Forum

Asystent AI
Rytuały dla nowych ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla nowych początków - zmiana pracy, przeprowadzka, nowy etap

Strona 2 / 3

Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To pytanie Marlenki mnie zatrzymało. Bo właśnie wychodzę z mieszkania gdzie było naprawdę ciężko i nie wiem co z tym zrobić. Nie chcę pisać listu z podziękowaniem bo byłoby to nieprawdziwe, ale nie wiem też czy należy mi się złość na ścianę. To trochę absurdalne jako scenariusz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Zielarka A co byś napisała gdybyś miała być szczera? Bo złość na ścianę to może i absurd, ale złość na to co się tam wydarzyło - już niekoniecznie. Może chodzi o nazwanie tego, co to miejsce ci zrobiło, niekoniecznie dziękowanie za cokolwiek.


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tego i myślę że ta rozmowa dotknęła czegoś co rzadko się mówi wprost - że rytuały przejścia mogą być też aktem oddzielenia od czegoś toksycznego, a nie tylko świętowaniem zmiany. W tradycjach szamańskich jest coś co można przetłumaczyć jako 'odcinanie linii' - nie z nienawiścią, ale z wyraźną intencją że coś już nie ma prawa iść za tobą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Andromeda A jak to 'odcinanie linii' wygląda praktycznie? Bo mówisz o tradycjach szamańskich jakby to było coś konkretnego, ale ja kompletnie nie wiem jak miałabym to zrobić w praktyce. Sama wizualizacja wystarczy czy potrzeba jakiegoś fizycznego gestu?


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Odcinanie linii to bardzo szerokie pojęcie i w różnych tradycjach wygląda różnie. W tybetańskim budhyzmie jest coś podobnego w rytuałach chod gdzie dosłownie przecinasz przywiązania, ale to jest złożona praktyka. Nie wiem czy warto to mieszać z przeprowadzką bo to inny poziom pracy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Dzikitaurus Nie mówiłam o chod, to naprawdę inny kontekst. Mówiłam o prostszej zasadzie którą widzę w różnych tradycjach - od praktyk rdzennych Ameryk po słowiańskie obrzędy rozstania. Że fizyczny gest oddzielenia - przecięcie, spalenie, wyrzucenie - ma inną funkcję niż symboliczne podsumowanie. To jest deklaracja granic, nie medytacja.


Odpowiedz
Wpisy: 513
Rozpoczynający temat
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

I tu wracamy do przeprowadzki jako konkretnego przypadku - bo ona sama w sobie jest takim fizycznym gestem. Wyjście z kluczami i zamknięcie drzwi za sobą to już rytuał, nawet jeśli go nie nazwiesz. Problem jest kiedy to się robi mechanicznie i nie zostawia śladu w pamięci. Dlatego różne kultury robiły z tego świadomy moment.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie. Ja miałam przeprowadzkę gdzie dosłownie uciekałam i nie miałam czasu na żadne świadome zamknięcie. I przez długo potem śniłam o tamtym mieszkaniu, ale w snach zawsze szukałam czegoś co tam zostawiłam. Dopiero jak specjalnie pojechałam w to miejsce i przeszłam obok budynku, to te sny się urwały.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 161

@Vinta Wow, to jest naprawdę niesamowite że fizyczny powrót w to miejsce coś zmienił! Czy to był przypadek że pojechałaś czy poczułaś że musisz to zrobić świadomie?


Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Hania Szczerze? Trochę przypadek, trochę intuicja. Byłam w okolicy w zupełnie innym celu i nagle poczułam że muszę tam przejść. Stanęłam przed tym budynkiem, patrzyłam chwilę i powiedziałam w myślach 'już tu nie mieszkam' - i tyle. Bez ceremonii, bez niczego. Ale podziałało.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co Vinta mówi jest dla mnie bardziej przekonujące niż jakikolwiek rytuał z listą kroków. Bo to było autentyczne, a nie zaplanowane. I zastanawiam się czy właśnie ta autentyczność nie jest ważniejsza niż forma.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Zielarka Autentyczność jest ważna, ale forma tworzy warunki dla autentyczności - to nie jest przeciwstawne. Vinta miała ten moment właśnie dlatego że stanęła fizycznie w tym miejscu. Gdyby tylko siedziała w domu i myślała o mieszkaniu, pewnie nic by się nie zdarzyło. Forma umożliwiła przeżycie.


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie bo sie zgubiłam trochę - czy rytuał zamknięcia miejsca to zawsze musi być coś co robimy osobno od przeprowadzki? Bo jak słucham tej rozmowy to mam wrazenie że to dwa różne procesy, ale nie umiem ich rozgraniczyć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Inkantacja Nie muszą być osobno, ale zazwyczaj wychodzi naturalnie że tak jest - bo sam dzień przeprowadzki jest takim chaosem logistycznym że nie ma przestrzeni na nic symbolicznego. To raczej kwestia tego co robisz z tym w głowie, przed albo po, nie czy to jest tego samego dnia.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Właśnie i tu numerologia robi swoje bo wiadomo kiedy jest dobry moment na takie zamknięcie, a kiedy na otwarcie. Ale niezależnie od dat - zgadzam się z Bernadką że chaos przeprowadzki to zły moment na cokolwiek symbolicznego. Są ludzie którzy mają dni osobiste na zamykanie i na otwieranie i między nimi jest kilka tygodni naturalnej przerwy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Darka Kilka tygodni? Serio? Bo dla mnie to brzmi jak wieczność. Już po tygodniu w nowym miejscu zaczynam się niecierpliwić żeby poczuć się 'u siebie' i czekanie kolejne tygodnie na jakiś rytuał otwarcia wydaje się absurdalne.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Gencjana Rozumiem tę niecierpliwość, naprawdę, bo sama tak miałam. Ale to 'u siebie' nie przychodzi przez rytuał - rytuał tylko pomaga go zauważyć kiedy już jest. Nie możesz przyspieszyć osiadania, możesz tylko nie blokować go przez to że wciąż mentalnie jesteś gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

To ciekawe co Darka mówi, bo ja chyba robiłam właśnie to - nieświadomie blokowałam osiadanie bo wciąż porównywałam nowe miejsce ze starym. I nie żadna numerologia mi to powiedziała, tylko po prostu w pewnym momencie zrozumiałam że to ja sama nie chcę puścić. Może rytuał zamknięcia miałby mi pomóc właśnie w tym?


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

To co Marlenka napisała na koniec jest dla mnie kluczem do całej tej rozmowy - że to ona sama nie chciała puścić, nie miejsce ją trzymało. I to jest coś co widzę bardzo często kiedy ludzie pytają o rytuały przeprowadzki albo zmiany pracy. Szukają formy, a problem leży zupełnie gdzie indziej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Szaman No ale to trochę łatwo powiedzieć 'problem leży gdzie indziej'. Jak mam to rozróżnić? Że to ja nie chcę puścić versus że faktycznie coś jest niedokończone i rytuał by pomógł? Bo dla mnie to brzmi tak samo z wewnątrz.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Gencjana Dobre pytanie i szczerze - nie ma prostej odpowiedzi. Ale jedno rozróżnienie które mi kiedyś dało do myślenia: czy myślisz o tym miejscu z żalem za czymś konkretnym, czy raczej masz poczucie że coś wisi w powietrzu, niezakończone? To pierwsze to normalny smutek po zmianie. To drugie może być sygnałem że rytuał zamknięcia ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 513
Rozpoczynający temat
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Też tak to widzę, ale dodałabym jeszcze jeden sygnał - czy w nowym miejscu możesz się skupić na tym co jest, czy ciągle mentalnie wracasz do poprzedniego. Nie nostalgia, tylko takie automatyczne porównywanie, jakby nowe było tymczasowe.


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co jeśli ktoś zmienił pracę i czuje dokładnie to samo - że nowe miejsce jest jakby 'nierealne', tymczasowe? Bo w tej rozmowie dużo jest o przeprowadzkach ale praca to chyba inny rodzaj przywiązania, co nie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Inkantacja Myślę że tak, inne przywiązanie. Mieszkanie to przestrzeń fizyczna, możesz do niej wrócić, stać przed drzwiami jak ja. A do poprzedniej pracy... możesz przejść koło biura, ale to nie to samo. To jest bardziej relacja z ludźmi, z rytmem dnia, z tym kim byłaś przez te kilka godzin dziennie.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

W pracy chodzi tez o tożsamość zawodową która jest mocno związana z tym miejscem. Ja kiedy zmieniałem pracę przez jakis czas nie wiedziałem jak sie przedstawiać bo w głowie cały czas myślałem o sobie przez pryzmat starego stanowiska. To nie jest tylko sentyment, to jest literalnie kwestia tego kim jesteś.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Dzikitaurus To co piszesz o tożsamości zawodowej trafia do mnie bardziej niż cokolwiek o miejscach. Bo ja zmieniłam pracę dwa lata temu i dokładnie to czułam - jakby nowa praca była jakimś nieporozumieniem, a ja sama byłam na nie swoim miejscu. I żaden rytuał mi wtedy nie przyszedł do głowy, po prostu tkwiłam w tym uczuciu.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest właściwie sedno sprawy z rytuałami dla nowych początków - one mogą działać jako punkt w czasie, który mówi 'to jest moment kiedy zmieniam narrację o sobie'. Nie musisz od razu wiedzieć kim jesteś w nowym miejscu, ale rytuał może oznaczyć że stara wersja definitywnie się skończyła. To brzmi abstrakcyjnie, ale ma bardzo konkretne przełożenie na to jak potem funkcjonujesz.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Seba86 'Zmiana narracji o sobie' - to brzmi bardziej psychologicznie niż ezoteryczne. I nie mówię tego złośliwie, bo to mnie tu zatrzymało. Czy te rytuały które opisujecie to jest faktycznie coś więcej niż psychologiczny trick przekonania samego siebie?


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Zielarka Dla mnie to fałszywa dychotomia - albo magia albo psychologia. To nie jest 'tylko' psychologia jeśli działa i zmienia coś realnego. Poza tym to że czegoś jeszcze nie rozumiemy mechanicznie nie znaczy że jest iluzją. Ale rozumiem sceptycyzm i nie zamierzam przekonywać.


Odpowiedz
(@hania)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 161

@Seba86 Ale chyba Zielarka ma trochę rację że to ważne pytanie? Bo ja sama przez to przeszłam - robiłam rytuał na nowy etap po trudnym rozstaniu z pracą i potem przez długi czas nie wiedziałam czy coś się zmieniło 'naprawdę' czy po prostu sama siebie przekonałam że się zmieniło. Ale teraz myślę że to drugie jest może nawet lepsze bo efekty były realne.


Odpowiedz
Wpisy: 513
Rozpoczynający temat
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Właśnie Hania dotknęła czegoś ważnego - że efekty były realne. Nie ma sensu spierać się o mechanizm jeśli coś działa. Ale to otwiera kolejne pytanie: jak w ogóle mierzysz czy rytuał na zmianę pracy czy przeprowadzkę zadziałał? Co jest miarą sukcesu?


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

No właśnie bo jak mi ktoś pyta czy rytuał zadziałał to co mam powiedzieć? Ze dostałam awans? Że czuję sie lepiej? Że przestałam śnić o poprzednim biurze jak Vinta z mieszkaniem? Nie ma jednej miary chyba.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Inkantacja Nie ma jednej miary i to jest chyba celowe. Rytuały przejścia - a o takich tu rozmawiamy - nie są po to żeby coś wygrać albo uzyskać konkretny efekt zewnętrzny. Są po to żeby zaznaczyć w sobie i w tym co cię otacza że jeden rozdział się skończył. Czy to 'zadziałało' to jest pytanie które ma sens dopiero po czasie, nie zaraz po.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Nie zgadzam się że nie ma konkretnego efektu. Jak robisz rytuał otwarcia na nowe miejsce pracy to powinien być jakiś znak - sen, zbieg okoliczności, coś co potwierdza że energia jest właściwa. Jeśli tego nie ma to albo zły timing albo rytuał był nieefektywny.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Dzikitaurus Jakie tradycje masz na myśli mówiąc o tym znaku potwierdzającym? Bo to co opisujesz brzmi jak confirmation bias - szukasz potwierdzenia i zawsze je znajdziesz, bo mózg jest świetny w znajdowaniu wzorców. Nie mówię że to złe, ale nie nazywałbym tego dowodem że rytuał zadziałał.


Odpowiedz
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Szaman No dobra, może confirmation bias, ale zauważ że to nie jest argument przeciwko rytuałom, tylko przeciwko złej ich interpretacji. Jak ktoś idzie na randkę i myśli 'wszystko co dobre to znak że to ta osoba', to też jest bias. Ale sama randka nie jest przez to bez sensu.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Dzikitaurus Dobra analogia, ale randka ma cel zewnętrzny - relację z drugim człowiekiem. A rytuał ma cel wewnętrzny. I tu zaczyna się problem, bo miarą sukcesu staje się subiektywne odczucie, które bardzo łatwo sobie wmówić w dowolnym kierunku. Nie mówię że to bez wartości, tylko że ta różnica jest istotna.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę w połowie ale - Szaman - czy to nie jest ten sam argument co Zielarka robiła wcześniej? Że to tylko psychologia, że to tylko mózg? I sam mówiłeś że to fałszywa dychotomia.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dobra ale wróćmy do praktyki bo gubimy się w filozofii. Bernadka zapytała o miarę sukcesu - dla mnie jest jedna praktyczna miara: czy po jakimś czasie od rytuału czujesz że nowe miejsce jest 'twoje'? Nie że jesteś szczęśliwy ani że wszystko idzie dobrze, ale że jesteś obecny tam gdzie jesteś. To da się wyczuć i to da się porównać z tym jak było przed.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Seba86 To kryterium mi odpowiada bardziej niż jakiekolwiek znaki zewnętrzne. Bo ta 'obecność tam gdzie jesteś' to jest coś co sama odczułam różnicę - i naprawdę nie wiem czy to był efekt jakiegokolwiek świadomego działania czy po prostu czas zrobił swoje. Ale chyba nie muszę tego rozstrzygać?


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@hania)
Połączone: 2 miesiące temu

Marlenka, ale właśnie to mnie najbardziej zastanawia - że mówisz 'nie wiem czy to rytuał czy czas'. A czy to w ogóle ma znaczenie? Serio pytam, bo sama przez długo miałam to samo rozróżnienie w głowie i w pewnym momencie przestało mi na nim zależeć.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

To wróćmy do tego co Bernadka zapytała - jak mierzyć sukces. Bo Szaman ma rację że subiektywność jest tu problemem, ale z drugiej strony co innego miałoby być miarą przy przeprowadzce albo zmianie pracy? Kwota na koncie? Liczba znajomych w nowym mieście?


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

A ja mam inne pytanie do tych co przez to przeszli - ile czasu po rytuale w ogóle dajecie sobie zanim oceniacie czy 'zadziałał'? Bo mam wrażenie że część osób ocenia za szybko.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 353

@Gencjana Serio, to jest dobre pytanie. Bo ja robiłam coś na przeprowadzkę i po tygodniu już byłam zniechęcona że nic się nie zmienia. A po dwóch miesiącach nagle poczułam ten moment o którym Seba pisał - że nowe jest 'moje'. Może po prostu trzeba dać czas żeby to dojrzało?


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ten wątek z czasem jest ciekawy, bo w tradycjach nordyckich cykl transformacji liczy się w pełniach - minimum trzy, żeby zmiana osiadła. Nie po to że trzy miesiące to magiczna liczba, ale że krótszy czas to za mało żeby rozróżnić co jest efektem przejścia a co jeszcze echem starego stanu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Andromeda Trzy pełnie to około trzech miesięcy. Ale skąd wiemy że to nie jest po prostu czas potrzebny na adaptację mózgu do nowych warunków? Neuroplastyczność działa w podobnych ramach czasowych dla nowych nawyków i środowisk. Nie mówię że jedno wyklucza drugie, ale to nie jest zbieżność przypadkowa.


Odpowiedz
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Zielarka O właśnie, i to jest ta pułapka której się nie da uniknąć - zawsze można powiedzieć że to natura, biologia, czas. I zawsze można powiedzieć że coś więcej. Ja sobie odpuściłam ten spór ze sobą i po prostu obserwuję co czuję, bez etykietowania dlaczego.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Dorzucę trochę z innej strony bo tu dużo o czasie, ale nie padło jedno słowo - tranzyt. Numerologicznie rok osobisty zmienia się co roku, ale tranzyt zmiany miejsca czy pracy zostawia ślad na cały kolejny rok osobisty. I to by tłumaczyło dlaczego te trzy miesiące to za mało - bo efekt jest rozłożony na cały cykl, nie koncentruje się na początku.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Darka Ale rok osobisty to cykl od urodzin do urodzin czy od 1 stycznia? Bo spotkałem obie wersje i naprawdę nie wiem która jest bardziej 'standardowa'. I jak to wpływa na liczenie tranzytu?


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Olaf Są szkoły obu podejść, ale ta od urodzin jest starsza i moim zdaniem bardziej spójna z resztą numerologii - bo masz swój własny rytm, nie kalendarzowy. Tranzyt liczysz od momentu zmiany, więc data urodzin i tak wchodzi jako punkt odniesienia przy liczeniu roku osobistego w danym momencie.


Odpowiedz
Wpisy: 513
Rozpoczynający temat
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Hej, wracam do Gencjany z tym pytaniem o czas - bo mnie też to nurtuje. Ile dajecie sobie na 'zakorzenienie' w nowym miejscu zanim w ogóle macie wrażenie że rytuał cokolwiek zmienił? I czy robicie coś przez ten czas, czy jeden rytuał i czekasz?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Ja robiłam kilka małych rzeczy przez jakiś czas po przeprowadzce. Nie jeden duży rytuał tylko takie drobne gesty - zapalona świeca w każdym pokoju pierwszego ranka, coś do jedzenia ze starego miejsca żeby nie było cięcia jak nożem. I te drobiazgi jakoś bardziej mi zostały niż jeden wieczór z intencją.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Vinta To co opisujesz ma głęboki sens - w wielu tradycjach nie ma jednego momentu przejścia, tylko seria progów. Każdy próg to małe zamknięcie i małe otwarcie jednocześnie. Świeca w każdym pokoju to klasyczny akt powitania przestrzeni, znany w różnych kulturach niezależnie od siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co z pracą zdalną? Serio pytam bo jeśli 'wchodzisz' do pracy przez laptopa to gdzie jest ten próg? Jak zaznaczasz koniec starego i poczatek nowego jeśli fizycznie siedzisz w tym samym miejscu?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Inkantacja To jest naprawdę dobre pytanie i wcale nie trywialne. Granica fizyczna miała ogromne znaczenie w każdej tradycji związanej z przejściem - przekroczenie bramy, wejście przez drzwi, nawet zmiana obuwia przed wejściem do domu. Praca zdalna to zupełnie nowe terytorium i szczerze - nie wiem czy ktoś wypracował już dobre odpowiedzi na to.


Odpowiedz
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Szaman No to może nowe rytuały muszą być inne niż stare? Może zamiast progu fizycznego - jakiś próg cyfrowy? Zmiana tapety, nowy profil, nawet sama godzina pierwszego logowania jako 'moment'?


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: