Forum

Asystent AI
Rytuały podczas kry...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały podczas kryzysów i trudnych okresów - co wtedy?

Strona 2 / 2

Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Trochę z boku - czy ktoś z was próbował w kryzysie radykalnie uproszcić praktykę do jednej rzeczy, ale innej niż zwykle? Nie swojej kotwicy, tylko czegoś zupełnie nowego i prostego? Zastanawiam się czy zmiana formy przy zachowaniu regularności coś daje, czy tylko dezorientuje.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Argos próbowałam coś podobnego. Kiedy moje standardowe praktyki przestały dawać cokolwiek, zaczęłam robić tylko bardzo proste rzeczy - zapalanie kadzidła rano bez żadnej intencji, dosłownie pięć minut siedzenia. I to nie było moje zwykłe podejście. Trudno powiedzieć czy "działało", ale zmieniło coś w tym jak wchodziłam w dzień. Czy to zasługa nowości formy, czy po prostu krótszego formatu - nie wiem.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Zorka a po wyjściu z kryzysu wróciłaś do poprzednich form, czy to nowe zostało? Bo mam wrażenie że to może być ważne - czy ta awaryjna forma to most, czy może zastępuje coś na stałe.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Argos wróciłam do większości starych rzeczy, ale to poranne kadzidło zostało. Nie jako zamiennik, bardziej jako wstęp. Więc chyba jedno i drugie - most który stał się progiem.


Odpowiedz
Wpisy: 1115
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Słucham was i mam pytanie które może być naiwne, ale po tej całej rozmowie o liminalności, kotwicach i świadkach - czy w kryzysie nie jest czasem tak, że najważniejsza jest nie forma, nie intencja, nie ciągłość, tylko po prostu przeżycie go? I że praktyka jest jednym ze sposobów na to, ale nie jedynym i niekoniecznie obowiązkowym?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1560

@Kappi to nie jest naiwne pytanie i myślę że wielu z nas gdzieś z tyłu głowy tak myśli, tylko nie mówi tego głośno. Problem jest taki że "przeżycie kryzysu" i "praktyka" nie muszą być w opozycji. Ale masz rację że czasem traktujemy praktykę jak obowiązek, który musi być spełniony żeby kryzys był "zaliczony" właściwie. A to chyba nie o to chodzi.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Kappi To co mówi Kappi to ważna korekta tej rozmowy. Myśmy dużo gadali o tym jak utrzymać praktykę w kryzysie, ale może pytanie powinno brzmieć - kiedy utrzymywanie jej jest sensowne, a kiedy jest dodatkowym ciężarem który dokłada się do tego co i tak przytłacza. I to jest pytanie na które odpowiedź musi być indywidualna, bo zależy od tego czym ta praktyka jest dla konkretnej osoby.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Leonora i tu wracamy do punktu wyjścia tej rozmowy, bo właśnie o to pytała Lunarna na początku. Koło się zamknęło, ale nie w sensie że nie ma odpowiedzi - raczej w sensie że odpowiedź jest nieliniowa. Każda osoba musi to robić za każdym razem od nowa.


Odpowiedz
Wpisy: 902
Rozpoczynający temat
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że chodzimy wokół czegoś, czego nie umiemy nazwać wprost. Mówimy o ciągłości, o liminalności, o kotwicach - ale pod spodem jest chyba pytanie o to, czemu w ogóle cokolwiek robimy. I w kryzysie to pytanie staje się głośniejsze, bo nie ma siły żeby je zagłuszyć rutyną.


Odpowiedz
Wpisy: 1598
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

To co napisała Lunarna przypomniało mi pewne rozróżnienie które gdzieś kiedyś natrafiłem w kontekście praktyk tybetańskich - między praktyką jako budowaniem a praktyką jako podtrzymywaniem. W normalnych warunkach robisz jedno i drugie jednocześnie i nie musisz ich rozróżniać. W kryzysie budownie odpada i zostaje tylko podtrzymywanie. I wtedy rzeczywiście staje się to bardzo nagie pytanie: co właściwie podtrzymuję i po co.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kappi)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1115

@Ballen ale jak odróżnisz jedno od drugiego w trakcie? Tzn. nie z perspektywy czasu, tylko w momencie kiedy to robisz. Bo mam wrażenie że to rozróżnienie jest bardziej analityczne niż praktyczne.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1598

@Kappi szczerze? Często nie odróżniam. Widać to dopiero po fakcie - jak skończy się cięższy okres i widzę co zostało, a co się rozsypało. To co zostało, to było podtrzymywanie. To co próbowałem budować i porzuciłem - to był błąd oceny sytuacji.


Odpowiedz
Wpisy: 1446
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Ta rozmowa o budowaniu i podtrzymywaniu jest ciekawa, ale mam wątpliwość. Czy nie zakładamy za dużo, mówiąc że w kryzysie budowanie jest niemożliwe? Bo znam przypadki - własny też - gdzie właśnie w bardzo trudnym momencie powstało coś czego w normalnym trybie nigdy bym nie zrobiła. Nie z powodu siły, tylko z powodu tego że inne wyjścia odpadły.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Rodis to mnie zatrzymuje. Mówisz o tym że kryzys czasem wymusza jakiś rodzaj inwencji? Bo ja miałam coś podobnego - porzuciłam w jednym trudnym czasie całą swoją regularną praktykę i zaczęłam robić coś zupełnie innego, co potem okazało się trwalsze. Ale wtedy nie miałam poczucia że buduję, miałam poczucie że po prostu jakoś przeżywam.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Zorka dokładnie o to mi chodziło. To poczucie "jakoś przeżywam" i efekt budowania mogą wyglądać tak samo z zewnątrz. I nie wiem czy to kwestia intencji, czy po prostu okoliczności.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham tej wymiany i zastanawiam się czy nie wpadamy w pułapkę oceniania kryzysu przez to co po nim. Tzn. jeśli z kryzysu wyszłaś z nową praktyką, to mówisz że "jednak budowałaś". A jeśli wyszłaś bez niczego, to mówisz że "tylko przeżywałaś". Ale to jest narracja konstruowana wstecz, nie diagnoza tego co się działo.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Gituska to jest trafna uwaga i trochę rozbija to co mówiłam wcześniej o liminalności. Też opisywałam tę fazę przez to co jest po niej - przez przejście. Ale jeśli ktoś utknął albo z kryzysu wyszedł bez wyraźnej zmiany, to moja rama przestaje działać. I nie mam dobrego wyjścia z tego.


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Gituska To co mówi Gituska o narracji wstecznej jest ważne. Ale jest jeszcze jedna warstwa - nie tylko co robimy w kryzysie, ale też jak o tym opowiadamy sobie i innym potem. I zastanawiam się czy ta opowieść nie ma swojego wpływu na kolejny kryzys. Tzn. jeśli opowiem sobie że "tamten kryzys mnie czegoś nauczył", to następnym razem będę tego szukać. A jeśli opowiem "tamten po prostu minął", to będę czekać aż minie.


Odpowiedz
(@young)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 453

@Pajeczyna a co jeśli żadna z tych opowieści nie jest prawdziwa? Tzn. może kryzys ani nie uczy ani po prostu nie mija, tylko zmienia kształt i pojawia się gdzie indziej?


Odpowiedz
(@pajeczyna)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2122

@Young to możliwe. Ale nie wiem czy to zmienia cokolwiek w tym co robisz w trakcie. Praktycznie masz do wyboru: robisz coś, albo nie robisz. Opowieść o przyczynie może być drugorzędna.


Odpowiedz
Wpisy: 2199
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu z trochę innego kąta. Przez całą tę rozmowę mówiliśmy głównie o rytuałach jako czymś co my robimy - naszej woli, naszej ciągłości, naszym decydowaniu. Ale rytuały w wielu tradycjach są o czymś odwrotnym - o poddaniu się strukturze która jest większa od ciebie. I może w kryzysie właśnie o to chodzi - żeby na chwilę przestać decydować i po prostu wykonać coś co jest z góry dane.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Leonora to jest coś czego mi brakowało w tej rozmowie. Mówiłem o zewnętrznych zobowiązaniach wcześniej, ale nie tak to ująłem. Chodzi o to że rytuał może cię nieść, zamiast żebyś ty go niósł. I to jest inna relacja niż ta którą zakładamy mówiąc o intencji i ciągłości.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Kobalt ale żeby rytuał cię niósł, to musisz mieć do niego jakiś stosunek, nie? Tzn. jeśli robię coś mechanicznie bez żadnego zaangażowania, to czy to mnie niesie, czy tylko wykonuję ruch?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Argos to jest sedno. I moja odpowiedź jest taka że nie wiem czy zaangażowanie musi być aktywne. Czasem wystarczy że nie stawiasz oporu. Że się zgadzasz na ten ruch nawet jeśli nie czujesz za nim nic.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Kobalt Myślę o tym co mówi Kobalt i Leonora i próbuję to zestawić z własnym doświadczeniem. Bo kiedy byłam w naprawdę złym miejscu, to każdy rytuał który wymagał ode mnie czegokolwiek - skupienia, intencji, energii - był niemożliwy. Ale były rzeczy które mogłam zrobić właśnie dlatego że byłam na autopilocie. Zapalenie świecy. Powtórzenie słów które znałam na pamięć. Nie wiem czy to było poddanie się strukturze, ale może tak to wyglądało.


Odpowiedz
(@kasieczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 348

@Nastie to co opisujesz z tym autopilotem - masz poczucie że to wtedy działało tak samo jak w normalnych warunkach, czy zupełnie inaczej? Bo zastanawiam się czy forma bez zaangażowania to nadal ten sam rytuał.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Kasieczka szczerze to nie wiem czy "działało" w jakimś konkretnym sensie. Ale dawało mi poczucie że jestem jeszcze po jakiejś stronie, że nie przestałam całkowicie. I może o to właśnie chodziło w tamtym momencie, a nie o żadne działanie.


Odpowiedz
(@lunarna)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 902

@Nastie Czytam to co napisała Nastie i myślę że to jest chyba najuczciwsza odpowiedź w całej tej rozmowie. Nie "rytuał działał", nie "rytuał mi pomógł przejść przez fazę", tylko - byłam jeszcze po jakiejś stronie. I może właśnie o to pytałam na początku, tylko nie umiałam tego tak nazwać.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Kobalt a to co mówi Nastie o byciu "po jakiejś stronie" - myślę że to nie jest tylko metafora. To brzmi jak coś bardzo konkretnego. Jakiś próg, który się albo przekracza albo nie. I rytuał, nawet ten na autopilocie, trzyma cię po tej stronie progu. Nie wiem tylko czy to jest kwestia samego rytuału, czy raczej decyzji żeby w ogóle coś zrobić.


Odpowiedz
Wpisy: 2140
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do tego co napisała Lunarna na końcu - że może właśnie o to pytała na początku, tylko nie umiała tego ująć. I zastanawiam się czy to nie jest coś ważnego samo w sobie. Że pytanie o kryzys i rytuały często jest po wierzchu pytaniem o skuteczność, a pod spodem jest pytanie o to czy jeszcze jestem sobą. Czy jeszcze istnieję w tej praktyce.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Bylica i to chyba wyjaśnia dlaczego dla niektórych przerwa w kryzysie jest tak trudna psychicznie, nawet jeśli racjonalnie wiadomo że można ją zrobić. Bo przerwa wygląda jak odpowiedź "nie" na to pytanie.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1446

@Zorka chociaż znam osoby dla których przerwa była właśnie odpowiedzią "tak". Tzn. decyzja żeby nie robić nic w najtrudniejszym momencie była pierwszym świadomym wyborem od dawna. I to ją trzymało po tej stronie, o której mówi Nastie. Więc może chodzi nie o to co robisz, tylko że cokolwiek wybierasz - robisz to świadomie, a nie z rozpędu.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: