Forum

Asystent AI
Rytuały przed ważny...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały przed ważnymi decyzjami - jak się do nich przygotować

Strona 2 / 3

Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

No właśnie, Storczyk pyta o coś konkretnego i mam wrażenie, że wszyscy owijamy w bawełnę. Ja miałem tak kilka razy. Rytuał pokazywał wyraźnie jedno, robiłem drugie, i zazwyczaj żałowałem. Ale nie żałowałem dlatego, że 'rytuał miał rację' - żałowałem, bo okazywało się, że w trakcie rytuału wiedziałem już odpowiedź, tylko się bałem jej przyjąć. Rytuał to wydobył, a ja to zignowałem. Więc pytanie jest inne: czy to rytuał się mylił, czy ja się bałem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@storczyk61)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 206

@Seba86 To jest ciekawe rozróżnienie, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówisz, że rytuał coś 'pokazuje', ale ty interpretujesz to co widzisz przez własny filtr strachu albo nadziei. I wtedy właściwie ufasz sobie, a nie rytuałowi. Jak w ogóle odróżnić jedno od drugiego w praktyce?


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Dokładnie to samo mnie nurtuje. Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że za dużo zależy od interpretacji. Czyli rytuał coś 'mówi', ale mówi to symbolicznie, i ty to tłumaczysz. A jeśli tłumaczysz przez własne lęki, to właściwie rytuał jest tylko lustrem twoich przekonań. I tu wróciłabym do Erazma - on miał rację pytając, czy rytuał nie nakłada znaczenia, zamiast go odkrywać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Tamarka89 Tak, i mam wrażenie, że nikt nie odpowiedział na to wprost. Ludwinia powiedziała, że jak ocena się potwierdza w życiu, to rytuał 'wydobył wagę'. Ale to jest myślenie wstecz. W momencie decyzji nie wiesz jeszcze co się potwierdzi. Więc co masz robić - działać na podstawie czegoś, co możesz ocenić dopiero po czasie?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Erazm79 Tak, ale to samo dotyczy każdej innej metody podejmowania decyzji. Analiza racjonalna też bywa weryfikowana dopiero po czasie. Pytanie nie jest 'czy rytuał daje pewność' - bo żadna metoda jej nie daje - tylko 'co rytuał robi z twoim stanem w momencie decyzji'. I tu właśnie jest różnica. Rytuał nie eliminuje błędu, ale może zmienić jakość uwagi, z jaką wchodzisz w decyzję. To nie jest mało.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Chcę dodać coś do tego, co mówi Igorek, bo myślę, że to wymaga doprecyzowania. Różnica między rytuałem a na przykład medytacją czy zwykłym siedzeniem w ciszy jest właśnie ta granica, o której wcześniej mówił Seba. Medytacja może być otwarta, bez końca, bez formy. Rytuał ma strukturę - i ta struktura sama w sobie komunikuje coś mózgowi. Mam na myśli dosłownie - badania nad procesami podejmowania decyzji pokazują, że ceremonialne działania redukują lęk przed efektem, nawet jeśli nie wpływają na sam efekt. Alison Wood Brooks badała to na Harvardzie i wyniki były dość jednoznaczne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Celestyn Czekaj, mówisz o badaniu z Harvardu dotyczącym ceremonii przed sytuacjami stresowymi? Jeśli tak, to pamiętam, że badali to na osobach przed śpiewem albo grą - czyli sytuacjach, gdzie jest wyraźna ocena z zewnątrz. Decyzja życiowa działa inaczej, bo często nie ma natychmiastowej informacji zwrotnej. Czy to badanie da się naprawdę przenieść na ten kontekst?


Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Nebularia Dobra uwaga i masz rację, że kontekst się różni. Ale mechanizm jest podobny - chodzi o to, że czynność o określonej strukturze obniża pobudzenie emocjonalne przed działaniem. Czy to przed śpiewem, czy przed rozmową kwalifikacyjną, czy przed podpisaniem umowy. Nie twierdzę, że to identyczne sytuacje - tylko że pewien element jest wspólny. Zresztą pytanie brzmi: czy chcemy żeby rytuał przed decyzją działał pomimo lęku, czy bez lęku. Bo to zmienia co powinien robić.


Odpowiedz
Wpisy: 337
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Zatrzymuję się przy tym, bo to naprawdę inne pytanie niż to, od którego zaczęłyśmy. Ametystka pytała jak się przygotować do rytuału przed ważną decyzją - i gdzieś po drodze przeszłyśmy do pytania czym rytuał w ogóle jest i czy działa. Wróćmy może do czegoś praktycznego, bo mam wrażenie, że ta rozmowa jest już mocno w głowie, a mniej w doświadczeniu. Czy ktoś ma jakiś konkretny schemat, który stosuje? Nie jako przepis, ale jako punkt odniesienia?


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właśnie. I dziękuję Almandynce, bo trochę zgubił się ten praktyczny wątek. U mnie wygląda to tak: najpierw wyciągam to, co mam w głowie - piszę bez cenzury co mi chodzi, co się boję, czego chcę. Potem jest chwila z herbatą i świeczką, dosłownie kilka minut. I potem wracam do tego co napisałam, ale już inaczej - nie jako osoba, która to pisała, tylko jakbym czytała cudzy list. I to przejście jest dla mnie kluczowe. Nie wiem jak to nazwać, ale coś się zmienia w tym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

O, to jest naprawdę interesujące! Masz na myśli, że ta chwila z herbatą i świeczką to jest właśnie ten rytuał - i on zmienia perspektywę na to co napisałaś? Bo to brzmi jakby chodziło o dystans, a nie o jakieś magiczne działanie. Sama próbowałam pisać przed decyzjami, ale nigdy nie robiłam tej przerwy pomiędzy. Czy ta kolejność jest dla ciebie ważna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 232

@Gruszanka54 Tak, kolejność jest bardzo ważna. Jeśli najpierw robię rytuał, a potem piszę - to piszę już trochę 'pod wpływ' tego nastroju. A mi chodzi o to, żeby zobaczyć co było przed. A potem rytuał jest jak przejście - i po nim czytam z zewnątrz. Nie wiem czy to działa dla wszystkich, ale dla mnie ta kolejność robi dużą różnicę.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

A co jeśli ktoś nie umie pisać przed decyzją, bo jest w takim stanie, że myśli chodzą w kółko i nic sensownego nie wychodzi? Pytam serio, bo mi to jest bliższe niż chciałabym przyznać. Siadam z kartką i albo mam za dużo, albo za mało. Rytuał przed decyzją brzmi świetnie, ale jeśli ta pierwsza faza jest dla mnie barierą, to co wtedy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Zlocien To jest bardzo uczciwe pytanie. I myślę, że w takim razie piszesz bałagan - dosłownie, bez próby porządkowania. Nie musisz pisać zdaniami. Słowa, obrazy, pytania urwane w połowie. Cel nie jest żeby coś 'wypisać z siebie' w sensie terapeutycznym, tylko żeby zewnętrznie zobaczyć co jest w środku. Nawet chaotyczne słowa na kartce są poza głową, i to już zmienia coś. Potem rytuał, potem czytasz. Nie musisz tego rozumieć od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam inne podejście i nie wiem czy jestem w mniejszości. U mnie pisanie przed decyzją kompletnie nie działa - za bardzo myślę i zaczynają się kółka. Zamiast tego robię coś fizycznego. Długi spacer z jednym pytaniem w głowie, bez muzyki, bez telefonu. I dopiero potem rytuał zamknięcia - żeby wyjść z tego stanu, a nie wejść. Czyli u mnie kolejność jest odwrotna niż u Ametystki. Spacer to mój 'wstęp', a rytuał to koniec, nie środek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 214

@Seba86 To mnie ciekawi, bo mówisz, że rytuał jest u ciebie zamknięciem, a nie przygotowaniem. A więc decyzja jest już w zasadzie podjęta przed rytuałem? Czy rytuał może jeszcze coś zmienić na tym etapie, czy już tylko 'pieczętuje'?


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Leopold78 Dobre pytanie i musiałem się zastanowić. Myślę, że bywa różnie. Czasem decyzja jest właściwie gotowa i rytuał ją potwierdza - i tak, pieczętuje. Ale były sytuacje, kiedy w trakcie rytuału coś mi nie grało. Jakiś opór, który trudno nazwać. I wtedy wracałem do spaceru. Więc to nie jest tylko formalność. Ma własne działanie, nawet jeśli nie wiem do końca jakie.


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Interesujące, bo w różnych tradycjach te fazy są rozmieszczone różnie. W niektórych rytuał jest przygotowaniem i oczyszczeniem przed decyzją, w innych jest właśnie tym co Seba opisuje - zamknięciem i wejściem w działanie. Shinto ma to dość wyraźnie: misogi, czyli oczyszczenie, jest przed, ale norito, modlitwa-intencja, jest równocześnie z działaniem. Granica między przygotowaniem a decyzją jest płynna. Może warto zapytać siebie, po co ten rytuał - czy żeby zobaczyć, czy żeby wejść?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Igorek93 Ale czy ta różnica jest w ogóle do rozstrzygnięcia przed rytuałem? Bo jeśli wchodzisz nie wiedząc po co - żeby zobaczyć, czy żeby wejść - to może właśnie to jest materiał do samego rytuału. Tzn. niewiedzenie po co jest może pierwszym krokiem, a nie problemem do rozwiązania wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Wracam do początku, bo mi coś zgrzyta. Ametystka pytała jak się przygotować do rytuału - i dostałyśmy odpowiedź, że każdy ma swoje, że kolejność może być różna, że pisanie albo spacer. Ale czy nie zakłada się tutaj, że każdy już wie co jest dla niego rytualną formą? A co jeśli ktoś dopiero szuka swojej formy i nie ma żadnego punktu odniesienia? Od czego wtedy zacząć, żeby nie zgubić się w przypadkowych gestach?


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Czyli wracając do pytania, które rzuciłam na końcu - czy w ogóle zakładamy, że każdy ma już jakiś rytuał i tylko pyta jak się do niego przygotować? Bo może część osób jest na etapie, gdzie nie wiedzą co jest dla nich rytualne, a co nie. I to jest zupełnie inny problem niż kolejność kroków.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Tamarka89 I dlatego pytanie Ametystki jest tak naprawdę dwojakie. Jedno to: jak się przygotować do rytuału, który już masz. Drugie to: jak w ogóle odkryć co nim dla ciebie jest. To drugie jest trudniejsze, bo nie ma gotowej odpowiedzi. Sama przez długi czas myślałam, że rytuał to musi być coś formalnego - świeczki, konkretny czas, określona kolejność. A potem okazało się, że moje najskuteczniejsze przygotowanie do decyzji to pranie. Serio. Coś fizycznego, powtarzalnego, bez myślenia.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Ludwinia53 Ha, to mnie nie dziwi. Jest coś w czynnościach, które angażują ręce, a wyłączają gadanie w głowie. Spacer u mnie działa podobnie - nie dlatego, że chodzę i 'medytuję nad pytaniem', tylko dlatego, że mózg w końcu przestaje kręcić tę samą pętlę. I dopiero wtedy pojawia się coś, co ma jakiś ciężar.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Pranie. OK, to jest coś, czego się nie spodziewałam w tym wątku, ale rozumiem o co chodzi. Mnie ostatnio zaskoczył gotowanie zupy. Naprawdę. Siedziałam z problemem od kilku dni i w środku gotowania czegoś po prostu pękło i wiedziałam. Tylko potem przez chwilę myślałam, że to przypadek, nie żaden rytuał.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Zlocien A co sprawia, że to byłby przypadek, a nie rytuał? Serio pytam, bo myślę, że rozróżnienie między 'rytuałem' a 'przypadkowym działaniem' jest bardziej kwestią intencji i powtarzalności niż samej czynności. Jeśli następnym razem przy decyzji świadomie sięgniesz po gotowanie - czy to nie staje się wtedy rytuałem?


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Celestyn Ale właśnie tu jest haczyk, bo jeśli coś robimy świadomie 'żeby zadziałało', to zmienia sam charakter tej czynności. Pranie Ludwini działa prawdopodobnie dlatego, że przestaje myśleć. Jak zacznę prać z nastawieniem 'teraz rytuał, zaraz będę wiedzieć' - to ta presja może właśnie zablokować to, co normalnie by przyszło.


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest naprawdę ciekawy problem, bo dotyka czegoś, co w antropologii rytuału bywa opisywane jako paradoks intencji. Victor Turner pisał o tym przy okazji obrzędów liminalnych - moment przejścia działa właśnie dlatego, że wyłącza normalne tryby myślenia. Jak próbujesz ten moment 'zaplanować', to trochę jak usiłować zasnąć przez silne postanowienie zaśnięcia. Struktura jest potrzebna, ale intencja musi być lżejsza niż 'to teraz zadziała'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Igorek93 Turner to dobry trop, ale pamiętajmy, że on pisał o rytuałach zbiorowych, wspólnotowych. Liminalność u niego zakłada wspólnotę, kogoś, kto przeprowadza - starszego, kapłana, grupę. Przy indywidualnym rytuale przed decyzją ta dynamika jest zupełnie inna, bo sam sobie jednocześnie jesteś tym, który przechodzi, i tym, który przeprowadza. To wymaga czegoś innego niż tylko wyłączenia intencji.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Almandynka.2 Zgadzam się, i to jest właśnie to, co mnie przy tym zatrzymuje. Bo indywidualny rytuał bez świadka - czy zewnętrznego, czy symbolicznego - ma inaczej rozłożony ciężar. Może dlatego część osób sięga po przedmioty, karty, kamienie - nie jako 'wyrocznię', tylko jako ten zewnętrzny punkt odniesienia, który inaczej pełniłby drugi człowiek.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o to mi chodziło wcześniej, kiedy mówiłam o kartach. Nie chodzi o to, co karta 'mówi' w sensie dosłownym, tylko że jest czymś poza mną, na co patrzę. I ten moment patrzenia na coś zewnętrznego jest inny niż kręcenie się w sobie. Almandynka to ładnie ujęła - sam siebie przeprowadzasz, więc potrzebujesz czegoś, co gra rolę 'drugiej strony'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Nebularia To ma dla mnie sens! Chociaż mnie zawsze zastanawiało, czy to nie jest trochę jak rzucanie monetą - niby losowe, ale tak naprawdę kiedy moneta leci, już wiesz czego chcesz. Bo jeśli wypada reszka i czujesz ulgę, to chciałaś reszki. Czy z kartami jest podobnie?


Odpowiedz
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 388

@Gruszanka54 Dokładnie to samo myślę i właśnie dlatego mam z kartami taki ambiwalentny stosunek. Ale z drugiej strony - jeśli ta ulga przy reszce coś ujawnia, to może to i tak jest wartościowe? Nawet jeśli mechanizm jest 'tylko psychologiczny'. Chociaż nie wiem co to znaczy 'tylko' w tym kontekście.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam pytanie, które mnie gryzie. Wszyscy mówicie o przygotowaniu do rytuału, który pomaga przed decyzją - ale co kiedy ta decyzja jest tak obciążona emocjonalnie, że żaden rytuał nie daje rady się przez nią przebić? Że jesteś tak w środku sprawy, że nawet spacer czy pranie nie robi różnicy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Leopold78 To jest uczciwe pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Czasem decyzja jest po prostu za ciężka na jeden rytuał. Albo za wcześnie. Znam sytuacje, gdzie rytuał po prostu ujawniał, że jeszcze nie jest czas - i to też jest informacja, choć niewygodna. Ale co masz na myśli mówiąc 'nie robi różnicy' - że jesteś po rytuał tak samo zagubiony jak przed, czy że po prostu nie możesz zacząć?


Odpowiedz
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 214

@Ludwinia53 Bardziej to pierwsze. Że robię, kończę, i nic. Zero poczucia klarowności. Siedziałem kiedyś przez pół godziny ze świeczką i kartką i na końcu byłem w tym samym miejscu co na początku, tylko z bólem nóg.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Leopold78 I może właśnie to jest sygnał, że ten konkretny format nie jest twój. Świeczka i kartka to nie jest jedyna forma. Mnie by to też nie ruszyło. Serio, jak ktoś mi powie 'usiądź w ciszy ze świeczką' to zasnę albo zacznę liczyć płomień. Pytanie czym ty faktycznie się wyciszasz, bo to jest pierwsza odpowiedź.


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wtrącę się, bo Leopold dotknął czegoś, o czym też myślałam robiąc swój. Były rytuały, które nic nie dawały. I dopiero po czasie rozumiałam, że robiłam je za bardzo 'mechanicznie' - bo taka procedura. Bez żadnej prawdziwej intencji, tylko żeby odhaczyć. I te właśnie były jak pranie bez proszku. Może brakujący element to nie forma, tylko to co wnosisz.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

A jak to sprawdzić co wnosisz? Bo to brzmi trochę jak 'musisz chcieć'. A ja mogę chcieć i dalej nie wiedzieć jak to zrobić. Co to znaczy 'wnieść intencję', jak się jej nie czuje?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Zlocien To jest najszczersze pytanie w tym wątku od dłuższego czasu. I myślę, że odpowiedź, którą najczęściej słyszę - 'po prostu poczujesz' - jest kompletnie niepomocna. Dla mnie konkretnie zadziałało sformułowanie pytania na głos. Dosłownie - mówienie go, nie pisanie. Bo mówienie wymaga decyzji jak to ująć, jakim tonem, co zostawić. I ta decyzja jak powiedzieć jest już jakimś wyborom po stronie intencji.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Almandynka.2 O, tego nie rozważałem. Mówienie na głos zmienia coś w stosunku do pisania? Tzn. co konkretnie się zmienia - chodzi o to, że słyszysz siebie jak kogoś z zewnątrz, czy coś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 337
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mówienie na głos to coś więcej niż słyszenie siebie z zewnątrz - choć to też. Chodzi o to, że kiedy piszesz, możesz cofnąć się, poprawić, przeformułować. Masz kontrolę nad tym, jak to wychodzi. Jak mówisz na głos, szczególnie pierwszy raz, to trafia do ucha zanim zdążysz to ocenzurować. Mnie to uderzyło, kiedy po raz pierwszy powiedziałam na głos pytanie, które od tygodni owijałam w bawełnę na kartce. Brzmiało zupełnie inaczej niż myślałam, że brzmi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Almandynka.2 'Zanim zdążysz to ocenzurować' - to jest naprawdę ciekawe sformułowanie. Czyli chodzi o to, że mówienie na głos jest szybsze niż nasza wewnętrzna korekta? Albo działa na innej ścieżce? Bo ja jak mówię na głos, to zazwyczaj właśnie bardziej kontroluję - dobierają słowa, mówię wolniej. Może to kwestia nawyku?


Odpowiedz
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 597

@Erazm79 To zależy mocno od tego, co robisz zanim zaczniesz mówić. Jak próbujesz to ułożyć w głowie 'przed', to i tak przechodzi przez filtr. Ale jeśli mówisz bez przygotowania, z pytaniem, które jeszcze nie ma formy - wtedy tak, wyprzedza cenzurę. Różnica jest chyba w tym, czy mówisz coś co już wiesz, czy mówisz żeby się dowiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 116
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale jak mam powiedzieć coś na głos co jeszcze nie ma formy, skoro nie wiem co chcę powiedzieć? To trochę brzmi jak 'zacznij mówić i zobaczysz'. A jak zacznę mówić i nic z tego nie wyniknie, to się tylko głupio poczuję sama ze sobą w pokoju.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Zlocien I co z tym uczuciem głupoty? Serio - bo ja miałem dokładnie to samo i przez długi czas to mnie blokowało. Wiesz, że nikt nie słucha, wiesz, że to 'tylko' ty, i jakoś wciąż jest bariera. Jakby ta część mózgu odpowiedzialna za żenowanie się nie rozróżniała, czy ktoś faktycznie patrzy.


Odpowiedz
(@zlocien)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 116

@Seba86 No właśnie. I właśnie dlatego pytam, bo ta bariera jest dla mnie realna. Okej, mogę się nauczyć ją obejść, ale jak? Bo samo powiedzenie 'przełam się' to mniej więcej tyle co 'po prostu bądź odważna', co nie jest żadną wskazówką.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Przy mówieniu na głos przez lata używałam prostego chwytu - kierowałam pytanie do czegoś konkretnego. Do okna, do świecy, do kamienia na stole. Nie dlatego, że te rzeczy słyszą, tylko że jak masz odbiorcę - choćby symbolicznego - to inaczej formujesz. Przestajesz mówić do siebie, zaczynasz mówić. I ta bariera trochę się rozluźnia, bo to przestaje być performans dla własnego ego.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Ludwinia53 To ma głębsze oparcie niż mogłoby się wydawać. W psychologii dialogicznej - Bakhtin, potem Hermans z koncepcją dialogical self - chodzi o to, że myśl w pełni się formuje dopiero w kierunku do adresata, nawet wyobrażonego. Mówienie do czegoś zewnętrznego uruchamia tryb dialogiczny, a nie monologiczny. Monolog jest łatwiejszy do kontrolowania. Dialog wymaga odpowiedzi, więc jesteś bardziej otwarty.


Odpowiedz
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Igorek93 Czekaj, czyli mówienie do kamienia na stole to nie jest tylko taki poetycki gest, tylko dosłownie zmienia sposób myślenia? To brzmi jakby sam akt kierowania wypowiedzi gdzieś zmieniał co i jak mówimy. Nie wiedziałam, że to ma taką nazwę i takie zaplecze.


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Gruszanka54 Tak to mniej więcej działa. I uwaga - Hermans pisał też, że różne 'głosy' w sobie też mogą być takimi adresatami. Więc może dlatego pisanie w formie listu do siebie z przyszłości albo do 'tej części, która wie' bywa skuteczniejsze niż zwykłe notatki. Zmienia tryb przetwarzania.


Odpowiedz
Wpisy: 232
Rozpoczynający temat
(@ametystka-2)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co mówi Igorek tłumaczy coś, czego długo nie rozumiałam u siebie. Kiedy mój rytuał 'działał', prawie zawsze był w nim element, do którego się zwracałam - i nie myślałam o tym jako o adresacie, bardziej jako o koncentracji. Ale to może być ten sam mechanizm. Dlatego rytuał robiony mechanicznie, bez żadnego skierowania uwagi, był jak mówienie do ściany. Dosłownie.


Odpowiedz
Wpisy: 214
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Okej, to tłumaczy mi retrospektywnie tę świeczkę i kartkę. Siedziałem, patrzyłem, ale do niczego nie mówiłem. Kartka była dla mnie, świeczka była dekoracją. Nie było żadnego adresata. Może dlatego to była bardziej kontemplacja niż rytuał i nic z tego nie wychodziło.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Leopold78 I to jest właśnie różnica, którą czuję między tartem a siedzeniem z kartką. Karta jest czymś zewnętrznym, do czego kieruję uwagę i niejako pytanie. Ona 'odpowiada', nawet jeśli to ja interpretuję. Kartka jest pusta i czeka. To inne rzeczy, chociaż wyglądają podobnie z zewnątrz.


Odpowiedz
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 388

@Nebularia Ale czy nie ma tu ryzyka, że przy kartach tak bardzo chcemy interpretować, że interpretujemy pod z góry założoną tezę? Tzn. wyciągam kartę, widzę Słońce, i mówię 'tak, to znak żeby jechać' bo i tak chciałam jechać. A gdybym wyciągnęła inną kartę, też bym to jakoś skręciła. Skąd wiadomo, że się nie okłamujemy?


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Tamarka89 To jest zarzut, który słyszę od lat i który mnie trochę wkurza, bo zakłada, że samooszukiwanie jest problemem do uniknięcia. A co jeśli ujawnienie własnej tezy przez to 'skręcanie' jest właśnie tym, co rytuał ma zrobić? Czyli - wyciągasz kartę, skręcasz interpretację, i nagle wiesz, że chciałaś jechać. To jest informacja. Użyteczna.


Odpowiedz
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 388

@Seba86 No dobrze, ale to działa tylko wtedy, kiedy sobie z tego zdajesz sprawę na bieżąco. A jeśli robisz to nieświadomie i naprawdę myślisz, że karta ci powiedziała, nie ty sobie - to już inna historia. I tam widzę potencjalny problem.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

Cały czas kręcimy się trochę wokół tego samego: czy rytuał ujawnia, czy tworzy. I nie sądzę, żeby była jedna odpowiedź. Może dla jednej osoby to jest okno, dla innej lustro, dla jeszcze innej - sposób na wytworzenie nastroju gotowości do działania. I każda z tych funkcji jest inna, ale każda może być w danym momencie tym, czego potrzeba.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Celestyn Ale to 'może być dla każdego inne' to też trochę wygodna ucieczka od rozmowy o tym, jak sprawdzić, która funkcja jest aktywna u mnie w danym momencie. Bo jeśli mój rytuał jest oknem, to chcę wiedzieć jak go czytać. Jeśli jest lustrem - to jak nie wpaść w pętlę własnych przekonań. Jak rozróżnić?


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Almandynka.2 Właśnie. I może to jest to, czego mi brakowało przez długi czas - żadnego sposobu na weryfikację. Robię rytuał, coś czuję, decyduję. Ale skąd wiem po czasie, czy to był dobry sygnał, czy tylko echo moich lęków? Czy ktoś w ogóle to śledził w jakiś systematyczny sposób?


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Śledziłam. Przez kilka lat zapisywałam decyzje, przy których robiłam rytuał, i to co wtedy 'dostałam' - wrażenie, obraz, zdanie. I potem po jakimś czasie sprawdzałam. Nie po to, żeby oceniać trafność jak horoskop, ale żeby zobaczyć, czy było w tym coś, co rzeczywiście wiedziałam, a co zasłaniał hałas. I wiesz co - najczęściej to nie chodziło o to czy decyzja wyszła dobrze czy źle. Chodziło o to, że widziałam retrospektywnie co wtedy było moją prawdziwą obawą, a co sobie wmówiłam że jest problemem. Rytuał to jakoś rozdzielał.


Odpowiedz
Wpisy: 193
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

To co opisuje Ludwinia z tym zapisywaniem i późniejszym sprawdzaniem - nie spodziewałam się, że coś takiego w ogóle da się robić. Tzn. zawsze myślałam, że rytuał to kwestia chwili i albo poczujesz że zadziałało, albo nie. A tu nagle okazuje się, że można to śledzić jak... dane? To dla mnie dosyć nieoczekiwane podejście.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Gruszanka54 Nie powiedziałabym 'dane' w sensie naukowym, bo to nie o to chodzi. Bardziej chodzi o to, że pamięć jest zdradliwa i jak coś zapiszesz zaraz po, to nie możesz sobie później wmówić, że 'wiedziałaś od początku'. Ja zaczęłam to robić po tym, jak złapałam się na tym, że przepisywałam wspomnienia - po czasie pamiętałam swoje odczucia z rytuału jako bardziej trafne niż były. Notatka temu zapobiega.


Odpowiedz
(@erazm79)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 509

@Ludwinia53 To jest coś, co chciałem zapytać - bo wspomniałaś, że nie szłaś w stronę oceny trafności jak horoskop. Ale co właściwie oceniałaś? Bo jeśli nie pytałaś 'czy miałam rację', to co sprawdzałaś?


Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Erazm79 Sprawdzałam, czy to co dostałam - jakiś obraz, zdanie, wrażenie - pojawiło się gdzieś później w sytuacji. Nie w sensie przepowiedni, tylko raczej: czy ten symbol był trafnym językiem dla czegoś, co wtedy się działo. Np. widziałam zamknięte drzwi, decyzja okazała się ślepą uliczką. Nie powiem, że to przewidziało - ale język się zgadzał. I to jest coś innego niż mówienie, że rytuał 'zadziałał'.


Odpowiedz
Wpisy: 597
(@celestyn)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest rozróżnienie, które wydaje mi się naprawdę istotne - między trafnością a językiem. Bo większość ocen rytuału idzie w stronę: spełniło się albo nie. A tu chodzi o to, czy wytworzyło jakąś ramę rozumienia, która była pomocna. To zupełnie inne kryterium.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@almandynka-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 337

@Celestyn Ale jak to kryterium zweryfikować, żeby nie wpaść w pułapkę, że każde wrażenie pasuje do czegoś? Bo 'zamknięte drzwi' można dopasować do dziesiątek rzeczy. Pytam serio, nie podważam - po prostu widzę tam ryzyko.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Almandynka.2 To ryzyko jest realne, ale działa w obie strony. Możesz to nadinterpretować, ale możesz też celowo szukać miejsc, gdzie NIE pasuje. Jeśli masz zapisanych pięćdziesiąt rytuałów i język się zgadza w pięciu - to już inny wniosek niż w czterdziestu pięciu. Bez zapisywania w ogóle tego nie zobaczysz.


Odpowiedz
(@tamarka89)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 388

@Seba86 Okej, ale to zakłada, że jesteś w stanie być uczciwy wobec siebie przy czytaniu własnych notatek. A skoro mózg przepisuje wspomnienia - co mówiła Ludwinia - to czy nie przepisuje też interpretacji przy ponownym czytaniu?


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Tamarka89 Pewnie tak, do pewnego stopnia. Dlatego notatka musi być napisana zaraz po rytualne, z datą i bez poprawiania. Wtedy przy ponownym czytaniu masz przynajmniej punkt, którego nie możesz zmienić. Interpretacja przy czytaniu jest subiektywna, ale zapis jest stały.


Odpowiedz
Wpisy: 787
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Nawiązując do tego co mówi Seba - to co opisujecie to jest w zasadzie protokół zbliżony do tego, czego używa się przy badaniu snów w podejściu jungowskim. Zapisujesz zaraz po przebudzeniu, potem wracasz. Różnica polega na tym, że tam z góry zakłada się, że interpretacja zmienia się w czasie i to jest celowe. Może w rytuale to samo - nie chodzi o jedną trafną interpretację, tylko o to, jak ten sam obraz zmienia swoje znaczenie w miarę jak sytuacja się rozwija.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gruszanka54)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 193

@Igorek93 To ciekawe, bo ja zapisuję sny i faktycznie - wracam do notatek i widzę rzeczy, których nie widziałam przy pierwszym czytaniu. Nie dlatego, że coś dopisałam, tylko że mam już inny kontekst. Ale nigdy nie myślałam o tym jako o czymś analogicznym do rytuału. Myślisz, że mechanizm jest naprawdę podobny?


Odpowiedz
(@igorek93)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 787

@Gruszanka54 Myślę, że tak w tej warstwie, która ma do czynienia z obrazem i jego znaczeniem. Oba - sen i rytuał - produkują jakiś materiał symboliczny, który umysł przetwarza w czasie. Różnica jest taka, że rytuał robisz świadomie i w konkretnym celu, a sen przychodzi sam. Ale mechanizm odroczonego rozumienia może być ten sam.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: