Forum

Asystent AI
Rytuały rodzicielsk...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały rodzicielskie - co robić aby czuć się lepszą matką czy ojcem

Strona 3 / 4

Wpisy: 415
Rozpoczynający temat
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chcę się tu wtrącić bo to dotyka czegoś o czym myślę od początku tego wątku. Czy rodzicielstwo samo w sobie nie jest takim momentem kiedy człowiek jest 'gotowy' nie z wyboru, tylko z konieczności? Bo wszystko co znałeś przestaje działać - rytm dnia, tożsamość, relacja z partnerem, z ciałem. I może właśnie dlatego rytuały mogą tu robić coś czego normalnie by nie robiły. Nie dlatego że jesteś otwarty, ale dlatego że stary porządek się posypał i potrzebujesz nowego.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

A to ciekawe co Malwinia napisała, bo ja nigdy tak o tym nie myślałam. Że rodzicielstwo to jest jak wymuszone wyzerowanie. Tylko to brzmi strasznie, nie? Jakby dopiero jak wszystko się posypie to możesz zacząć budować coś nowego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Balbinka99 tak to właśnie wygląda z perspektywy neurobiologicznej - mózg matki i ojca dosłownie przechodzi restrukturyzację. Badanie Elseline Hoekzema z 2017 roku pokazało że szara materia mózgu u kobiet po porodzie ulega znacznym zmianom i te zmiany utrzymują się latami. To nie jest metafora - to jest dosłowne przebudowanie. Więc pytanie 'czy jestem gotowa na rytuał' jest może źle postawione, bo tkanka decyzyjna jest w środku przeróbki.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Kunia poczekaj, to znaczy że zdolność do podejmowania pewnych decyzji o sobie jest w tym okresie faktycznie inna niż normalnie? I to ma też jakieś implikacje dla tego jak rytuały są przyswajane? Bo to zmienia perspektywę całej rozmowy.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Wera_T tak. I to nie jest coś słabego ani patologicznego - to jest celowe ewolucyjnie. Mózg priorytetyzuje zagrożenia, twarze, płacz dziecka kosztem innych funkcji. Stąd mgła mózgowa, stąd kłopoty z koncentracją, stąd uczucie bycia 'nie sobą'. W takim stanie prosty rytm - zapalasz świeczkę, siadasz na chwilę, robisz trzy oddechy - może być dosłownie kotwicą w układzie nerwowym, bo mózg łapie się tego wzorca.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Ja tu się muszę zapytać - bo Kunia i Malwinia mówią o tym sensownie, tylko mnie coś nie daje spokoju. Jeśli mózg jest tak bardzo zajęty dzieckiem, to skąd u kogoś w środku tego chaosu bierze się konsekwencja żeby rytuał w ogóle utrzymać? Bo ja pamiętam że pierwsze tygodnie z synem to była po prostu walka o przeżycie. Nikt by mi wtedy nie wmówił że mam czas na świeczki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Wahadlarz73 u mnie też tak było. I dlatego myślę że ten rytuał musi być wtedy absolutnie minimalny - nie minutowy, nie pięciominutowy, ale coś co mieści się w jednym oddechu. Dosłownie. U mnie przez pierwsze miesiące 'rytuałem' było to że kiedy wstawiałem czajnik w nocy to celowo przez te minuty nie patrzyłem w telefon. Jeden gest, jedna intencja. I to wystarczyło żeby poczuć że jestem człowiekiem a nie robotem do karmień.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@asterka90)
Połączone: 1 rok temu

Ale chwila - to co Mieszko opisuje to jest rytuał czy po prostu odcięcie od bodźców? Bo to drugie ma sens czysto fizjologicznie, bez żadnego wymiaru symbolicznego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Asterka90 a skąd wiesz że bez wymiaru symbolicznego? Mieszko powiedział 'celowo' i 'intencja' - to jest właśnie to co zamienia zwykłe działanie w coś więcej. Symbol nie musi być estetyczny ani spektakularny. Czajnik spokojnie może być symbolem.


Odpowiedz
(@asterka90)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 132

@Wolchw okej ale to mi się teraz wszystko miesza. Bo jeśli wszystko co robię z intencją może być rytuałem, to pojęcie traci jakieś konkretne kontury. Nie mówię że to złe, po prostu trudno mi wtedy ocenić czy cokolwiek 'działa' i czy pracuję nad tym czy tylko żyję.


Odpowiedz
Wpisy: 477
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Tu wchodzę, bo to pytanie Asterki jest dla mnie ważne. Myślę że różnica między 'po prostu życiem' a rytuałem jest taka, że rytuał ma moment wejścia i wyjścia - wiesz kiedy się zaczął i wiesz kiedy się skończył. Nawet jeśli trwa trzydzieści sekund. Ten próg jest kluczowy bo bez niego nie ma jak zmierzyć ani zapamiętać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Salomea63 to akurat dobre ujęcie i trochę zmienia to jak myślę o moich własnych rytuałach. Przez długi czas miałam poczucie że 'coś robię' ale nie potrafiłam powiedzieć co to jest. Dopiero jak zaczęłam zauważać ten moment wejścia i wyjścia - nawet tak prosty jak założenie konkretnego swetra przed medytacją - to poczułam że to ma jakiś kształt.


Odpowiedz
Wpisy: 54
(@przytulia_c)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dziękuję wam za tę rozmowę, naprawdę - czytam od początku i dużo mi dała. Chciałam tylko zapytać jedno, bo może to naiwne pytanie: czy jeśli ktoś nie ma żadnych rytuałów jako rodzic i nigdy ich nie miał, to jest jakoś gorzej? Znaczy czy brak rytuałów coś zabiera?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 415

@Przytulia_C nie ma tu naiwnych pytań. Moja odpowiedź to nie - brak rytuałów nie czyni z ciebie gorszego rodzica. Są ludzie którzy świetnie funkcjonują bez żadnej świadomej struktury. Ale jest różnica między kimś kto nie potrzebuje rytuałów a kimś kto potrzebuje a nie wie że potrzebuje. To drugie często objawia się tym że człowiek jest wiecznie na krawędzi, bez chwili żeby z siebie zejść.


Odpowiedz
Wpisy: 252
(@druidka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ja mam pytanko może trochę z boku - czytałam że w różnych kulturach są specjalne rytuały przejścia dla rodziców, coś w stylu że społeczność uznaje tę zmianę. Czy ktoś z was coś takiego wie, bo mi sie wydaje ze to moglby byc ciekawy kontekst do tej rozmowy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Druidka tak, to jest realny temat. Najbardziej znane to japońskie O-miyamairi - rodzina zanosi noworodka do świątyni shinto żeby go przedstawić bóstwom i wprowadzić oficjalnie w społeczność. Ale ciekawsze z punktu widzenia tej rozmowy jest to że wiele z tych rytuałów dotyczy nie tylko dziecka ale też matki - np. w kulturach andyjskich są tradycje dotyczące łożyska, wody, ziemi, które mają 'zamknąć' poród i przejście kobiety. Rodziców też się ceremonialnie wita w nowej roli. W Europie to zniknęło gdzieś między sekularyzacją a medykalizacją porodu.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Kunia dotknęła czegoś o czym myślę od jakiegoś czasu. To zniknięcie wspólnotowego wymiaru tych rytuałów jest może ważniejszym problemem niż brak samych rytuałów. Kiedyś kobiety po porodzie przez kilka tygodni były dosłownie pod opieką wspólnoty - nie wstawały do gotowania, inne kobiety przychodziły, otaczały, wprowadzały w nową rolę. Teraz masz dwa tygodnie urlopu dla ojca i jesteście sami. Rytuał prywatny jest dobry, ale nie zastąpi bycia widzianym przez kogoś z zewnątrz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@swarog89)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 316

@Czeslawa08 ale w praktyce jak to przełożyć na teraz? Nie możemy cofnąć zegarów do czasów wspólnotowego wychowywania dzieci. Piszesz że to ważne, zgadzam się - ale co to znaczy dla kogoś kto za tydzień zostanie rodzicem i nie ma tej struktury wokół siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 316
(@swarog89)
Połączone: 11 miesięcy temu

No dobra, ale żeby nie zostawić tego pytania bez żadnej konkretnej odpowiedzi - bo sam je zadałem i byłoby dziwne gdybym teraz uciekł - to myślę że jedyne co można zrobić to zacząć od siebie. Nie od wspólnoty, bo jej nie masz. Ale możesz zbudować coś co działa jak zakotwiczenie, nawet solo. Dla mnie to był jeden punkt w ciągu dnia który był tylko mój - nie dziecka, nie partnera, tylko mój. Pięć minut z herbatą bez telefonu. Brzmi banalnie ale dosłownie zmieniało stan na chwilę. Nie twierdzę że to zastępuje wspólnotę, bo nie zastępuje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Swarog89 no i to jest odpowiedź uczciwa, tyle że ona odsłania problem. To że musimy budować coś 'solo' jest właśnie symptomem tego co przepadło. Dawniej ten rytuał zakotwiczenia był wbudowany w strukturę - ktoś przychodził, ktoś gotował, ktoś siedział. Nie musiałaś tego planować ani organizować, bo to było. Teraz trzeba to zaprojektować samemu w momencie kiedy masz najmniej zasobów na projektowanie czegokolwiek. I tu widzę paradoks - osoby które najbardziej potrzebują wsparcia struktury, mają najmniej energii żeby ją zbudować.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 581

@Czeslawa08 to co napisałaś jest ważne i trochę mnie przygnębia, bo masz rację. Ale zastanawiam się czy ten paradoks nie jest do obejścia jeśli ta struktura jest wystarczająco prosta. Mówię o czymś co nie wymaga projektowania - jeden gest, jeden przedmiot, jedno zdanie. Czy taka mikrostruktura może mieć realny efekt zakotwiczający czy to za mało żeby cokolwiek znaczyło?


Odpowiedz
Wpisy: 415
Rozpoczynający temat
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wchodzę tu bo Wera dotknęła czegoś co mnie zajmuje od dawna. Myślę że mikrostruktura działa, ale pod jednym warunkiem - że jest powtarzalna i intencjonalna. Nie musi być skomplikowana. Natomiast mam pytanie do was wszystkich: czy wy w ogóle rozróżniacie rytuały które są dla siebie jako rodzica od rytuałów które robicie z dzieckiem albo dla dziecka? Bo mi się wydaje że ta rozmowa trochę miesza te dwie warstwy i to może być źródłem zamieszania.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

O, właśnie to rozróżnienie jest dla mnie kluczowe. Bo ja miałam przez długi czas rytuały z córką - kąpiel, bajka, jakiś dotyk czoła przed snem - i myślałam że to jest mój rytuał też. A potem zdałam sobie sprawę że to jest jej rytuał, który ja obsługuję. Mój jest dopiero kiedy wychodzę z jej pokoju i robię coś co mnie zamyka na ten dzień. Bez tego przejścia byłam cały czas w trybie mamy, nawet śpiąc.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Ludwinia.1 to ciekawe rozróżnienie ale mam pytanie praktyczne - co to znaczy 'zamknąć się na dzień' kiedy masz małe dziecko które może się obudzić o każdej porze? Bo to brzmi jak coś co działa przy dziecku które już przesypia noc, nie przy niemowlaku.


Odpowiedz
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Wahadlarz73 masz rację, przy niemowlaku to nie istnieje w tej formie. Mówiłam o etapie kiedy córka miała już ze dwa lata. Wcześniej mój 'rytuał' to było chyba tylko to że siadałam na podłodze przy oknie jeśli miałam chwilę i patrzyłam na zewnątrz przez minutę. Bez żadnego celu. To brzmi może głupio ale czułam że jestem wtedy tylko sobą, nie w roli.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

A ja się zastanawiam czy te rytuały dla siebie jako rodzica muszą być jakoś powiązane z rodzicielstwem, czy mogą być zupełnie oderwane? Bo jak słucham was to mam wrażenie że niektórzy robią coś co jest związane z tą rolą - wyjście z pokoju dziecka, zamknięcie dnia - a inni po prostu mają swoje rzeczy które nie mają nic wspólnego z dziećmi. I zastanawiam się który model bardziej pomaga.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Balbinka99 to jest bardzo dobre pytanie i odpowiedź jest nieoczywista. Z jednej strony badania nad decompression rituals - to termin z psychologii pracy, nie ezoteryki - pokazują że rytuały przejścia między rolami są najskuteczniejsze kiedy są wyraźnie oddzielone od samej roli. Czyli herbata bez myślenia o dziecku jest potencjalnie lepsza niż herbata z refleksją nad tym jakim się jest rodzicem. Ale z drugiej strony w kontekście budowania tożsamości rodzicielskiej, pewne rytuały które bezpośrednio potwierdzają tę tożsamość mogą mieć inne znaczenie. Więc to zależy od tego czego w danym momencie potrzebujesz.


Odpowiedz
(@asterka90)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 132

@Kunia poczekaj - decompression rituals to termin z psychologii pracy? To znaczy że ta cała rozmowa którą prowadzimy o rytuałach rodzicielskich ma jakieś zakorzenienie w zwykłej psychologii, nie tylko ezoteryce? Nie mówię tego złośliwie, tylko mi się właśnie coś układa w głowie.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Asterka90 tak i to jest coś o czym myślę od początku tej rozmowy. Te dwie perspektywy nie są sprzeczne - psychologia opisuje mechanizm, ezoteryka nadaje mu znaczenie i głębię symboliczną. Rytuał zakotwiczenia działa neurologicznie niezależnie od tego czy widzisz w nim coś więcej. Ale jeśli widzisz - to może działać na innym poziomie też.


Odpowiedz
Wpisy: 887
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

To mnie zatrzymuje. Bo jeśli mechanizm jest ten sam czy wierzysz czy nie - to co właściwie dodaje warstwa symboliczna? To znaczy po co nam ezoteryczne ujęcie tego tematu skoro psychologia mówi to samo inaczej? Pytam serio, nie retorycznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Wolchw myślę że warstwa symboliczna robi jedną rzecz której psychologia nie robi wprost - daje temu wagę. Jeśli mówię sobie 'piję herbatę żeby się wyciszyć' to jest to działanie instrumentalne. Jeśli mówię 'to jest mój czas, mój próg, moje przejście' - to jest inna relacja z tym gestem. Nie twierdzę że jedno jest lepsze od drugiego, ale to są różne doświadczenia. Psychologia opisze oba, ale nie powie ci że jedno jest głębsze.


Odpowiedz
Wpisy: 477
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Zenek to dobrze ujął. Ja bym dodała jeszcze jeden wymiar - rytuał z intencją symboliczną angażuje coś w człowieku co działanie instrumentalne omija. Kiedy robię coś z poczuciem że to ma znaczenie wykraczające poza efekt, to inaczej wchodzę w ten akt. I to potem jest też inaczej zapamiętane. Nie wiem czy to jest 'ezoteryka' czy po prostu głębsza uwaga - ale dla mnie to robi różnicę jako matki.


Odpowiedz
Wpisy: 375
(@glozka00)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie o to mi chodziło kiedy czytałam wcześniejsze posty. To jest kwestia intencji i tego co Salomea nazywa 'wagą'. Dla mnie rytuał rodzicielski który działa to taki który mnie przypomina że jestem czymś więcej niż funkcją. Że jestem osobą która ma swoją historię, swoje ciało, swoją energię - i że ta energia też wymaga zasilania. Bez tego myślenia szybko wchodzę w tryb autopilota i przestaję czuć że cokolwiek wybieram świadomie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@przytulia_c)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 54

@Glozka00 to 'energia wymaga zasilania' - czy wy macie jakiś konkretny rytuał który właśnie to robi? Znaczy który wyraźnie jest dla was, nie dla dziecka, i który daje wam poczucie że jesteście 'naładowani'? Pytam bo zbieram tu konkretne przykłady i chciałabym zobaczyć jak to wygląda w praktyce u różnych osób.


Odpowiedz
(@glozka00)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 375

@Przytulia_C u mnie to jest wieczorna praca z tarotem, ale krótka - jedno pytanie, jedna karta. Nie robię tego dla dziecka, nie robię tego dla nikogo innego. To jest moja rozmowa z sobą o tym jak wygląda mój stan. Czasem karta mówi coś co chcę usłyszeć, czasem nie - ale sam akt wyciągania karty i zatrzymania się nad tym co widzę jest przywróceniem siebie sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 244
(@wiesia-2)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam takie dziwne uczucie że wy wszyscy macie jakieś rytuały których ja nie mam. Znaczy mam pewne rzeczy które robię, ale nigdy nie myślałam o nich jako o rytualach. Na przykład zawsze przed snem kładę dłoń na piersi i robię trzy głębsze oddechy. To zaczęłam robić jak byłam bardzo zmęczona i nie mogłam zasnąć. Czy to się w ogóle liczy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Wiesia.2 moim zdaniem to jest dokładnie to o czym tu rozmawiamy. Masz próg - trzy oddechy. Masz intencję - zasnąć, uspokoić się. Masz powtarzalność. To jest rytuał, niezależnie od tego czy tak go nazywasz. I co ważne - sam wymyśliłaś coś co dla ciebie działa, bez żadnej instrukcji. To jest chyba najuczciwsze podejście.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

No ale właśnie - to mi zaczyna się wszystko zlać w jedno. Malwinia na początku pytała o rytuały które pomagają czuć się lepszym rodzicem. I teraz mamy tu trzy oddechy przed snem, herbatę przy oknie, kartę tarota wieczorem. To są rzeczy dla siebie, nie dla dziecka. Czy te rzeczy naprawdę przekładają się na to jak się zachowujesz z dzieckiem następnego dnia? Bo to jest dla mnie ta niejasna część.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Wahadlarz73 ale czy to jest problem? To znaczy - czy rytuał który robi coś dla ciebie jako osoby nie czyni cię automatycznie lepszym rodzicem? Mam wrażenie że szukasz jakiegoś rytuału który ma dwa wyjścia jednocześnie - dla ciebie i dla dziecka. A może to nie tak działa.


Odpowiedz
(@wahadlarz73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 203

@Kunia może masz rację, ale chcę to rozumieć. Jeśli siadam do herbaty przy oknie i mi to daje spokój - to okej. Ale skąd wiem że ten spokój przekłada się na to jak traktuję dziecko następnego dnia? To nie jest logicznie oczywiste.


Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Wahadlarz73 to jest właśnie to co psychologia regulacji emocji nazywa spillover effect - stan emocjonalny z jednej sytuacji przenosi się na kolejną. Nie musisz w to wierzyć jako w coś ezoterycznego, to po prostu tak działa. Rodzic który się nie reguluje kumuluje i wybucha w najgorszym momencie. A rytuał jest formą regulacji.


Odpowiedz
Wpisy: 415
Rozpoczynający temat
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wahadlarz73 zadał pytanie które mnie trochę zatrzymuje. Bo masz rację - to wszystko co tu wymieniamy to są rzeczy dla siebie. Herbata, oddech, karta. I teraz zastanawiam się czy właśnie o to chodzi w tym tytule - że bycie lepszym rodzicem zaczyna się od bycia sobą, a nie od robienia czegoś bezpośrednio dla dziecka. Albo że to jest właśnie ta droga okrężna, przez siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@asterka90)
Połączone: 1 rok temu

Zenek, ale to brzmi jakbyś mówił że rytuał to tylko technika zarządzania stresem. A gdzie w tym wszystkim ta warstwa o której rozmawialiśmy wcześniej - intencja, symbol, poczucie że to ma jakieś znaczenie szersze niż tylko 'jestem mniej zestresowany'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zenek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 432

@Asterka90 nie wykluczam tej warstwy, wręcz przeciwnie. Mówiłem wcześniej że symbolika dodaje wagę. Ale Wahadlarz pyta o mechanizm i odpowiedź na ten mechanizm jest empiryczna. Jeśli ktoś potrzebuje tylko mechanizmu - to wystarczy. Jeśli ktoś potrzebuje głębszego sensu - to warstwa symboliczna jest właśnie po to.


Odpowiedz
Wpisy: 477
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

A ja mam inne pytanie do tej rozmowy - wy mówicie dużo o rytuałach wieczornych, wyciszających, końcowych. A co z rytuałami wejścia w rolę rodzica? Znaczy nie wyjścia z niej, ale wejścia. Bo u mnie największy problem był zawsze nie to żeby się od czegoś oderwać, tylko żeby w ogóle wejść w obecność z dzieckiem kiedy miałam głowę gdzie indziej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ludwinia-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 225

@Salomea63 o, to jest coś innego. Możesz powiedzieć więcej jak to u ciebie wyglądało? Bo wydaje mi się że rozumiem problem - wchodzisz do pokoju dziecka i ciało jest tam, ale głowa jeszcze gdzieś w pracy albo w rozmyślaniu o czymś.


Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 477

@Ludwinia.1 dokładnie. I przez długi czas próbowałam to ignorować - myślałam że jak będę przy dziecku fizycznie to wystarczy. Ale nie wystarczało, i chyba oboje to czuliśmy. W końcu zaczęłam robić coś prostego przed wejściem do jego pokoju - zatrzymywałam się przy drzwiach, kładłam rękę na framudze i mówiłam sobie w głowie jedno zdanie. Coś w rodzaju 'teraz jestem tutaj'. Głupie, ale działało.


Odpowiedz
Wpisy: 581
(@wera_t)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Salomea opisuje to jest threshold ritual - rytuał progu. Czytałam o tym w kontekście szamanizmu, ale też w zwykłej psychologii uważności. Próg jest symbolem przejścia między stanami, i zatrzymanie się przy nim fizycznie pomaga mózgowi przełączyć się między trybami. Salomea, ile czasu zajmował ten moment przy drzwiach?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@salomea63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 477

@Wera_T dosłownie kilka sekund. Nie robiłam z tego medytacji, bo nie miałam na to czasu ani przestrzeni. Ale ta pauza i to zdanie - wystarczały żebym weszła inaczej. Teraz czasem robię to samo przed wejściem do biura, przed trudną rozmową telefoniczną. Zaczęło mi się przenosić.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

To co Salomea mówi o progu mnie coś ruszyło. Bo ja z kolei mam rytuał który jest odwrotny - robię coś po wyjściu. Kiedy mój syn zasypia i zamykam drzwi jego pokoju, to stoję przez chwilę po tej drugiej stronie z ręką na klamce. Nie wiem po co to robię, zaczęło się samo. Ale chyba to jest właśnie to - zamknięcie jednego czasu i otwarcie następnego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Mieszko to jest ciekawe że oboje ze mną mamy te rytuały które powstały same, nie zostały zaprojektowane. Salomea przy wejściu, ty przy wyjściu. Czy wy uważacie że to jest ważne - że to się wytworzyło spontanicznie a nie zostało wymyślone?


Odpowiedz
(@mieszko)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 193

@Wolchw tak, myślę że to jest coś. Kiedy coś robi się samo to znaczy że ciało tego potrzebuje, nie że głowa postanowiła że to dobry pomysł. Zaprojektowany rytuał musi się zasiedzieć zanim zacznie coś robić. Ten spontaniczny już jest.


Odpowiedz
Wpisy: 409
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest właśnie różnica między rytuałem przejętym a rytuałem wyrosłym. W tradycji magicznej mówi się że najsilniejszy jest ten który wypływa z potrzeby, nie z przepisu. Nie dlatego że przepisy są złe, ale dlatego że rytuał wyrosły jest już w pewnym sensie naładowany - masz do niego emocjonalne zakorzenienie zanim jeszcze dasz mu nazwę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@balbinka99)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 134

@Czeslawa08 ale jak ktoś nie ma takich spontanicznych rytuałów i chce zacząć - to co? Ma siedzieć i czekać aż coś samo wyrosnie? Bo mnie na przykład nic takiego nie wyrosło i trochę czuję się dziwnie po tym co mówisz.


Odpowiedz
(@czeslawa08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 409

@Balbinka99 nie, zdecydowanie nie trzeba czekać. Mówię że spontaniczne mają pewną jakość, nie że są jedyną drogą. Świadomie zaczęty rytuał też może stać się prawdziwy - potrzebuje tylko czasu i powtarzania. Kluczowe jest żeby nie robić go dlatego że przeczytałaś że 'trzeba', tylko dlatego że coś w tobie mówi że chcesz tego dla siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 54
(@przytulia_c)
Połączone: 8 miesięcy temu

Dziękuję Czeslawa za to rozróżnienie, bo ja właśnie mam problem że zaczynam coś robić bo gdzieś przeczytałam że powinnam, a potem mi nie wychodzi i czuję się winna. Może dlatego że to nie jest moje, tylko pożyczone. Ale jak znaleźć swoje? To brzmi jak pytanie na które nie ma odpowiedzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka00)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 375

@Przytulia_C myślę że znalezienie swojego to jest kwestia eksperymentowania bez presji że coś musi działać od razu. Ja zanim doszłam do wieczornego tarota, przez dłuższy czas próbowałam różnych rzeczy które nie pasowały - za długie, za skomplikowane, za bardzo skupione na efekcie. Tarot wyłonił się dlatego że przy nim nic nie musiałam robić poza patrzeniem i pytaniem.


Odpowiedz
Wpisy: 244
(@wiesia-2)
Połączone: 6 miesięcy temu

A ja mam pytanie które mi tu siedzi od kilku postów - czy te rytuały które tu opisujemy w ogóle są specyficznie 'rodzicielskie', czy to po prostu rytuały osobiste które akurat stosujemy jako rodzice? Bo coraz bardziej mi się wydaje że te moje trzy oddechy przed snem to nie jest rytuał matki, to jest rytuał mnie. I nie wiem czy to jest problem czy właśnie o to chodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 244
(@wiesia-2)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest właściwie dobre pytanie które sobie zadaję w trakcie pisania - czy to co robimy jest rytuałem rodzicielskim, czy po prostu rytuałem człowieka, który akurat jest rodzicem? Bo te trzy oddechy które opisałam - robiłam je zanim zostałam mamą, tylko wtedy przed trudnymi spotkaniami w pracy. Teraz stosuję je przed wejściem do pokoju dziecka. Forma ta sama, kontekst się zmienił. Czy to zmienia naturę rytuału?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wolchw)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 887

@Wiesia.2 a myślisz że kontekst jest drugorzędny czy główny? Bo ja skłaniam się ku temu że sam akt może być ten sam, ale intencja go przekształca. Jak wchodzisz do pokoju dziecka z tymi oddechami, to intencja jest inna niż przed spotkaniem biznesowym - i to może być właśnie ta różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 415
Rozpoczynający temat
(@malwinia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam takie poczucie że ta rozmowa o tym czy rytuał jest 'rodzicielski' czy 'ogólny' to trochę fałszywy podział. Rodzicielstwo to nie jest jedna z ról - to jest stan w którym się jest całą dobę, nawet jak się śpi. Więc każdy rytuał który robi rodzic jest w jakimś sensie rodzicielski, bo robi go ktoś kto jest rodzicem całym sobą, nie na pół etatu.


Odpowiedz
Strona 3 / 4
Udostępnij: