Zaczęłam się zastanawiać nad tym tematem po tym, jak przeczytałam o japońskiej praktyce tzw. nemuri no shitaku, czyli dosłownie "przygotowania do snu". To nie jest żadna mistyczna tradycja, ale coś w tym jest - ten cały japoński rygor wieczorny, kiedy kąpiel, herbata, przyciemnione światło i cisza to nie przyzwyczajenie, tylko świadomy rytuał przejścia. I mam wrażenie, że właśnie ta intencja odróżnia rytuał od zwykłej rutyny. Bo można się kłaść do łóżka od lat o tej samej porze i nic z tego nie wynika, a można te same czynności wykonywać inaczej - z jakimś skupieniem - i sen zmienia się dosłownie. U mnie zaczęło się od kadzidła przed snem, konkretnie sandałowca, który w tradycji tybetańskiej jest używany do oczyszczania przestrzeni przed medytacją i snem. Śpię inaczej. Trudno to opisać precyzyjniej, ale śnię intensywniej, rzadziej budzę się w nocy. Nie wiem, czy to sam dym, intencja, czy to, że mój mózg dostał sygnał "teraz wyłączamy". Ciekawi mnie, czy ktoś ma podobne doświadczenia z jakimś konkretnym działaniem przed snem, które realnie zmieniło jakość snów albo samego zasypiania.
Ten temat mnie wciągnął bo sama od dawna próbuje coś z tym zrobić i nie zawsze wychodzi. Mam takie pytanie do tego co napisałaś - czy ten sandałowiec palisz codziennie, czy tylko jak masz ochotę? Bo ja zauważyłam że jak robię coś nieregularnie to nie działa, jakby ciało potrzebowało naprawdę nauczyć sie ze to jest sygnał. Ostatnio próbuje pisać przed snem do zeszytu, takie wyrzucenie myśli z głowy. Raz działa, raz nie. Może za bardzo myśle o efekcie zamiast po prostu to robić.
Zaczałem temat śledzić bo mam problem ze snami czakrowymi, znaczy chce je świadomie wywoływać, ale teraz czytam że może najpierw trzeba zająć się samym rytuałem zasypiania. Trochę frustrujące że to nie jest proste. A te wasze herbaty, kadzidła - ile czasu musi minąć zanim zacznie działać? Bo ja nie mam cierpliwości na miesiące prób.
A ja mam pytanko, moze gupie ale - czy te rituały muszą być codziennie o tej samej porze? Bo ja raz wstaję o 6, raz o 8, raz pracuje do późna i nie mogę sobie zrobić stałej godziny. Czy to ma wgl sens jak jest tak nieregularnie?
Czytam ten wątek z zainteresowaniem. Chciałam tylko dorzucić coś z innej beczki - w tradycji hoodoo, bo stamtąd mam kilka praktyk, wieczór przed snem to był czas na tzw. floor wash lub odpowiednik dla sypialni, czyli rytualne oczyszczenie przestrzeni fizycznej przed snem. Używano lawendy, hyzopu, czasem rozmarynu. I co ciekawe, to nie była magia senna jako taka, tylko właśnie ten gest oddzielenia przestrzeni sakralnej od reszty domu. Sypialnia była traktowana jak miejsce przejścia. Nie wiem czy ktoś z was ma doświadczenie z przestrzenią - to znaczy z tym co robicie z miejscem, nie tylko z samymi sobą przed snem?
No ale to jest trochę unikanie pytania, nie? Mówisz że etykieta nie ma znaczenia, ale dla kogoś kto chce wiedzieć czy te rytuały działają "same w sobie" czy tylko przez efekt psychologiczny - to duża różnica. Bo jeśli to tylko psychologia, to wystarczy dowolna rutyna, niekoniecznie związana z tradycją czy symboliką.
A wracając do praktycznych rzeczy bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś próbował układać kamienie przy łóżku? Czytałem o ametyście przy głowie do snów i zastanawiam się czy ktoś z was to testował, czy to tylko marketing kryształowy.
Ja się włączam bo czytam i myślę o swojej mamie, ona nigdy nie kładła się spać bez odmawiania różańca, to był jej rytuał przez całe życie i spała jak kamień do ostatnich lat. Nie wiem czy to wiara, czy rytm, czy samo powtarzanie słów, ale to działało. Teraz ja próbuję znaleźć coś swojego i jakoś nie mogę. Może za dużo myślę o tym żeby "wybrać właściwy rytuał"?
Dziękuję za ten wątek, naprawdę dużo mi to daje do myślenia. Ja ostatnio zaczęłam zapalać jedną małą świeczkę przed snem i gasić ją tuż przed zaśnięciem jako taki gest "kończę dzień" i faktycznie coś się zmieniło. Nie wiem jak to nazwać, ale ten moment gaszenia jest jakby granicą. Chciałabym zapytać - czy ktoś z was łączy coś z oddechem? Czytałam o pranajamie przed snem ale nie wiem od czego zacząć.
A co z tymi co w ogóle nie mogą zasnąć bez jakiegoś szumu w tle? Pytam bo mam tak że cisza mnie rozbudza, za dużo myśli. Czy biały szum to też może być element rytuału czy to już jest tylko technika oddechowa dla głowy?
Słucham tej rozmowy o analizie i przychodzi mi do głowy coś co nie pasuje do żadnej ze stron. W hoodoo jest takie pojęcie jak "fixing" - czyli ustanowienie czegoś raz, nadanie mu intencji, i potem powtarzanie już bez zastanawiania się dlaczego. Ten etap fixingu to właśnie świadoma analiza i wybór. Potem idzie się na autopilota. Może właśnie o to chodzi w dobrym rytuale wieczornym - najpierw "fix", potem nawyk.
Przepraszam że się wtrącę z boku, ale czytałam o chaldejskiej kolejności planet i tam godziny mają znaczenie - każda godzina jest przypisana do planety i ma swoje właściwości. Czy to mogłoby być zastosowane do rytuałów sennych? Znaczy czy wybieranie godziny według planety ma sens w takim kontekście?
Nie z chaldejską kolejnością, ale z godzinami planetarnymi pracowałem przy innych rytuałach. Problem jest taki że wymagają one aplikacji albo sporych obliczeń, bo godziny planetarne zmieniają się codziennie. Dla rytuału wieczornego który ma być codziennym nawykiem to jest trochę przesadne, moim zdaniem. Chyba że ktoś ma na tyle elastyczny harmonogram że może to wdrożyć.
Trochę z innej strony - czy ktoś tutaj pracuje z konkretnym ustawieniem ciała albo kierunkiem? Czytałam ostatnio o vastu shastra, hinduskiej tradycji która mówi że spanie głową na północ jest niekorzystne energetycznie, a wschód lub południe jest lepsze. Brzmi jak feng shui dla Indusów, ale ma starą literaturę za sobą. Tylko że zastanawiam się czy to w ogóle wchodzi w zakres rytuału czy raczej stałe ustawienie.
To co piszecie o przekazywaniu przez rodzinę to mnie uderza, bo astrologicznie - czy nie jest tak że Księżyc w natalu mówi nam coś o tym jakie wzorce przejmujemy od rodziny? Pytam bo to może być połączenie, skoro Księżyc jest też planetą snu i nocy. Tylko nie wiem czy to zbyt daleko idące skojarzenie.
Weszłam w to głębiej przez ostatnie posty i chcę zapytać coś bardziej praktycznego - czy ktoś z was świadomie zmieniał swój rytuał senny i obserwował co się zmieniło w snach? Nie chodzi mi o to że sen był lepszy czy gorszy, ale czy treść albo jakość marzeń sennych zmieniła się? Bo dużo tu o przygotowaniu do snu, ale mało o tym co się dzieje po.
Przepraszam że się wcinam, przeczytałem całą rozmowę. Brzmi to wszystko sensownie jako psychologia snu, ale chcę zapytać wprost - czy ktoś z was miał doświadczenie gdzie rytuał senny dał coś czego nie da się wyjaśnić przez "skupiłem się więc zapamiętałem"? Pytam bez złośliwości, ale ta rozmowa krąży między ezoteryką a psychologią i chcę wiedzieć gdzie wy sami stawiacie granicę.
A ja chcę zapytać o coś prostego bo trochę zgubiłam się w tej rozmowie - te rytuały przed snem, to chodzi o to żeby lepiej spać, mieć lepsze sny, czy o coś jeszcze innego? Bo czytam i mam wrazenie ze to moze byc kilka rzeczy naraz ale nie wiem czy dobrze rozumiem.
Nie wiedziałam o Irokezach, to jest ciekawe zestawienie. Ale chcę wrócić do praktycznego pytania - skoro tyle się tu mówi o progu i intencji przed zaśnięciem, to czy macie jakiś konkretny sposób na to żeby ta intencja nie była tylko słowem? Bo jak siadam i mówię sobie "chcę pamiętać sny" to jest to trochę... pusto. Jakby powietrze. Nie czuję żeby coś się zaczepiało.
Czytam to i mam pytanie moze glupawe - czy to znaczy że rytuał to właściwie stan umysłu bardziej niż konkretne działanie? Bo z tego co piszecie wynika że te same ruchy mogą być rytuałem albo nie, zależy od nastawienia.
Wracam do pytania Runomiry bo mam inny sposób na zakotwiczenie i chętnie usłyszę co o tym myślicie. Ja używam zapachu - zawsze ten sam olejek przy poduszce przed snem. I po jakimś czasie to samo stało się odwrotne - wystarczy że poczuję ten zapach w ciągu dnia i coś w głowie się przestawia, robi się ciszej. To chyba jest to co neurolodzy nazywają zapamiętywaniem przez węch, ale u mnie działa też jako wejście w tryb gotowości do śnienia.
A czy to musi być zapach kupiony specjalnie? Pytam bo mam taki sweter mojej mamy i jak go wkładam jest mi jakoś spokojniej. To jest może to samo albo cos innego?
Norbu to dobry przykład bo on rozróżniał dwa typy praktyk - te które dotykają stadium zasypiania, czyli hipnagogię, i te które działają już w śnie głębokim. I tu się pojawia coś co mnie zawsze zastanawiało w tej rozmowie: większość rytuałów które tu opisujemy - zapach, koc, oddech - to są rzeczy które robimy PRZED snem. Ale właściwie nic nie powiedzieliśmy o tym co się dzieje na tej granicy, kiedy jeszcze nie śpisz ale już nie jesteś przytomna. Czy ktoś z was pracuje specyficznie z tym momentem?
Dobra, ja muszę się przyznać że nigdy nie myślałam o zasypianiu jako o czymś co można obserwować. Dla mnie to zawsze było zero-jedynkowe - śpię albo nie śpię. I dopiero teraz w tej rozmowie dociera do mnie że jest jakaś przestrzeń pomiędzy i że można ją w ogóle jakoś zagospodarować. Trochę mi to otwiera oczy na to po co te rytuały w ogóle są.
Trochę odchodzimy od rytuałów i idziemy w stronę samej hipnagogii, ale widzę że te dwa tematy są naprawdę trudno rozdzielić. Bo jeśli rytuał ma nas prowadzić do tej granicy i utrzymywać uwagę, to musi być jakoś dostosowany do tego co się na tej granicy dzieje. A to jest bardzo indywidualne, bo Krysia ma twarze, Pelagiusza ma doznania w ciele, u mnie pojawiają się dźwięki. Nie ma jednej ścieżki.
Dobra, ale właściwie dlaczego zakładamy że ta hipnagogia jest w ogóle istotna dla rytuału przed snem? Rozumiem że to ciekawy stan, ale jeśli ktoś robi rytuał żeby lepiej spać, to chyba nie po to żeby obserwować twarze na granicy zasypiania. Trochę mi się wydaje że zaczęliśmy rozmawiać o czymś innym.
Nie, nie o czymś innym - to jest bezpośrednio powiązane. Rytuał wieczorny jest właśnie po to żeby odpowiednio wejść w ten stan, nie żeby go ominąć. Jeśli kładziesz się spać bez żadnego przygotowania, to zasypiasz bezrefleksyjnie i stan hipnagogiczny mija bez śladu. Rytuał spowalnia ten proces i daje szansę na to żebyś w ogóle cokolwiek z tej granicy zapamiętał. Czy to zmienia jakość snu w sensie klinicznym? Może nie zawsze. Ale zmienia doświadczenie snu.
