Zastanawiam się, czy w ogóle istnieją rytuały, które ludzie robili właśnie w takich trudnych czasach - nie ogólnie na dostatek, bo to zna każdy, ale specjalnie pod kątem kryzysu, inflacji, drożyzny. Mam wrażenie, że większość tego, co krąży w sieci, to takie ogólne rytuały na pieniądze przeniesione jeden do jednego, bez żadnego kontekstu. A kryzys to jednak coś innego niż zwykłe 'chcę więcej'. Bardziej chodzi o utrzymanie tego, co się ma, ochronę, żeby nie stracić. Czy ktoś w ogóle rozróżnia te intencje przy pracy z rytuałem?
To jest właśnie to, o czym rzadko się mówi. Intencja ochronna a intencja przyciągania to dwie różne energie i mieszanie ich w jednym rytuale często daje efekty połowiczne. W tradycjach hoodoo na przykład osobno pracuje się na Money Drawing, a osobno na Protection - i nie bez przyczyny. Jak chcesz chronić to, co masz, to zupełnie inne zioła, inne kolory świec, inny timing. Świeca zielona na przyciąganie, a brązowa albo czarna na ochronę majątku. Sama kiedyś to myliłam i zastanawiam się, czy to nie dlatego niektóre rzeczy nie szły tak, jak powinny.
Dobry wątek. Mnie ostatnio chodzi po głowie to, że w momentach kryzysu ludzie historycznie sięgali po zupełnie inne rytuały niż w czasach dobrobytu. Czytałam trochę o praktykach z okresu Wielkiego Kryzysu w Stanach - tam były naprawdę konkretne rytuały związane z zachowaniem dachu nad głową, nie z bogaceniem się. Robiono na przykład coś, co można by nazwać rytuałem 'zakorzenienia' w miejscu. Zupełnie inny cel. Może warto popatrzyć na to od tej strony - co chroni, a nie co przyciąga.
Ja czułam. Zrobiłam kiedyś praktykę stricte ochronną dla domowego budżetu - nie żeby przybyło, tylko żeby to co jest, nie odpływało w nieoczekiwany sposób. I zrobiłam to inaczej niż zwykle. Bez żadnych zielonych świec, bez cynamonu. Sól, czarny turmalin, intencja ugruntowania. I przez jakiś czas rzeczywiście nie było żadnych niespodziewanych wydatków, co przy tamtym momencie było dla mnie dużo cenniejsze niż jakaś drobna wygrana. Ale to moje doświadczenie, nie wyciągam z tego ogólnych wniosków.
No ale skąd wiadomo, że to rytuał zadziałał, a nie po prostu był spokojniejszy miesiąc? Zawsze mnie to zastanawia przy tych historiach. Jak ktokolwiek to weryfikuje?
To jest zresztą jeden z bardziej ciekawych aspektów rytuałów w ogóle - ten aspekt psychologiczny nie jest wcale czymś, co 'umniejsza' rytuał. W literaturze antropologicznej, na przykład u Victora Turnera, rytuał ma funkcję liminalną - przenosi człowieka z jednego stanu do drugiego, w tym z poczucia bezradności do poczucia sprawczości. I to działa niezależnie od tego, czy wierzymy w metafizykę. Kryzys to właśnie sytuacja, w której to poczucie sprawczości leci na łeb. Więc rytuał kryzysowy może pełnić bardzo konkretną psychologiczną funkcję nawet jeśli ktoś jest absolutnym sceptykiem.
Okay, ale wracając do pytania, z którym zaczęłam - czy są jakieś konkretne, specyficzne rytuały pod kryzys, a nie tylko 'weź ochronny kamień i medytuj'. Stellaria wspomniała o turmalinie i soli, Glozka o hoodoo. Ale co z czasem? Bo gdzieś czytałam, że rytuały ochronne robi się przy ubywającym księżycu, a przyciągające przy rosnącym. Czy w kryzysie to ma znaczenie, w którą fazę się pracuje?
Faza księżyca to jedno, ale ja bym się zapytała o coś innego - o powtarzalność. Rytuał jednorazowy a cykl rytualny to różnica, szczególnie przy długim kryzysie. Jednorazowe zapalenie świecy to gest, cykl tygodniowy przez kilka miesięcy to już inny rodzaj pracy. Mam wrażenie, że przy kryzysie, który ciągnie się miesiącami, jednorazowe rytuały mają ograniczony sens, bo sam kryzys nie jest jednorazowy.
a co rozumiesz przez cykl rytualny, bo jakoś nie kojarze tego terminu konkertnie - chodzi o to żeby robić to samo co tydzień czy można zmieniać elementy?
mnie sie teraz przypomniało że moja babcia robiła coś co nazywała 'pilnowaniem domu' i robiła to regularnie, bodajże w każdy piatek. Nikogo nie pytała o pozwolenie i nie było w tym żadnej ezoteryki - zapałała świeczkę, coś tam szeptała, przeżegnała każdy pokój. Ale robiła to ciągle. teraz myśle że może to właśnie to miałaś na myśli z tym cyklem? tylko bez nazwy
To co opisujesz to jest naprawdę stara tradycja i można ją znaleźć w praktykach słowiańskich, ale też w kulturach romskich, żydowskich, wschodnioeuropejskich chłopskich - regularne 'odnawianie ochrony' domu. Nie jako coś jednorazowego, ale jako coś, co wymaga podtrzymywania. Ciekawe, że to właśnie piątek - w wielu tradycjach piątek to dzień Wenus, ale w kontekście słowiańskim piątek miał też swoje własne znaczenie jako dzień graniczny tygodnia. Nie wiem, czy twoja babcia o tym wiedziała, ale mogła działać w ramach jakiejś lokalnej tradycji, która po prostu przetrwała.
A można zapytać - te rytuały ochronne na dom i finanse, to wymagają jakichś specjalnych składników których nie ma w domu, czy można to zrobić z rzeczy które się ma? Bo jak jest kryzys to trochę ironicznie byłoby wydawać pieniądze na specjalne świece i kamienie żeby chronić finanse.
Liść laurowy ciekawy przykład, bo on pojawia się w bardzo różnych tradycjach - i jako element kulinarny i jako symbol ochrony. Coś pisałam ostatnio o jego użyciu w rytuałach i trafiłam na kilka różnych zastosowań, między innymi pisanie intencji na liściu i spalanie. Ale to bardziej pod 'manifest' niż pod ochronę. A Stellaria mówiła o ochronie - czy na liściu laurowym też da się robić intencje ochronne, czy to jednak inne zastosowanie?
Liść laurowy to bardzo elastyczny element w pracy rytualnej, przynajmniej z tego co sama stosowałam. Spalanie z intencją ochronną jak najbardziej - można napisać to czego chcesz strzec, a nie tylko to co chcesz przyciągnąć. Różnica jest w tym co piszesz. Zamiast 'chcę zarobić X' piszesz 'chronię to co mam, mój dom jest bezpieczny, moje finanse są stabilne'. Spalasz i nie wracasz do tematu. Przynajmniej tak to rozumiem.
Wchodzę do tematu, bo akurat przez to przechodzę od jakiegoś czasu i mam wrażenie że robię wszystko po kolei ale gdzieś coś nie gra. Robiłem różne rzeczy na przyciąganie i nic, teraz myślę żeby przejść właśnie na ochronę tak jak tu piszecie. Ale mam pytanie do osób które to robiły - jak długo czekałyście zanim cokolwiek poczułyście albo zobaczyłyście jakiś efekt? Bo nie wiem czy mam czekać tydzień czy rok.
Też miałem ten etap z pirytem, szczerze mówiąc niewiele z tego wyszło. Choć może faktycznie kwestia oczekiwań. Ale mnie bardziej zastanawia to co Glozka wcześniej mówiła o strukturze rytuału - że forma nie jest neutralna. To znaczy, że jeśli ktoś robi cały czas to samo, ta sama kolejność kroków, te same składniki, to w pewnym momencie to traci coś? Czy właśnie odwrotnie - powtarzalność wzmacnia?
To co Glozka mówi o obecności wydaje mi się ważniejsze niż dobór składników. Miałam okresy kiedy robiłam bardzo skromne rzeczy - dosłownie zapaloną świeczkę i skupienie przez kilka minut - i to dawało mi więcej niż bardziej rozbudowane sesje w których myślałam o pięciu innych sprawach. Ale to wraca do tego pytania Hipolita - on pyta o konkretną strukturę pod kryzys, nie o filozofię obecności. I tu mam pytanie do Stellarii albo Glozki - czy w pracy ochronnej jest coś, co waszym zdaniem ma sens robić regularnie, niekoniecznie przy każdym nowiu czy pełni?
A mogę zapytać głupie pytanie - skąd wiecie który dzień jest dobry? Tzn czy to jest coś co czujesz że ten dzień pasuje, czy jest jakaś zasada? Bo słyszałam że sobota jest dobra na ochronę ale nie wiem skąd to pochodzi i czy to nie jest jedna z tych rzeczy które ludzie powtarzają bez sprawdzenia.
Ten wątek z Saturnem jest zresztą ciekawy właśnie w kontekście kryzysu. Saturn mitologicznie i astrologicznie to nie tylko ochrona i granice, ale też ograniczenie, niedobór, restrykcja. Paradoksalnie więc rytuały pod patronatem Saturna w czasie kryzysu mają jakiś sens symboliczny - to nie jest proszenie o więcej, tylko właśnie o to żeby to co jest się utrzymało i żeby wyznaczyć granice przed dalszym odpływem. Coś jak prosisz Saturna o to żeby był Saturnem, a nie żebyś go przechytrzył.
zaraz, tzn że modlitwa do Saturna to coś co ludzie robią? Myślałem że to starożytność a nie coś aktualnego. Czy to jest bardziej praca symboliczna czy ktoś to traktuje serio jako bóstwo?
Okay, to mi daje trochę do myślenia. Tzn. ja nie jestem w stanie się teraz bawić w planety i bóstwa, to by mnie chyba za bardzo skomplikowało. Ale ta myśl o tym żeby rytuał był o utrzymaniu a nie o przyciąganiu - to jest coś, co rozumiem. Tylko nadal nie wiem jak to przełożyć praktycznie. Czy ktoś może mi powiedzieć jak wygląda taki rytuał ochronny od początku do końca, nie teoria, tylko jak to realnie zrobić?
Mnie też by to pomogło, bo cały czas słyszę o składnikach ale nie bardzo rozumiem jak to się składa w całość. Tzn. mam sól, mam świecę, ale nie wiem co najpierw, co mówić, czy w ogóle trzeba mówić. Czy to jest coś, co trzeba gdzieś wyczytać czy można samemu ułożyć?
Samemu można i często to jest lepsze, bo własna intencja wyrażona własnymi słowami ma coś, czego nie ma recytowana formułka z internetu. Ale rozumiem, że jak ktoś zaczyna to chce jakieś ramy. Generalnie struktura jest dość prosta - zaczynasz od oczyszczenia przestrzeni, choćby przez kilka minut skupionego oddechu i otworzenia okna albo okadzenia. Potem określasz co chcesz ochronić, konkretnie - dom, finanse, relacje? Nie wszystko naraz, bo to rozmywa intencję. Potem działasz z wybranym składnikiem - sól rozsypujesz przy progu albo na windowsill, świecę zapalasz z konkretną myślą. Na końcu coś co zamyka - gaszysz świecę z podziękowanie albo intencją że to działa. I tyle. To nie musi trwać godzinę.
To co piszesz o szałwii mnie trochę uspokoiło, bo miałam z tym problem. Ale chciałam zapytać o coś innego - czy przy rytuałach ochronnych w czasie kryzysu jest jakiś element, który waszym zdaniem powinien być w środku, niekoniecznie fizyczny składnik, ale może intencja albo sformułowanie? Bo słyszałam że sposób w jaki się formułuje intencję ma znaczenie - że 'chronię to co mam' to inaczej niż 'nie chcę stracić tego co mam'.
Mam wrażenie, że ta dyskusja zaczyna się rozkładać na sensowne kawałki. Zaczęliśmy od pytania Glicynii o rytuały specyficzne na kryzys i doszliśmy do tego, że kluczowe są trzy rzeczy - regularność, intencja skierowana na zachowanie a nie przyciąganie i prosta forma z obecnością. Czy ktoś ma coś, co by to uzupełniło albo podważyło? Bo mam wrażenie że gdzieś umknął ten wątek o czasie i porach - Glicynia pytała też o to kiedy, a skończyliśmy tylko na sobocie i Saturnie.
Właśnie, bo mnie ten wątek z porą dnia też interesuje. Słyszałam kiedyś że rytuały ochronne lepiej robić rano, kiedy dzień się zaczyna, bo to bardziej o zapobieganiu niż naprawianiu. Ale nie wiem czy to coś oficjalnego czy ktoś to po prostu powiedział i się przyjęło. Stellaria, Glozka - co wy o tym sądzicie?
Nie wiem czy to co powiem jest trafne, ale gdzieś czytałam że w starszych tradycjach maghrebskich i lewantyńskich rytuały ochronne domu robiono właśnie o świcie albo tuż przed zmrokiem - na progach dnia. Nie w środku dnia, nie w nocy. To brzmiało logicznie symbolicznie - próg między stanami. Nie mam pewności co do źródła ale to nie jest coś co wyczytałam na polskim blogu ezoterycznym.
