To co napisała Niezapominajka jest dla mnie kluczem do całej tej rozmowy. Zagubienie jest właśnie brakiem narracji - człowiek nie wie co się z nim dzieje, bo nie ma języka żeby to opisać. I rytuał ten język daje. Nie dlatego że jest magiczny, ale dlatego że jest powtarzalny i ma strukturę. Struktura pozwala zobaczyć gdzie się jest.
Perydotka, Merkury i świeczka to trochę dwa różne poziomy rozmowy 🙂 Ale serio - to co mówi Zorza jest bardzo konkretnym problemem. Zagubienie jako brak punktu wejścia. Nie wiem czy rytuał jest tu odpowiedzią czy może raczej coś co rytuał poprzedza.
Co ma poprzedzać rytuał? Zastanawiam się czy nie masz tu na myśli jakiegoś wyciszenia, zatrzymania się. Bo czytałam o praktykach liminalnych w różnych tradycjach - zanim się wejdzie w rytuał jest zawsze jakiś próg, coś co oddziela zwykły czas od rytualnego. I może kiedy ktoś jest zagubiony, to tego progu mu brakuje, nie samego rytuału.
To jest podobne do tej herbaty. Może te małe przerwy - stanie przy drzwiach, wlewanie wody - to jest właśnie ta technika wchodzenia w inny tryb. Nie rytuał z dużej litery tylko przełącznik.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę, naprawdę - siedzę i czytam od rana i teraz rozumiem czemu moje próby tworzenia rytuałów nie wychodziły. Próbowałam zacząć od czegoś wielkiego. Ołtarz, konkretna godzina, lista kroków. I po tygodniu porzucałam. A te małe przełączniki mam od lat i nawet nie wiedziałam że to ma wartość.
No właśnie i tu wracam do tej intencji - to co opisuje Kupala to jest ten moment kiedy nawyk staje się rytuałem. Intencja nie musiała być na początku, ale teraz jest i to zmienia całą jakość tej czynności. Więc ja się częściowo mylałam wcześniej.
Dobra, ale mam pytanie praktyczne bo za chwilę się zgubię w tym całym wątku - jeśli ktoś naprawdę jest zagubiony i nie ma żadnych tych małych przełączników, albo ma ale ich nie widzi, to co? Od czego zaczyna szukanie?
Zorza, myślę że od cofnięcia się. Nie do przodu - co zrobić, tylko do tyłu - kiedy ostatnio nie byłam zagubiona? Co wtedy robiłam, jak wyglądał mój dzień, co było w nim co teraz nie ma? To często więcej powie niż szukanie nowego rytuału.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie bo może jestem zbyt prosty w tym myśleniu - czy jak ktoś jest zagubiony to rytuał ma mu pomóc się odnaleźć, czy raczej pomóc funkcjonować pomimo zagubienia? Bo to chyba są dwa różne cele?
Pochwist ma rację że to różne cele i to ważne rozróżnienie bo od odpowiedzi na to pytanie zależy co się wybierze. Jak chcesz funkcjonować - to krótki, codzienny, stabilizujący. Jak szukasz kierunku - to może coś jednorazowego, bardziej ceremonialnego. Ale nie wiem czy zagubiony człowiek od razu wie czego potrzebuje.
Perydotka zrobiła to rozróżnienie między rytuałem stabilizującym a ceremonialnym i to jest naprawdę ważna oś. Ale chciałem dopytać - bo siedzę i myślę o tym od chwili - czy to musi być wybór z góry? Tzn. czy osoba zagubiona jest w stanie ocenić który cel jest jej bliższy, skoro właśnie zagubienie często polega na tym że nie wiadomo co się chce ani czego potrzeba?
Ja się cieszę że Kabalista o to zapytał bo właśnie to czuję - że nie wiem co chcę osiągnąć i przez to nie wiem od czego zacząć. Jak mam wybrać rytuał skoro nie wiem do czego zmierzam? To trochę jak pakowanie walizki nie wiedząc dokąd się jedzie.
Zastanawiam się czy nie robimy tu błędu zakładając że zagubienie jest problemem do rozwiązania. Bo może jest fazą? Tzn. liminalność o której Novaria mówiła wcześniej - to nie jest coś złego, to jest przestrzeń między jednym stanem a drugim. I rytuały w tym kontekście nie są po to żeby z tej przestrzeni wyjść jak najszybciej, tylko żeby w niej nie utknąć.
Novaria, właśnie - wspólnota. W tradycyjnych rytuałach przejścia zawsze jest ktoś kto przeprowadza, ktoś kto świadkuje. A jak robisz coś sama w pokoju to kto jest świadkiem? Czy w ogóle to ma znaczenie? Bo mam wrażenie że wiele osób tu zakłada że rytuał jest czymś absolutnie prywatnym i solowym.
Henio ma rację z tym dziennikiem i to jest jeden z tych sposobów który naprawdę coś robi. Sny na przykład - jak je zapisujesz systematycznie to zaczyna wychodzić wzorzec i ten wzorzec mówi ci dużo więcej o tym gdzie jesteś niż jakikolwiek rytuał intencji. Sama przez długi czas wiedziałam że coś jest nie tak zanim to zrozumiałam świadomie, właśnie przez sny.
Paprotka ma rację że warto to rozróżnić, bo rzeczywiście mieszamy. Bell w 'Ritual Theory, Ritual Practice' pisze że rytualizacja to nie jest kategoria rzeczy tylko sposób działania - czyli ta sama czynność może być rytuałem albo nie, w zależności od tego jak jest wykonywana i jakie nadaje się jej znaczenie. Więc zapisywanie snów może być rytuałem jeśli tak do tego podchodzisz. I to odpowiada chyba na pytanie Plejadki o świadka - tym świadkiem może być właśnie ta regularność i intencja.
Okej ale ja mam pytanie do Kabalisty - skoro to kwestia sposobu a nie samej czynności, to czy można przez przypadek zacząć robić coś rytualnie bez wiedzenia o tym? I czy wtedy to działa tak samo?
Wracam do tego co mówiła Niezapominajka o cofaniu się - o pytaniu kiedy ostatnio nie byłam zagubiona. Próbowałem to teraz u siebie zastosować i wiesz co, to jest trudniejsze niż myślałem. Bo albo byłem zagubiony od tak dawna że nie pamiętam, albo to co brałem za orientację było złudne. Czy tak to ma wyglądać?
Pochwist, to że nie możesz znaleźć tego momentu też jest informacją. Może nie chodzi o konkretne wspomnienie tylko o jakiś element - stan ciała, sposób w jaki wstawałeś rano, cokolwiek co teraz nie jest obecne. Nie musisz pamiętać całego okresu, wystarczy jeden kawałek.
Mam dygresję ale związaną - czytałam kiedyś o praktykach shinrin-yoku, japońskie kąpiele leśne, i tam jest taki element że zanim wejdziesz w las zatrzymujesz się przy granicy i robisz coś prostego, oddychasz inaczej, dotykasz kory drzewa. To jest właśnie ten próg o którym Novaria mówiła. I zastanawiam się czy dla kogoś zagubionego nie byłoby dobrym wejściem w rytuał właśnie coś tak prostego jak wyjście do jakiegoś miejsca z granicą - las, park, rzeka.
Karolcia, to mi przypomina miejsca mocy w sensie nie jakichś mitycznych tylko osobistych. Każdy ma chyba takie miejsca gdzie po prostu lepiej myśli albo spokojniej oddycha. I to nie jest mistyka, to jest po prostu skojarzenie wyuczone przez powtórzenia. Więc może szukanie rytuału to jest też szukanie swojego miejsca?
Dobra ale żeby nie odpłynąć za bardzo - wróćmy do Zorzy bo ona miała konkretny problem na początku i teraz mamy morze możliwości. Zorza, jak to wszystko słyszysz, to co z tego jest dla ciebie teraz cokolwiek bliskie? Bo mam wrażenie że ta rozmowa dała już kilka bardzo różnych odpowiedzi i ciekawa jestem które z nich coś ci mówi.
Plejadka, słyszę was wszystkich i to co mówi Karolcia o miejscach przez powtarzanie - to mi coś daje. Bo ja mam takie jedno miejsce, ławka w parku, i tam zawsze jakoś spokojniej mi w głowie. Ale nigdy tego nie traktowałam jako czegoś, tylko jako ławkę. Więc rozumiem co Perydotka mówiła o skojarzeniach wyuczonych - to jest może prostsze niż myślałam?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że docieramy do czegoś ważnego, mianowicie że szukanie rytuału na zagubienie to może być odwrócenie kolejności. Najpierw trzeba znaleźć coś co już istnieje w twoim życiu - jakiś punkt kotwiczy - i z tego zrobić rytuał, zamiast importować coś nowego i liczyć że zadziała.
Dobra, ale ja mam z tym problem praktyczny. Jak szukasz czegoś co już masz, to skąd wiesz że to znalazłeś? Bo siedzę teraz i myślę 'okej, co robię regularnie' i mam kawę rano i mycie zębów. Czy mam z mycia zębów zrobić rytuał? Brzmi absurdalnie, ale serio nie wiem gdzie jest granica.
Ale zaraz, zaraz - jeśli intencja wystarczy to dlaczego w ogóle potrzeba rytualnej formy? Mógłbym po prostu pomyśleć sobie 'oczyszczam się' leżąc na kanapie. Co konkretnie dodaje ta czynność fizyczna?
Henio, żeby to poczuć to musisz po prostu spróbować. Teoretyzowanie tutaj nie wystarczy. Ja zaczęłam od zapisywania snów i pierwsze tygodnie myślałam że to nic nie daje, że po prostu piszę. A potem nagle zobaczyłam że przez ostatni miesiąc w każdym śnie byłam gdzieś w trasie, nigdzie nie dochodziłam. I to było więcej informacji o moim stanie niż cokolwiek co bym sobie sama powiedziała na kanapie.
