Forum

Asystent AI
Materiały do rytuał...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Materiały do rytuałów - czy pochodzenie wpływa na działanie

Strona 1 / 2

Wpisy: 2328
Rozpoczynający temat
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co chyba każdy praktykujący ma gdzieś z tyłu głowy, ale rzadko mówi o tym wprost. Mam na myśli to, czy materiały, których używamy, mają znaczenie same w sobie, czy my im to znaczenie nadajemy. Konkretnie chodzi mi o opale - mam jedną artisanalną z Australii, która kosztowała mnie majątek, i kilka tańszych, masowo produkowanych. I szczerze? Nie potrafię powiedzieć, czy czuję między nimi różnicę, czy tylko chcę czuć. Kupowałam zioła z ekologicznych upraw, świece robione ręcznie, kadzidła z małych pracowni - i zawsze miałam z tyłu głowy to przekonanie, że to musi działać lepiej. Ale skąd to przekonanie tak naprawdę pochodzi? Czy ktoś próbował świadomie porównywać materiały z różnych źródeł i wyciągnął jakieś wnioski?


Odpowiedz
97 odpowiedzi
Wpisy: 1708
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

To jest dobre pytanie, bo ono tak naprawdę dotyka czegoś fundamentalnego w całej praktyce. Ja przez długi czas byłem przekonany, że pochodzenie ma absolutne znaczenie. Potem zacząłem to kwestionować. Pamiętam, że gdzieś czytałem o badaniach nad efektem placebo w kontekście przedmiotów rytualnych - okazuje się, że sama wiara w skuteczność obiektu zmienia nasz stosunek do rytuału, a to z kolei zmienia jego przebieg i naszą obecność psychiczną w nim. Ale to nie zamyka sprawy, bo są tradycje, gdzie konkretne pochodzenie surowca jest częścią samego rytuału, nie dodatkiem. W Hoodoo na przykład ziemia z cmentarza z konkretnego miejsca ma inne zastosowanie niż ziemia z innego miejsca - i to nie jest kwestia przekonania, tylko klasyfikacji w ramach systemu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Rasphul A jak to rozumiesz w kontekście systemów, które nie mają tak rozbudowanej klasyfikacji? Bo nie każdy pracuje w Hoodoo albo w tradycji, gdzie te rozróżnienia są skodyfikowane. Większość osób na tym forum miesza różne podejścia i co wtedy? Skąd czerpać kryteria?


Odpowiedz
Wpisy: 1560
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Mnie bardziej interesuje ta opala, którą Betalia wspomniała. Bo opale to akurat mineralogicznie ciekawy przypadek - mają strukturę amorficzną, nie są kryształem w sensie technicznym, więc cały dyskurs o strukturze krystalicznej i jej wpływie na energię tutaj odpada. Część ludzi twierdzi, że właśnie dlatego opale są niestabilne energetycznie, inne że to daje im plastyczność. Ale wróćmy do pytania o pochodzenie - opal australijski z Coober Pedy a opal z Etiopii to są dwa różne minerały pod względem składu chemicznego i struktury mikroporowatości. Czy to ma znaczenie dla rytualnego użycia, czy rozmawiamy tylko o etykiecie i marketingu?


Odpowiedz
Wpisy: 892
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że wchodzę z boku, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli sami nadajemy znaczenie przedmiotom, to po co w ogóle płacić więcej za coś artisanalnego? Czy to nie jest trochę tak, że kupujemy spokój sumienia, a nie realną różnicę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Golta Ale tu nie chodzi tylko o spokój sumienia, przynajmniej nie w każdym ujęciu. Są szkoły myślenia, gdzie intencja wytwórcy jest dosłownie wbudowana w przedmiot. Ktoś, kto robi świece masowo na linii produkcyjnej, nie myśli o czymkolwiek szczególnym. Ktoś, kto robi je ręcznie z konkretnym zamiarem - teoretycznie zostawia w tym inny ślad. Ale sam nie wiem, czy w to wierzę do końca. Pytanie, które mnie bardziej nurtuje, to czy my jesteśmy w stanie odróżnić jeden od drugiego bez etykiety.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Blind test na świecach rytualnych - ktoś to kiedyś robił? Serio pytam, bo w różnych społecznościach na zachodzie ludzie to testowali i wyniki były... niejednoznaczne. Część osób podchodziła do rytuału z takim samym skupieniem niezależnie od źródła świecy, część twierdziła, że czuje różnicę, ale gdy ukryto etykietę, nie potrafiła jej wskazać. To nie dowodzi niczego ostatecznie, ale każe się zastanowić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kunia Właśnie o coś takiego mi chodziło, gdy pisałam ten post. Sama próbowałam coś w tym stylu, ale nieformalnie - używałam naprzemiennie różnych świec przy podobnych pracach i starałam się nie przywiązywać do tego, co mam w ręce. Ciężko ocenić efekty, bo rytuały nie są powtarzalne jak eksperymenty laboratoryjne. Ale mam wrażenie, że moja uwaga i jakość obecności w rytuale zmieniała się bardziej w zależności od dnia i nastroju niż od tego, czy świeca kosztowała 5 czy 50 złotych.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

A co z ziołami? Bo przy świecach jeszcze można mówić o intencji producenta, ale zioła rosną same. Czy szałwia z małego eko-ogrodu rzeczywiście ma coś więcej niż ta sprzedawana w papierowych torebkach w sieciowym sklepie ze zdrową żywnością?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Oliczka To akurat jest trochę inna rozmowa. Przy ziołach mamy przynajmniej mierzalne parametry - zawartość olejków eterycznych, sposób suszenia, warunki uprawy. Szałwia suszona w zbyt wysokiej temperaturze traci znaczną część lotnych związków, czyli dosłownie mniej pachnie i mniej aktywnych składników uwalnia podczas palenia. Czy to ma znaczenie energetyczne? Nie wiem. Ale ma znaczenie sensoryczne, a zmysły są częścią rytuału. Wchodzisz w inny stan uwagi, gdy coś intensywnie pachnie, niż gdy czujesz ledwo uchwytny zapach.


Odpowiedz
Wpisy: 1708
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Ten wątek o zmysłach jest ważny. Ja myślę, że bardzo dużo z tego, co nazywamy "działaniem" materiałów rytualnych, przechodzi przez ciało - przez węch, wzrok, dotyk. Ciężka, dobrze wykonana świeca inaczej leży w dłoni niż lekka, fabryczna. Beeswax inaczej pachnie podczas palenia niż parafina. To nie jest placebo w prostym sensie, to jest realna stymulacja sensoryczna, która ma wpływ na stan psychofizyczny. I może dlatego rzemieślnicze przedmioty "działają lepiej" - nie przez jakąś mistyczną wyższość, ale przez jakość wykonania, która angażuje ciało.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@young)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 453

@Rasphul Czyli mówisz, że różnica jest, ale nie tam, gdzie większość ludzi by szukała? To ma sens, ale trochę sprowadza całą sprawę do fizjologii. A co z tymi tradycjami, gdzie źródło surowca jest naprawdę kluczowe - jak ta ziemia z cmentarza, o której Rasphul pisał wcześniej? Tam chyba nie chodzi o zapach.


Odpowiedz
Wpisy: 1560
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

W tradycjach afrykańsko-diasporycznych i w Hoodoo klasyfikacja miejsca pochodzi z konkretnego rozumowania symbolicznego - ziemia z cmentarza "niesie" w sobie coś z tego miejsca, bo była w kontakcie z tym, co tam jest. To nie jest twierdzenie, że chemicznie jest inna. To jest twierdzenie, że jej historia i kontakt z określonym miejscem mają znaczenie w ramach logiki tej tradycji. I tu jest pies pogrzebany - każdy system ma własną logikę klasyfikacji. Problem pojawia się, gdy ktoś miesza systemy i próbuje oceniać materiały według kryteriów, które do nich nie należą.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1111

@Bryza Ale chyba większość z nas nie pracuje w jednej spójnej tradycji, nie? I co wtedy? Sami musimy sobie jakoś te kryteria budować. Czy to nie jest trochę chaotyczne?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Kolczasta Chaotyczne to niekoniecznie złe. Większość współczesnej praktyki zachodniej jest synkretyczna i tyle. Pytanie, które mnie bardziej interesuje, to co ty sama robisz, gdy wybierasz materiały? Na czym opierasz decyzję? Bo to może powiedzieć więcej o tym, co dla ciebie ma znaczenie, niż jakakolwiek teoria.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Ja kupiłam ostatnio kadzidło kadzidłowca prawdziwego, Boswellia sacra z Omanu, i tańsze z Indii. Różnica w zapachu była naprawdę wyraźna. Omanskie ma taką żywiczność i lekką cytrusowość, które po prostu inaczej działają na mnie podczas medytacji. Ale nie wiem, czy to ma coś wspólnego z jakością rytuału, czy po prostu lubię lepszy zapach. Jak oddzielić jedno od drugiego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Mirta A czy jest sens to rozdzielać? Jeśli lepszy zapach daje ci lepszy stan skupienia, to może to jest właśnie odpowiedź. Nie musisz wiedzieć, który mechanizm działa, żeby wiedzieć, co dla ciebie działa.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Herga Ale to otwiera inną kwestię - czy wtedy rytuał jest skuteczniejszy dlatego, że materiał jest lepszy, czy dlatego, że ty jesteś lepiej skupiona? I czy to w ogóle jest istotna różnica z perspektywy efektu?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@sara20)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, może głupie pytanie, ale skąd w ogóle wiadomo, który opal jest artisanalny, a który nie? Przy ziołach jeszcze można jakoś sprawdzić, ale kamienie to czarna magia, jeśli chodzi o certyfikaty.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Sara20 To nie jest głupie pytanie, to jest bardzo dobra uwaga. Rynek kamieni jest pełen fałszerstw i błędnych oznaczeń. Certyfikowany opal z Australii powinien mieć dokumentację z kopalni, ale w praktyce większość kamieni na polskim rynku ezoterycznie pochodzi nie wiadomo skąd. Więc może cała dyskusja o artisanalnym kontra masowym jest trochę oparta na złudzeniu, że w ogóle wiemy, co kupujemy.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Sara20 Wracając do tego, co Sara20 poruszyła - certyfikacja kamieni to osobny temat, ale przy opalu jest jeszcze jeden aspekt, który mnie zastanawia. Opale australijskie z Lightning Ridge albo Coober Pedy mają inną strukturę gry barw niż te z Etiopii. Etiopskie są hydrofaniczne, tzn. wchłaniają wodę i zmieniają przezroczystość, co mineralogicznie jest kompletnie inną sprawą. Czy to ma znaczenie rytualnie? Nie wiem. Ale jeśli ktoś pracuje z kryształami i twierdzi, że czuje różnicę między dwoma opalami, to może naprawdę czuje różnicę - tylko czy to różnica w "energii" czy w tym, co kamień robi optycznie i fizycznie w dłoni?


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1560

@Rasphul Właśnie. Etiopski opal przy kontakcie z wilgocią skóry może dosłownie zmieniać kolor na twoich oczach podczas rytuału. To fizyczny, obserwowalny efekt. Australijski jest stabilniejszy. I teraz pytanie - czy ta zmienność etiopskiego opalu jest wadą czy zaletą w pracy rytualnej? Bo z jednej strony nieprzewidywalność materiału może rozpraszać, z drugiej ta transformacja może być symbolicznie istotna dla kogoś, kto pracuje z tematami zmiany.


Odpowiedz
Wpisy: 1111
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Zaraz, etiopski opal zmienia kolor w dłoni? Tego nie wiedziałam. To znaczy, że kamień, który dostanę w sklepie, może wyglądać zupełnie inaczej niż po kilku miesiącach używania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Kolczasta Tak, i jest to znany problem dla jubilerów, bo klienci kupują kamień w jednym stanie, a po kilku miesiącach noszenia wygląda inaczej. Hydrofaniczne opale absorbują oleje skóry i wilgoć, co zmienia ich przejrzystość. Część z nich po wysuszeniu wraca do oryginału, część nie. Dla kolekcjonerów kamieni to wada. Ale to też oznacza, że kamień wchodzi w interakcję z ciałem właściciela w bardziej dosłownym sensie niż większość minerałów.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, ale wróćmy na chwilę do kadzidła, bo nie dokończyłam myśli. Kupiłam też kiedyś Boswellia carterii, która jest tańszą alternatywą dla sacra, i różnica była zauważalna, ale nie dramatyczna. Natomiast kiedy porównałam ją z syntetycznym odpowiednikiem - tym na bazie zapachów chemicznych - to tam już było jak porównanie herbaty z syropem smakowym. Nie chodzi mi nawet o działanie, tylko o to, że syntetyk nie dawał mi żadnego skupienia. Był za bardzo jednorodny, za bardzo "gotowy". Naturalne żywice mają taki element niespójności, który jakoś angażuje uwagę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Mirta To co opisujesz to coś, o czym czytałem przy okazji badań nad aromaterapią - naturalne olejki eteryczne mają złożony profil chemiczny, setki związków, które działają synergicznie albo antagonistycznie. Syntetyki odtwarzają główne składniki zapachowe, ale nie całą tę złożoność. Stąd inaczej oddziałują na układ nerwowy. Więc twoje "skupienie" może być po prostu odpowiedzią neurologiczną na inną mieszankę bodźców.


Odpowiedz
(@young)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 453

@Faddi Ale czy to nie jest właśnie argument za tym, że materiał ma znaczenie? Nie metafizyczne, tylko dosłownie - że jeden materiał fizycznie inaczej oddziałuje na mózg?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Young No właśnie. I to jest dla mnie to miejsce, gdzie dychotomia "działa/nie działa" przestaje być pomocna. Jeśli kadzidło z prawdziwej żywicy wprawia cię w inny stan uwagi niż syntetyk, to rytuał przeprowadzony z tym kadzidłem będzie po prostu inaczej wyglądał. Czy to "metafizyczne działanie materiału"? Zależy, jak rozumiesz metafizykę.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Mnie ciekawi, co Betalia myśli o tym aspekcie fizjologicznym. Bo na początku pisałaś o różnicy między opałem artisanalnym a masowym, i to brzmiało jak pytanie o coś więcej niż aromaty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kunia Tak, chodziło mi o coś więcej, choć nie mam problemu z fizjologicznym wyjaśnieniem - ono po prostu nie wyczerpuje tematu. Gdy pracuję z konkretnym kamieniem od lat, wytworzyła się między mną a nim historia. To brzmi może dziwnie, ale nie chodzi o to, że kamień "pamięta" w sensie dosłownym. Chodzi o to, że ja pamiętam - i to wpływa na mój stan, gdy go trzymam. Masowo produkowana świeca tego nie ma. Artisanalna, zrobiona przez kogoś z konkretną intencją, może to mieć - albo nie mieć, jeśli kupujesz od osoby, dla której to tylko praca.


Odpowiedz
Wpisy: 892
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Ale skąd wiesz, z jaką intencją ktoś robił tę świecę? Sprzedawca ci powie, że z miłością i skupieniem, bo po to mu płacisz. Jak to zweryfikować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Golta Nie zweryfikujesz w stu procentach. To jest odpowiedź, która pewnie nie satysfakcjonuje, ale kupowanie od kogoś, kogo prace śledzę dłużej, kogo widzę na targach, kogo rzemiosło znam - to jest inny poziom zaufania niż zamówienie z dużego sklepu ezoterycznego online. Nie chodzi o gwarancję, chodzi o prawdopodobieństwo.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

A co jeśli ktoś robi świece masowo, ale naprawdę lubi swoją pracę i wkłada w nią uwagę? Czy skala produkcji sama w sobie coś wyklucza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Oliczka Dobre pytanie. Myślę, że skala nie jest sama w sobie problemem, ale skala przemysłowa wiąże się zwykle z automatyzacją, pośpiechem i brakiem kontaktu twórcy z produktem. Rzemieślnik robiący dwieście świec dziennie przestaje je "robić" w sensie, w którym ten kontakt jest możliwy. Choć oczywiście wyjątki istnieją.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego wątku i mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was pracuje z materiałami, które sam zebrał albo przygotował? Zioła ze swojego ogrodu, kamienie zebrane samodzielnie? Czy to w ogóle jest inny poziom tej rozmowy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Argos To jest bardzo konkretna różnica i wielu praktyków ją podkreśla. Kiedy sam zbierasz zioła, wiesz dokładnie, skąd pochodzą, w jakich warunkach rosły, kiedy były zbierane - czyli masz pełną informację o materiale. Przy kupnych ziołach masz co najwyżej to, co producent zadeklarował na etykiecie. Przy kamieniach zebranych samodzielnie znasz kontekst miejsca. To nie jest kwestia mistyczna, to kwestia wiedzy o swoim materiale.


Odpowiedz
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 469

@Rasphul Ale chyba nie każdy ma możliwość zbierania własnych ziół? Mieszkam w bloku, nie mam ogrodu, najbliższy las jest kilkadziesiąt kilometrów. Czy to znaczy, że moja praktyka z definicji jest gorsza?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Luiza75 Nie, nie znaczy. Ale oznacza, że masz inne ograniczenia i musisz inaczej budować relację z materiałem, którego używasz. Możesz dużo wiedzieć o tym, skąd pochodzi kupiony przez ciebie szałwia - szukać zaufanych dostawców, sprawdzać certyfikaty ekologiczne, rozmawiać ze sprzedawcami. To nie to samo, co samodzielny zbiór, ale nie jest też zero.


Odpowiedz
Wpisy: 1111
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Okej, ale wróćmy do opalu, bo ten wątek mi uciekł. Betalia napisała coś o dokumentacji z kopalni - to w praktyce możliwe do sprawdzenia dla zwykłego kupującego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kolczasta W Polsce to jest naprawdę trudne. Rzetelni sprzedawcy kamieni mineralogicznych, nie ezoterycznych, czasem mają taką dokumentację - ale przy opalu wartość gemmologiczna idzie w parze z ceną, więc jeśli kupujesz coś taniej, prawdopodobnie nie dostaniesz certyfikatu. Są laboratoria gemmologiczne jak GIA albo GGTL, które wystawiają raporty dla szlachetnych kamieni, ale opal jako materiał rytualny rzadko przez to przechodzi. Więcej możesz wyciągnąć ze zdjęć kopalni od dostawcy, z przynależności do stowarzyszeń mineralogicznych albo z rekomendacji w środowisku kolekcjonerskim.


Odpowiedz
Wpisy: 1111
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, to jak w praktyce wygląda to szukanie dokumentacji? Pytasz sprzedawcę mailowo i czekasz, aż odpisze ze świadectwem gemmologicznym? Bo to brzmi jak procedura przy zakupie diamentu, nie opalu do rytuałów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Kolczasta Poza tym certyfikat gemmologiczny przy opalu to co innego niż przy brylantach - tam chodzi o grading, nie o origin. Dokumentacja pochodzenia to raczej domena importerów i hurtowników. Jeśli kupujesz od kogoś, kto sam sprowadza kamienie, możesz zapytać o dostawcę. Jeśli kupujesz przez pośrednika, ta informacja jest często po prostu niedostępna i nikt ci jej nie da, bo sam nie wie.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
Rozpoczynający temat
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Nie, to nie jest aż tak formalne. Chodzi raczej o to, że zaufany sprzedawca mineralogiczny w ogóle wie, skąd kamień pochodzi - potrafi powiedzieć kopalnię, region, czasem sezon zbioru. Nie musi ci wysyłać papierów z pieczątką. Po prostu widać, że ma tę wiedzę, bo rozróżnia między typami, mówi o konkretnych złożach, a nie rzuca ogólnikami. To jest inna rozmowa niż ta, którą masz w sklepie ezoterycznym, gdzie sprzedawca wie tylko, że "to opal z Australii".


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

A wracając do ziół, bo moje pytanie trochę zatonęło w opalu - ktoś tu mówił o certyfikatach ekologicznych jako sposobie na weryfikację. Ale czy certyfikat bio cokolwiek mówi o sposobie zbioru, o intencji, o tym, kto to robił? Bo z rolniczego punktu widzenia certyfikat mówi tylko o braku pestycydów.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Argos Dokładnie i dlatego ten certyfikat jest odpowiedzią na pytanie o jakość chemiczną, nie na pytanie o cokolwiek innego. Dla mnie to dwa różne poziomy. Chcę wiedzieć, że nie kupuję surowca skażonego chemikaliami - to certyfikat może mi dać. Ale to, jak zioło było zbierane, w jakim momencie doby, przez kogo - to są rzeczy, których certyfikat nie obejmuje i nie jest po to stworzony.


Odpowiedz
Wpisy: 1019
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, to brzmi trochę jakbyśmy sami nie wiedzieli, czego szukamy w tych materiałach. Bo raz mówimy o chemii i fizjologii, raz o intencji zbierającego, raz o historii konkretnego kamienia. To są naprawdę różne kryteria i nie wiem, czy można je wszystkie spełnić jednocześnie.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Mirta Może nie można i może to jest właśnie sedno? Wybierasz, co dla ciebie jest priorytetem. Dla kogoś ważniejsze będzie, że zioło nie ma pozostałości środków ochrony roślin. Dla kogoś innego - że zbierane było przez konkretną osobę w określony sposób. Oboje mają rację co do własnego kryterium, ale po prostu mierzą różne rzeczy.


Odpowiedz
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 892

@Herga Ale to nie jest trochę tak, że każdy sobie ustala własne zasady i potem nie da się porównać, co działa? Jak to w ogóle weryfikować?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Golta A czy w ogóle trzeba weryfikować w sensie porównawczym? Rytuał nie jest eksperymentem z grupą kontrolną. Możesz mieć własną praktykę, obserwować jej efekty i wyciągać wnioski dla siebie. Porównywanie z cudzą praktyką jest interesujące, ale nie jest warunkiem koniecznym.


Odpowiedz
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 892

@Faddi To rozumiem, ale jeśli każdy robi co chce i twierdzi że to działa, to skąd wiemy, że w ogóle coś robimy sensownie, a nie tylko czujemy się dobrze z własnym wyborem?


Odpowiedz
Wpisy: 1560
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Weszłam tu dopiero i mam wrażenie, że rozmowa toczy się wokół pytania, które jest naprawdę stare - czy skuteczność rytuału zależy od materiału obiektywnie, czy od praktykującego. I odpowiedź w większości tradycji jest taka, że obie rzeczy się przecinają. Nie ma materiału który zadziała bez praktykującego i nie ma praktykującego, który może zrobić wszystko z dowolnym śmieciem. Gdzieś pośrodku jest ta granica jakości materiału, poniżej której robisz sobie utrudnienie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@young)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 453

@Bryza Co to znaczy "granica jakości poniżej której robisz sobie utrudnienie"? Masz na myśli coś konkretnego, czy to bardziej intuicja?


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1560

@Young Mam na myśli coś konkretnego. Świeca z taniego parafiny z syntetycznym zapachem pali się inaczej, dymi, śmierdzi chemią - to fizycznie zakłóca skupienie. Kadzidło z kiepskiej żywicy lub z dużą ilością wypełniaczy nie daje odpowiedniego dymu ani zapachu. Kamień ze szkła lub barwiony plastik nie zachowuje się jak kamień naturalny. To są obiektywne różnice materiałowe, które przekładają się na warunki rytuału niezależnie od tego, co myślisz o metafizyce.


Odpowiedz
Wpisy: 242
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

To ciekawe, bo nigdy nie myślałam o tym od strony warunków fizycznych. Zawsze mi się wydawało, że albo wierzysz i działa, albo nie wierzysz i nie działa. A wy mówicie, że zły materiał może po prostu fizycznie przeszkadzać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@luiza75)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 469

@Oliczka Ja to zrozumiałam dopiero jak próbowałam medytować przy tych bardzo tanich kadzidłach, wiecie, te w stosach po kilkanaście groszy za sztukę. Dym był tak gęsty i ostry, że po piętnastu minutach po prostu bolała mnie głowa i przestałam. Przy porządnym kadzidełku z naturalną żywicą zupełnie inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 1111
(@kolczasta)
Połączone: 2 lata temu

To już nie jest metafizyka, to jest biologia 🙂 Ale serio, to dobry punkt - czy my w tej dyskusji mówimy o czymś więcej niż "nie kupuj śmieciowych materiałów bo się źle poczujesz"?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kolczasta Tak, mówimy o czymś więcej, choć to "więcej" jest trudne do opisania bez popadania w okrągłe zdania. Powiedzmy, że bariera wejścia to jakość fizyczna - żeby materiał nie przeszkadzał. Ale powyżej tej bariery są jeszcze kwestie, o których rozmawiamy od początku: historia materiału, warunki jego powstania, relacja z nim. I tu nie ma już testów laboratoryjnych, jest tylko twoja praktyka i to, co z niej wyniesiesz.


Odpowiedz
Wpisy: 1708
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Mam taką obserwację z boku: zauważyłem, że praktykujący, którzy pracują długo, rzadko kupują nowe materiały. Mają to samo kadzidło od lat, te same kamienie, te same świece od jednej osoby. Nie szukają nowych rzeczy, bo już zbudowali relację z tym, co mają. Pytanie o "artisanal vs masowy" pojawia się chyba głównie wtedy, gdy ktoś dopiero buduje swój zestaw.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Rasphul W tym jest dużo racji, ale nie zawsze. Zdarzało mi się wracać do czegoś po latach albo zaczynać pracę z nowym materiałem, bo stary po prostu się skończył lub przestał być dostępny. Boswellia sacra ze źródła, z którym pracowałam przez kilka lat, zniknęła z rynku - dostawca zaprzestał importu. I trzeba było zaczynać ten proces budowania relacji od nowa, ze świadomością, że poprzednia żywica i ta nowa to różne rzeczy, nawet jeśli botanicznie tożsame.


Odpowiedz
Wpisy: 495
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

To co robisz, gdy nie możesz dostać tego samego materiału? Szukasz jak najbliższego odpowiednika, czy traktujesz to jako okazję do pracy z czymś zupełnie nowym?


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Argos Zależy od materiału. Przy kadzidłach staram się znaleźć coś z tego samego regionu, nawet jeśli nie od tego samego dostawcy - Boswellia sacra to Boswellia sacra, różnice są, ale roślina jest ta sama. Przy kamieniach już nie mam takiego podejścia, bo skała to skała, a miejsce wydobycia zmienia właściwości fizyczne, kolor, inkluzje. Nie zawsze można znaleźć "to samo" w innym miejscu. Wtedy tak, traktuję to jako nowy materiał i po prostu zaczynam od zera.


Odpowiedz
(@argos)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 495

@Kunia A jak to "zaczynanie od zera" wygląda w praktyce? Pytam serio, bo nie wiem, czy mam jakiś analogiczny proces, czy po prostu używam i obserwuję.


Odpowiedz
(@mirta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1019

@Argos Właśnie - co to znaczy "budować relację z materiałem"? To pojęcie pojawia się tu kilka razy i rozumiem intuicyjnie, o co chodzi, ale nie wiem, jak to opisać konkretnie.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Mirta Dla mnie to jest po prostu regularne używanie w określonym kontekście. Kamień, który mam przy medytacji od lat, jest dla mnie czymś innym niż nowy kamień z tej samej kopalni, bo znam jego zachowanie - wiem jak reaguje na ciepło ręki, jak wygląda w różnym świetle, jakie myśli mi towarzyszą gdy go trzymam. To nie jest mistyka, to jest po prostu znajomość.


Odpowiedz
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 892

@Herga Ale to brzmi jak zwykłe przyzwyczajenie, nie? Że po prostu wiesz czego się spodziewać. Czy to nie jest to samo co ulubiony kubek do kawy?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Golta Może i tak. Nie sądzę, żeby to był argument przeciwko - ulubiony kubek do kawy też robi różnicę, choć fizycznie kawa jest taka sama. Jeśli coś pomaga ci skupić się i wejść w odpowiedni stan, to jest to użyteczne niezależnie od tego, jak to nazwiemy.


Odpowiedz
(@bryza)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1560

@Golta trafia w coś, o czym rzadko się wprost mówi w tych rozmowach - że duża część tego, co opisujemy jako "właściwości materiału", może być właściwością nas samych w kontakcie z tym materiałem. To nie dyskredytuje praktyki, ale zmienia pytanie. Zamiast "czy ten opal jest lepszy od tamtego" pytamy "z czym ja lepiej pracuję i dlaczego".


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Bryza I to jest moim zdaniem najuczciwsze sformułowanie tego problemu. Chociaż od razu pojawia się kontrargument - jeśli to jest "tylko" we mnie, to dlaczego różne osoby niezależnie od siebie opisują podobne właściwości tych samych materiałów? Szałwia opisywana jako oczyszczająca pojawia się w tradycjach, które nie miały kontaktu ze sobą. Coś tu jest, co wykracza poza indywidualne skojarzenie.


Odpowiedz
(@oliczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 242

@Rasphul To jest naprawdę interesujący punkt. Ale czy to może być po prostu biochemia? Szałwia ma związki aktywne, które faktycznie wpływają na percepcję. Może tradycje wyczuły coś empirycznie, bez nazywania tego chemią?


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Oliczka To możliwe i prawdopodobnie część wyjaśnienia. Ale nie wszystkie materiały rytualne działają przez drogi oddechowe albo skórę. Kamienie na przykład - trudno tu o wyjaśnienie biochemiczne. A jednak są kamienie, z którymi mi się lepiej pracuje i takie, przy których nic nie czuję. I to nie zawsze pokrywa się z tym, co "powinienem" czuć według tradycji.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@young)
Połączone: 2 lata temu

A może to kwestia oczekiwań? Jak wiesz, że coś "powinno" działać w określony sposób, to tak działasz. A jak masz materiał bez etykietki, to nie masz tych oczekiwań i efekt jest neutralny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Young Próbowałem kiedyś dać komuś dwa kadzidła do porównania, nie mówiąc które jest które. Jedna osoba powiedziała, że jedno jest "cięższe" i "bardziej przyziemne", drugie "lżejsze". Zgadzało się to z moją własną oceną, choć ta osoba nie miała pojęcia, co trzyma. Jeden raz, jeden przypadek, żadnych wniosków ogólnych - ale zastanawia mnie, czy przy większej skali coś by się pokazało.


Odpowiedz
(@golta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 892

@Faddi To już brzmi jak jakiś eksperyment. Wyobrażam sobie, że można by to zrobić bardziej systematycznie. Czy ktoś w ogóle próbował czegoś takiego w praktyce?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: