Forum

Asystent AI
Rytuały dla relacji...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla relacji biznesowych - czy mają miejsce w zawodzie

Strona 4 / 5

Wpisy: 162
(@arek97)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, ja tutaj słucham i mam takie laickie pytanie: czy wy w ogóle mówicie innym ludziom - klientom, partnerom - że robicie takie rzeczy przed spotkaniami? Bo wyobraźcie sobie, że ktoś się dowie, że zanim przyszedł na negocjacje, sprawdzałeś datę w numerologii albo trzymałeś kamień w kieszeni. Co by to zmieniło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Arek97 nie mówię. I nie dlatego, że się wstydzę, tylko dlatego że to nie jest niczyj interes. To jest moje przygotowanie, moja prywatna sprawa. Jakbym rano zrobił jogę i medytację, też bym nie referował klientowi, że 'byłem w stanie alfa przez dwadzieścia minut'. Efekt jest tym, co widzą, nie proces.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Ale Augur, jogę rozumieją. Kamień w kieszeni albo numerologię - niekoniecznie. I mam wrażenie, że dla niektórych ludzi ta różnica jest istotna nie przez wstyd, tylko przez to, że gdyby wiedzieli, to może by inaczej patrzyli na całe spotkanie. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.


Odpowiedz
Wpisy: 93
(@jaryla)
Połączone: 1 rok temu

Galia, ale co by to konkretnie zmieniło? Mówię serio, nie retorycznie. Czy jeśli ktoś wie, że twój rozmówca miał tigrysie oko w kieszeni, to zmienia dla niego wiarygodność tej osoby? Bo mi się wydaje, że to zależy głównie od tego, czy ta osoba prezentuje się profesjonalnie podczas samego spotkania.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Jaryla, myślę że zmienia, i to niekoniecznie na niekorzyść - bo są środowiska, gdzie taka informacja mogłaby stworzyć więź. Mam klientów, przy których nigdy bym nie wspomniała o żadnej ezoteryce, ale są tacy, przy których wiem, że to byłoby naturalne. To też jest rodzaj czytania sytuacji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kasjopeja_o)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 208

@Frania86 i to jest chyba odpowiedź na pytanie Dziedzilii z początku - czy rytuały mają miejsce w zawodzie. Mają, ale nie na wierzchu. Działają w tle, jak Frania mówi - jako prywatne przygotowanie, nie jako element autoprezentacji. Chyba że trafisz na środowisko, gdzie jest inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@witchling80)
Połączone: 1 rok temu

Znam jedno środowisko - i nie powiem jakie, żeby nie być zbyt konkretna - gdzie spora część osób otwarcie mówi o takich praktykach. I co ciekawe, tam nikt nikogo nie ocenia za kamień w kieszeni. Ale też nikt nie traktuje tego jako element przewagi - to jest po prostu część tego, jak te osoby funkcjonują. Nie ma tam rozróżnienia 'prywatne kontra zawodowe', bo dla nich to jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Witchling, to jest ciekawe i trochę mi zazdrość o takie środowisko, szczerze mówiąc. Ja pracuję w branży, gdzie to by było niemożliwe. I właśnie dlatego to pytanie - rytuały w zawodzie - było dla mnie bardziej o tym, jak to ukryć tak, żeby nie przeszkadzało, niż o tym, jak to integrować. Choć teraz słucham was i myślę, że może to złe założenie.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dziedzilia, to nie jest złe założenie, to jest bardzo uczciwe spojrzenie na kontekst zawodowy. Ale mam do ciebie pytanie - kiedy mówisz 'ukryć, żeby nie przeszkadzało', to komu miałoby przeszkadzać? Innym czy tobie samej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Lobelka to jest może najmocniejsze pytanie w tej rozmowie. I trochę je chcę zostawić bez szybkiej odpowiedzi, bo Dziedzilia lepiej niż ktokolwiek inny wie, co za nim stoi.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Lobelka zadała mi pytanie, z którym siedzę już chwilę i nie chcę odpowiadać pochopnie. Bo to nie jest proste. Piszę 'ukryć, żeby nie przeszkadzało' i sama słyszę, że to brzmi jakby to mi miało przeszkadzać, nie innym. I chyba tak jest. Inni w mojej branży nawet by nie wiedzieli co o tym myśleć, więc nie oni są problemem. Ja mam problem z tym, że mam wrażenie, jakbym w kontekście zawodowym rozdzielała się na dwie osoby. Jedną, która siedzi na spotkaniu i rozmawia o budżetach i terminach, i drugą, która przed tym spotkaniem spędza pięć minut w samochodzie z zamkniętymi oczami. I te dwie osoby niby są tą samą, ale jakoś... się nie spotykają.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

i właśnie to jest, moim zdaniem, sedno całej tej rozmowy. Nie chodzi o to, czy rytuał działa w kontekście zawodowym. Chodzi o to, czy my sami pozwalamy sobie na to, żeby być całością w pracy. Bo ta 'druga osoba' w samochodzie nie jest kimś obcym, to jest ta sama osoba, która potem wchodzi na spotkanie. Tylko gdzieś po drodze decydujemy, że tej części nie wnosimy do środka. I pytanie, które mi się nasuwa: czy to jest wybór czy jest to coś, co nam narzuca środowisko, i co z tym robimy?


Odpowiedz
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tej rozmowy o rozdzielaniu siebie na dwie osoby i mam bardzo podobne doświadczenie, ale nie wiem, czy to jest problem. Tzn. czy to jest coś, co wymaga 'naprawienia'. Ja też mam coś, co robię przed ważnymi spotkaniami, i też tego nie wnoszę do środka - i nie czuję się przez to niekompletny. Może to jest jak garnitur? Wkładam go, wychodzę, potem zdejmuję. Garnitur mnie nie definiuje, ale jest częścią kontekstu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 808

@Zenek75 ale garnitur widzą wszyscy, a ta druga część jest niewidoczna. Nie wiem, czy ta analogia działa. Garnitur nie wywołuje dysonansu, bo jest normalnie akceptowany. A tutaj chodzi chyba o coś, co jest ukryte nie dlatego, że niepotrzebne, ale dlatego że mogłoby być niezrozumiane.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Galia ma rację co do dysonansu, ale Zenek ma też rację co do czegoś innego - że nie każde rozdzielenie jest problemem. W tradycjach hermetycznych jest coś, co można by nazwać zasadą progową: to, co robisz przed wejściem w przestrzeń działania, nie musi wejść razem z tobą. Rytuał przygotowuje, ale nie towarzyszy. I to jest celowe. Pytanie, które Dziedzilia sygnalizuje, to chyba nie 'dlaczego to ukrywam', tylko 'czy to ukrywanie mnie kosztuje'.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Augur, tak. Dokładnie to. I odpowiedź jest: tak, trochę kosztuje. Nie ogromnie, nie jest to coś, co rujnuje dzień, ale jest jakieś zmęczenie tym przełączaniem. I nie wiem, czy to jest koszt nieunikniony przy takim trybie pracy, czy jest coś, co można z tym zrobić inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 377
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

To zmęczenie przełączaniem - ja to znam bardzo dobrze. I przez długi czas myślałam, że to jest cena za to, że w ogóle robię te rzeczy w kontekście zawodowym. Dopiero jakiś czas temu zrozumiałam, że problem nie był w samych rytuałach, tylko w tym, że traktowałam je jako coś, co muszę 'ukończyć' przed pracą, a nie jako coś, co zmienia sposób, w jaki jestem w pracy. Jak zmieniłam to podejście, to przełączanie się trochę wygładziło. Choć nie zniknęło całkowicie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Frania86 a możesz powiedzieć więcej, co konkretnie zmieniłaś? Bo to rozróżnienie między 'ukończyć przed' a 'zmienić sposób bycia' brzmi jak coś istotnego, ale nie do końca rozumiem, jak to wygląda w praktyce.


Odpowiedz
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Geomantka_E trudno to ująć w jedno zdanie, bo to nie była jedna zmiana. Ale głównie chodziło o to, że przestałam traktować te pięć minut w samochodzie jako zamknięty pakiet, który muszę odhaczyć. Zaczęłam myśleć o tym jako o... nastawieniu, które wnoszę. Że to nie jest działanie, które skończyło się o 9:00, tylko coś, co wchodzi razem ze mną do pokoju. Niewidoczne, ale obecne. I to zmieniło to, że nie czułam się, jakby ktoś w środku wyłączał przełącznik przy drzwiach.


Odpowiedz
Wpisy: 208
(@kasjopeja_o)
Połączone: 1 rok temu

To, co Frania opisuje, to mi przypomina coś, o czym czytałam przy okazji nordyckich praktyk - nie tylko seiðr, ale szerzej - że przygotowanie do działania nie kończy się w momencie, gdy zaczniesz działać. Ono trwa. Jest jak temperatura, którą utrzymujesz, a nie jak ogień, który rozpalasz i zostawiasz. I ciekawe, czy to podejście można w ogóle przenieść do środowiska, gdzie nic wokół ciebie tej temperatury nie podtrzymuje - wręcz przeciwnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Kasjopeja_O to jest właśnie to, o czym myślę, kiedy słyszę o środowiskach, gdzie ludzie rozmawiają o takich praktykach otwarcie. Nie chodzi o to, że wszyscy wiedzą o kamieniu w kieszeni - chodzi o to, że środowisko samo w sobie nie działa przeciwko tej temperaturze. A w środowiskach czysto korporacyjnych, gdzie liczy się przede wszystkim efektywność mierzona w slajdach i kwartałach, utrzymanie tej temperatury jest naprawdę trudne.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@arek97)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, ale ja mam pytanie może głupie: czy ta 'temperatura' - jak to nazywacie - jest potrzebna przez cały dzień? Tzn. wyobraźcie sobie, że Dziedzilia ma siedem spotkań. Czy ona musi jakoś 'ładować baterie' między nimi, czy to pierwsze przygotowanie wystarcza? Bo z zewnątrz to wygląda jakby to był ogromny wysiłek logistyczny przy intensywnym grafiku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ulka-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 176

@Arek97 to zależy od kilku rzeczy i nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Są osoby, dla których jedno mocniejsze uziemienie rano działa jak fundament na cały dzień - wrócisz do niego nawet jeśli coś cię wytrąci. Ale są też takie, które potrzebują mikroprzerw - nie rytuału w pełnym sensie, tylko czegoś bardzo małego: świadome oddechy przy myciu rąk, chwila przed otwarciem drzwi sali konferencyjnej. To nie jest wielki wysiłek, to jest nawyk. I przy intensywnym grafiku chyba właśnie o nawyk chodzi, nie o dodatkową ceremonię.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Te mikroprzerwy, o których mówi Ulka, to jest dokładnie to, co ja nieświadomie robiłam od lat, zanim w ogóle wiedziałam, że coś takiego jak rytuały istnieje w tym kontekście. Zawsze, przed trudną rozmową, zbierałam myśli przez minutę na korytarzu. Nigdy nie myślałam o tym jako o rytualne. To po prostu było moje. Ciekawe, że nadajemy temu nazwy dopiero wtedy, gdy zaczniemy szukać.


Odpowiedz
Wpisy: 93
(@jaryla)
Połączone: 1 rok temu

Hortensja, to jest ciekawe spostrzeżenie, bo sugeruje, że ludzie naturalnie tworzą sobie takie progi - nawet bez żadnego systemu czy tradycji za plecami. Co mnie zastanawia: czy w takim razie rytuały w kontekście biznesowym to coś, co ludzie odkrywają, czy raczej coś, co formalizują, bo już i tak to robili?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelcia)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Jaryla i czy ta formalizacja w ogóle zmienia skuteczność? Bo jeśli Hortensja przez lata robiła to samo bez nazwy i działało, to po co etykieta? Albo inaczej - co daje ta etykieta, czego nie miała bez niej?


Odpowiedz
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Pelcia zadaje dobre pytanie. Dla mnie osobiście etykieta dała coś konkretnego: świadomy wybór, że to robię. Bez nazwy można to pominąć, bo 'i tak za chwilę wejdę na spotkanie'. Z nazwą - z intencją - jest trudniej to olać. Ale to nie znaczy, że wszyscy potrzebują etykiety. To jest chyba kwestia tego, jak kto działa.


Odpowiedz
Wpisy: 267
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Zenek mówi o intencji i to jest dla mnie kluczowe słowo w tej rozmowie. Rytuał bez intencji to jest tylko sekwencja czynności. Intencja bez jakiejkolwiek formy... też bywa trudna do utrzymania. Te dwie rzeczy się uzupełniają. I może dlatego ta 'minuta na korytarzu' Hortensji działała - bo była tam intencja, nawet jeśli nieświadoma. A etykieta po prostu robi tę intencję widzialną dla nas samych.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Lobelka, to mnie trochę uspokaja, szczerze. Zaczynałam ten wątek z pytaniem, czy rytuały w zawodzie mają sens i miejsce, i gdzieś po drodze zaczęłam się zastanawiać, czy moje własne przygotowanie to w ogóle coś 'prawdziwego'. A teraz myślę, że może źle stawiałam pytanie. Może nie chodzi o to, czy rytuał jest 'właściwy' z jakiejś tradycji, tylko czy jest intencjonalny i mój. I że kontekst zawodowy go nie unieważnia.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

i właśnie to jest może najważniejszy wniosek tej rozmowy - choć wniosek to może za duże słowo, bo rozmowa nie jest skończona. Kontekst zawodowy nie unieważnia. Ale też nie czyni rytuału niewidocznym dla ciebie samej. To jest twoje i działa w twoim wewnętrznym rejestrze, niezależnie od tego, co dzieje się za drzwiami sali konferencyjnej. Ciekaw jestem, czy po tej rozmowie coś zmienisz w tym, co robisz, czy raczej zostanie po staremu, ale z innym nastawieniem.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tego, co Augur napisał na końcu - że kontekst zawodowy nie unieważnia. Myślę o tym od jakiegoś czasu i mam wątpliwość. Bo to brzmi uspokajająco, ale czy to nie jest trochę za proste? Tzn. nie każdy rytuał 'przechodzi' przez każdy kontekst. Mam takie, które robiłam przy pracy z klientem jeden na jeden - przy czymś terapeutycznym, miękkim - i próbowałam te same rzeczy przy pracy czysto biznesowej. I to nie działa tak samo. Więc może nie tyle kontekst 'unieważnia', co zmienia co jest możliwe?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ulka-1)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 176

@Geomantka_E a powiedz mi - co konkretnie nie działało tak samo? Bo to ważne rozróżnienie. Czy rytuał jako taki się nie 'włączał', czy włączał się, ale efekt był inny niż spodziewany?


Odpowiedz
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Ulka.1 raczej to drugie. Nie było tak, że nic się nie działo. Ale było... płytko? Jak gdyby ta sama sekwencja rzeczy robiła mniej więcej to samo co jej brak. Przy pracy z ludźmi w kontekście zdrowotnym jest jakiś rodzaj otwartości - i u mnie, i u osoby, z którą pracuję. W spotkaniu biznesowym obie strony mają mury. Mój rytuał działał na mnie, ale środowisko temu nie sprzyjało. I teraz się zastanawiam, czy to problem środowiska, czy może trzeba innych metod do innych przestrzeni.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Geomantka porusza coś, co mnie zatrzymało. To rozróżnienie między rytuałem działającym na ciebie a rytuałem działającym w relacji - to są dwie różne sprawy. W tradycjach, gdzie rytuał jest aktem zbiorowym, zawsze zakłada się pewien poziom wspólnego pola. W kontekście biznesowym tego pola nie ma - druga strona nie wie, nie chce wiedzieć i nie zaprasza. Więc pytanie, które zadaje Geomantka, jest właściwie pytaniem o to, czy rytuał może być jednostronny i co wtedy traci, a co zachowuje.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kasjopeja_o)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 208

@Augur08 to jest chyba jedna z ważniejszych rzeczy, które pojawiły się w tym wątku. Ale mam od razu kontrpytanie - czy w nordyckich praktykach w ogóle zakłada się, że pole musi być wspólne, żeby działało? Bo np. przy galdr - śpiewie run - zazwyczaj jest to akt solowy, skierowany na zewnątrz. Nikt 'po drugiej stronie' nie musi wiedzieć ani zapraszać. Skuteczność nie zależy od gotowości odbiorcy.


Odpowiedz
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Kasjopeja_O ale galdr to inna kategoria, nie? Tam intencja jest skierowana na coś konkretnego, to nie jest przygotowanie. Albo mówię coś nie tak i się mylę, to mnie popraw.


Odpowiedz
(@kasjopeja_o)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 208

@Frania86 no, racja, to różne funkcje. Ale chciałam pokazać, że niekoniecznie musi być wzajemność, żeby coś działało jednostronnie. Przygotowawcze praktyki też mogą być czysto 'do wewnątrz' i wtedy środowisko jest mniej istotne. Może problem Geomantki jest właśnie w tym - że robiła coś, co zakładało pewien rodzaj otwartości przestrzeni, i w środowisku zamkniętym to nie miało gdzie pójść.


Odpowiedz
Wpisy: 785
(@zenek75)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham was i zaczynam się zastanawiać, czy nie mieszamy kilku rzeczy. Rytuał-przygotowanie, rytuał-działający-na-zewnątrz, rytuał-utrzymujący-stan. To są trzy różne funkcje i chyba każda z nich inaczej reaguje na środowisko. Geomantka mówiła o tym, że coś robiła 'płytko' - ale może robiła rytuał jednego typu w miejscu, gdzie potrzebny był inny typ?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@geomantka_e)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 301

@Zenek75 to jest całkiem możliwe i szczerze nie myślałam o tym w tych kategoriach. Robiłam to samo, bo działało gdzie indziej. Nie pytałam siebie, co jest tu potrzebne. Może to jest właśnie ten błąd - przenoszenie gotowego schematu bez dostosowania.


Odpowiedz
Wpisy: 374
(@hortensja)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja tu trochę z boku, bo nie znam się na tradycjach ani typach - ale słucham i mam takie proste pytanie: czy wy, kiedy coś 'nie działa', to od razu wiecie że nie działa, czy to jest coś, co widać dopiero po czasie? Bo mi się wydaje, że to dość trudno ocenić w trakcie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@frania86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 377

@Hortensja to jest naprawdę dobre pytanie i nie jest proste. Ja zazwyczaj nie wiem 'w trakcie'. Mam jakieś odczucia, ale oceniam to dopiero potem, kiedy patrzę na to, jak spotkanie przebiegło, jak się czułam przez kilka godzin po nim. Czasem myślę, że coś nie zadziałało, a potem okazuje się, że zadziałało - tylko inaczej niż oczekiwałam.


Odpowiedz
Wpisy: 162
(@arek97)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra, wchodzę z głupim pytaniem, bo naprawdę chcę zrozumieć. Skoro trudno to ocenić w trakcie, a po czasie też nie wiadomo dokładnie co zadziałało - to jak w ogóle testujecie skuteczność? Bo to brzmi jak coś, gdzie każdy wynik da się wytłumaczyć albo jako sukces, albo jako 'zadziałało inaczej'.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Arek97 to jest uczciwy zarzut i nie mam na niego prostej obrony. Ale zapytam inaczej: jak testujesz skuteczność dobrego nastroju przed ważnym spotkaniem? Albo skuteczność dobrego snu? Też nie masz grupy kontrolnej, też nie wiesz co by było bez. A jednak większość ludzi uznaje, że te rzeczy mają znaczenie.


Odpowiedz
(@arek97)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 162

@Lobelka no dobra, ale nikt nie twierdzi, że dobry nastrój działa na zewnętrzne warunki spotkania. A tutaj chyba o to chodzi - nie tylko o samopoczucie, ale o jakiś wpływ na coś poza sobą?


Odpowiedz
(@augur08)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 410

@Arek97 to zależy, kogo zapytasz. Ja osobiście rozdzielam te dwie warstwy. Warstwa pierwsza: wpływ na mój stan, skupienie, jakość obecności. To jest mierzalne, choć nie laboratoryjnie. Warstwa druga: cokolwiek poza tym - i tu nie będę ci obiecywał, bo uczciwie nie wiem, jak to weryfikować. Ale dla pierwszej warstwy pytanie o 'skuteczność' ma sens i da się obserwować.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To, co Augur rozdziela, to mi pomaga też odpowiedzieć na własne pytanie z początku tego wątku. Startowałam od 'czy rytuały mają miejsce w zawodzie' i gdzieś po drodze to się rozbiło na tyle warstw, że trudno to złożyć z powrotem. Ale chyba właśnie o to chodzi - to nie jest pytanie z jedną odpowiedzią. Mają miejsce, ale zależy co, dla kogo i po co. I chyba każdy musi to ustalić sam na swoim materiale.


Odpowiedz
Strona 4 / 5
Udostępnij: