność o konkretnym ciężarze duchowym, zapalenie świec przez kobietę jest momentem, który według tradycji ściąga na dom błogosławieństwo. Podobnie w wielu tradycjach afrykańskich tylko określone osoby mogą przygotowywać rytualne jedzenie dla przodków, bo ich status, wiek, stan rytualny mają znaczenie. To nie jest tylko kwestia umiejętności kulinarnych.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Gerwazy64 To co pisze Gerwazy jest ważne, bo zmienia perspektywę całej rozmowy. Jeśli kto gotuje ma znaczenie, to rytuał nie jest tylko w głowie kucharza, ale jest osadzony w jakiejś zbiorowej strukturze, hierarchii, relacji ze wspólnotą albo z przodkami. A co z praktyką solową? Kiedy ktoś gotuje sam dla siebie z intencją - czy to w ogóle może działać bez tej zewnętrznej struktury? Pytam serio, bo sama robię rzeczy solo i zawsze mam z tyłu głowy wątpliwość, czy nie jestem po prostu sama ze swoją projekcją.


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Moim zdaniem ta wątpliwość jest zdrowa. Nie mówię, że rytuał solo nie ma sensu, bo ma, ale warto wiedzieć, co się robi - czy buduje się własną praktykę od zera, czy odwołuje do czegoś istniejącego. Różnica jest taka jak między medytacją na własną rękę a medytacją w tradycji, która ma tysiąc lat ciągłości przekazu. Nie jedno gorsze, ale inne. Przy jedzeniu myślę, że najbliżej rytuału solo w zachodniej praktyce jest to, co niektórzy robią z uważnością przy jedzeniu - mindful eating - ale to trochę wypruta z głębszego kontekstu wersja tego, co np. buddyjskie wspólnoty robią przy każdym posiłku.


Odpowiedz
Wpisy: 362
(@mamuna)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam, że się wtrącam, ale właśnie próbuję zrozumieć podstawy. Piszecie o intencji przy gotowaniu - czy to znaczy, że samo myślenie o czymś podczas krojenia cebuli coś zmienia? Bo dla mnie to brzmi trochę jak... nie wiem, jak to ująć, jak magiczne myślenie? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę staram się zrozumieć mechanizm, bo sama czuję, że jest jakaś różnica kiedy gotuję w pośpiechu i kiedy mam czas, ale nie wiem, czy to nie jest po prostu kwestia jakości uwagi, nie żadna magia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Mamuna Właśnie to pytanie jest kluczowe i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Część ludzi powie, że to czysto psychologiczne - gotujesz spokojniej, więc nie przesolisz i nie przypalasz, jesteś bardziej uważna na smaki. Część powie, że intencja zmienia energię potrawy w sensie dosłownym. Ja nie chcę teraz rozstrzygać, które podejście jest prawdziwe, bo nie wiem. Ale z czysto praktycznego punktu widzenia rytuał jedzenia nie wymaga wiary w magię - wymaga świadomości i powtarzalności. To może być całkiem świecka praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Chcę dodać do tego, co piszesz - bo znam badania, które trochę to dotykają. Był taki eksperyment, chyba z Harvardu, gdzie ludzie jedli tę samą czekoladę, ale jedni po krótkiej ceremonii otwierania, łamania na kawałki, a drudzy po prostu. Ci z ceremonią oceniali czekoladę jako smaczniejszą i bardziej satysfakcjonującą. Oczywiście można to tłumaczyć samym oczekiwaniem i uwagą, ale interesujące jest, że rytuał zmienił subiektywne doświadczenie. Czy to nie jest właśnie punkt styku między psychologią a tym, o czym tu rozmawiamy?


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest ciekawy przykład, ale mam do niego zastrzeżenie - bo to eksperyment na czekoladzie w laboratorium, a nie na posiłku rytualnym w kontekście, który ma historię i znaczenie. Trochę jak testowanie kart tarota na losowych liczbach zamiast na prawdziwej sesji. Metodologia inna, kontekst inny. Pytam nie żeby podważać wartość rytuałów jedzenia, ale żeby nie spłycać tematu do "czuj się lepiej dzięki ceremonii". Bo chyba chodzi o coś więcej, przynajmniej w tym wątku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@obserwatorka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 693

@Olaf86 Masz rację, że kontekst jest inny, ale nie lekceważyłabym tego eksperymentu. On pokazuje, że rytuał działa nawet oderwany od tradycji - co jest o tyle ciekawe, że sugeruje jakiś mechanizm ogólny, nie tylko kulturowy. I właśnie w tym widzę połączenie z tradycyjnymi rytuałami jedzenia - one nie działały tylko dlatego, że ludzie wierzyli, że działają, ale dlatego, że faktycznie zmieniały sposób doświadczenia posiłku. To może być i magia, i psychologia jednocześnie, niekoniecznie albo-albo.


Odpowiedz
Wpisy: 489
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wróćmy może do konkretów, bo zaczynamy trochę wirować wokół teorii. Czy ktoś tutaj ma jakąś praktykę, coś co robi regularnie przy gotowaniu lub jedzeniu, co traktuje jako rytuał? Nie chodzi mi o przepis krok po kroku, ale o to, jak to wygląda w codzienności. Bo z moich obserwacji większość ludzi albo ma bardzo rozbudowane wyobrażenie o tym, jak to powinno wyglądać, albo nic nie robi, a pośrodku jest mało przykładów.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Filomena_G Ja mam konkretną praktykę, choć skromną. Przed przygotowaniem posiłku, który ma dla mnie jakieś znaczenie - nie codziennym obiadem, ale np. gdy gotuję na ważne spotkanie albo gdy ktoś bliski jest chory - to myte ręce traktuję jako rodzaj przejścia. Czyli myję je wolniej niż normalnie, z uwagą, i w tym czasie mówię do siebie co chcę osiągnąć tym gotowaniem. Wiem, że to prosta rzecz, ale zaczerpnęłam ją z opisu rytuałów kulinarnych w tradycji Yoruba, gdzie oczyszczenie ciała przed przygotowaniem jedzenia rytualnego jest absolutnym wymogiem. Skróciłam to i zsekularyzowałam, ale coś z tego zostało.


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Celestyna_B Oczyszczenie przed gotowaniem to naprawdę stały motyw w wielu tradycjach, co jest samo w sobie mówi coś ważnego. W islamie jest pojęcie tayyib - czyste, dobre, dozwolone - które odnosi się do jedzenia, ale w szerszym sensie też do stanu osoby je przygotowującej. W hinduizmie gotujący w świątyni musi przestrzegać zasad czystości rytualnej. Japońscy kucharze w tradycyjnych kuchniach zaczynają dzień od modlitwy przy ołtarzyku w kuchni. To nie jest przypadkowe, że ten motyw się powtarza - jest w tym jakaś intuicja, że cokolwiek jest w człowieku przechodzi w jedzenie.


Odpowiedz
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Celestyna_B Interesuje mnie to, co mówisz o "ważnym gotowaniu" versus codziennym. Czy nie jest tak, że właśnie ta selektywność jest najuczciwsza? Bo próba zamieniania każdego kotleta w rytuał brzmi wyczerpująco i trochę na siłę. Ale wybranie pewnych momentów, pewnych posiłków - to ma sens. Tylko jak ty sama decydujesz, że ten posiłek zasługuje na ten tryb, a tamten nie?


Odpowiedz
Wpisy: 589
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Podsłuchuję ten wątek od początku i muszę powiedzieć, że dotknęliście czegoś, co mnie samą długo zastanawiało - kwestia spożycia. Bo dużo mówimy o przygotowaniu, ale rytualny posiłek to też samo jedzenie. W tradycji buddyjskiej przy posiłkach monastycznych jest moment zwany paryapanna - contemplation of the food - gdzie przed jedzeniem mnisi rozważają pochodzenie jedzenia, pracę, która w nim jest, i swój własny stan. To nie jest modlitwa w zachodnim sensie, to jest coś bliższego wglądem. I mam wrażenie, że w europejskiej kulturze ta część zupełnie zanikła, nawet w tradycji chrześcijańskiej, gdzie zostało tylko pośpieszne "smacznego".


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Adeptka dotknęła czegoś ważnego z tym spożyciem. Jeśli rytuał to tylko gotowanie, a jedzenie jest już nieświadome i pośpieszne, to trochę jak odprawienie ceremonii zaślubin i wyjście przed złożeniem przysięgi. Sama pamiętam jak byłam w klasztorze benedyktyńskim na rekolekcjach i posiłki były w ciszy, z czytaniem na głos fragmentu tekstu - lectio podczas jedzenia. Wtedy to mi się wydawało dziwne i trochę nieswojskie, ale potem rozumiałam, że chodziło o to, żeby posiłek nie był tylko tankowaniem, ale żeby był w nim jakiś wymiar, który angażuje umysł, nie tylko żołądek.


Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Bogusia.2 To co opisuje Bogusia z klasztorem przypomina mi, że w wielu tradycjach cisza przy jedzeniu nie jest karą ani ascetyzmem - jest warunkiem dla innego rodzaju uważności. Nie mówię, że każdy posiłek ma być w ciszy, bo wspólne jedzenie z rozmową też ma swoją funkcję rytualno-społeczną. Ale te dwie rzeczy to dwa różne rytuały: jeden buduje więź między ludźmi przez mowę, drugi buduje coś wewnętrznego przez skupienie. I obydwa są wartościowe, tylko trzeba wiedzieć, który się odprawia.


Odpowiedz
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 489

@Hortensja_D To co napisała Hortensja o ciszy jako warunku uważności - mam z tym mieszane uczucia. Bo z jednej strony rozumiem, że rozmowa podczas jedzenia rozprasza i zabiera część uwagi od samego smaku, zapachu, tekstury. Ale z drugiej strony wspólny posiłek z rozmową to też jakaś forma rytuału, tyle że społecznego. Stół jako miejsce, gdzie się mówi, przekazuje informacje, buduje relacje. Japończycy mają na to nawet oddzielne pojęcie - shokuji no ba, czyli przestrzeń posiłku, która jest jednocześnie przestrzenią komunikacji. Więc czy to jest rytuał niższy niż milczące mnisie jedzenie, czy po prostu inny rytuał?


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Filomena_G Myślę, że nie ma tu hierarchii, ale jest różnica w tym, co jest centrum uwagi. Przy cichym jedzeniu centrum jest jedzenie i własne wnętrze. Przy rozmowie centrum jest relacja. Oba są pełnoprawnymi praktykami, po prostu służą czemuś innemu. Ale mam pytanie do ciebie - czy możliwe jest robienie obu naraz? Tzn. być uważną na smak i jednocześnie być w pełni obecną w rozmowie?


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja podejrzewam, że nie, i to nie jest kwestia złej woli ani braku treningu. Badania nad podzieloną uwagą dość jednoznacznie wskazują, że prawdziwa wielozadaniowość poznawcza nie istnieje - mózg przełącza się między zadaniami, a nie wykonuje je równolegle. Więc albo smakujesz, albo słuchasz. Choć może właśnie o to chodzi w pewnych tradycjach - że wspólny posiłek z rozmową to celowe wyjście z jednostkowej uważności ku czemuś zbiorowemu.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mamuna)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 362

@Olaf86 Ale to trochę burzy mi cały obraz, który budowałam w tej rozmowie. Bo wychodziło mi z tego, że rytuał przy jedzeniu to przede wszystkim świadoma uważność na sam akt jedzenia. A ty mówisz, że wspólna rozmowa przy stole też może być rytuałem? To wtedy każdy rodzinny obiad jest rytuałem? Serio pytam, bo chyba za dużo rzeczy wkładamy pod to słowo.


Odpowiedz
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Mamuna dotknęła czegoś, co mnie też uwiera w tej rozmowie. Bo jeśli wszystko jest rytuałem, to słowo przestaje cokolwiek znaczyć. Rytuał musi mieć jakiś próg - powtarzalność, intencję, formę. Rodzinny obiad może być rytuałem, ale nie jest nim automatycznie dlatego, że się odbywa. Staje się nim, gdy ma strukturę, która jest rozpoznawana i podtrzymywana przez uczestników. Inaczej to jest po prostu jedzenie razem.


Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Heniek59 Zgadzam się z tym progiem, ale zastanawiam się, kto go ustala. Bo może być tak, że dla jednej osoby przy tym stole ten posiłek jest rytuałem - ona go tak przeżywa, przynosi intencję, powtarza gestykulację, jest w tym świadoma - a dla reszty to jest po prostu wtorek i zupa pomidorowa. Czy wtedy rytuał zachodzi czy nie?


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest bardzo stare pytanie w religioznawstwie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Są szkoły myślenia, które powiedzą, że rytuał jest intersubiektywny - bez wspólnej intencji grupy to tylko indywidualna praktyka, nie rytuał w pełnym sensie. Inni powiedzą, że intencja jednej osoby wystarczy, jeśli odwołuje się do czegoś transcendentnego. W tradycji Lubawiczu jest nawet koncepcja, że cadyk może podnosić iskry świętości za całą wspólnotę, nawet jeśli inni o tym nie wiedzą. Więc nieświadoma wspólnota też może uczestniczyć w rytuale - tylko z zewnątrz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Gerwazy64 To z iskrami Lubawiczu jest bardzo ciekawe właśnie w kontekście gotowania. Bo jest cała kabalistyczna koncepcja nitzotzot - iskier świętości uwięzionych w materialnym świecie, które można wyzwolić przez świadome działanie. I gotowanie jako akt wydobywania iskier z surowców brzmi poważnie, nie metaforycznie. Nie wiem, czy ktoś jeszcze to tutaj zna, ale to zupełnie zmienia to, co robimy w kuchni, jeśli się przyjąć ten punkt widzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

To z iskrami mnie zatrzymało. Czyli każda marchewka ma w sobie iskrę, którą można wyzwolić przez sposób, w jaki ją kroję i gotuję? Jak to wygląda w praktyce - czy są konkretne wskazówki tradycji, co robić, żeby to aktywować, czy chodzi o samą intencję? Bo to jest właśnie ten punkt, do którego wracam - co odróżnia świadome gotowanie od magicznego myślenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@obserwatorka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 693

@Hortensja_D pyta dokładnie o to, co mnie też nurtuje, ale chcę to rozszerzyć. Bo jeśli kabała mówi o wydobywaniu iskier przez świadome działanie, a jednocześnie np. tradycja zen mówi o byciu całkowicie obecnym przy obieraniu ziemniaków bez żadnego celu poza samym obieraniem - to są to dwa zupełnie różne uzasadnienia dla podobnego gestu. Jedno celowe, drugie bez-celowe. Który model jest bliższy rytuałowi, a który medytacji?


Odpowiedz
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 489

@Obserwatorka To jest świetne rozróżnienie. Rytuał zwykle ma kierunek - ku czemuś, dla kogoś, w jakimś celu. Medytacja przy gotowaniu w sensie zen jest bardziej bez-kierunkowa, chodzi o jakość obecności, nie o wynik. Choć... nie wiem, może to fałszywa dychotomia. Może jedno może być drugim jednocześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Czytam tę wymianę o kabale i zen i myślę sobie, że w praktyce domowej te rozróżnienia się zatarły u wielu osób. Znam kogoś, kto gotuje całkowicie bez żadnej tradycji formalnej, ale ma swój własny system - np. nigdy nie gotuje w pośpiechu, zawsze zaczyna od podziękowania za składniki, wyobraża sobie osobę, dla której gotuje, kiedy dodaje przyprawy. Czy to jest rytuał? Bo nie ma nazwy ani szkoły za sobą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mamuna)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 362

@Lawendowa Mnie to akurat brzmi jak rytuał, nawet bardziej niż jakieś odtwarzanie cudzych form. Bo ta osoba sama to zbudowała i nadaje temu znaczenie. Chyba że znowu wpadamy w pułapkę, o której mówił Heniek - że jak wszystko jest rytuałem, to nic nie jest.


Odpowiedz
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Lawendowa Nie cofam tego, co mówiłem wcześniej, ale myślę że tu jest niuans. To co opisała Lawendowa ma powtarzalność, intencję i formę - trzy rzeczy, które wymieniłem jako próg. Brak formalnej tradycji za sobą nie dyskwalifikuje. Ale jest jeszcze czwarty element, o którym zapomniałem wspomnieć - trwałość. Czy ta osoba robi to samo od lat, czy wymyśliła to ostatnio? Bo rytuał buduje swoją wagę przez czas.


Odpowiedz
Wpisy: 589
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co z rytuałami, które mają bardzo długą historię, ale dana osoba robi je pierwszy raz? Np. ktoś po raz pierwszy przygotowuje wigilijną kolację dla własnej rodziny, przejmując to od matki. Technicznie jest nowy w tej roli, ale rytuał ma za sobą pokolenia. Czy ten czas liczy się dla niej, nawet jeśli ona sama jest w tym zupełnie nowa?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Adeptka Myślę, że jak najbardziej liczy się, i to jest właśnie jeden z mechanizmów, dla których rytuały przy jedzeniu są tak żywe. Przejęcie formy od kogoś bliskiego to jest też przejęcie relacji z tym rytuałem. Pamiętam jak pierwszy raz sama robiłam pierogi wigilijne według przepisu babci - ona już nie żyła, ale miałam jej notatnik i jej miskę. To było coś innego niż robienie pierogów w zwykły dzień, i nie chodziło o samą technikę gotowania.


Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Bogusia.2 To co mówi Bogusia o misce babci to jest coś, o czym rzadko się mówi wprost - materialność rytuału. Że przedmioty mają w tym udział. Nie jako magia talizmanu, ale jako nośniki pamięci i ciągłości. Czy ktoś świadomie korzysta z konkretnych przedmiotów kuchennych w swoich praktykach? Mam na myśli coś więcej niż tylko estetykę.


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Celestyna_B W wielu tradycjach naczynia rytualne są wyraźnie oddzielone od codziennych i mają własną historię. W judaizmie naczynia paschalne są chowane przez cały rok i wyjmowane tylko na Pesach - to jest fizyczny znak granicy między czasem rytualnym a zwykłym. Podobnie w tradycji japońskiej - naczynia do ceremonii herbaty są traktowane jak obiekty ze swoją własną biografią, a ich wady i ślady użytkowania są częścią ich wartości, nie defektem.


Odpowiedz
Wpisy: 351
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

To z japońskimi naczyniami i ich wadami przypomina mi kintsugi - naprawianie pękniętej ceramiki złotem zamiast ukrywania śladów. I to jest właśnie coś, co mnie w tym wszystkim mocno trzyma - ta filozofia, że ślad czasu i użycia dodaje wartości, nie ujmuje. Czy można to przełożyć na sam rytuał gotowania? Że powtarzanie z roku na rok, nawet jeśli coś się zmienia, dodaje, a nie psuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Olaf86 Bardzo mi to pasuje do tego, o czym myślę od początku tego wątku. Że rytuał nie musi być perfekcyjny ani identyczny za każdym razem, żeby był prawdziwy. Kintsugi to piękny obraz na to, że historia praktyki - ze wszystkimi przerwami, zmianami, niedoskonałościami - jest właśnie tym, co ją uwiarygodnia. A nie odtwarzanie formy bez historii.


Odpowiedz
Wpisy: 589
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To z kintsugi i niedoskonałością rytuału mnie zatrzymało. Bo ja od jakiegoś czasu mam w kuchni kubek po babci, który jest pęknięty - nie prosto, ale taką pajęczyną przez całe dno. Nie wyrzuciłam, bo nie mogłam. I okazuje się, że piję z niego zawsze wtedy, kiedy zaczynam coś nowego. Nie zaplanowałam tego, po prostu tak wyszło. Czy to jest rytuał? Czy ja go sobie retroaktywnie wymyśliłam, nadając mu sens?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Adeptka To pytanie o retroaktywne nadawanie sensu jest dla mnie jednym z ważniejszych w tej rozmowie. Bo może właśnie tak działają rytuały osobiste - nie zakłada się ich z góry jak formalnych ceremonii, tylko odkrywa się, że coś się powtarza i że ma znaczenie. Babcin kubek z pajęczyną to brzmi bardziej jak rytuał niż połowa rzeczy, które ludzie robią świadomie "rytualnie".


Odpowiedz
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Celestyna_B Ale jest w tym pewna pułapka. Jeśli pozwalamy, żeby rytuał konstytuował się przez samo powtarzanie i odkryty sens, to gdzie jest granica między rytuałem a nawykiem z przywiązaniem emocjonalnym? Bo ja mam kubek, z którego pije kawę od lat i który mi się kojarzy z ojcem. Ale nie powiedziałbym, że mam rytuał picia kawy. To jest po prostu nawyk obudowany wspomnieniem.


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Heniek59 Ale u mnie nie chodzi o codzienne picie z tego kubka - właśnie nie, on stoi zazwyczaj z tyłu. Wyjmuję go tylko przy pewnych okazjach. Może ta selektywność jest tym progiem, o którym mówiłeś wcześniej?


Odpowiedz
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 489

@Heniek59 To z Grimesem jest ciekawe, bo on był też krytykiem tzw. "ritual inflation" - właśnie tego, o czym Heniek mówił wcześniej. Że kiedy wszystko jest rytuałem, to pojęcie się rozmywa. Ale jednocześnie Grimes sam pisał, że kuchnia jest przestrzenią potencjalnie rytualną - szczególnie kiedy ma się w niej konkretny wzorzec wchodzenia, przygotowywania, kończenia.


Odpowiedz
Wpisy: 362
(@mamuna)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej wymiany i mam wrażenie, że selektywność to jest klucz. Nawyk to jest coś, co robisz automatycznie. Rytuał to jest coś, co wybierasz, nawet jeśli nie zawsze potrafisz powiedzieć dlaczego. Albo zwłaszcza wtedy.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Jest na to termin w antropologii - Victor Turner opisywał rytuały jako "liminal experiences", czyli doświadczenia progowe, które zawieszają zwykły porządek. Kubek wyjmowany przy nowych początkach pasuje do tego opisu - jest to markowanie przejścia. I co ciekawe, Turner pisał, że liminalność jest właśnie tym momentem, w którym stara struktura przestaje obowiązywać, a nowa jeszcze nie nastąpiła. Posiłek przygotowywany z intencją może pełnić dokładnie tę funkcję.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@obserwatorka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 693

@Gerwazy64 A jak Turner rozumiał te rytuały wspólnotowe vs. indywidualne? Bo ta "liminalność" przy gotowaniu dla siebie to brzmi inaczej niż np. przygotowywanie posiłku dla grupy, gdzie wszyscy wchodzą razem w to zawieszenie. Czy solo rytuał kuchenny może być liminalny w tym sensie?


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Obserwatorka Turner skupiał się głównie na rytuale wspólnotowym, ale jego uczniowie - m.in. Ronald Grimes - rozwijali to w stronę rytuałów prywatnych i codziennych. Grimes mówił wręcz o "ritualizing" jako procesie, który może być bardzo jednostkowy. Więc tak, gotowanie samemu może być liminalne, jeśli ma tę strukturę progu. Chociaż Grimes też był sceptyczny wobec zbyt łatwego nazywania wszystkiego rytuałem.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Zastanawiam się, czy rozmowa nie przesuwa się za bardzo w stronę teorii, bo właściwie to jest dla mnie sprawa bardzo praktyczna. Mam swój sposób na to, jak zaczynam gotowanie - zawsze otwieram okno, zawsze zaczynam od herbaty dla siebie, i dopiero potem dotykam składników. I przez lata myślałam, że to jest po prostu przyzwyczajenie. Ale czytając to wszystko, zastanawiam się, czy nie jest to jednak coś więcej, bo mam wyraźne poczucie dyskomfortu, kiedy coś mi to przerwie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 684

@Lawendowa właśnie powiedziała coś bardzo konkretnego - ten dyskomfort przy przerwaniu. Dla mnie to jest jeden z sygnałów, że coś przestało być nawykiem i stało się czymś więcej. Nawyk przerwany irytuje. Rytuał przerwany zostawia coś niedokończonego, jakiś ładunek wiszący w powietrzu. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z gotowaniem - że przerwa w środku czegoś naprawdę robiła różnicę nie logistyczną, tylko energetyczną?


Odpowiedz
Wpisy: 757
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja miałam i to całkiem niedawno. Gotowałam coś na ważną okazję i w połowie zadzwonił telefon - byłam przy mieszaniu, w środku jakiegoś ciągłego ruchu, który mam od lat. I kiedy wróciłam do garnka, czułam, że coś się urwało. Nie jedzenie, bo technicznie było ok. Ale ja sama byłam wytrącona i potrawa smakowała mi jakby... płasko. Nie wiem, czy to sugestia, czy coś realnego, ale ten smak pamiętam.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Bogusia.2 To bardzo ciekawe, bo istnieje badanie (chyba z Harvard Business School, ale nie ręczę za szczegóły) pokazujące, że ludzie oceniają smak jedzenia jako lepszy, gdy sami je przygotowali według określonej sekwencji - nawet jeśli ta sekwencja była losowa i im narzucona. Efekt "IKEA" rozszerzony na gotowanie. Więc to płaskie poczucie po telefonie mogło mieć realne przełożenie na odbiór smaku, nie tylko nastrój.


Odpowiedz
(@mamuna)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 362

@Olaf86 Poczekaj, to znaczy, że wystarczy mieć jakikolwiek rytuał przed jedzeniem i jedzenie smakuje lepiej? Nawet wymyślony od zera? To brzmi jakby mózg sam siebie oszukiwał.


Odpowiedz
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Mamuna Właśnie tak to działa, i nie wiem, czy "oszukiwał" to dobre słowo. Może raczej "interpretuje". Kontekst i sekwencja naprawdę zmieniają percepcję sensoryczną - to nie jest placebo w złym sensie, to jest po prostu działanie systemu nerwowego. Rytuał przed posiłkiem aktywuje pewien tryb uwagi i oczekiwania. Pytanie, czy to wystarczy, żeby powiedzieć, że rytuał "działa".


Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Olaf86 Ale czy jakość uwagi to nie jest właśnie to, o czym mówił Olaf z tym badaniem Harvardowskim? Że sekwencja poprawia percepcję, bo wymusza uwagę. Więc można by powiedzieć, że każdy rytuał jest po prostu techniką na wymuszenie uwagi na własnych zmysłach - i nie potrzeba żadnej teologii, żeby to działało. Tylko ja mam z tym pewien problem, bo coś mi mówi, że to nie wyczerpuje tematu.


Odpowiedz
(@olaf86)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 351

@Celestyna_B Właśnie, i to jest moje pytanie do siebie od kiedy wrzuciłem tamten temat z Harvardem. Badanie pokazuje mechanizm, ale nie pokazuje wszystkiego. Możesz mieć idealną sekwencję, pełną uwagę, lepszy smak - i nadal czuć, że czegoś brakuje. I tu chyba wchodzi to, o czym mówi Heniek - jakość uwagi to nie to samo co głębia uwagi. Można być uważnym technicznie i nieobecnym w głębszym sensie.


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest właściwie pytanie o to, co rytuał ma osiągać. Jeśli celem jest lepsza obecność przy jedzeniu i pełniejszy smak - to tak, sekwencja wystarczy. Jeśli celem jest coś transcendentnego, wejście w relację z czymś poza sobą - to sama sekwencja behawioralna może nie wystarczyć. I tu wracamy do intencji, tylko z innego końca.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Heniek59 Ale czy te dwa cele muszą się wykluczać? Mogę mieć sekwencję, która jednocześnie poprawia mi percepcję smaku i jest dla mnie przejściem w jakiś inny rodzaj obecności. Jedno nie wyklucza drugiego. Chyba że ktoś uważa, że transcendencja i neurologia są wzajemnie wykluczające się kategorie wyjaśniające.


Odpowiedz
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 489

@Celestyna_B Właśnie, i tu wraca pytanie o gotowanie jako rytuał w sensie pełnym - bo wszystkie te warstwy mogą być naraz. Ta osoba, którą opisywała Lawendowa - otwieranie okna, herbata, spokojny start - może to być jednocześnie regulacja własnego układu nerwowego, wprowadzenie w stan uważności i coś, co ona sama odczuwa jako wejście w kontakt z czymś większym. Dlaczego mielibyśmy z tych trzech wybrać tylko jedno jako "prawdziwe" wyjaśnienie?


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Cieszę się, że moje okno i herbata uruchomiły taki wątek 🙂 Ale serio - właśnie dlatego nigdy nie szukałam dla tego jakiejś etykietki. Działa, jest moje, mam z tym dobrą relację. Czy to jest rytuał, nawyk czy regulacja nerwowa - nie zmienia tego, co czuję, kiedy zaczynam gotować w ten sposób.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Lawendowa powiedziała dokładnie to, co chciałam powiedzieć, tylko krócej i lepiej. Może właśnie na tym polega coś wartościowego w tych rozmowach - że można dać sobie nazwy na rzeczy, które robimy intuicyjnie, ale nie trzeba. Mój kubek z pajęczyną nie stanie się mniej mój, jeśli Turner by powiedział, że to liminalność, ani jeśli neurolog powie, że to efekt kontekstu.


Odpowiedz
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Adeptka Wracając do tego, co Adeptka napisała na końcu - że nie trzeba mieć nazwy na rzeczy, które robiją robotę. Zgadzam się, ale mam z tym pewien kłopot. Bo kiedy nie masz nazwy, to trudniej przekazać coś dalej, trudniej zaprosić kogoś innego do podobnej praktyki. Tradycje, które przetrwały - buddyjska, taoistyczna, nawet chrześcijańska - miały dość precyzyjny język na opisywanie tego, co się dzieje przy jedzeniu. Mnisi zen mają na przykład cały protokół wokół jedzenia, który nazywa się oryoki - i on nie jest mglisty, jest bardzo konkretny, każdy ruch ma swoje miejsce i znaczenie. Nie twierdzę, że wszyscy potrzebujemy takiej precyzji, ale zastanawiam się, czy rezygnacja z nazw to zawsze wolność, czy czasem po prostu izolacja.


Odpowiedz
(@filomena_g)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 489

@Heniek59 Ale to oryoki jest właśnie przykładem rytuału, który NIE jest indywidualnie odkrywany - on jest przekazany, wyuczony, ma konkretne źródło. To trochę inne niż to, o czym mówimy tu, gdzie większość ludzi doszła do swoich praktyk samodzielnie. Pytanie, czy te dwa typy w ogóle da się porównywać?


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

To jest ciekawe napięcie. Oryoki pochodzi ze środowiska klasztornego, gdzie cały kontekst jest już niosący znaczenie - wspólnota, mistrz, dziesiątki lat tradycji. Kiedy ktoś wyjmuje kubek na nowy początek we własnej kuchni, ten kontekst buduje sam. Nie wiem, czy jedno jest "lepsze", ale są strukturalnie bardzo różne. Jedno pytanie mnie tu nurtuje - czy samodzielnie budowany rytuał może kiedyś nabrać tej samej wagi co przekazany? Czy brakuje mu czegoś, co daje ciągłość pokoleniowa?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@celestyna_b)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 591

@Gerwazy64 Chciałam zapytać właśnie o to. Mam wrażenie, że w tradycjach rdzennych - na przykład w wielu kulturach Ameryki Południowej - nawet bardzo osobiste rytuały żywnościowe mają zakorzenienie w czymś wspólnym, jakimś kosmologicznym rozumieniu, skąd pochodzi jedzenie i czemu służy. I tu jest pytanie, czy to zakorzenienie jest potrzebne, żeby rytuał był pełny, czy da się to zastąpić własną świadomością intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Przepraszam, że trochę sprowadzę to na ziemię, ale właśnie pomyślałam o czymś praktycznym. Moja babcia miała zwyczaj - zawsze, zanim zagniótła ciasto, przecierała ręce suchą mąką i stała przez chwilę bez ruchu. Nikt jej tego nie uczył, ona sama nie umiała tego nazwać, ale robiła to zawsze. I teraz ja to robię. Czy to jest przekazanie tradycji? Czy to jest rytuał z ciągłością pokoleniową? Bo jeśli tak, to może nie potrzeba żadnego klasztoru.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bogusia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 757

@Lawendowa O, to jest coś. Bo ten gest twojej babci - zatrzymanie się, mąka na rękach - brzmi jak bardzo konkretne wejście w inny tryb. I ty to przejęłaś, nawet jeśli nigdy nie było rozmowy "teraz ci przekazuję ten rytuał". Może właśnie tak to działa najczęściej w kuchni - przez obserwację i powtórzenie, bez żadnej ceremonii przekazania.


Odpowiedz
(@mamuna)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 362

@Lawendowa Ale poczekajcie - skoro babcia Lawendowej robiła to bez uczenia i bez nazwy, a Lawendowa to przejęła, to skąd w ogóle się wzięło? Nie wiem, może jestem naiwna, ale zastanawiam się, czy takie gesty nie mają jakiegoś praźródła, które po prostu się zgubiło po drodze. Że kiedyś było to częścią czegoś większego i zostało okrojone do gestu.


Odpowiedz
(@lawendowa)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 278

@Mamuna Wiesz, nie wiem. Nigdy nie pytałam babci, dlaczego to robi. Teraz żałuję. Może po prostu czuła, że trzeba się zatrzymać. Może było coś o mące jako o czymś żywym, bo to ziarno przecież. W niektórych kulturach słowiańskich ziarno było bardzo poważną sprawą, były z nim związane całe rytuały plonów. Ale nie chcę przekombinowywać - może babcia po prostu miała zimne ręce.


Odpowiedz
Wpisy: 684
Rozpoczynający temat
(@hortensja_d)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ten wątek z babcią Lawendowej jest dla mnie bardzo bliski, bo właśnie o takich rzeczach myślałam, kiedy zakładałam ten temat. Czy to, co robimy w kuchni instynktownie, nie jest często śladem czegoś bardzo starego, tylko już bez kontekstu? Czytałam kiedyś o tzw. domestic religion w starożytnym Rzymie - Lary i Penaty to były bóstwa domowego ogniska i spiżarni, i były karmione przy każdym posiłku. Nie w świątyni, tylko w kuchni. To było codzienne, małe, zupełnie nieefektowne. I właśnie zastanawiam się, czy te nasze dzisiejsze gesty nie są jakimś echem czegoś takiego, co po prostu nie ma już swojej teologii.


Odpowiedz
Wpisy: 693
(@obserwatorka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Te Penaty to ciekawy trop, bo one były naprawdę związane z konkretnymi przestrzeniami w domu, nie z abstrakcyjnym sacrum. Ale mam pytanie - czy uważasz, że żeby gest był rytuałem w pełnym sensie, musi mieć jakieś odwołanie do czegoś poza człowiekiem? Czy może być czysto immanentny, bez żadnego zewnętrznego adresata?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 589

@Obserwatorka Dokładnie to mnie zastanawia w tym, co Obserwatorka pyta. Bo mam wrażenie, że spora część tego, o czym tu rozmawiamy, to rytuały bez adresata - nie modlimy się do kogoś, nie składamy ofiary, po prostu zatrzymujemy się i robimy coś z uwagą. Czy to w ogóle jest rytuał w sensie antropologicznym, czy to po prostu uważność ze scenografią?


Odpowiedz
(@gerwazy64)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 597

@Adeptka To jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Catherine Bell, która pisała o teorii rytuału, celowo unikała definiowania rytuału przez cel czy odbiorcę - dla niej rytuał był przede wszystkim sposobem działania, nie treścią. Więc zatrzymanie się z uwagą, nawet bez adresata, mogłoby być rytualizacją w jej rozumieniu. Ale Mircea Eliade pewnie by powiedział, że bez odniesienia do sacrum mamy tylko estetykę, nie rytuał. I tu właśnie się zatrzymuję, bo nie wiem, kto ma rację.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: