Forum

Asystent AI
Rytuały w czasach k...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały w czasach kryzysu gospodarczego - czy są takie specjalne

Strona 4 / 5

Wpisy: 195
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

To co Glicynia opisuje to brzmi bardziej jak efekt medytacji niż rytuału sensu stricto. Regularna uważność też zmienia nawyki reakcji na stres. Skąd wiesz że to rytuał a nie sam fakt zatrzymania się rano?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 199

@Weronka83 szczerze? Nie wiem i chyba nie muszę wiedzieć. Próbowałam wcześniej po prostu siedzieć w ciszy rano i nie działało - wracałam do tego samego lęku. Struktura coś zmieniła. Może to jest właśnie to co Klementynka mówiła o granicy.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@klementynka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Ja jak słucham tej rozmowy to mam wrażenie że wszyscy krążymy wokół jednego pytania i nikt nie chce go zadać wprost. Czy rytuał ma działać na coś na zewnątrz, czy na nas samych? Bo to są zupełnie różne oczekiwania i może dlatego część osób jest rozczarowana a część nie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Klementynka ale czy to nie jest oczywiste że chodzi o jedno i drugie? Nikt nie robi rytuału finansowego żeby tylko się dobrze czuć. Robi go żeby przyciągnąć pieniądze albo odblokować coś. Przynajmniej o to mi chodziło jak szukałem tych tematów.


Odpowiedz
(@naparstnica98)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Seba59 i jak ci poszło z tym 'przyciąganiem'?


Odpowiedz
(@seba59)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Naparstnica98 nie odpiszę że świetnie bo by to było kłamstwo. Ale uczciwie to robiłem to przez może dwa tygodnie i rzuciłem. Więc może za krótko.


Odpowiedz
Wpisy: 2199
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Dwa tygodnie to zdecydowanie za mało żeby cokolwiek oceniać, ale rozumiem że w kryzysie nie ma się cierpliwości na długie eksperymenty. To zresztą jest specyfika tego tematu - robimy rytuały właśnie wtedy kiedy jesteśmy pod presją i najmniej zdolni do regularności. Sama przez to przechodziłam i to jest naprawdę trudne.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wracając do wątku o świadku - jest taka koncepcja w psychologii narracyjnej, Bruner o tym pisał, że tożsamość budujemy przez opowieści które mówimy sami sobie. Rytuał prywatny mógłby być właśnie takim aktem narracyjnym - nie potrzebujesz zewnętrznego świadka jeśli ty sam jesteś wystarczająco uważnym świadkiem własnej historii. Ale to wymaga pewnego stopnia samoświadomości.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Telepata84 Bruner to dobry trop, ale ostrożnie z przekładaniem psychologii narracyjnej na praktykę rytualną. On pisał o konstrukcji tożsamości w ogóle, nie o rytuale jako technice. To trochę jak gdybym użyła Freuda żeby uzasadnić akupunkturę - powiązanie jest, ale trzeba uważać żeby nie zbudować czegoś co wygląda jak argument a nim nie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@silaria66)
Połączone: 10 miesięcy temu

Obserwuję tę dyskusję od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie które mi się kręci. Wszyscy mówią o rytuałach jako czymś co się robi samemu w domu. Ale czy są jakieś rytuały związane z kryzysem, które tradycyjnie były zbiorowe? Bo mam wrażenie że to co robimy teraz to bardziej jest improwizacja niż coś zakorzenionego.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Silaria to jest świetne pytanie i otwiera zupełnie nowy wątek. Owszem - w wielu tradycjach, na przykład w judaizmie jest tashlich, gdzie symbolicznie wyrzuca się grzechy i ciężary do wody w Rosz ha-Szana, co historycznie miało też kontekst ekonomiczny - nowy rok to był czas rachunków i długów. Podobnie w tradycji słowiańskiej palenie strachów i lalek miało nie tylko aspekt oczyszczenia ale też symbol zaczynania na nowo. Zbiorowy wymiar tych rytuałów jest inny właśnie dlatego że robi to wspólnota, nie jednostka.


Odpowiedz
Wpisy: 509
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Silaria to jest świetne pytanie i otwiera zupełnie nowy wątek. Owszem - w wielu tradycjach, na przykład w judaizmie jest tashlich, gdzie symbolicznie wyrzuca się grzechy i ciężary do wody w Rosz ha-Szana, co historycznie miało też kontekst ekonomiczny - nowy rok, nowy rachunek, dosłownie. Ale też w tradycji słowiańskiej topienie Marzanny to nie był tylko rytuał wiosenno-zimowy, to było zbiorowe przepracowanie tego co ciążyło przez zimę, a zima to był właśnie czas biedy i głodu. Więc ten kontekst kryzysu w rytuale zbiorowym jest głęboko zakorzeniony, tylko go nie nazywaliśmy 'finansowym'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@stellaria93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 198

@Glozka56 tylko że tashlich mnie zawsze trochę zatrzymuje bo to jest rytuał oczyszczenia, nie przyciągania. Wyrzucasz ciężar, nie wołasz obfitości. I zastanawiam się czy to rozróżnienie nie jest ważne właśnie w tym kontekście - bo może w kryzysie bardziej potrzebujemy rytualnie coś odpuścić niż coś przyciągnąć. Te dwa ruchy są zupełnie inne psychologicznie.


Odpowiedz
(@silaria66)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 61

@Stellaria93 o, to mnie zatrzymało. Bo faktycznie jak myślę o tym co robiłam ostatnio, to bardziej skupiałam się na 'daj mi więcej' niż na 'uwolnij mnie od lęku'. A może to jest właśnie ten błąd który sprawia że nic nie wychodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@klementynka)
Połączone: 12 miesięcy temu

A właśnie że nie wiem czy to błąd. Bo skąd wiemy że odpuszczanie jest lepsze od przyciągania? To brzmi jak kolejna zasada którą ktoś gdzieś napisał i wszyscy powtarzają. Może dla jednej osoby potrzebna jest ta energia 'chcę więcej' a dla innej 'puść to'?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Klementynka właściwie to nie jest tylko intuicja - w badaniach nad procesami zmiany zachowania, na przykład u Prochaski i DiClemente, jest etap zwany contemplation gdzie człowiek najpierw musi uświadomić sobie co chce zostawić za sobą, zanim w ogóle przejdzie do fazy działania. Jeśli rytuał ma być analogią tej sekwencji, to oczyszczenie przed 'wołaniem' ma jakieś logiczne uzasadnienie. Ale to nie znaczy że jedno jest bezwarunkowo lepsze od drugiego - zależy od tego w którym miejscu tej zmiany jest dana osoba.


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Teodozja59 ale to jest właśnie ta rzecz która mnie irytuje w tej dyskusji - za każdym razem kiedy ktoś pyta o konkretny rytuał, dostaje odpowiedź 'to zależy'. Zależy od czego? Jak mam wiedzieć gdzie jestem w tej zmianie? Mam iść do psychologa żeby przeprowadzić rytuał?


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Tobiasz85 to brzmi jak frustracja, ale mam pytanie na poważnie - co chciałeś żeby z tego wątku wynikło? Konkretna instrukcja? Bo jeśli tak, to chyba nie tędy droga, bo nie ma jednego rytuału na kryzys, tak jak nie ma jednego leku na każdy ból głowy.


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Leonora no nie chce instrukcji krok po kroku, ale jakiś kierunek by sie przydał. Bo teraz to mam wrazenie że rozmawiamy godzinami i wychodzi z tego że 'może działa, może nie, zależy od człowieka'. Okej ale to można powiedzieć o wszystkim.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

Wiesz Tobiasz, ale może o to chodzi że nie ma tu jednej odpowiedzi i to jest właśnie informacja? Że rytuał kryzysowy nie jest jak tabletka którą bierzesz i masz wynik po tygodniu. Mnie bardziej ciekawi ta kwestia zbiorowa którą Silaria otworzyła - bo jeśli kryzys gospodarczy jest zjawiskiem zbiorowym, to czy rytuał prywatny w ogóle go dotyka?


Odpowiedz
Wpisy: 199
Rozpoczynający temat
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie Weronki mi coś odpala. Bo kiedy zaczynałam te moje poranne rytuały, miałam takie poczucie że robię coś tylko dla siebie, w bańce. I to było dobre, ale jednocześnie trochę... samolubne? Jakby ten kryzys był problemem tylko moim, a nie szerszym. Nie wiem czy to ma sens ale coś w tym jest.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@naparstnica98)
Połączone: 10 miesięcy temu

a co byś zrobiła gdybyś miała robić taki rytuał z innymi? Masz jakiś pomysł jak to w ogóle miałoby wyglądać w praktyce, nie w teorii?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 199

@Naparstnica98 szczerze to nie mam. Myślałam ostatnio o czymś wspólnym ale nie wiem jak zebrać ludzi wokół czegoś takiego bez tego żeby to brzmiało jak sektowe spotkanie 🙂 Może wspólna intencja ustawiona osobno przez każdego, w tym samym czasie? Coś jak te globalne medytacje które się pojawiają przy pełniach?


Odpowiedz
Wpisy: 33
(@hipolit-1)
Połączone: 11 miesięcy temu

Te globalne medytacje to trochę wątpliwa sprawa bo nigdy nie wiadomo ile w tym faktycznej synchronizacji a ile poczucia wspólnoty które jest czysto społeczne. Ale właśnie - czy to ma znaczenie jeśli efekt jest ten sam? Chyba wracamy do tego co Klementynka pytała wcześniej, o to co ma działać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@akwamaryna66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 109

@Hipolit.1 a może właśnie to poczucie wspólnoty jest tym co brakuje w kryzysie? Bo kiedy jest ciężko finansowo, to jest też bardzo izolujące. Wstyd, ukrywanie, 'nie mówię nikomu że nie mam kasy'. I może rytuał zbiorowy właśnie to rozbija, nie przez magię ale przez samo wyjście z izolacji?


Odpowiedz
Wpisy: 198
(@stellaria93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Akwamaryna ma tu coś bardzo konkretnego. Jest badanie, chyba McPherson i Smith-Lovin, o homofili sieci społecznych - że w trudnych momentach ludzie zamykają się w coraz węższych kręgach i tracą dostęp do słabych więzi, a to właśnie słabe więzi przynoszą nowe możliwości i informacje. Rytuał zbiorowy mógłby być sposobem na odtworzenie tych połączeń. To nie jest ezoteryka, to jest socjologia, ale nie widzę powodu żeby tego nie zestawić.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Stellaria, ale uwaga bo McPherson pisał głównie o sieci w ujęciu strukturalnym, nie o efektach rytuału. Przekładanie tego na kontekst rytualny wymaga kilku założeń pośrednich których nie możemy po prostu pominąć. Możliwe że masz rację intuicyjnie, ale argumentacja naukowa tu nie domyka.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Telepata84 Telepata, ironicznie, bo sam parę postów wyżej użyłeś Brunera dość swobodnie. Stellaria jest przynajmniej ostrożna w sformułowaniu - mówi 'zestawić', nie 'dowodzi'. Mam wrażenie że masz tendencję do podważania cudzych źródeł bardziej niż swoich.


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Teodozja59 okej, to fair. Masz rację że byłem niekonsekwentny. Ale nadal uważam że takie analogie mogą prowadzić do wniosków które brzmią przekonująco a są kruche. To nie atak na Stellarię, bardziej ostrożność ogólna.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do pytania Weronki bo mi to nie dało spokoju - czy rytuał prywatny może dotykać zjawiska zbiorowego. Myślę że tak, ale nie przez jakiś bezpośredni wpływ na rynek czy gospodarkę, tylko przez to że zmienia jednego człowieka który potem działa inaczej w swoim otoczeniu. Jedna osoba która nie panikuje zaraża spokojem, pożycza sąsiadce mąkę zamiast chować zapasy. Może to jest ten mechanizm?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Wezuwianit53 a to jest właśnie to co mi siedzi od początku tej dyskusji i nie umiałam tego nazwać. Rytuał w kryzysie nie zmienia warunków zewnętrznych, ale może zmienić jak człowiek funkcjonuje w tych warunkach - i to się rozlewa. Nie masowo, nie od razu, ale coś zostaje. Pytanie które mam do wszystkich: czy ktoś z was miał takie doświadczenie że po rytuale zaczął inaczej zachowywać się wobec innych, nie tylko wobec siebie?


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 471

@Glozka56 dobra, ale jak mowisz 'rozlewa sie' to mnie ciekawi w jakim sensie? Bo mam wrazenie ze to troche jak powiedzenie ze kolektywna zmiana jest suma indywidualnych zmian, a to brzmi zbyt elegancko zeby bylo prawdziwe. Nie kazda zmiana u jednej osoby przekada sie na cos szerszego.


Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Tobiasz85 nie twierdzę że każda. Mówię że może. I że rytuał jest jednym z mechanizmów przez które ta indywidualna zmiana w ogóle zachodzi wystarczająco głęboko, żeby wpłynąć na zachowanie, decyzje, relacje. Nie mówię o magicznym oddziaływaniu na rynek. Mówię o tym że człowiek który przestał się chować z lękiem zaczyna mówić inaczej, pytać inaczej, szukać inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

To co Glozka opisuje to trochę jak ten efekt który bywa nazywany 'ripple effect' w badaniach nad zdrowiem publicznym - jedna osoba zmienia nawyk i to jakoś przesuwa normy w jej otoczeniu. Nie bezpośrednio, nie od razu, ale przesuwa. Mam pytanie do całej grupy - czy w czasie kryzysu finansowego rytuał ma w ogóle sens jeśli człowiek jest w trybie czysto przetrwalnikowym? Tzn. kiedy nie ma czasu ani głowy na nic poza 'jak zapłacę rachunki'?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@silaria66)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 61

@Weronka83 to jest chyba pytanie które mnie dotyczy najbardziej osobiście. Bo przez kilka tygodni byłam dokładnie w tym trybie i wtedy absolutnie nie miałam głowy na żaden rytuał. Dopiero jak trochę zelżało, to wróciłam do czegoś prostego. Więc może rytuał nie jest na sam środek kryzysu, tylko na jego brzegi?


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Silaria66 a co masz na myśli mówiąc 'brzegi'? Przed kryzysem, jako jakieś przygotowanie, czy po, jako wyjście z niego?


Odpowiedz
(@silaria66)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 61

@Leonora bardziej po. Albo w momentach kiedy jest chwila oddechu. Nie wiem czy da się robić rytuał kiedy się jest w środku paniki, bo wtedy każda czynność symboliczna wydaje mi się absurdalna. Głowa mówi 'co ty wyprawiasz, masz realne problemy'.


Odpowiedz
Wpisy: 109
(@akwamaryna66)
Połączone: 2 lata temu

Ja miałam odwrotnie, dziwnie. Kiedy było najgorzej, właśnie wtedy wróciłam do prostych rzeczy - zapalenie świeczki, herbata z konkretnym nastawieniem. Nie wiem czy to działało 'magicznie', ale dawało mi poczucie że jest jeden punkt dnia który należy do mnie i jest spokojny. Może to nie był rytuał w jakimś głębszym sensie, ale pomagał przetrwać ten dzień.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@klementynka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 204

@Akwamaryna66 ale to co opisujesz to nie jest w zasadzie to samo co rytuał? To bardziej jak rutyna. Zapalasz świeczkę żeby mieć spokój, nie żeby coś przywołać czy odpędzić. Czy to w ogóle się liczy jako rytuał kryzysowy?


Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Klementynka to zależy od definicji. W antropologii - np. u Rappaport w 'Ritual and Religion in the Making of Humanity' - rytuał jest definiowany przez formę i regularność, nie przez intencję magiczną. Więc to co opisuje Akwamaryna jak najbardziej mieści się w tej definicji. Pytanie tylko czy forum ezoteryczne interesuje definicja antropologiczna czy magiczna.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Rappaport to akurat ciekawa tarcza, bo on pisał głównie o rytuałach religijnych w kontekście ekosystemów społecznych - trochę inne środowisko niż jednostkowa świeczka przy herbatcie. Ale masz rację że forma i regularność to jest coś co zbliża się do definicji bardziej niż intencja. Mam pytanie - czy ktoś tutaj miał doświadczenie z rytualnym cyklem który był specyficznie zaprojektowany na czas kryzysu, nie pożyczonym z książki?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Telepata84 ja zrobiłam coś takiego trochę przez przypadek. Zaczęłam pisać codziennie trzy zdania - jedno o tym co mnie przytłacza finansowo, jedno o tym co mimo wszystko jest stabilne, jedno o tym czego chcę żeby było inaczej za kilka miesięcy. To brzmi jak dziennik, ale ja podchodziłam do tego jak do składania raportu - sobie albo czemuś poza sobą, nie wiem. I ten układ trzech zdań miał dla mnie wymiar rytualny przez to że był zawsze w tej samej kolejności, o tej samej porze.


Odpowiedz
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Wezuwianit53 to co opisujesz ma coś wspólnego z techniką z badań nad 'expressive writing' u Pennebakera - strukturyzowane pisanie o trudnych doświadczeniach zmniejsza ich ciężar poznawczy. Ale u ciebie jest jeszcze ten element środkowy - co jest stabilne - i to mnie ciekawi, bo to nie jest standardowy protokół Pennebakera. Skąd ci ten układ wyszedł?


Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Teodozja59 uczciwie? Z desperacji. Pisałam tylko o problemach i po tygodniu poczułam się gorzej. Więc dodałam to środkowe zdanie żeby nie wpaść w spiralę. A potem to trzecie zdanie - życzenie, intencja, cokolwiek to jest - żeby nie kończyć na samej analizie.


Odpowiedz
Wpisy: 199
Rozpoczynający temat
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Wezuwianit, ten schemat który opisujesz mi coś mówi. Bo moje poranne rytuały miały podobny trójpodział, tylko w innej formie. Uznanie że coś jest trudne, zakotwiczenie w tym co stoi, i puszczenie intencji przed siebie. Nie wymyśliłam tego z głowy, ale teraz jak widzę że ktoś inny doszedł do tego samego inaczej, to zastanawiam się czy ten układ jest jakoś naturalny dla ludzkiego umysłu w stresie.


Odpowiedz
Wpisy: 198
(@stellaria93)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co obie opisujecie - Wezuwianit i Glicynia - pasuje do czegoś co w neurobiologii emocji bywa nazywane procesem 'affect labeling'. Nazwanie trudnego stanu zmniejsza aktywność ciała migdałowatego. Ale jest też ten element trzeci, intencja czy życzenie, i to już jest poza samym opisem - to jest jakiś rodzaj proyekcji w przyszłość. Ciekawi mnie czy to w waszym doświadczeniu dawało inny rodzaj efektu niż samo pisanie o problemach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 199

@Stellaria93 tak, zdecydowanie. Samo pisanie o problemach było jak wyciąganie błota na wierzch i zostawianie go na środku pokoju. Ten krok z intencją był jak chociaż odstawienie go w kąt i powiedzenie 'wrócimy do tego, ale nie teraz'. Nie rozwiązywało nic, ale zmieniało moje nastawienie na ten jeden dzień.


Odpowiedz
Wpisy: 33
(@hipolit-1)
Połączone: 11 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie które mi kołacze - czy ktoś z was robił coś takiego wspólnie z kimś? Bo widzę że dużo mówimy o rytuałach solo, a wcześniej był ten wątek o zbiorowej intencji. Glicynia wspominała że nie wie jak zebrać ludzi bez wychodzenia na sekciarkę. Ale może to jest łatwiejsze niż myślimy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@naparstnica98)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Hipolit.1 ja robiłam z siostrą, ale to specyficzny przypadek bo ona jest na podobnej fali. I nawet to było trudne do zorganizowania, bo każda z nas miała inny rytm dnia i inne wyobrażenie o tym jak to ma wyglądać. Skończyłyśmy na tym że robiłyśmy swoje osobne rytuały ale o tej samej porze i potem rozmawiałyśmy o tym przez chwilę. Nie wiem czy to 'wspólny rytuał' czy po prostu zsynchronizowana samotność.


Odpowiedz
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Naparstnica98 'zsynchronizowana samotność' - to jest świetne określenie i chyba bardzo dokładne. Ale teraz pytam - czy to że widziałaś albo wiedziałaś że siostra robi to w tym samym czasie zmieniało jakoś twoje doświadczenie samego rytuału?


Odpowiedz
(@naparstnica98)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Weronka83 tak, i to mnie samą zaskoczyło. Miałam poczucie że to nie jest tylko moje. Trudno to opisać inaczej - jakby ten sam ciężar był dźwigany w dwóch miejscach jednocześnie i przez to każde z tych miejsc miało go trochę mniej.


Odpowiedz
Wpisy: 195
(@weronka83)
Połączone: 1 rok temu

To co Naparstnica opisuje z siostrą - że ciężar był dźwigany w dwóch miejscach i przez to każde z nich miało go mniej - brzmi jak coś o czym czytałam przy okazji badań nad rytuałami żałobnymi. Że wspólne działanie, nawet bez bezpośredniego kontaktu, zmienia subiektywne odczucie obciążenia. Ale tam kontekst był inny, bo rytuały żałobne mają silnie ustrukturyzowaną formę, wszyscy wiedzą co robić. A wy z siostrą to improwizowałyście czy miałyście jakiś ustalony schemat?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@naparstnica98)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Weronka83 trochę jedno i drugie. Miałyśmy godzinę - to było ustalone. Ale co robiłyśmy w tej godzinie, każda po swojemu. Ona medytuje inaczej niż ja, ja bardziej pracuję z kartami, ona z oddechem. Nie ustalałyśmy że będziemy robić dokładnie to samo, bo to by się skończyło kłótnią o szczegóły. Ustalona była tylko pora i intencja. Czy to wystarczy żeby to nazywać wspólnym rytuałem?


Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Naparstnica98 moim zdaniem tak, i to jest w ogóle ciekawy problem definicyjny. W pracach Victora Turnera pojawia się pojęcie 'communitas' - poczucie wspólnoty, które może powstać właśnie przez współobecność w czasie i intencji, bez identycznej formy. Turner pisał głównie o rytuałach przejścia, ale ta koncepcja jest szersza. Zresztą sama wspominasz że coś poczułaś - że to nie było tylko twoje. To jest właśnie ten element.


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Glozka56 Turner to dobry trop, ale pamiętam że communitas u niego wiązało się jednak z fizyczną bliskością - przynajmniej w tych przykładach które podawał. Pielgrzymi idący razem, uczestnicy rytuałów inicjacyjnych w jednym miejscu. Nie wiem czy da się to przenieść jeden do jednego na sytuację gdzie ktoś siedzi w Krakowie a ktoś inny w Łodzi i każde robi co innego o tej samej porze.


Odpowiedz
(@glozka56)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 509

@Telepata84 Turner rozwinął ten koncept w późniejszych pracach i był bardziej elastyczny niż się wydaje z podstawowych omówień. Ale masz rację że fizyczna bliskość była dla niego ważna. Pytanie jest czy ta koncepcja w ogóle musi być tu aplikowana, czy może Naparstnica i jej siostra stworzyły po prostu coś własnego, co nie potrzebuje akademickiej etykietki żeby być prawdziwe.


Odpowiedz
Wpisy: 61
(@silaria66)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham tego wątku o siostrze i coraz bardziej myślę że mój problem z rytuałami w kryzysie był też problem z samotnością. Robiłam wszystko sama i może właśnie dlatego w momentach największego napięcia to przestawało działać - bo nie miałam żadnego punktu zakotwiczenia w drugiej osobie. Nie wiem, to może być naciągane.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@akwamaryna66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 109

@Silaria66 nie brzmi naciąganie. Ja mam podobne odczucie - że kiedy robiłam tę swoją świeczkę sama i wiedziałam że nikt o tym nie wie, to miało inny ciężar niż kiedy wspomniałam o tym przyjaciółce i ona powiedziała 'to ja też zapalę u siebie'. Nic nie zrobiłyśmy razem, ona nawet nie pamięta może że to powiedziała, ale ja pamiętam i to zmieniło coś w tym jak sama to traktowałam.


Odpowiedz
(@hipolit-1)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 33

@Akwamaryna66 ale to jest właśnie ten moment który mnie ciekawi - ona powiedziała że zapali i ty nie wiesz czy to zrobiła, a mimo to coś się zmieniło. Czy to było ważne że ktoś wyraził taki zamiar, czy że ty w to uwierzyłaś, czy coś innego?


Odpowiedz
(@akwamaryna66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 109

@Hipolit.1 szczerze, to dobre pytanie i nie wiem odpowiedzi. Może to było poczucie że ktoś to widzi, że to nie jest coś co robię w kompletnej ciszy. Nie chodzi o żadną zbiorową energię ani nic takiego - po prostu wiedziałam że inna osoba wie o tym co robię i nie uznała tego za dziwaczne. W kryzysie to jest ważne, bo człowiek ma dużo głosów w głowie które mówią 'co ty robisz'.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

To co Akwamaryna opisuje - głosy w głowie które podważają sens rytuału kiedy masz realne problemy - to mi się bardzo zgadza. Silaria wcześniej to też mówiła. Zastanawiam się czy ten krytyczny głos jest silniejszy kiedy jesteś sama. Jak masz kogoś drugiego to ten głos musi się zmierzyć nie tylko z tobą ale z faktem że inna osoba też to robi i nie uważa za absurd.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Wezuwianit53 w tym jest coś z psychologii społecznej - społeczne dowody słuszności działają też przy praktykach które wykraczają poza normy. Jeśli widzisz albo wiesz że ktoś inny to robi, zmniejsza się dysonans. Ale tu jest pewien problem: jeśli ta dynamika jest za mocna, to rytuał może stać się bardziej o przynależności niż o samej intencji. Czy to jest rytuał kryzysowy czy po prostu strategia radzenia sobie z wstydem?


Odpowiedz
Wpisy: 199
Rozpoczynający temat
(@glicynia_a)
Połączone: 1 rok temu

Teodozja, to pytanie trochę mnie zatrzymało. Bo u mnie te poranne rytuały przez kilka miesięcy kryzysu były absolutnie moje - nikomu nie mówiłam, nikt nie wiedział. I właśnie to dawało mi poczucie że to jest coś co należy do mnie, nie do sytuacji. Ale jednocześnie był ten moment kiedy byłam tak wykończona że przestałam i wróciłam dopiero kiedy wspomniałam o tym jednej osobie i ona powiedziała 'to wróć do tego'. Więc może ta zewnętrzna kotwica jest potrzebna żeby zacząć, a potem rytuał może znowu być twój?


Odpowiedz
Wpisy: 2199
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Glicynia, to co opisujesz - rytuał jako coś własnego, a potem potrzeba zewnętrznego impulsu żeby wrócić - to mnie trafia. Ja miałam kilka przerw w swoich praktykach i zawsze wznowienie wyglądało inaczej niż zaczęcie od zera. Przy wznowieniu jest jakiś residuum z wcześniejszego okresu, jakieś przyzwyczajenie ciała, i to ułatwia. Ale twoje pytanie do Teodozji jest ważne - czy rytuał kryzysowy przestaje być rytuałem kiedy jest o przynależności?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodozja59)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 730

@Leonora nie wiem czy przestaje - ale może zmienia swój charakter. Rytuały przejścia w wielu tradycjach mają właśnie ten element publiczny, bycia widzianym przez wspólnotę. To nie jest błąd w projekcie rytuału, to jest jego część. Może w kontekście kryzysu to 'bycie widzianym' - nawet przez jedną osobę - jest funkcjonalnie czymś ważnym, nie oznaką słabości czy uzależnienia od opinii.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@klementynka)
Połączone: 12 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i wciąż gdzieś mnie gryzie że mówimy o rytuałach kryzysowych jakby kryzys był pojedynczym epizodem. A jeśli kryzys trwa miesiącami albo latami, jak teraz wiele osób żyje? Czy w ogóle można utrzymać jakiś rytuał przez taki długi czas kiedy rzeczywistość non stop rzuca nowe problemy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@stellaria93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 198

@Klementynka to jest bardzo konkretne pytanie i myślę że tu zaczyna się rozbieżność między 'rytuałem kryzysowym' jako czymś doraźnym a czymś co jest po prostu praktyką towarzyszącą długiemu trudnemu okresowi. Pierwsze może być jednorazowe - zrobię to raz żeby przez coś przejść. Drugie musi być na tyle lekkie i elastyczne żeby dało się utrzymać przy bardzo zmiennych warunkach. To chyba inny gatunek praktyki.


Odpowiedz
Strona 4 / 5
Udostępnij: