Czyli olejek z kadzidłowca to nie jest po prostu 'kadzidło w płynie', tylko zupełnie inna mieszanina? To wyjaśnia dlaczego mi olejek nigdy nie robił tego, co sama żywica na węglu. Myślałam że to jest kwestia moich skojarzeń albo siły, a to jest dosłownie inny produkt.
Wuaśnie to mnie zawsze zastanawiało przy olejkach. Używam kadzidła libańskiego od dawna i kiedyś kupiłem olejek żeby mieć łatwiej, i coś po prostu nie grało. Teraz rozumiem czemu - skład jest inny. Ale mam pytanie - czy to znaczy że hydrolat z żywicy byłby bliższy oryginałowi niż olejek? Bo przy destylacji to on zbiera wodę z wszystkimi związkami polarnymi?
Hydrolat z żywicy to trochę ślepy zaułek - żywice słabo destylują i hydrolat jest raczej ubogi w związki aktywne. Bliżej oryginału byłoby spalanie fragmentów żywicy w niskiej temperaturze, coś jak japońskie kadzidła rōkoku, gdzie temperatura jest kontrolowana i nie spala się żywicy tylko podgrzewa. Uwalnia się wtedy więcej aromatycznych frakcji bez produktów spalania.
O rōkoku słyszałam ale nigdy nie próbowałam - to jest ta technika z muszlą i popiołem? Mam wrażenie że to wymaga trochę sprzętu, ale zastanawiam się czy efekt jest faktycznie zauważalny w porównaniu do zwykłego węgla. Eliksira, pracowałaś tak?
Właśnie o to chciałam się spytać - czy ktoś próbował wyizolować sam zapach od reszty rytuału żeby sprawdzić co faktycznie robi? Np. wąchać dany aromat przy zupełnie codziennych czynnościach, bez żadnej intencji, i potem porównoywać z sesjami rytualnymi? Albo odwrotnie - robić rytuał bez żadnego zapachu?
Ale właśnie dlatego całe to rozróżnienie 'co działa a co nie' jest tak trudne do udowodnienia. Karolcia mówi że nie da się izolować zmiennych, Irisa mówi że to kwestia ścieżek neuronalnych, Eliksira mówi że składy chemiczne są inne niż myślimy - i co z tego wynika praktycznie? Mam wrażenie że wiemy coraz więcej o tym dlaczego nie wiemy.
Zgadzam się z Irisą, i powiem więcej - ta rozmowa pomogła mi zrozumieć coś, co robiłam intuicyjnie ale bez teorii. Zawsze wracałam do tych samych kilku zapachów, nigdy ich nie mieszałam przy tej samej intencji, i okazuje się że to ma sens. Pytanie do Karolci - czy to znaczy że im prostszy zestaw zapachów, tym bardziej precyzyjne skojarzenia?
Wincentyna, to zależy od częstotliwości i od tego jak wyraźny jest kontekst w którym używasz. Przy regularnej pracy kilka razy w tygodniu, z klarowną intencją, u mnie zajęło to jakieś 3-4 tygodnie zanim poczułam że zapach 'przynosi' stan bez wysiłku. Ale przy nagietku mam pytanie - w jakiej formie? Bo nagietek jako olejek to coś innego niż susz.
Dziękuję Kamilka, to bardzo pomocne! 3-4 tygodnie to dla mnie dobra miara, bo często się niecierpliwię jak coś nie wychodzi od razu. Mam jeszcze jedno pytanie do tego co napisałaś - mówiłaś że przy rzadszej pracy trwało to dłużej. Czy to znaczy że lepiej robić krótsze sesje częściej niż długie raz na tydzień?
Wincentyna, z mojego doświadczenia tak - częstość buduje skojarzenie szybciej niż długość. Ale jest tu jeden haczyk, który sam w sobie jest osobnym tematem. Jak robisz sesje bardzo blisko siebie, np. codziennie, to zaczyna się adaptacja węchowa i po prostu przestajesz zapach wyraźnie rejestrować. U mnie najlepiej działało co 2-3 dni, nie codziennie.
Okej ale z praktycznego punktu widzenia - jeśli po kilku minutach i tak przestajesz czuć zapach, to po co w ogóle starać się o jakość surowca? Logika tej rozmowy prowadzi do wniosku że i tak nie ma różnicy co palisz, skoro mózg to wycisza.
To jest dobre ujęcie, Magus, i zgadzam się częściowo. Pierwsze wdychanie przy wejściu w przestrzeń rytualną to moment największej intensywności sygnału. Ale jest jeszcze jeden aspekt - nawet przy zaadaptowanym węchu, gwałtowna zmiana zapachu, np. dodanie nowej substancji albo zmiana intensywności, ponownie aktywuje percepcję. Dlatego niektóre tradycje stosują kilka faz kadzenia z różnymi żywicami, nie jedną ciągłą.
Eliksira, to jest coś o czym nie myślałam. Mogłabyś powiedzieć które tradycje konkretnie to stosują? Bo kojarzę że w niektórych liturgiach chrześcijańskich jest kilka okadzeń w różnych momentach, ale nie wiem czy to wynika z tego co opisujesz czy z czego innego.
Właśnie miałam napisać to samo co Dzidka. Znam tradycję suficką gdzie używa się kolejno różnych żywic w określonej kolejności - zaczyna się od lżejszych, idzie w stronę cięższych. Ale tam uzasadnienie jest symboliczne, nie fizjologiczne. Ciekawe że efekt może być ten sam mimo innego uzasadnienia.
Jest pewna logika fizjologiczna za taką kolejnością. Lżejsze związki lotne mają niższy punkt wrzenia i szybciej docierają do receptorów, więc przestrzeń węchowa dostaje najpierw 'jasny' sygnał a potem głębszy. Czy to było zamierzone przez twórców tych tradycji - nie wiadomo, ale efekt jest spójny z tym co Irisa mówiła o aktywacji limbicznej.
Wchodzę tu bo pracuję głównie z kamieniami, ale mam jedno obserwacje z boku. Przy kadzeniu przestrzeni przed pracą z kamieniami zawsze czułem że coś się zmienia w jakości skupienia. Nigdy nie analizowałem tego tak jak wy tutaj, ale ta rozmowa naświetla mi co się mogło dziać. Pytanie mam jedno - czy ta zmiana atmosfery działa na kogoś fizycznie obecnego inaczej niż na kogoś który wchodzi do już okadzonej przestrzeni?
Ja rzadko piszę w takich dyskusjach ale to co Irisa napisała zgadza się z czymś co obserwuję. Jak wchodzę do przestrzeni gdzie ktoś już pracował, to pierwsze sekundy są bardzo intensywne, wręcz dezorientujące. I to nie zawsze jest dobre, czasem wybija zamiast wprowadzać. Nie wiedziałem do tej pory że to jest kwestia adaptacji a nie jakiegoś innego mechanizmu.
To co Irisa napisała o tej dezorientacji przy wejściu - dokładnie to czuję. I nigdy nie wiedziałem jak to interpretować. Czy to jest coś co przeszkadza czy może jednak jest częścią procesu? Bo intuicyjnie bym powiedział że wybija, ale może ta chwila przestrojenia ma jakiś sens?
Próg to jest dobre słowo, Talizmana. W tradycjach które znam, zapach przy wejściu pełni funkcję wyraźnego sygnału zmiany stanu - coś co oddziela to co było przed od tego co jest teraz. I właśnie ta gwałtowność percepcji, o której pisał Romek, może być celowa. Nie przypadkowa. Pytanie jest czy współczesne praktyki to zachowują świadomie czy przez imitację formy bez rozumienia funkcji.
Hmm ale jak rozróżnić te dwa przypadki? Bo wejście w przestrzeń z kadzidłem to jest coś co robi chyba każdy kto kadzi przed rytuałem, ale czy ktokolwiek myśli o tym jako o progowym uderzeniu węchowym? Może większość ludzi po prostu pali kadzidło bo tak sie robi i to tyle.
Glifia ma dobry instynkt. Do funkcji progowej sprawdzają się związki o wysokiej lotności i niskim progu percepcji - czyli takie które mózg wyłapuje już przy małych stężeniach. Kamfora, eukaliptol, niektóre pineny. Ciekawe że to w dużej mierze pokrywa się z tym co tradycje używają przy wejściach i przejściach - mirra, jałowiec, niektóre żywice iglaste.
Zastanawiam się nad czymś innym. Mówimy dużo o tym jak zapach działa na osobę która wchodzi do przestrzeni. A co z osobą która tę przestrzeń przygotowuje i jest w niej przez cały czas kadzenia? Ona jest zaadaptowana zanim ktokolwiek wejdzie. Czy to znaczy że prowadzący rytuał jest w zupełnie innym stanie węchowym niż uczestnicy?
To jest coś czego nigdy wcześniej nie rozważałam, a teraz nie mogę przestać o tym myśleć. Jeśli prowadzący jest zaadaptowany a uczestnicy nie, to on i oni są dosłownie w różnych stanach od samego początku. Czy to jest coś co powinno być wyrównane czy może ta asymetria jest celowa - prowadzący poza przestrzenią zapachową, uczestnicy w niej?
Talizmana, to jest ciekawy kierunek. Znam kilka tradycji gdzie prowadzący celowo nie przebywa w przestrzeni przed rozpoczęciem - przygotowuje ją i wychodzi. Wchodzi razem z uczestnikami albo chwilę po nich. Nie wiem czy uzasadnienie jest zawsze świadome, ale efekt jest taki że wszyscy są na podobnym etapie percepcji na starcie. Czy ktoś z was pracuje inaczej i widzi różnicę?
Ja akurat przygotowuję przestrzeń i zostaje w niej. Nigdy nie wchodziłam po uczestnikach. Po tym co tu czytam zaczynam się zastanawiać czy to nie jest błąd w mojej praktyce, czy może po prostu inny model. Eliksira, masz wrażenie że ta asymetria faktycznie robi różnicę w przebiegu rytuału?
Nie wiem czy 'błąd' to jest dobre słowo, Dzidka. Różne tradycje robią to różnie i każda z nich ma jakiś wewnętrzny sens. Asymetria prowadzący-uczestnicy może być zamierzona - prowadzący zaadaptowany jest bardziej spokojny, mniej reaguje na bodźce, co może być przydatne kiedy potrzeba kogoś kto trzyma strukturę. A uczestnicy z ostrą percepcją są bardziej otwarci na odbiór.
To jest uczciwe pytanie, Magus. Ja mówiłam konkretnie o niektórych praktykach szintoistycznych - w pewnych obrzędach w świątyniach kapłan opuszcza i wchodzi do przestrzeni razem z uczestnikami rytuału. Uzasadnienie jakie znam jest rytualne, nie węchowe, ale efekt który opisujemy jest ten sam. Czy to jest 'celowy zabieg węchowy'? Pewnie nie. Ale efekt zachodzi.
