Mam taki problem i nie wiem czy ktoś tutaj przez coś podobnego przechodził. Mam OCD, które skupia się głównie na czystości - mycie rąk, sprawdzanie powierzchni, unikanie dotykania rzeczy w miejscach publicznych, to cały mój dzień. Chodzę na terapię, biorę leki, ale szukam czegoś, co mogłoby mi pomóc od strony... no właśnie, nie wiem jak to nazwać. Duchowej? Energetycznej? Chciałabym robić jakieś rytuały oczyszczające, ale tu jest ten absurd - przy OCD nakierowanym na czystość każdy rytuał oczyszczający może mi to nakręcić jeszcze bardziej. Moja terapeutka mówi, że to ryzyko, bo mózg może to potraktować jako kolejną kompulsję. I teraz co - czy są jakieś rytuały, które działają na zasadzie uziemienia, zakorzenienia, które NIE kręcą się wokół motywu czyszczenia czegoś z czegoś?
To jet naprawdę konkretne pytanie i cieszę się, że je zadałaś, bo rzadko ktoś podchodzi do tego z taką świadomością. To, że twoja terapeutka zwróciła uagę na ryzyko kompulsji to dobry znak - znaczy, że rozumie mechanizm. I ma rację. W kontekście OCD ukierunkowanego na czystość, rytuały z kadzidłem, wodą, solą, białą szałwią - to wszystko może działać jak nakręcanie sprężyny. ale są podejścia, które idą zupełnie inną stroną. Pytanie do ciebie: czy masz jakiś związek z naturą? Ziemia, kamienie, drzewa - to kierunek, który działa przez zakorzenienie, a nie przez usuwanie czegokolwiek. Rytuały oparte na przyjmowaniu zamiast oczyszczania.
To co opisujesz - to pętla OCD w działaniu i dobrze, że to rozpoznajesz. Z tego co wiem, w podejściach terapeutycznych do OCD, jednym z kluczowych elementów jest właśnie przerywanie rytuałów, a nie tworzenie nowyych. Więc zanim pójdziemy dalej z konkretnymi praktykami, mam pytanie - twoja terapeutka wie, że szukasz czeogś ezoterycznego równolegle? Pytam serio, bo to jest ważne dla bezpieczeństwa, nie dlatego że magia i terapia się wykluczają, ale dlatego że przy OCD naprawdę łatwo jest nieświadomie zbudować nową kompulsję z rituału który miał pomagać.
Zgadzam się z Gustlikiem i chcę to trochę rozwinąć. Znam przypadki - z opowieści, nie z własnego doświadczenia - gdzie ktoś zaczął od afirmacji albo prostego rytuału z kamieniami i po kilku tygodniach miał nową kompulsję: dotykać kamień określoną liczbę razy, w określonej kolejności. Mózg przy OCD jest mistrzem przejmowania czegokolwiek i zamieniiania tego w przymus. Więc pytanie do autorki wątku: czy twoja terapeutka zna kierunek, w którym chcesz iść? Bo jeśli nie - warto ją zapytać zanim cokolwiek zaczniesz.
Tak, terapeutka wie. Rozmawiałyśmy o tym i powiedziała, że jeśli znajdę coś co jest bardziej kontemplacyjne i nie angażuje czynności - czyli np. siedzenie, oddech, obserwowanie - to może być ok. Powiedziała wprost, że rytuały z powtarzalnymi gestami albo czyszczeniem czegoś to zły pomysł. Stąd to pytanie tutaj, bo chciałam się dowiedzieć od osób praktykujących, co według was wchodzi w tę kategorię "bez czynności".
No to masz już dość konkretne ramy od terapeutki, to ułatwia. Kontemplacja, oddech, obserwowanie. Z rytuałów, które znam i które nie angażują żadnej sekwencji czynności, przychodzi mi do głowy praca z ogniem - siedzisz i patrzysz na świecę. ojej no, tylko tyle. Żadnego wypowiadania zaklęć, żadnego okrążania, żadnego posypywania solą. Patrzysz na płomień i pozwalasz myślom płynąć. Wielu praktykujących używa tego jako formy wróżenia albo skupienia, ale działa też czysto medytacyjnie. Nie wiem czy to nie za mało jak na "rytuał" z twojego punktu widzenia?
Niematerialne rytuały - to kierunek. Pracujesz ze słowem albo z wyobrażeniem. W tradycjach słowiańskich jest coś takiego jak "umawianie się z lasem" - wchodzisz pod drzewo, opierasz się o nie plecami i po prostu stoisz. To tyle. Drzewo nie jest czyste ani brudne, nie wymaga od ciebie żadnej sekwencji. W praktyce szamańskiej drewa liściaste - szczególnie dąb i buk - są trakttowane jako coś w rodzaju stabilizatora. Nie wiem jak to opisać inaczej niż że to jest doświadczenie bycia niesionym a nie oczyszczanym. Czy masz dostęp do jakiegoś parku, lasu?
Wtrącę się, bo mam trochę inne skojarzenie. Runy - i wiem, że to brzmi jak "kolejny rekwizyt" - ale jest jedna praktyka, która jest czysto wewnętrzna: wyobrażanie sobie kształtu runy bez żadnego rysowania, bez dotykania. Isa, która jest runą zatrzymania i lodu, używana jest do wyciszenia mentalnego. Siedzisz i wizualizujesz pionową kreskę. eee, Tylko pionową kreskę. To jest proste do opisu, nie angażuje żadnych czynności fizycznych, nie ma nic do sprawdzania czy jest czyste. Nie wiem czy to ma sens w twoim przypadku, ale wydaje mi się, że to jest właśnie ta strona "niematerialna" o której pisałaś.
To co teraz opisujesz to już naprawdę ważna informacja. Jeśli masz pure O czyli obsesje bez wyraźnych kompulsji zewnętrznych albo z kompulsjami mentalnymi, to rytuały oparte na wyobrażeniach moga być ryzykowne w taki sam sposób jak rytuały oparte na czynnościach 😉 wiesz co, pytanie: czy twoja terapeutka pracuje konkretnie z pure O, bo to jest specjalizacja i nie każdy terapeuta dobrze to prowadzi?
Chcę wrócić do wątku z drzewem, bo to mi się wydaje najbezpieczniejszym kierunkiem ze wszystkiego co tu padło. Żadnej wizualizacji, żadnych słów, żadnej sekwencji czynności. Stoisz. To jest jedyna czynność. Ewentualnie oddychasz świadomie, ale to dzieje się samo. W tradycji druidzkiej to nie jest nawet traktowane jako rytuał - to jest po prostu kontakt. Może właśnie czegoś tak niepozornego szukasz?
Czytam ten wątek od początku i chcę zapytać o jedną rzecz, bo może to głupie pytanie, ale co tak naprawdę chcesz przez ten rytuał osiągnąć? Chodzi mi o to - czy to ma być element codzienności, jakiś reset, czy chodzi o coś konkretnego, jakiś stan albo poczucie?
Czytam to od początku i jakoś nie mogę przejść obojętnie. To co opisujesz - że OCD zabrało ci rytuały, które kiedyś miałaś - to mnie uderzyło. Parzenie herbaty z intencją brzmi jak coś tak prostego, a jednak rozumiem, że to przestało być możliwe w takiej formie. Mam pytanie, może trochę z innej strony: czy są jakieś pory dnia albo miejsca, gdzie ten mechanizm sprawdzania jest słabszy? Coś, gdzie jesteś bardziej w spokoju, nawet jeśli to tylko chwilowe?
To co opisujesz z tym porankiem - to jest bardzo stara idea. o matko, w wielu tradycjach ten próg między sneem a jawą był traktowany jako osobny stan, nie do końca ani tu ani tam. Nie wymaga się od człowieka żadnej gotowości. Jesteś po prostu. I jeśli to jest jedyny moment, gdzie nie wchodzi ci mechanizm oceniania, to może tam właśnie jest przestrzeń na cokolwiek, czemu chcesz nadać intencję.
Nie brzmi absurdalnie. brzmi jak bardzo sensowna obserwacja własna. i wałśnie to jest ta różnica miedzy rytuałem jako procedurą a rytałem jako intencjonalnym trwaniem w czymś. Jedno wymaga wykonania, drugie tylko obecności. przy czym - pytanie do cebie - czy jak to leżysz i słuchasz, to masz jakąś myśl towarzyszącą coś w rodzaju "to jest moje", czy to jest raczej kompletnie puste?
To jest bardzo ważna rzecz którą właśnie powiedziałaś. że szukasz bezpieczeństwa. Większość ludzi myśli o rytuałach jako o działaniu - robię X, żeby osiągnąć Y. A ty opisujesz coś zupełnie innego - stan, nie czynność. I to wydaje mi się kierunkiem, który w twoim przypadku ma sens. Nie rytuał jako procedura. Rytuał jako powrót do czegoś znajomego i bezpiecznego.
oj właśnie czytam tę rozmowę i myślę sobie, że to "miękkie" które opisujesz - to jest zresztą termin, który pojawia się jeśli chodzi o medytacji zorientowanej na współczucie dla siebie. Metta w buddyzmie theravada zaczyna się od skierowania życzliwości do siebie, i ta pierwsza faza jest właśnie o tym - nie o wizualizacji, nie o słowach, tylko o poczuciu, że jest coś miękkiego i ciepłego wewnątrz. Zastanawiam się czy to nie byłby dla ciebie dobry kierunek, ale mam wątpliwość: czy samo słowo "medytacja" nie uruchamia ci poczucia, że trzeba ją "zrobić dobrze"?
Metta bez slow - to jest wlasnie to, czego wiele osób nie wie, bo koojarzy sie tylko z powtarzaniem fraz. Ale pierwotnie - przynajmniej tak to opisuja starsze prezkazy palijskie - to bylo siedzenie i wprost fizyczne szukanie tego odczucia ciepla w klatce piersiowej. dopiero potem jesli chciałas to formułowałas w slowa. Oriona, jak slyszysz "cieplo w klatce piersiowej" to masz jakies skojarzenie, czy to brzmi abstrakcyjnie?
Wcale nie śmieszne. To jest konkretne, sensoryczne zakotwiczenie. Mózg przy OCD często potrzebuje czegoś bardzo namacalnego żeby wyjść z pętli abstrakcyjnych ocen. no "Ciepło kota" to nie jest abstrakcja - to jest wspomnienie fizyczne. I jeśli to jest dostępne jako punkt odniesienia, to można próbować je przywoływać bez kota, tylko przez pamięć ciała. masz kota?
Wracam do tego co Gustlik zapytał wcześniej - czy to "puste ale miękkie" poranne jest czymś, co chciałabyś zachować jako rytuał właśnie w tej formie, czy szukasz czegoś, czemu możesz nadać bardziej świadomy wymiar? Bo to są dwie różne potrzeby. Jedno to chronić to co już masz. Drugie to zbudować coś nowego. I nie musi to być to samo.
To jest dobre pytanie. bo może właśnie próba "urytualizowania" czegoś co działa właśnie dlatego, że jest nieformalne, to ryzyko. Jak zaczniesz to robić świadomie, to przestanie być tą przestrzenią przde włączeniem oceniającego umysłu.
Jeśli tak to rozróżnisz - coś do zachowania i coś do zbudowania - to drugie mogłoby opierać się właśnie na bodźcach sensorycznych, które wymieniałaś. Zapach, dźwięk, temperatura. nie czynność, tylko zanurzenie w bodźcu. Zapalenie kadzidła i siedzenie przy nim bez żadnego protokołu. Albo wyjście na zewnątrz i stanięcie w słońcu przez minutę. Pytanie: który zmysł jest dla ciebie najbardziej neutralny, czyli najmniej uruchamia mechanizm oceniania?
To co powiedziałaś o wzroku jest naprawdę bardzo precyzyjne. Wzrok zatrzymuje, dźwięk przepływa. I chyba nie mówisz tego przypadkowo - bo OCD związane z czystością jest w dużej mierze wzrokowe właśnie. Widzisz coś i to uruchamia ocenę. A słyszysz coś i... co się wtedy dzieje?
Dźwięk jest procesualny, wzrok jest obiektowy przy wzroku mózg kategoryzuje - to jest x, to ma właściwość y. Przy dźwięku ta sama część mózgu działa inaczej, bo dźwięk nie ma krawędzi, nie ma miejsca. To może być powód, dla którego słuch jest bezpieczniejszy w tym kontekście. Ale pytanie do ciebie - czy jest jakiś konkretny dźwięk, który kojarzysz z tym poczuciem które opisywałaś? Z tym "miękkim"?
To nie jest śmieszne, to jest bardzo spójna obserwacja woda w kontekście czystości to woda instrumentalna - myję, szoruje, sprawdzam, poprawiam 😉 Woda jako dźwięk za oknem jest poza zasięgiem działania. Nie możesz jej wyczyścić ani skontrolować. Może właśnie dlatego jest bezpieczna?
Woda ma tez takie stare znaczenia w róznych tradycjach jako cos co oczyszcza bez udzialu czlowieka. Sama pada, sama plynie. Nie wymaga interwencji. To moze byc wlasnie to dlaczego tak dziala - ze jest oczyszczeniem ktore nie jest twoim obowiazkiem.
Czekaj, misa z woddą deszczową... jak to wygląda w praktyce? Stawia się ją na zewnątrz i zbiera wodę, a potem co?
Różnie. Część tradycji używa jej do wróżenia z wody - patrzenia w powierzchnię, ale to już jest osobna praktyka. Tutaj myślałam o czymś prostszym - zebrana woda stoi, ty siedzisz przy niej i słuchasz. Albo patrzysz na powierzchnię bez celu. Żadnego efektu, żadnego wyniku. Tylko czas przy niej.
