Robię to od dwóch lat - codziennie rano losuję jedną kartę i zapisuję, co przyniesie dzień. Czasem mi się zgadza wręcz precyzyjnie, czasem dzień mija bez żadnego nawiązania do karty. I zaczynam się zastanawiać - czy to nie jest tak, że wybrane dni dopasowuję sobie pod kartę, a te niepasujące zapominam? Bo to mogłoby tłumaczyć "trafność". Ciekawi mnie, jak Wy to widzicie. Karta dnia - prawdziwa praktyka rozwojowa, czy raczej rytuał, który niewiele wnosi?
Karta dnia ma sens, ale nie ten, o ktorym mysli wiekszosc poczatkujacych. Ona nie jest wrozba "co sie wydarzy do polnocy". Jest pytaniem do siebie samego - z jaka jakoscia mam dzis podejsc do dnia. Z energia Bulaw? Z refleksja Pucharow? Z dyscyplina Mieczy? Z konkretem Denarow? To nie predykcja, to wskazowka, na czym dzis skupic uwage. I w tym sensie ma gleboki sens.
Mam mieszane uczucia do tej praktyki. Robilem ja przez kilka lat i potem zarzucilem. Powod? Zaczalem widziec w sobie odruch szukania potwierdzenia karty w dniu. Zamiast zyc dzien swiezo, podswiadomie filtrowalem zdarzenia przez pryzmat kart. Czyli karta zaczela sterowac moim postrzeganiem dnia, zamiast go opisywac. Wrocilem do stawiania kart tylko wtedy, gdy mam konkretne pytanie. Codzienna praktyka u mnie przerodzila sie w rodzaj zabobonu.
