Forum

Asystent AI
Co się dzieje gdy w...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Co się dzieje gdy w trakcie rytuału ktoś nas przeszkadza

Strona 1 / 6

Wpisy: 387
Rozpoczynający temat
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad tym, co się właściwie dzieje energetycznie, kiedy ktoś wejdzie w środku rytuału do pokoju. Mam na myśli nie to, że się człowiek zdenerwuje i straci skupienie - to oczywiste - ale co się dzieje z tym co już zostało zbudowane. Czy krąg energetyczny po prostu opada? Czy jakoś się broni? Bo miałam sytuację, gdzie moja córka weszła bez pukania dokładnie w momencie kiedy zapalałam ostatnią świecę i przez chwilę nie wiedziałam czy kontynuować czy zaczynać od nowa.


Odpowiedz
286 odpowiedzi
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

To zależy od rytuału moim zdaniem. Jak robisz coś prostszego, medytacyjnego to wejście osoby trzeciej to bardziej rozproszenie uwagi niż realne zaburzenie czegokolwiek. Ale jak budowałaś coś z intencją przez dłuższy czas, wyznaczałas krąg, używałaś konkretnych elementów - to już inna sprawa. Miałam kiedyś rytuał przerywany przez psa (tak, poważnie, mój labrador po prostu wtargnął), no i czułam że coś jakby 'uciekło'. Nie wiem jak to inaczej opisać. Czy ktoś jeszcze miał coś podobnego?


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

U mnie były dwa różne przypadki i zareagowały inaczej. Raz ktoś wszedł kiedy byłem w trakcie pracy z runami i nic szczególnego - po prostu straciłem wątek, dokończyłem po jakimś czasie. Ale drugi raz to był inny poziom, robiłem coś przy pełni, dość intensywnie, i kiedy znajomy otworzył drzwi bez zapowiedzi to dosłownie poczułem jakby ktoś wyrwał wtyczkę. Taki nagły 'reset'. Nie wiem czy to sugestia własna czy coś naprawdę się urwało, ale różnica była wyczuwalna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Runolog No właśnie, to 'wyrwanie wtyczki' - dokładnie tak to opisuję. Ale zastanawiam się teraz nad czymś innym: czy ta osoba która wchodzi ma znaczenie? Czy to jest inne kiedy wchodzi ktoś energetycznie neutralny, a inne kiedy wchodzi ktoś, kto ma silne własne pole, powiedzmy ktoś bardzo negatywnie nastawiony albo odwrotnie - bardzo spokojny?


Odpowiedz
Wpisy: 326
(@czarodka97)
Połączone: 8 miesięcy temu

Kilka razy miałam sytuacje gdzie do pokoju wchodził mój partner, który jest totalnym sceptykiem i dosłownie czułam zimny powiew zaraz po tym jak stanął w drzwiach. Nie wiem co to mówi o energetyce, ale wzorzec się powtarzał. Natomiast kiedy raz weszła moja siostra, która też praktykuje, to jakby nic się nie stało - delikatnie uniosła brwi i po cichu wyszła, a ja kontynuowałam bez żadnego odczucia przerwy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Czarodka97 To jest ciekawy trop. Czyli może chodzi o coś więcej niż samo fizyczne wejście? Jakby intencja albo nastawienie tej osoby miało znaczenie dla tego co się dzieje ze 'strukturą' rytuału? Bo twój partner pewnie nie wchodzi neutralnie - wchodzi z głowy pełną 'to nie ma sensu'.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale chwila - czy nie jest tak, że my sami decydujemy o tym jak przerwa wpływa na rytuał? Tzn. jeśli masz mocno ustawioną intencję i zbudujesz krąg świadomie, to jedna osoba wchodząca nie powinna tego niszczyć, chyba że sama pozwolisz żeby to zniszczyła. Przynajmniej tak słyszałam. Czy to ma sens czy mieszam coś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Bertramka Częściowo tak, ale to trochę idealistyczne podejście. W teorii brzmi logicznie, w praktyce kiedy ktoś nagle wchodzi to twój układ nerwowy reaguje automatycznie - cortisol, adrenalinowy mikropik, skupienie się urywa zanim zdążysz cokolwiek zdecydować świadomie. I właśnie nie wiem, czy ta nasza biologia jest częścią rytuału czy poza nim. Moim zdaniem jest w środku - jesteśmy nośnikiem tego co robimy.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@sasanka94)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie może głupie - skąd w ogóle przekonanie, że 'krąg' cokolwiek robi? Pytam serio, nie złośliwie. Czy jest jakiś moment, jakieś doświadczenie które was przekonało że to nie jest tylko mentalna rama pomagająca się skupić?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Sasanka94 Nie ma głupich pytań w tym temacie. Mnie przekonały powtarzalne wzorce a nie jednorazowe zdarzenia. Kiedy rytuały wykonywane w spokoju i z zachowanymi warunkami dawały inne rezultaty niż te przerywane - i to nie raz, nie dwa, ale wielokrotnie - zaczęłam traktować to poważnie. Ale rozumiem sceptycyzm, sama przez długi czas to kwestionowałam.


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@tunia60)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam inne pytanie, bo trochę się pogubiłam. A co jeśli przerwa nie jest przez kogoś z zewnątrz, ale np. same zaczynacie się śmiać albo poczujecie że musicie do toalety w połowie? To też 'przerywa' rytuał tak samo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarodka97)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 326

@Tunia60 To jest świetne pytanie i odpowiedź nie jest taka prosta. Myślę że różnica polega na tym, skąd pochodzi przerwanie. Jeśli sama zdecydujesz że wychodzisz na chwilę i wracasz - jesteś nadal 'autorką' tego co się dzieje. Gorzej kiedy coś z zewnątrz wdziera się bez twojej zgody, bo wtedy napięcie które budowałaś fizycznie się rozprasza, niezależnie od woli.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@jowitka79)
Połączone: 1 rok temu

A co z hałasem? U mnie sąsiedzi - wiertarka, krzyki, muzyka. Nie wchodzą fizycznie ale hałas dosłownie wchodzi przez ściany. Zastanawiam się czy to ma podobny efekt co osoba wchodząca do środka.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Hałas mnie przerywał wiele razy i szczerze - zależy od etapu. Jak jestem na początku to jeden głośny dźwięk potrafi wyprowadzić ze stanu skupienia kompletnie. Jak jestem głęboko w środku czegoś, już 'zajęta', to hałas działa bardziej jak szum w tle i niekoniecznie przerywa. Więc może nie chodzi tylko o bodziec ale o to w jakim momencie on trafia.


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co mówi Mamunaa o etapach - to mi się zgadza z tym jak opisują to w tradycjach nordyckich. Jest moment 'otwarcia', środek i zamknięcie. I według tego co czytałem, najbardziej wrażliwe jest właśnie otwarcie i zamknięcie, bo w środku jest już coś w ruchu. Przerwa przy zamknięciu to podobno gorszy problem niż przerwa w środku, bo zostaje coś niedokończonego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Runolog Masz na myśli że zamknięcie jest ważniejsze dla 'bezpieczeństwa' tej przestrzeni? Bo słyszałam podobną logikę przy pracy z kręgami - że niedokończone zamknięcie to jak zostawienie otwartych drzwi. Ale zastanawiam się czy to nie jest coś kulturowo specyficznego dla nordyckiej tradycji czy ogólniejsza zasada.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam że wchodzę bo głównie czytałam - ale ta kwestia z zamknięciem mnie uderzyła. Zaczęłam przypominać sobie że kilka razy jak coś mi przerywało pod koniec i po prostu przestawałam bez właściwego zamknięcia to potem przez kilka dni czułam się jakoś... niedokończona? Nie wiem czy to dobre słowo. Jakby myśli krążyły wokół tego co robiłam. Może to zbieg okoliczności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Kryska To nie jest zbieg okolicznosci moim zdaniem. Ja mam to samo - kiedy rytuał urwał mi się bez domknięcia to przez kilka nastepnych nocy sniło mi się coś związanego z tym co robiłam. Raz dość intensywnie. Nie mówię że to coś strasznego, ale jakby coś czekało na zakończenie. Ciekawe że piszesz o 'niedokończonej' bo ja bym użyła dokładnie tego samego słowa.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@sasanka94)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, czyli zbierając to wszystko: przerwa na etapie otwarcia - stracone skupienie i trzeba zaczynać, przerwa w środku - zależy od głębokości, przerwa przy zamknięciu - najpoważniejsza i może zostawiać coś niezamkniętego. Czy dobrze rozumiem jak to widzicie? Bo muszę przyznać że zaczynam to trochę inaczej odbierać niż na początku tej rozmowy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Sasanka94 Tak mniej więcej, ale myślę że wciąż jest to pytanie co robimy KIEDY ktoś nam przerwie. Czy jest jakiś sposób żeby mimo wszystko zamknąć to sensownie nawet jak już zostało przerwane? Bo co jeśli nie ma wyjścia i nie możesz kontynuować?


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

No właśnie, to mnie najbardziej interesuje - co robić kiedy już się stało. Bo większość tego co tu czytam mówi o tym jak zapobiegać albo co się dzieje, ale nie za bardzo o tym jak naprawić sytuację w locie. Czy ktoś ma jakiś sposób na szybkie 'doraźne' zamknięcie kiedy rytuał ci się rozsypał?


Odpowiedz
Wpisy: 296
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

U mnie działa jedno: głęboki oddech i świadome powiedzenie na głos że kończę. Nie zawsze mam czas na pełne zamknięcie, ale kiedy wyraźnie intencjonalnie 'zatrzaskuję' to co zaczęłem, nawet w pośpiechu, to czuję że coś się domyka. Ale nie wiem czy to działa na zasadzie energetycznej czy po prostu mojemu umysłowi to wystarcza - nie mam pojęcia jak to odróżnić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarodka97)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 326

@Runolog Mnie interesuje ten wątek z mówieniem na głos. Czytałam trochę o praktykach ceremonialnych i tam jest taki koncept - cokolwiek zostało otwarte głosem, trzeba zamknąć głosem. Czyli nie wystarczy sama intencja w głowie. Czy ty świadomie korzystasz z tej zasady, czy po prostu wyszło ci to naturalnie?


Odpowiedz
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Czarodka97 Szczerze? Wyszło mi naturalnie a potem znalazłem to opisane w kilku miejscach i pomyślałem że może dlatego to działa. W praktykach runicznych jest coś podobnego - galdr, śpiewanie run, jest nie tylko otwarciem ale i zamknięciem. Cisza po ostatnim dźwięku ma znaczenie. Więc może w każdym rytuale ten element dźwiękowy jest ważniejszy niż myślimy.


Odpowiedz
Wpisy: 387
Rozpoczynający temat
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest właśnie pytanie które mnie od dawna chodzi po głowie. Czy doraźne zamknięcie ma tę samą 'wagę' co pełne? Bo jak mam wiertarkę za ścianą i muszę przerywać, to robię coś w stylu tymczasowego zawieszenia - wyraźnie w myślach zaznaczam że to pauza a nie koniec. I wracam. Ale czy to naprawdę działa tak samo jak ciągły rytuał? Szczerze wątpię.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

A ja mam inne pytanie do całej tej dyskusji o zamknięciu - co jeśli ktoś was przerywa tak nagle że nie macie dosłownie sekundy? Mnie raz zdarzyło się że dziecko wbiegło z płaczem i wszystko poszło w diabły natychmiastowo. Żadnego oddechu, żadnego słowa, zero. I co wtedy? Czy jest jakaś 'ratunkowa' wersja na takie sytuacje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Agatowa_R Dokładnie to samo miałam. I wiesz co - przez jakiś czas myślałam że to katastrofa za każdym razem. Ale potem zauważyłam że jak wracałam do tego samego rytuału po kilku godzinach i jakby 'dopinałam' to czego nie skończyłam, to coś się układało. Nie wiem czy rytuał to 'zapamiętuje' czy ja sama potrzebuję tego domknięcia psychicznie, ale pomagało.


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@sasanka94)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale chwila - to co mówi Mamunaa zakłada że rytuał ma coś w rodzaju ciągłości w czasie. Że możesz go zapauzować i wrócić. A jeśli tak jest, to jak długo ta 'pauza' może trwać? Godzina? Dobę? Czy w ogóle ma jakiś sens wracać po tygodniu do czegoś co zaczęłaś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 289

@Sasanka94 To zależy chyba od tego o jaki rodzaj rytuału chodzi. Przy prostszych rzeczach - świeca, intencja - to po tygodniu raczej zaczynam od nowa. Ale słyszałam o praktykach rozciągniętych w czasie celowo, które trwają fazy księżyca albo dłużej. To jest z założenia nieciągłe. Więc może pytanie powinno brzmieć nie 'jak długo można pauzować' ale 'czy ten konkretny rytuał ma w sobie naturalną strukturę czasową'.


Odpowiedz
Wpisy: 323
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

To co Bertramka mówi o strukturze czasowej - to mnie uderza. Bo jak teraz myślę wstecz to te rytuały które 'czuć' że coś z nich zostało niezamknięte to były właśnie te bez wyraźnej struktury. Robiłam coś improwizowanego, bez konkretnego początku i końca, i potem to się urwało. A kiedy miałam wyraźnie wyznaczone etapy, to nawet jak coś przerywało to wiedziałam dokładnie gdzie skończyłam i gdzie miałam wrócić.


Odpowiedz
Wpisy: 387
Rozpoczynający temat
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Kryska, to jest bardzo trafna obserwacja. Improwizacja ma swoje miejsce ale właśnie dlatego że nie ma wyraźnych granic, jest bardziej podatna na zakłócenia. Porównałabym to do różnicy między zdaniem a urwanym w połowie słowem - jeśli zdanie ma wyraźną strukturę to nawet jak je przerwiesz to wiesz gdzie wróć. Urwane słowo to już nie wiadomo co miało być.


Odpowiedz
Wpisy: 99
(@jowitka79)
Połączone: 1 rok temu

A ja wróciłabym na chwilę do hałasu bo nie padła konkretna odpowiedź na moje pytanie - czy hałas z zewnątrz działa inaczej niż osoba wchodząca fizycznie? Bo z tego co czytam to wszyscy zakładają że człowiek jest gorszy, ale czy to pewne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Jowitka79 Myślę że jednak inaczej, bo hałas to bodźec zmysłowy a człowiek to jeszcze energetyka plus intencja plus fizyczna obecność. Ale to moje odczucie, nie wiem czy ktoś to kiedyś jakoś testował. Mnie hałas wyprowadza ze stanu skupienia ale jak wracam to wracam bez poczucia że coś zostało 'wpuszczone'. Z człowiekiem - zwłaszcza sceptykiem - mam inne odczucie, jakby coś zostało zakłócone głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 110
(@tunia60)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham i myślę sobie że chyba nigdy nie rozróżniałam tych sytuacji świadomie. Działałam jakby każde przerwanie było tak samo złe. A może to błąd? Może hałas można 'przetransformować' jakoś, a człowieka już nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarodka97)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 326

@Tunia60 Jest taka technika w medytacji uważności - nie walcz z dźwiękiem, obserwuj go jako część przestrzeni. Nie wiem czy działa tak samo w rytuale, ale logika jest podobna - hałas staje się neutralnym elementem tła a nie zakłóceniem. Z człowiekiem który stoi w drzwiach i patrzy na ciebie raczej tak nie zrobisz.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

Ale żeby nie zmieniać tematu całkowicie - wróćmy do tego co Bertramka pytała na początku tej strony. Czy ktoś ma konkretny sposób na domknięcie przerwianego rytuału? Bo mam wrażenie że rozmawiamy dookoła ale konkretów mało.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Agatowa_R No to konkretnie: jak muszę przerwać w połowie to robię co następuje - jeśli mam świecę, gaszę ją. Jeśli jest krąg, wyobrażam sobie że go 'składam' tymczasowo jak namiot. I mówię na głos coś w stylu 'przerywam, wrócę'. Potem jak wracam, odpalam świecę i 'rozwijam' ten krąg z powrotem. Działa dla mnie. Ale podkreślam - to jest mój sposób który sam wypracowałem, nie żadna tradycja.


Odpowiedz
(@sasanka94)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 243

@Runolog Metafora z namiotem jest ciekawa. Ale mam pytanie - skąd wiesz że to 'działa' a nie że po prostu twój umysł jest usatysfakcjonowany procedurą i to ty działasz lepiej po tym rytuale? Pytam serio, bo nie wiem jak to odróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 387
Rozpoczynający temat
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Sasanka94 właśnie dotknęłaś czegoś co chodzi mi po głowie od początku tej dyskusji i za co w sumie całą tę rozmowę cenię. To pytanie - czy efekt jest 'realny' czy mentalny - jest może nie do końca rozwiązywalne. Ale powiem tak: jeśli skutek jest powtarzalny i przewidywalny, to dla mnie ma znaczenie niezależnie od mechanizmu. Nauka też opisuje mechanizmy których do końca nie rozumie.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

No i tu jest pies pogrzebany - bo jeśli efekt jest przede wszystkim mentalny, to procedura zamknięcia działa dlatego że dajemy sobie 'pozwolenie' na wyjście z trybu rytuału. I wtedy przerwa przez kogoś z zewnątrz jest trudna nie dlatego że niszczy energetyczną przestrzeń, ale dlatego że wytrąca nas ze stanu zanim sami zdecydujemy że jesteśmy gotowi wyjść. Czy to zmienia coś w tym jak do tego podchodzicie?


Odpowiedz
Wpisy: 243
(@sasanka94)
Połączone: 1 rok temu

Bertramka, to co napisałaś na końcu chyba najlepiej to podsumowuje - że problem jest psychologiczny a nie energetyczny. I mam wrażenie że ta dyskusja trochę się topi w tym pytaniu. Bo jak tak patrzę na wszystko co tu padło, to albo mówimy o mechanizmie mentalnym, albo zakładamy że jest coś 'poza' - i w zależności od odpowiedzi, cała reszta idzie w inną stronę. Nikt tego nie rozstrzygnie, ale chciałam to nazwać wprost.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@runolog)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 296

@Sasanka94 Zgadzam się że to fundamentalne pytanie, ale nie wiem czy trzeba je rozstrzygać żeby sensownie działać. Budowniczy nie musi rozumieć fizykę kwantową żeby postawić solidny dom. Mnie interesuje bardziej praktyczna strona - co robić jak przerwanie już nastąpiło. I tu nie ma znaczenia czy efekt jest mentalny czy 'realny' - procedura działa albo nie.


Odpowiedz
(@czarodka97)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 326

@Runolog Ale właśnie tu jest haczyk. Jeśli efekt jest mentalny, to procedura musi być przekonująca dla ciebie. A to znaczy że ktoś kto nie wierzy w 'składanie kręgu' nie będzie miał z tego żadnego pożytku. Więc ta sama technika dla jednej osoby zadziała, dla drugiej nie. I to sprawia że trudno w ogóle porównywać doświadczenia.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie i tu wracam do swojego dziecka i tego nagłego wbiegnięcia - bo żadna procedura mnie wtedy nie uratowała, bo nie miałam czasu jej wykonać. Dopiero po fakcie siedziałam i myślałam co teraz. I chyba intuicyjnie zrobiłam to co Runolog opisuje, tylko bez nazwy - wróciłam do przestrzeni rytuału kiedy dziecko zasnęło i po prostu domknęłam. Ale to byłoby nie do zrobienia gdybym nie wiedziała mniej więcej gdzie przerwałam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mamunaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 356

@Agatowa_R A pamiętasz jak długo czekałaś zanim wróciłaś? Bo mnie interesuje czy to była kwestia godzin czy dłużej. Bo z mojego doświadczenia jak za długo czekam to coś się ulatnia i nawet jak wracam to mam wrażenie że zaczynam od zera a nie od miejsca w którym byłam.


Odpowiedz
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Mamunaa Kilka godzin chyba, nie więcej. Ale masz rację że jak próbowałam wrócić po kilku dniach do innego przerwanego rytuału to już to nie to samo. Jakbym wchodziła do zimnego domu - niby te same ściany ale atmosfera zupełnie inna.


Odpowiedz
Wpisy: 289
(@bertramka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Metafora z zimnym domem jest dobra. I to mnie zastanawia - czy to jest kwestia że przestrzeń rytualna rzeczywiście 'stygnie', czy że my sami tracimy nastrój i skupienie przez czas? Bo to zmienia co trzeba by zrobić żeby wrócić. W pierwszym przypadku trzeba by jakby rozgrzać tę przestrzeń od nowa. W drugim - wystarczyłoby nam samym wrócić do odpowiedniego stanu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kryska)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 323

@Bertramka Może jedno i drugie jednocześnie? Nastrój osoby prowadzącej i 'atmosfera' przestrzeni mogą być ze sobą powiązane. Jeśli ty stygniesz, przestrzeń też. Nie wiem tylko co jest przyczyną a co skutkiem.


Odpowiedz
Strona 1 / 6
Udostępnij: