To chyba jest sedno tej rozmowy - czy zamiar twórcy tradycji ma znaczenie jeśli efekt jest i tak ten sam? I czy my tu odkrywamy że te praktyki działają przez mechanizm który twórcy nie znali, czy może po prostu nakładamy własny framework na coś co miało inne uzasadnienie?
Zatrzymuję się na tym co napisała Karolcia, bo to mnie uderza - mówimy o syntetycznym kontra naturalnym kadzidłem jako o czymś co może realnie zmieniać efekt. Czy ktoś z was pracował z obydwoma i zauważył różnicę? Nie chodzi mi o wrażenie estetyczne, tylko o to jak przestrzeń się 'zachowuje' podczas rytuału.
Haha ślepa próba w rytuale, wyobrażam sobie. Ale serio - czy ktoś kiedyś dostawał kadzidło od kogoś innego i nie wiedział co to jest? Bo to by był taki naturalny eksperyment.
Ja kiedyś dostałam żywicę która wyglądała jak olibanum i okazała się być mieszanką opoponax z czymś jeszcze. Nie wiedziałam do końca rytuału. Efekt był inny niż przy zwykłym olibanum - bardziej ciężki, głębszy zapach, mniej otwierający. Nie powiedziałabym że gorszy, po prostu wyraźnie inny charakter. Ale to oczywiście nie jest controlled experiment.
Irisa dotknęła czegoś ważnego - zapachy w rytuałach wieloetapowych. Do tej pory rozmawialiśmy głównie o jednym zapachu w całym rytuale albo o zapachu progowym. A co jeśli rytuał ma kilka faz i każda powinna mieć inny zapach? Czy ktoś to praktykuje? Ja tak, ale ciekawi mnie jak inni do tego podchodzą.
Tak, u mnie rytuał ma zazwyczaj dwa zapachy - jeden na wejście i jeden pod koniec. Tego drugiego używam żeby 'zamknąć' to co było otwarte. Zauważyłam że jeśli zostanę tylko z jednym zapachem przez cały czas, to wyjście z rytuału jest trudniejsze, dłużej trwa zanim wróci normalny tryb myślenia. Ale nie wiem czy to kwestia zapachu samego w sobie czy po prostu braku sygnału końca.
To co piszecie o dwóch zapachach - to jest coś co można znaleźć gdzieś opisane jako system czy wy same to wypracowałyście przez praktykę? Pytam bo brzmi jak coś konkretnego i zastanawiam się czy jest jakaś literatura albo tradycja za tym.
Magus zapytał o literaturę - szczera odpowiedź jest taka, że to co z Kamilką i Dzidką opisujemy to raczej wynik praktyki niż czytania. Ale jeśli szukasz czegoś na piśmie, to w tradycji ceremonialnej zachodnioeuropejskiej, szczególnie tej wywodzącej się z Golden Dawn, można znaleźć wzmianki o tym, że różne fazy operacji powinny być zaznaczone różnymi kadzidłami. Nie jest to tam explicite system, raczej wynikało z tego jak budowali rytuał jako dramaturgię. Crowley w Liber ABA też dotyka tego marginalnie, ale on akurat lubił komplikować proste rzeczy.
Golden Dawn to jest ten dziewiętnastowieczny angielski zakon? Bo słyszałem nazwę ale nie wiem czy to dobra baza do szukania konkretnych informacji o zapachach, wydaje się bardzo ogólne.
Tylko że te tabele korespondencji mają tę słabość, że są bardzo sztywne. Frankinense idzie z Słońcem, mirt z Wenus, assa foetida z Saturnem - i tyle. A rzeczywistość zapachowa jest dużo bardziej płynna. Ja nieraz czułam że dany zapach działa inaczej niż 'powinien' według tabeli i co wtedy? Zaufać tabeli czy własnemu doświadczeniu?
Wracając do tego co Magus pytał o system - u mnie to naprawdę wynikło z prób i błędów. Przez długi czas używałam jednego zapachu i zauważyłam, że po rytuałach mam takie zawieszenie, jakby głowa nie wracała do normalnego trybu. Eksperymentowałam z różnymi rzeczami na końcu i wyszło że mróz, cedr albo coś ostrego i żywicznego dobrze mnie 'ląduje'. Nie czytałam tego nigdzie, po prostu szukałam co działa.
To co Kamilka opisuje brzmi jak problem z grounding - i ciekawe że akurat zapachy mogą tutaj pomagać lub utrudniać. Znam kilka osób które po intensywnych sesjach używają bardzo ziemistych zapachów właśnie po to żeby wrócić - wetiwer, paczula, cedr. Ale czy można celowo używać zapachu żeby wydłużyć ten stan jeśli akurat na tym ci zależy?
Hm ale czy nie jest tak że sam koniec rytuału, to że coś robisz żeby go zakończyć, już sam w sobie jest sygnałem dla umysłu? Tzn czy zapach jest tu w ogóle potrzebny jako osobny element czy to jest tylko jedno z wielu możliwych zamknięć?
Zapach jest o tyle szczególny wśród tych kanałów, że działa przez inną drogę neurologiczną niż wzrok czy słuch. Sygnały węchowe idą bezpośrednio do układu limbicznego, bez pośrednictwa wzgórza. Dla mnie to wyjaśnia czemu zmiana zapachu jest tak wyrazistym sygnałem dla stanu emocjonalnego - to dosłownie inny szlak do mózgu.
Wtrącę się bo mnie to ciekawi z innej strony - czy ktoś próbował używać tego efektu świadomie? Tzn. najpierw skojarzyć konkretny zapach z konkretnym stanem poprzez wielokrotne użycie, a potem go odpalić kiedy potrzebuje się szybko wejść w ten stan? Coś jak kotwica w NLP, tylko węchowa.
Tak, i to działa, tylko trwa pewien czas zanim skojarzenie się utrwali. U mnie sandalwood jest takim zapachem - przez lata używałam go tylko w konkretnym kontekście i teraz sam zapach robi już sporo roboty bez żadnego dodatkowego nastawienia. Ale jest też ryzyko: jeśli użyjesz tego zapachu w innym, neutralnym kontekście za często, możesz osłabić skojarzenie. Trochę jak z kondycjonowaniem Pawłowa.
Właśnie o to chciałam zapytać - czy trzymasz te zapachy rytualne oddzielnie od codziennego użytku? Bo mam kilka rzeczy których nie używam nigdzie indziej i zastanawiam się czy to jest konieczne czy tylko nawyk który sobie wyrobiłam.
Przepraszam że się wtrącam, ale to jest dla mnie super ciekawa informacja! Ja używałam lavend... znaczy lawendy wszędzie i potem w pewnym rytuale też jej użyłam i teraz nie wiem czemu to nie zadziałało tak jak chciałam. Czy to mogło być właśnie przez to że była już za bardzo kojarzący sie z codziennością?
Dziękuję Irisa za tę odpowiedź, naprawdę dużo mi to wyjaśniło! Czyli rozumiem tak - lawenda zadziała uspokajająco prawie zawsze przez sam skład, ale nie zadziała jako 'wejście w stan rytualny' jeśli mam ją skojarzoną ze wszystkim? Czy dobrze to rozumiem?
To co piszą Eliksira i Irisa o lawendzie mnie trochę zastanawia. Bo z jednej strony mamy ten efekt chemiczny który jest niezalezny od skojarzeń, a z drugiej skojarzenia które budujemy latami. I co jeśli te dwa elementy ze sobą kolidują? Tzn. lawenda uspokaja chemicznie ale mózg dostaje sprzeczny sygnał bo kojarzy ją z myciem naczyń albo czymś równie przyziemnym?
Chcę doprecyzować jedną rzecz bo widzę że pojawia się pewne uproszczenie. Skład chemiczny i skojarzenia to nie są dwie niezależne ścieżki które idą równolegle i potem się sumują albo odejmują. To jest jeden układ limbiczny który przetwarza oba sygnały razem. Linalol aktywuje pewne receptory, ale to co mózg z tym zrobi zależy też od kontekstu. Więc kolizja o której mówi Bartez to nie jest błąd systemu, to jest po prostu złożony input.
Moim zdaniem nie ma na to dobrej metody poza obserwacją przez dłuższy czas. Jeden rytuał to za mało żeby cokolwiek ocenić. Ja zazwyczaj daję sobie minimum kilkanaście sesji z danym zapachem zanim wyciągam jakieś wnioski. I notuję - nie wszystko, ale przynajmniej czy coś było inne, czy coś mi przeszkadzało, czy stan był głębszy albo płytszy niż zwykle.
Czy to nie jest tak, że my tutaj trochę szukamy jednej odpowiedzi na pytanie które jest bardzo indywidualne? Bo słucham tej dyskusji i mam wrażenie że każda osoba ma inny układ - inna jest historia skojarzeń, inne są reakcje na konkretne składniki, inne rytmy. Czy w ogóle można powiedzieć że 'dany zapach lepiej się sprawdza' bez dodania 'dla kogo'?
Ale to prowadzi do kolejnego pytania - co z zapachami syntetycznymi? Bo mam kilka olejków które są wyraźnie syntetyczne albo rozcieńczone i zastanawiam się czy ten cały mechanizm działa tak samo. Tzn. czy mózg reaguje na sam molekuł czy na 'pełny obraz' zapachu z wszystkimi jego naturalnymi składnikami towarzyszącymi.
To nie tylko wrażenie. Naturalne olejki to są mieszaniny setek do tysięcy związków, część z nich w śladowych ilościach. Synteza daje ci jedną lub kilka głównych cząsteczek bez tych śladowych komponentów. Czy te śladowe komponenty robią różnicę w kontekście rytualnym - tego nie wiem, ale w kontekście zapachu jako całości zdecydowanie tak. Dlatego syntetyczny sandal i naturalny sandal to zupełnie inne doświadczenie węchowe.
Słyszałem kiedyś argument że skoro chodzi o skojarzenie i kondycjonowanie, to syntetyk zadziała tak samo jeśli go używasz konsekwentnie. Tzn. jeśli od początku budujesz skojarzenia tylko z syntetykiem, to mózg się uczy tego zapachu i potem na niego reaguje. Natomiast jeśli jesteś przyzwyczajony do naturalnych i przechodzisz na syntetyk, to jest taki dysonans. Czy to ma sens?
A co z kadzidłami w sensie takim dosłownym, stożkami i laskami? Bo kupuję czasem te tańsze i teraz się zastanawiam czy to w ogóle ma sens. Mogę pytać w tym wątku czy to inny temat?
