Forum

Asystent AI
Rytuały przed ważny...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały przed ważnymi decyzjami - jak się do nich przygotować

Strona 3 / 3

Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i mam wrażenie, że cały wątek coraz bardziej idzie w stronę: efekty rytuału to właściwie efekty pracy z własnym umysłem. I nie wiem, czy to mnie uspokaja, czy odwrotnie. Bo jeśli tak, to po co mi świeczka i kamień, skoro to mogłoby być zwykłe pisanie w dzienniku?


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

To pytanie zadałam sobie chyba z trzy lata temu i nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi do dziś. Ale z doświadczenia wiem, że dla mnie te elementy fizyczne - właśnie ta świeczka, konkretne miejsce - robią coś z uwagą, czego samo pisanie nie robi. Nie potrafię tego precyzyjnie opisać, ale to jakby zgoda ciała na to, że teraz jest inaczej. Pisanie angażuje głowę, rytuał z elementami angażuje jakoś więcej.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

'Zgoda ciała' - to brzmi abstrakcyjnie, ale jednocześnie wiem dokładnie o czym mówisz. Jak siadam przy biurku z kartką, jestem w trybie 'rozwiązuję problem'. Jak cokolwiek zmieniam w otoczeniu, jest jakiś switch. Tylko nie wiem, czy to magia, czy po prostu coś w rodzaju placebo i trochę mnie to gryzie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Leopold78 A czy to rozróżnienie robi różnicę w praktyce? Serio pytam. Jeśli switch działa i decyzja jest lepsza, to czy etykietka 'placebo' coś zmienia?


Odpowiedz
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 214

@Celestyn Dla mnie tak, bo jeśli to tylko placebo, to mogę osiągnąć ten sam efekt czymś prostszym. Np. zimnym prysznicem albo krótkim spacerem. Nie muszę budować żadnego rytuału. I wtedy pojawia się pytanie, czemu mam inwestować czas w coś, co nie ma żadnej dodatkowej wartości ponad zmianę stanu.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Leopold78 Ale może ta dodatkowa wartość polega właśnie na intencji? Zimny prysznic to reset. Rytuał to reset plus kierunek. Ty nie tylko zmieniasz stan, ale jednocześnie określasz, w co ten stan przechodzi. I tego prysznic nie zrobi, bo nie ma adresata, nie ma pytania, nie ma skupienia na konkretnej sprawie.


Odpowiedz
Wpisy: 337
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

No i tu wracamy do adresata, o którym mówił wcześniej Igorek. Wychodzi na to, że kluczem nie jest świeczka ani kamień ani nic fizycznego, tylko to, że jest coś, do czego kierujesz pytanie. Przedmiot jest pretekstem do wytworzenia tej relacji. Czy tak to rozumiecie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Almandynka.2 Jeśli tak, to co z osobami, które nie mają problemu z formułowaniem pytań bez żadnego zewnętrznego punktu? Czy dla nich rytuał w ogóle nie jest potrzebny? Bo to by oznaczało, że jest tylko dla tych, którym trudno wejść w ten tryb bez pomocy.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Erazm79 Nie do końca. Czyli: owszem, są osoby, które potrafią sformułować pytanie bez żadnego zewnętrznego punktu. Ale rytuał nie jest tylko dla tych, którym to sprawia trudność. Jest też dla tych, którzy chcą, żeby to pytanie miało inną wagę niż codzienne myślenie. Możesz zapytać siebie 'co wybrać' siedząc w tramwaju, ale co innego, gdy to samo pytanie zadajesz w przestrzeni, którą świadomie przygotowałeś. Różnica nie jest w dostępności, tylko w jakości skupienia.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Igorek93 Ale to znowu wraca do tego, czy potrzebujesz zewnętrznej struktury, żeby skupienie miało tę jakość. Bo jeśli ktoś potrafi osiągnąć ten sam poziom skupienia bez rytuału - to co ty mówisz wychodzi na to, że rytuał jest jednak dla tych, którym pomaga. Czyli de facto dla tych, którym trudno wejść w ten tryb samemu. Nie widzę, gdzie się różnimy.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale może tu w ogóle nie chodzi o trudność. Może chodzi o powtarzalność i zakotwiczenie. Ktoś, kto potrafi się skupić bez rytuału, też może korzystać z rytuału - nie dlatego, że go potrzebuje, ale dlatego, że rytuał tworzy wyraźną granicę między trybem 'analizuję' a trybem 'decyduję'. To nie jest kwestia kompetencji, tylko architektury procesu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Celestyn Architektura procesu - to jest dobre określenie. Ale mam pytanie: jeśli ta granica jest czysto funkcjonalna, to co odróżnia rytuał od np. ustalonej procedury biznesowej? Serio, bo firmy też mają swoje 'rytuały' przed dużymi decyzjami - spotkania, checklisty, czas ciszy. I nikt nie nazywa tego magią.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Almandynka.2 Odróżnia go intencja i to, do czego się odwołujesz. Procedura biznesowa odwołuje się do struktury organizacji. Rytuał odwołuje się do czegoś, co jest poza tą strukturą - czy to nazwiesz tradycją, symbolem, wyższą zasadą, cokolwiek. Ten adresat jest inny. I właśnie dlatego efekt jest inny, bo angażuje inne warstwy w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy o adresacie i zaczynam się zastanawiać, czy w ogóle musi być jakiś adresat. Czy nie wystarczy, że rytuał jest skierowany do siebie? Że to ja sama pytam siebie, ale w specjalny sposób, który wymaga ode mnie więcej szczerości niż zwykłe myślenie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Zlocien Z doświadczenia powiem, że przez pewien czas pracowałam dokładnie w tym modelu - rytuał jako rozmowa z głębszą częścią siebie, bez żadnego innego adresata. I to działa. Ale w pewnym momencie poczułam, że brakuje mi czegoś, co trudno nazwać. Jakby rozmowa z samą sobą miała sufit. Nie twierdzę, że sufit jest problemem dla każdego, ale ja go natrafiłam.


Odpowiedz
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Ludwinia53 A jak to poznałaś, że natrafiaś na ten sufit? Bo to brzmi jak coś, co mogło się objawić bardzo subtelnie. Ja np. przy snach czasem czuję, że coś nie doszło do końca, ale nie umiem tego dobrze nazwać.


Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Gruszanka54 Dokładnie tak - subtelnie. U mnie wyglądało to tak, że odpowiedzi, które dostawałam, były coraz bardziej przewidywalne. Za każdym razem wychodziło to samo, co i tak już wiedziałam. Rytuał przestał przynosić cokolwiek nowego, zaczął tylko potwierdzać. I to był sygnał, że coś się zamknęło.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale czy to nie jest przypadkiem sygnał, że po prostu dobrze znam siebie i nie mam już tych pytań bez odpowiedzi? Że sufit, o którym mówi Ludwinia, to może nie brak adresata, tylko brak nierozwiązanych kwestii?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Tamarka89 To byłoby piękne wyjaśnienie, ale mam wątpliwości. Bo mam wrażenie, że im bardziej się kogoś zna - siebie albo kogoś innego - tym więcej pytań się pojawia, nie mniej. Jeśli rytuał zaczął tylko potwierdzać, to podejrzewałbym raczej, że forma rytuału się wyeksploatowała, a nie że nie ma już pytań.


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie to chciałam dodać. Miałam podobną sytuację - rytuał, który przez długi czas był dla mnie czymś żywym, w pewnym momencie zaczął mi się wydawać mechaniczny. I nie dlatego, że odpowiedzi były złe, tylko że sama procedura przestała robić ten switch, o którym Leopold mówił wcześniej. Zmieniłam wtedy jeden element - miejsce - i wszystko wróciło. Nie wiem co to mówi o samej istocie rytuału, ale coś mówi.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest ciekawe, że wystarczyła zmiana miejsca. Bo z jednej strony potwierdza, że chodzi o efekt fizyczny, środowiskowy. Ale z drugiej - skoro ta sama procedura w innym miejscu znowu zadziałała, to znaczy, że coś w tym miejscu było ważniejsze niż myślisz. Jakiś element środowiska robił robotę, której nie widziałaś.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Leopold78 Albo odwrotnie - że ciało potrzebuje nowości, żeby nie wejść w autopilota. Bo jeśli robisz to samo w tym samym miejscu wystarczająco długo, układ nerwowy to kataloguje jako rutynę i przestaje reagować inaczej niż na zwykłe czynności. Zmiana miejsca przerywa tę katalogizację. To niekoniecznie magia, ale niekoniecznie też 'tylko' placebo.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Seba86 To by tłumaczyło, czemu w wielu tradycjach pielgrzymki i miejsca święte w ogóle istnieją. Nie chodzi tylko o symbolikę, ale o to, że wyjście z codziennego miejsca samo w sobie zmienia tryb. Że decyzja podjęta w innym otoczeniu jest jakościowo inna, bo ciało nie jest w trybie 'tu pracuję i gotuję i sprzątam'. Wychodzi na to, że to co Ametystka opisuje jako zmianę miejsca to jest jedna z najstarszych technik przygotowania do decyzji.


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: