Ale czy to nie jest trochę autosugestia w takim razie? Tzn. pytam serio, nie złośliwie. Jeśli mózg tylko kojarzy coś z czymś, i wystarczy regularność, to gdzie jest granica między rytuałem a zwykłym przyzwyczajeniem?
Czekajcie, ale ja się nie zgadzam z tym że to bez różnicy. Jak robię coś ze świadomością że to jest rytuał, to jednak czuję różnicę w stosunku do kiedy po prostu coś robię z przyzwyczajenia. Nie potrafię powiedzieć skąd ta różnica, ale jest.
Mnie tu uderza jeden wątek który jeszcze nie wybrzmiał - rozmawiamy dużo o tym jak wchodzić, o zakotwiczaniu, o intencji. Ale co z wychodzeniem? Bo ja miałam taki okres gdzie rytuały były dla mnie ucieczką bardziej niż zakotwiczeniem. I to jest chyba inna strona tej historii ze zdrowiem psychicznym.
To jest ważne co piszesz Melanijka i myslę że to jest jedna z tych rzeczy o których rzadko się mówi otwarcie. Że rytuały mogą pomagać w zdrowiu psychicznym, ale mogą też dawać pozorne poczucie że robimy coś z problemem kiedy tak naprawdę go odkładamy. I to nie znaczy że rytuał jest zły, tylko że trzeba chyba wiedzieć po co się go robi.
No właśnie, i tu wracamy chyba do sedna tematu wątku - czy rytuały pomagają. I może odpowiedź jest: zależy jak ich używasz i czy są jedynym czym się zajmujesz czy jednym z kilku rzeczy. Melanijka, zauważyłaś to sama czy ktoś ci to powiedział?
Boże, to jest bardzo mądra obserwacja i szczerość, dziękuję że to napisałaś. Ja się zastanawiam teraz czy sama nie robię czegoś podobnego i czy umiałabym to w ogóle rozpoznać u siebie.
Leontyna65, jedno pytanie pomocnicze może być - czy po rytuałach czujesz się gotowa na to co trudne, czy czujesz że nie musisz się już tym zajmować? To dość prosta różnica, ale dużo mówi o tym co tak naprawdę się dzieje.
Przepraszam że wchodzę w środku ale chcę zapytać o coś konkretnego. Mówicie o rytuałach dla zdrowia psychicznego, ale żaden z was nie powiedział jeszcze co konkretnie robicie. Tzn. jakie to są rytuały, bo jak mam się odnieść do tej dyskusji to trochę mi brakuje tych szczegółów.
Henio83, nie ma tu jednej listy bo każdy ma co innego i to jest trochę clou tej dyskusji. Ale jeśli pytasz o kierunki, to wszystko co ma regularność, wyraźny początek i koniec, i jakiś element skupienia może pełnić taką funkcję. Czesanie włosów jak u Koperek. Herbata jak u Sylwerii. Ale też coś bardziej formalnego jeśli ktoś tego potrzebuje. Pytanie które tutaj krąży to czy to działa samo, czy potrzeba do tego czegoś jeszcze.
No i to jest chyba najuczciwsza odpowiedź w tym wątku. Nie wiemy. Albo różnie. I to jest OK, bo jak zaczęłam tu czytać to myślałam że wyjdę z jakąś konkluzją, a teraz mam więcej pytań niż na początku. Co nie jest takie złe.
Czeremcha, to jest uczciwe i myślę że tak właśnie powinna działać dobra dyskusja. Nie wychodzisz z receptą, ale może wychodzisz z lepszym zestawem pytań do siebie. Mnie też to wątku dało do myślenia - szczególnie to co napisała Melanijka o tych dwóch oderwanych rzeczach. Zdrowie psychiczne z jednej strony, rytuały z drugiej, i żadne połączenie między nimi.
Ale właśnie - jak to w ogóle sprawdzić u siebie? Melanijka mówiła że sama to zauważyła po długim czasie. Ale czy jest jakiś wcześniejszy sygnał że rytuał zaczął być ucieczką, a nie czymś realnym?
Janusz78 poruszył coś istotnego. W tradycjach, które pracują z rytuałem jako praktyką duchową, jest pojęcie zależności od formy - czyli sytuacji kiedy praktykujący nie może funkcjonować bez konkretnej sekwencji kroków. I to jest uważane za błąd, nie za głębię praktyki. Właśnie dlatego w niektórych ścieżkach celowo rozbija się rytuały które praktykujący wykonuje od lat, żeby sprawdzić czy to on trzyma rytuał czy rytuał trzyma jego.
Chwila, to znaczy że można celowo zepsuć rytuał żeby sprawdzić jak reagujesz? To brzmi jakby ktoś specjalnie wyciągnął wtyczkę żebyś sprawdził czy coś działa. Nie rozumiem tego jako ćwiczenia.
Shangie, ale to chyba zależy też od rodzaju rytuału. Jak ktoś ma mocno ustrukturyzowaną praktykę magiczną, to zmiana elementu może realnie wpłynąć na efekt, nie tylko na samopoczucie praktykującego. Więc ten test elastyczności w pewnych kontekstach nie ma sensu - tam forma nie jest dowolna.
Ja mam przeczucie że ta dyskusja trochę krąży wokół czegoś, co trudno bezpośrednio powiedzieć. Że rytuał może pomagać psychicznie, ale tylko jeśli nie jesteś w nim jedyną aktywną stroną, tzn. nie tylko czekasz co on zrobi tylko też robisz coś ze swoim życiem równolegle. I to Melanijka właściwie powiedziała wprost - ale może nie wszyscy to wyciągneli z jej słów.
Konwalia, dziękuję ci za to podsumowanie bo ja też to gdzieś między wierszami czułam ale nie umiałam tego zebrać. I właśnie dlatego ta dyskusja jest dla mnie taka cenna, naprawdę. Ale teraz mam pytanie - czy ktoś z was był w miejscu gdzie rytuały przestały działać i co wtedy?
Ale czy nie jest tak, że każda regularna praktyka w końcu staje się trochę mechaniczna? Tzn. czy to nie jest naturalny etap, po którym jest kolejny poziom, a nie powód do rezygnacji?
Agnisia poruszyła ciekawą kwestię. W medytacji buddyjskiej jest coś co można opisać jako 'sucha praktyka' - moment kiedy nie ma żadnych oznak że coś się dzieje, ale kontynuujesz. I część tradycji mówi że to jest właśnie kluczowy moment, bo rezygnacja wtedy to rezygnacja zanim dotrzesz do sedna. Czy to ma zastosowanie do rytuałów psychohigienicznych - nie wiem, ale analogia mnie tu uderza.
Dobra, ale to co Dadzbog opisuje to jest dość specyficzne - kontynuuj mimo że nic nie czujesz bo może zaraz coś poczujesz. A to brzmi trochę jak rada której nie można obalić. Kiedy jest dobrze - działa. Kiedy jest źle - może zaraz zadziała. Jak w tym można wyróżnić kiedy coś naprawdę nie działa?
Mnie ten wątek z mechanicznością bardzo dotyczy, bo prowadziłam notatki przez kilka miesięcy i jak teraz patrzę wstecz, to widać dokładnie kiedy weszłam w tryb automatyczny - wpisy stawały się krótsze, bardziej zdawkowe, zero opisu tego co czułam w środku, tylko 'zrobiłam'. To było zanim w ogóle uświadomiłam sobie że coś się zmieniło.
Dobra, ale ja mam zupełnie inne pytanie do tej dyskusji. Wszyscy mówicie o tym że rytuał pomaga albo przestaje pomagać, ale czy ktoś w ogóle sprawdzał kiedy zaczął pomagać? Tzn. skąd wiecie że to rytuał a nie coś innego co się wtedy zmieniło w życiu?
To jest uczciwe pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Kontrolowanego eksperymentu na sobie nie przeprowadzisz, bo nie masz grupy porównawczej. Można tylko obserwować i wyciągać wnioski - które mogą być błędne. Ale brak pewności nie znaczy że efekt jest zerowy.
To co Henio83 pyta jest fundamentem całej rozmowy o rytuałach i zdrowiu psychicznym. Tradycje które pracują z rytuałem od dawna mają świadomość tego problemu - stąd m.in. praktyki prowadzone przez długie lata bez wyraźnego 'efektu', po to żeby odfiltrować przypadkowe zbieżności. Ale z perspektywy jednostki to jest dość nieoperacyjna odpowiedź. Praktyczniej jest zapytać: czy po rytualne zmieniło się twoje nastawienie do sytuacji? Jeśli tak - to jest coś. Skąd to pochodzi - to już inne pytanie.
Shangie, ale czy nie jest tak że to nastawienie mogłoby się zmienić bez rytuału? Tzn. co jest tym aktywnym składnikiem - sama czynność, wiara w czynność, czy po prostu zatrzymanie się na chwilę?
Ja mam wrazenie że te trzy rzeczy które wymienił Janusz78 to nie jest lista alternatyw tylko lista składników. Że one działają razem i nie da się wyciągnąć jednego i powiedzieć 'to to'. W każdym razie u mnie tak to wygląda.
Ta kwestia oddzielnego czasu jest dla mnie ważna. Ostatnio zastanawiałam się czy mój rytuał działa właśnie dlatego że go robię, czy dlatego że w tym czasie nie robię niczego innego. I nie wiem jak to sprawdzić.
