Forum

Asystent AI
Rytuały gdy brakuje...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały gdy brakuje ci czasu - czy cokolwiek liczą się minutowe praktyki

Strona 4 / 5

Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

To z ocenianiem w trakcie to jest znany problem w każdej praktyce i szczerze mówiąc nie ma na to skrótu. Musisz wielokrotnie złapać się na ocenianiu i wielokrotnie wrócić. Z czasem przerwy między łapaniem się a wracaniem się skracają. Minutowe praktyki akurat dobrze się do tego nadają bo nie masz kiedy długo błądzić w ocenianiu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Donatek.pl to prawda, ale jest jeden haczyk który pomijasz. Przy bardzo krótkich praktykach możesz nie mieć czasu na złapanie się na ocenianiu - i to nie znaczy że byłeś obecny, tylko że byłeś za krótko żeby zdążyć zauważyć że odpłynąłeś. To jest paradoks minutowych praktyk. Są za krótkie żeby długo błądzić, ale też za krótkie żeby cokolwiek skorygować.


Odpowiedz
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 274

@Czarnobog57 no ale to chyba jest dobre? Jeśli za krótko żeby odpłynąć to może to wystarczy żeby po prostu zrobić tę minutę w miarę przytomnie? Ja nie rozumiem czemu korekta jest konieczna, jeśli z samego założenia chodzi o krótkie wejście w stan skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

Tadek ma punkt, ale Czarnobog też. One się nie wykluczają. Krótka praktyka może być wystarczająca dla tego co robi codziennie, ale nie zastąpi głębszego wejścia raz na jakiś czas gdzie naprawdę możesz zobaczyć co się dzieje w środku. To wróci do tego co Czarnobog57 mówił wcześniej o geometrii - minuty budują coś, ale potrzebują od czasu do czasu czegoś dłuższego żeby ta geometria miała sens.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

I tu właśnie jest pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku - czy ktoś świadomie łączy te dwa tryby? To znaczy regularne minutowe praktyki plus rzadsze, dłuższe sesje, i celowo to tak skonstruował? Bo ja to robię trochę przypadkowo - mam codzienne krótkie rzeczy z kamieniami i raz na jakiś czas dłuższą medytację - ale nigdy nie traktowałem tego jako system. Ciekawi mnie czy można to zaprojektować.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Edek ja to robię świadomie od jakiegoś czasu i mogę powiedzieć jak to u mnie wygląda. Mam codziennie rano coś krótkiego - trzy oddechy, jedno runicze pytanie do siebie, dosłownie minuta może dwie. I raz na jakis czas, jak jest czas i spokój, siadam na dłużej. Te dłuższe sesje są jak... sprawdzanie czy cały czas idę tym samym kierunkiem czy gdzieś mnie podryfowało. Bez tych długich nie wiedziałabym że codzienne małe coś mi się wypacza stopniowo.


Odpowiedz
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Saturnella.2 to ciekawe że mówisz o dryfowaniu - bo to jest chyba dokładnie to czego się bałem w minutowych praktykach. Że można robić codziennie i nie zauważyć że robi się to w kółko coraz bardziej mechanicznie. Jak często robisz te dłuższe sprawdzenia u siebie?


Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Kosma szczerze? Nie mam ustalonego rytmu. Jak czuję że codzienna praktyka stała sie przyzwyczajenim a nie praktyką - wtedy. Czasem to raz na kilka tygodni, czasem rzadziej. Nie mierzę.


Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Saturnella.2 okay, ale jak odróżniasz przyzwyczajenie od praktyki? Bo dla mnie to brzmi podobnie - robisz to samo regularnie w obu przypadkach. Co się różni?


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w to pytanie Edka, bo sam się nad tym zastanawiam od dawna. Chyba różnica jest w tym czy jesteś obecny zanim zaczniesz, czy dopiero w trakcie albo wcale. Przyzwyczajenie można zrobić myśląc o czymś innym od początku do końca. Praktyka wymaga choćby chwili intencji na wejściu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 274

@Przemko to wyjaśnienie z tą intencją na wejściu bardzo mi pomogło zrozumieć co robię źle. Bo ja dosłownie wstaję i od razu zaczynam bez żadnej chwili zatrzymania. Dzięki za to. Ale mam pytanie - co jeśli intencja jest za każdym razem taka sama? Czy ona nie traci z czasem znaczenia jak się za bardzo powtarza?


Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Tadek to jest dobre pytanie i ma konkretną odpowiedź w tradycji, choć pewnie nie taką jaką chcesz usłyszeć. Powtarzana intencja nie traci znaczenia sama w sobie - traci je kiedy przestajesz ją czuć a zaczynasz tylko wymawiać. W pewnych systemach rytualnych właśnie dlatego intencja jest formułowana świeżo za każdym razem, nawet jeśli słowa są identyczne. Forma ta sama, treść ma być żywa. Rozróżnienie jest subtelne ale nie akademickie.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ale jak w praktyce sprawdzić czy intencja jest żywa czy tylko wymawiana? Bo to brzmi jak coś co można sobie wmówić w obie strony. Mogę sobie powiedzieć że jest żywa i tak to czuję, a i tak robię to na autopilocie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Malachitka właśnie dlatego ciało jest tu lepszym detektorem niż umysł. Jeśli nic się nie zmienia fizycznie kiedy formułujesz intencję - oddech taki sam, napięcie mięśni takie samo, żadne drgnięcie - to jest sygnał że to tylko forma. Nie chodzi o spektakularną reakcję, po prostu cokolwiek musi się wydarzyć. Nawet minimalne spowolnienie oddechu.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co Czarnobog pisze o ciele jako detektorze - to mi jakoś trafia. Bo ja często zastanawiam się czy robię to dobrze i teraz myślę że może właśnie dlatego zwracam uwagę nie tam gdzie trzeba. Nie na myśl tylko na to co dzieje się z oddechem albo z ramionami. Nigdy tak nie patrzyłam na to.


Odpowiedz
Wpisy: 169
Rozpoczynający temat
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Anusia, i tu jest coś ważnego - to przestawienie uwagi z 'czy dobrze' na 'co czuję' samo w sobie jest już wejściem w praktykę. Dlatego minutowe rzeczy mogą być wystarczające jeśli ta jedna minuta jest naprawdę w ciele a nie w głowie oceniającej. Trzydzieści sekund w ciele robi więcej niż pięć minut sprawdzania czy się robi dobrze.


Odpowiedz
Wpisy: 216
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Okay ale to jest łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jak mam pięć minut rano i siedzę z kartą tarota to głowa i tak zaczyna oceniać. Mam to po prostu wyłączyć? Jakby to było takie proste to bym nie pisała o swoich problemach z regularnością tutaj.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nebularia a ja nie mówię żeby wyłączyć głowę. Mówię o czymś innym - żeby zmienić gdzie jest centrum uwagi. Ocenianie i tak będzie, tylko w tle a nie w centrum. To jest różnica między obserwowaniem oddechu i przy okazji słyszeniem oceniającego głosu, a słuchaniem oceniającego głosu i przy okazji oddychaniem.


Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Kosma to jest chyba najkonkretniejsza rzecz jaką tu ktoś powiedział w całym wątku. Tło a nie centrum. Mogę z tym pracować. Mam jeszcze pytanie - czy w minutowej praktyce w ogóle jest czas żeby to centrum przesunąć, czy to za krótko żeby zdążyć?


Odpowiedz
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Wezuwianit53 jest czas. Jedno świadome wejście w oddech trwa może trzy sekundy. Reszta minuty to już jesteś w innym miejscu. Problem jest inny - że wyjście ze stanu też bywa gwałtowne przy krótkich praktykach. Alarm w telefonie i koniec. I to rozrywa coś co dopiero zaczęło się budować.


Odpowiedz
Wpisy: 230
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Kwestia alarmu w telefonie to dla mnie był realny problem przez długi czas. Zamieniłem go na coś bardziej stopniowego - aplikacja która przez ostatnie dwadzieścia sekund robi ściszający dźwięk zamiast wyłączyć go gwałtownie. I jakoś te minuty są teraz pełniejsze. To głupie że takie coś ma znaczenie ale ma.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 274

@Olaf o, to jest pomysł który natychmiast sprawdzę. Nie pomyślałem że samo wyjście z praktyki też jest częścią praktyki. To jest coś co zmienia perspektywę. Ale mam pytanie bo jestem ciekaw - jak długo zanim to z tym alarmem zaczęło faktycznie działać inaczej?


Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Tadek kilka tygodni zanim przestałem to w ogóle zauważać jako zmianę, czyli stało się normalne. Ale efekt był szybciej - może po kilku dniach zacząłem kończyć inaczej niż odrywanym 'ała już koniec'. Trudno powiedzieć czy to alarm czy po prostu coś innego się zmieniło w tym samym czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Czytam ten wątek od dawna i dopiero teraz chcę coś dodać, bo ta rozmowa o wyjściu z praktyki coś mi uświadomiła. Ja kończę zawsze tak samo i trochę byle jak - odkładam kamień, wstaję i już. Nie ma żadnego zamknięcia. I może dlatego te sesje nie czują się jak coś skończonego, tylko jak przerwa w czymś innym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Rozalinka63 to jest dokładnie to. Rytuał ma strukturę - wejście, środek i wyjście. Kiedy brakuje wyjścia, umysł nie dostaje sygnału że coś się skończyło i domknęło. Przy minutowych praktykach to wyjście może być dosłownie jedno celowe działanie - odłożenie kamienia z uwagą, jeden wydech, przesunięcie się na krześle. Cokolwiek co robisz inaczej niż automatycznie. I wtedy nawet te kilkadziesiąt sekund ma swój kształt.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

to z tym jednym celowym działaniem na koniec - czy to musi być zawsze to samo, czy może być różne za każdym razem? Bo zastanawiam się czy nie chodzi właśnie o stałość tego gestu żeby umysł go rozpoznał jako sygnał końca.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Wezuwianit53 obie opcje działają, ale z różnych powodów. Stały gest buduje skojarzenie warunkowe - umysł uczy się rozpoznawać że to koniec, jak pies Pawłowa. Zmienny gest wymaga natomiast chwili świadomości przy każdym użyciu bo musisz zdecydować co zrobisz. Ta chwila decyzji sama w sobie jest domknięciem. Żadne nie jest lepsze - zależy co komu odpowiada.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Stałość gestu ma sens, ale tylko jeśli ten gest nie stanie się kolejnym automatem. Widziałem to u siebie - robiłem trzykrotny oddech na zakończenie tak długo że przestał cokolwiek oznaczać. Musiałem go zmienić i paradoksalnie nowy był bardziej wyraźny przez jakiś czas właśnie dlatego że był nowy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 628

@Kosma a ile mniej więcej trwało zanim ten nowy gest też się znormalizował? Pytam bo zastanawiam się czy w takim razie trzeba go co jakiś czas zmieniać żeby nie wpaść w ten sam schemat, czy jednak da się wypracować coś trwałego.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

To co tu piszecie o gestach i sygnałach końca to ma konkretne uzasadnienie w neurologii, nie tylko w tradycji. Mózg koduje granice zdarzeń - tzw. event boundaries - i to jest mechanizm który sprawia że przejścia między czynnościami są zapamiętywane lepiej niż środki. Celowe zakończenie rytuału to dosłownie tworzenie takiej granicy zdarzenia. I dlatego krótka praktyka z wyraźnym początkiem i końcem zostaje w pamięci inaczej niż ta sama ilość czasu spędzona bez struktury.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Nekromanta skąd to wiesz? Znaczy - skąd ta neurologia? Bo to brzmi ciekawie ale też brzmi jak coś co można łatwo nagiąć żeby pasowało do każdego uzasadnienia.


Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Malachitka badania nad event segmentation, głównie Zacks i jego zespół, lata 2000-2010+. To nie jest ezoteryka, to jest poznawcze. Ale tak, masz rację że można to naciągnąć - dlatego mówię o granicy zdarzenia, nie o żadnej mistycznej przemianie. To że mózg lepiej koduje granice nie znaczy że każdy rytuał działa. Znaczy że struktura ma znaczenie w ogóle, niezależnie od treści.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Tylko że to co mówi Nekromanta odnosi się do zwykłych czynności, a rytuał to coś innego. Energia którą wkładasz w intencję nie jest tym samym co zapamiętywanie zdarzeń przez mózg. To trochę jakby mówić że modlitwa działa bo aktywuje korę prefrontalną. Może i aktywuje, ale to nie jest całość wyjaśnienia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Donatek.pl nie twierdzę że to całość. Mówię że struktura ma znaczenie i mam na to coś konkretnego. Ty mówisz o energii intencji i co masz na to? Pytam serio, nie złośliwie.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

Zatrzymuję się przy tej wymianie bo ona dotyka czegoś ważnego dla całego wątku. Jeśli minutowe praktyki działają częściowo przez ten mechanizm granic zdarzeń, to znaczy że nawet bez żadnego przekonania o ich sensie mogą coś robić - bo struktura jest wystarczająca. To jest albo pocieszające albo trochę deflacyjne, zależy jak na to patrzysz.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

ale to nie jest chyba zaskoczeniem? Runy działają na mnie inaczej kiedy jestem skupiona i inaczej kiedy jestem roztrzęsiona - i to nie zależy od tego ile lat temu zaczynałam. Sam fakt siedzenia z nimi przez minutę i zamknięcia tego celowo zmienia cos w tym jak potem funkcjonuję przez resztę dnia. Nie wiem czy to neurologia czy coś innego i szczerze nie muszę wiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 360
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Saturnella, to co piszesz o tym jak funkcjonujesz przez resztę dnia - to jest coś co zaczynam rozumieć dopiero teraz czytając ten wątek. Bo ja myślałam że praktyka to tylko te kilka minut samo w sobie. A tu wychodzi że to też jest pytanie o to co ta minuta zostawia po sobie. I to jest dla mnie zmiana perspektywy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 274

@Anusia dokładnie to samo czuję. Chyba całe życie myślałem że rytuał musi być długi żeby coś po sobie zostawić. A teraz zaczynam myśleć że może chodzi bardziej o jakość śladu niż o czas trwania. Choć nadal jestem ciekawy - czy da się to jakoś sprawdzić, czy to czysto subiektywne?


Odpowiedz
Wpisy: 204
(@rozalinka63)
Połączone: 1 miesiąc temu

Mam podobne pytanie do Tadka bo od kiedy zaczęłam świadomiej kończyć sesje z kamieniami to coś jest inaczej przez kilka godzin po. Trudno mi to nazwać. Ale nie wiem czy to efekt samego zamknięcia rytuału czy po prostu tego że w ogóle więcej uwagi przykładam do całości.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

To co opisuje Rozalinka i Tadek to jest klasyczny problem z atrybuowaniem efektu. Nie można łatwo oddzielić co robi struktura rytuału, co robi intencja, a co po prostu fakt że siedzisz spokojnie przez minutę zamiast lecieć od razu do kolejnej rzeczy. Badania kontemplacyjne mają z tym problem od lat - efekty są, ale mechanizm sporny. Ale z perspektywy praktycznej: czy to ma znaczenie? Jeśli ślad pozostaje, to pozostaje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Czarnobog57 no ale dla mnie ma znaczenie. Bo jeśli efekt bierze się tylko z tego że usiądę spokojnie przez minutę, to po co mi tarot, po co mi jakakolwiek forma, skoro wystarczyłoby po prostu usiąść cicho? Pytam poważnie, bo zastanawiam się czy nie komplikuję sobie życia bez potrzeby.


Odpowiedz
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Nebularia forma daje ci coś do zaczepienia uwagi. Jak siedzisz cicho bez niczego to głowa zazwyczaj lata. Karta tarota, kamień, runy - to punkt skupienia dla uwagi. Nie dlatego że same w sobie robią coś nadprzyrodzonego, tylko dlatego że masz gdzie popatrzeć i co trzymać. Przynajmniej na początku. Potem to może być coraz mniej potrzebne, ale na starcie forma pomaga.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@alinka92)
Połączone: 2 miesiące temu

czytam ten wątek od góry bo trafiłam tu przez pole wyszukiwania i mam pytanie - czy te minutowe prktyaki mają senso tylko jako codzienna sprawa, czy można je robić np co kilka dni? Bo mi ciężko codziennie ale raz na jakiś czas owszem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zdzislawa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 169

@Alinka92 regularność to jedno, ale nie ma jednej słusznej częstotliwości. Codzienne praktyki budują coś w rodzaju ciągłości - masz nić przez kolejne dni. Praktyki rzadsze mogą być głębsze za każdym razem właśnie dlatego że nie są rutyną. Obie mają sens, tylko dają coś innego. Pytanie co ty chcesz żeby to dawało.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

To co Zdzislawa mówi o ciągłości jako nici - czy to działa nawet jeśli te minuty są bardzo różne każdego dnia? Bo u mnie nie ma dwóch takich samych poranków i zastanawiam się czy to przeszkadza, czy właśnie nie, skoro intencja jest za każdym razem w jakiś sposób podobna.


Odpowiedz
Wpisy: 158
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się nad tym co napisała Zdzislawa o ciągłości jako nici. Bo moje poranne minuty są naprawdę różne - raz jest to dosłownie zapalenie świeczki i świadome siedzenie przez chwilę, innym razem coś dłuższego, innym razem prawie nic bo spóźniam się. Czy taka nieregularna regularność to w ogóle coś buduje, czy raczej jest jak zrywany sznurek?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kosma)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 361

@Wezuwianit53 a co rozumiesz przez 'prawie nic'? Bo to ma znaczenie. Jeśli przez te trzy sekundy kiedy biegniesz, jest jakaś intencja, to jest inaczej niż gdy po prostu zapalasz świeczkę bo tak, bez żadnego zatrzymania. Pytam bo mam wrażenie że opisujesz dwie różne rzeczy i próbujesz je zmierzyć jedną miarą.


Odpowiedz
(@wezuwianit53)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 158

@Kosma no właśnie, chyba masz rację że to są dwie różne rzeczy. 'Prawie nic' u mnie to zazwyczaj jest takie dotknięcie kamienia i szybka myśl w stylu 'ok, jestem' - bez żadnej formy, bez świeczki, bez niczego. Nie wiem czy to w ogóle można jeszcze nazwać praktyką.


Odpowiedz
Wpisy: 628
 Edek
(@edek)
Połączone: 3 miesiące temu

Mnie to pytanie Wezuwianit53 dotknęło bo sam się z tym borykam. Mam wrażenie że przez długi czas myliłem regularność z jakością i liczyłem punkty - ile razy w tygodniu, ile minut. A potem był tydzień kiedy robiłem to naprawdę rzadko ale każda ta chwila była bardzo konkretna i w sumie przez tamten tydzień czułem się bardziej 'w tym' niż przez poprzedni miesiąc codziennych odfajkowań.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Edek to co opisujesz jest zresztą klasycznym problemem w każdej praktyce opartej na powtórzeniu. Rytuał degeneruje się w nawyk wtedy kiedy procedura całkowicie zastępuje obecność. Ceremonialnie to było rozwiązywane przez zmianę formy co pewien czas - różne tradycje robiły to różnie, ale intencja była ta sama: wytrącić wykonawcę z automatyzmu. Twój tydzień z rzadszymi ale bardziej świadomymi chwilami to nie jest wyjątek od reguły, to jest właśnie ten mechanizm zadziałający przez brak możliwości odpłynięcia w schemat.


Odpowiedz
(@nebularia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 216

@Czarnobog57 ale to trochę brzmi jak usprawiedliwienie dla nieregularności. Bo jeśli za rzadkie jest lepsze niż codzienne odfajkowanie, to skąd wiadomo kiedy rzadkie jest 'właściwie rzadkie', a kiedy po prostu lenistwo?


Odpowiedz
(@czarnobog57)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Nebularia sam sobie odpowiedziałaś na pytanie w połowie zdania. Jeśli pytasz skąd wiadomo, to już wiesz. Lenistwo nie pyta o to czy coś miało sens.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 1 rok temu

To co Czarnobog57 napisał o degeneracji rytuału w nawyk - chciałem do tego wrócić, bo to jest chyba jeden z bardziej konkretnych problemów dla kogoś kto robi minutowe praktyki. Przy długich sesjach masz czas żeby wejść w skupienie nawet jeśli zaczniesz od automatyzmu. Przy minucie nie masz tego buforu. Minutowy rytuał z automatu to prawie nic, minutowy rytuał z pełną obecnością to coś zupełnie innego. I tu jest problem, bo to drugie wymaga dobrego stanu wejściowego, którego akurat kiedy brakuje czasu, zazwyczaj nie ma.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Przemko właśnie to jest ta pułapka, o której myślę od dawna i nie umiem jej do końca rozwiązać. Jak mam mało czasu, to zazwyczaj mam też za dużo w głowie. A jak mam za dużo w głowie, to ta minuta z runami jest taka jakby przez szybę. Widzę co robię, ale nie jestem w tym naprawdę. Próbowałam różnych wejść - oddech przed, zimna woda na nadgarstki, cokolwiek żeby przestawić się szybciej. Zimna woda działa najlepiej, ale śmiesznie to brzmi jak sposób na rytuał.


Odpowiedz
(@anusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 360

@Saturnella.2 to wcale nie brzmi śmiesznie, serio. Czytałam kiedyś że gwałtowna zmiana temperatury na skórze powoduje bardzo szybkie przełączenie uwagi, coś z układem nerwowym i reakcją orientacyjną. Więc może to nie jest przypadkowe że akurat to u ciebie działa. Ja sama używam zapachu, jakiś konkretny olejek tylko do tego - i to jest moje najszybsze wejście.


Odpowiedz
Wpisy: 274
(@tadek)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Anusia pisze o zapachu jest bardzo ciekawe, bo ja z kolei mam coś z dźwiękiem - jeden konkretny dźwięk nagrany w telefonie, nic specjalnego, taki mały gong, i ten dźwięk jakoś od razu zmienia jakość chwili. Nie wiem skąd to się wzięło, po prostu zaczęłem tak robić i teraz bez tego wejście jest wyraźnie trudniejsze. Czy to jest warunkowanie, jak pisali wyżej, czy coś więcej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Tadek to jest warunkowanie, ale 'tylko warunkowanie' to nie jest dobry opis, bo umniejsza efektowi. Klasyczne warunkowanie pawłowowe w kontekście rytuałów to nie jest uproszczenie czegoś głębszego - to jest opis mechanizmu który działa równolegle z intencją. Twój gong w tej chwili jest sygnałem granicznym, o którym pisałem wcześniej. Mózg nauczył się że po tym dźwięku następuje określony tryb uwagi. To nie wyklucza niczego innego.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@malachitka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Czytam tę wymianę i mam pytanie które może być głupie - czy te sygnały wejściowe, zapach, zimna woda, gong, mogą z czasem stracić działanie? Bo skoro to warunkowanie, to chyba może wygasnąć jak nie jest podtrzymywane albo jak przestaje być kojarzone z tym co po nim następuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Malachitka tak, może. W psychologii to się nazywa wygaszanie. Ale wymaga albo aktywnego rozskojarzenia, czyli wielokrotnego użycia sygnału bez tego co po nim zwykło następować, albo bardzo długiej przerwy. Przy regularnej praktyce to raczej nie jest problem. Ale jest inny problem - nadmierne ekspozycja sygnału w innych kontekstach. Jeśli zaczniesz słuchać swojego gongu przy kawie, przy robocie, przy gotowaniu, to owszem, skojarzenie się rozmyje.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@donatek-pl)
Połączone: 1 rok temu

Tylko że to wszystko zakłada że rytuał to jest kwestia mechanizmu i skojarzenia, a ja nie jestem pewien że to wszystko. Bo w tradycji na przykład Wicca albo w ceremonializmie hermetycznym, dźwięk na otwarcie rytuału nie jest po to żeby się przestawić neurologicznie. Jest po to żeby powiadomić. I to jest fundamentalnie inna intencja. Wibracja, nie sygnał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nekromanta)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 382

@Donatek.pl a te dwie rzeczy się wykluczają? Pytam serio. Bo dźwięk może jednocześnie przestawiać uwagę i być intencjonalnym otwarciem przestrzeni. Jedno nie niszczy drugiego.


Odpowiedz
Strona 4 / 5
Udostępnij: