Tylko że jak to się ma do sytuacji gdzie opiekuna nie ma w pokoju? Znam przypadki gdzie ktoś robił intencję na odległość dla zwierzęcia w lecznicy. Tam nie ma ani zapachu lawendy, ani spokoju opiekuna w pobliżu. I też były efekty. Przynajmniej według relacji. Więc mechanizm środowiskowy odpada.
A może w ogóle szukamy za dużo jednego wyjaśnienia dla różnych praktyk które się pod to podciągają? Bo rytuał Andromedki z lawendą i świecą to jest coś innego niż intencja wysłana do zwierzęcia w szpitalu z odległości stu kilometrów. Nie powinniśmy ich traktować jak jedno zjawisko.
Racja. Jak rzucałam dla kota sąsiadki to byłam przy nim fizycznie, kładłam runy obok, widziałam jak reaguje na sam rytuał - ruszał się, potem się ułożył. To nie jest to samo co wysyłanie intencji zdalnie. Efekt może być ten sam ale to są chyba dwa różne rytuały.
To jest właśnie sedno problemu metodologicznego przy pracy energetycznej z kimkolwiek niewerbalnym. W Therapeutic Touch mieli podobny zarzut w badaniach z Rosy z 1998 - terapeuta wie kiedy ma działać, więc nie można oddzielić efektu placebo operatora. Ale to nie zamknęło badań nad tym tematem, tylko wymusiło lepszy design. Może z rytuałami dla zwierząt jest podobnie - problem jest metodologiczny, nie zasadniczy.
Były próby. Dean Radin z IONS robił eksperymenty z odległym zamiarem skierowanym na organizmy biologiczne - między innymi na komórki i bakterie, ale też na rośliny i zwierzęta. Wyniki nie były powalające statystycznie, ale nie były też zerowe. Problemy były zawsze z replikacją. Co nie znaczy że efektu nie ma - znaczy że jest albo mały, albo zależny od warunków których jeszcze nie umiemy kontrolować.
Wróćmy jednak do praktyki bo ta dyskusja zrobiła się bardzo akademicka. Pytanie które mi się kręci to: czy ktoś z was miał sytuację gdzie czuł że rytuał dla zwierzęcia działał nie na zwierzę ale przez zwierzę? Znaczy - zwierzę było nośnikiem albo pośrednikiem czegoś, nie tylko odbiorcą.
To jest zupełnie inny wątek i trochę mnie kręci głowa od tej dyskusji 🙂 Czyli mamy trzy modele: zwierzę jako odbiorca rytuału, zwierzę jako element środowiska na które oddziałujesz pośrednio przez zmianę przestrzeni, i zwierzę jako mediator. To są trzy osobne rzeczy i chyba przez to kłócimy się o różne praktyki myśląc że mówimy o jednej.
Gertruda, o ile mi wiadomo, dokładnie tak to wygląda jak to piszesz. I chyba właśnie dlatego tytuł tego wątku jest taki trudny - bo 'rytuał dla zwierzęcia' to jest zbyt szeroka kategoria. Mój rytuał dla kotki był chyba mieszaniną pierwszego i drugiego modelu. Nawet nie wiedziałam że te rozróżnienia istnieją kiedy to robiłam.
A powiedz, ten mieszany model który opisujesz - czułaś to w trakcie czy dopiero po? Bo mnie ciekawi czy to jest coś co się rozpoznaje na żywo czy raczej interpretacja post factum.
Właśnie się zastanawiam nad tym co napisała Gertruda z tymi trzema modelami. Bo jak o tym myślę, to chyba większość rytuałów które znam miesza przynajmniej dwa z nich, i mało kto to sobie uświadamia zanim zacznie robić. Może to nie jest problem, może to jest po prostu jak to działa.
Słuchajcie, to rozróżnienie Gertrudy jest dobre analitycznie, ale praktycznie to jest chyba nie do utrzymania. Jak siadam do pracy rytualnej, to nie mogę sobie powiedzieć: teraz działam tylko na środowisko. Intencja wycieka. Nie ma szczelnej granicy między tymi trybami.
Mnie bardziej ciekawi co mówi zwierzę, metaforycznie. Androidka opisywała że kotka wchodziła w przestrzeń rytuału. Saturnella pisała o kocie który się poruszał a potem ułożył. To jest coś co widać z zewnątrz, ale jak to interpretować - nie wiem. Czy to jest akceptacja, neutralność czy po prostu zmęczenie?
A nikt jeszcze nie poruszył kwestii zwierząt które wyraźnie unikają przestrzeni rytuału. Miałam jednego kota który za każdym razem wychodził z pokoju jak zapaliłam świece. I to nie było z powodu dymu - ta sama świeca na zewnątrz nie robiła mu różnicy. Co z taką sytuacją? To też jest komunikacja?
Przy zwierzętach które unikają - w astrologii mundialnej jest pojęcie 'reaktywność miejsca', gdzie pewne konfiguracje tworzą napięcie które wrażliwe istoty wyczuwają zanim cokolwiek się wydarzy. Nie mówię że to wyjaśnienie, ale nakierowuje na inne pytanie: może to nie jest o rytuał, tylko o ciebie w momencie przed rytuałem?
Benedyk ma rację, że to trudno rozstrzygnąć. Ale dla mnie interesujące jest co innego - ten kot robił to konsekwentnie przy tej konkretnej świecy, nie przy innych. Nie przy każdym moim skupieniu, nie przy każdej zmianie zapachu. Tylko przy tej jednej. I to mi daje do myślenia, choć nie wiem co dokładnie.
Może to zapach wosku, może konkretna mieszanka? Koty mają nosowy układ nerwowy mocno rozwiniety, parę substancji działa na nie neurologicznie. To nie byłoby ezoteryczne, to byłoby chemiczne.
Ja w ogóle mam pytanie które mi chodzi po głowie od kilku postów - czy w animizmie, o którym wspomniała Syriusza, jest jakaś praktyka zgody? Znaczy - czy są rytuały które pytają zwierzę o zgodę albo sprawdzają czy chce uczestniczyć? Bo to mi się wydaje ważna różnica wobec tego co my tu opisujemy.
To co Syriusza opisuje bardzo mi pasuje do tego co robiłam intuicyjnie, nawet nie wiedząc że to ma jakąś tradycję za sobą. Czekałam czy kotka wejdzie. Nie wchodziłam do niej z rytuałem, tylko robiłam w swoim miejscu i obserwowałam. Nie myślałam o tym jako o pytaniu o zgodę, ale chyba tym właśnie było.
I to może być odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, przynajmniej częściowa. Jeśli rytuał jest skonstruowany tak, że czeka na odpowiedź zwierzęcia - to już nie jest czysta antropomorfizacja. To jest coś bardziej relacyjnego. Pytanie czy to zmienia sens czy tylko etykę.
To co Edek napisał na końcu - że rytuał skonstruowany relacyjnie to już nie jest antropomorfizacja - jest dla mnie kluczowe, ale jednocześnie rodzi nowe pytanie. Bo co z rytuałami które są jednostronne z założenia? Część tradycji w ogóle nie przewiduje dialogu, jest wezwanie, intencja, domknięcie. I te działają, przynajmniej według relacji ludzi którzy je stosują. Więc czy relacyjność to warunek sensu czy tylko jedna z możliwych form?
Ale to może być fałszywa alternatywa. Rytuał jednostronny przy człowieku to jedno, bo człowiek ma swoją wolę i intencję równoległą. Zwierzę jest w innej pozycji - nie ma czegoś co można by nazwać intencją rytualną, przynajmniej nie w tej samej warstwie. Więc może relacyjność przy zwierzętach jest ważniejsza nie dlatego że zmienia mechanizm, ale dlatego że chroni przed czymś innym.
Ale hej, zatrzymajmy się chwilę. Jaromir mówi że intencja 'robi robotę' - i rozumiem to w kontekście rytuału dla człowieka albo dla siebie. Ale przy zwierzęciu? Jak intencja miałaby na nie wpływać skoro ono nie wie co masz w głowie? Chyba że zakładamy że komunikacja energetyczna działa niezależnie od świadomości odbiorcy, ale to jest już duże założenie.
Mysz to nie kot domowy, warunki laboratoryjne to nie przestrzeń rytualna. Ciekawe że sięgamy po badania naukowe żeby uzasadnić coś co z natury jest nie-naukowe.
Talizman, ale to nie jest sprzeczność. Można próbować szukać nakładania się mechanizmów bez sprowadzania jednego do drugiego. Tradycje które pracują z energią zwierząt od dawna nie pytały o dowody, bo działały w innej ramie. Kiedy teraz ktoś szuka punktów styku z fizyką czy biologią, to nie znaczy że redukuje całe zagadnienie.
Jest jeszcze jeden wątek który się tu nie pojawił - kwestia tego co rytuał robi ze stosunkiem człowieka do zwierzęcia długofalowo, niezależnie od efektu. W wielu tradycjach szamańskich praca z duchem zwierzęcia nie jest jednorazowym działaniem, ale zmienia sposób w jaki żyjesz ze zwierzętami w ogóle. Więc nawet jeśli odrzucisz metafizykę, to zmiana relacyjna pozostaje.
To co Syriusza pisze jest według mnie bardzo bliskie temu czego doświadczyłam. Po tym jak robiłam cokolwiek rytualnego przy kotce albo dla niej, inaczej na nią patrzyłam przez kolejne dni. Może to brzmieć jak efekt psychologiczny i pewnie po części jest. Ale to nie umniejsza zmiany.
Właśnie - zmiana w człowieku. I tu wracam do początku wątku, bo Andromedka zadała pytanie czy rytuały dla zwierząt mają sens. Jeśli efektem jest zmiana w człowieku, a nie w zwierzęciu, to czy to jest rytuał 'dla' zwierzęcia czy 'przy' zwierzęciu albo 'ze' zwierzęciem? To trochę inna kategoria niż zakładał tytuł.
