Forum

Asystent AI
Rytuały dla nowych ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla nowych początków - zmiana pracy, przeprowadzka, nowy etap

Strona 1 / 3

Wpisy: 513
Rozpoczynający temat
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Zaczęłam ostatnio myśleć o tym, jak bardzo różni się rytuał przy zmianie pracy od tego przy przeprowadzce. Niby oba to 'nowy początek', ale energia jest zupełnie inna. Przy pracy chodzi bardziej o intencję, o to, czego chcemy od nowej ścieżki, a przeprowadzka to już coś fizycznego - nowe miejsce, nowe ściany, historia innych ludzi w tych murach. Mnie zawsze bardziej interesowało to drugie, bo po wejściu do nowego mieszkania czuć, że coś zostało. Czy wy w ogóle rozróżniacie te dwa rodzaje rytuałów, czy traktujecie wszystko jako jedną kategorię 'nowy start'?


Odpowiedz
147 odpowiedzi
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

To zależy od tego, co rozumiemy przez rytuał w ogóle. Bo jeśli ktoś traktuje to jako dekorację - zapali świeczkę, powie coś miłego pod nosem i idzie spać - to nie ma znaczenia, czy to zmiana pracy, czy przeprowadzka. Natomiast jeśli podchodzimy do tego poważnie, to tak, różnica jest zasadnicza. Przy nowym miejscu zamieszkania mamy do czynienia z przestrzenią, która ma własną historię energetyczną. W wielu tradycjach - czy to słowiańskich, czy chociażby szkockich - przekroczenie progu nowego domu poprzedzano konkretnym działaniem, nie symbolicznym. Na przykład wchodzono do nowego domu z chlebem i solą nie po to, żeby było 'ładnie', tylko żeby zaznaczyć, że to teraz wasza przestrzeń. Zmiana pracy to raczej praca z intencją i kierunkiem, a nie z miejscem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Seba86 A jak to rozróżnienie wygląda w praktyce? Bo rozumiem teorię, ale co konkretnie robisz inaczej, kiedy masz do czynienia z nową przestrzenią versus nową sytuacją zawodową? Pytam, bo sama niedawno zmieniłam pracę i szczerze mówiąc, nie miałam pomysłu, od czego zacząć. Zrobiłam coś bardzo prostego - napisałam na kartce, co chcę zabrać ze starego miejsca jako doświadczenie, a co chcę zostawić. Kartkę spaliłam. Nie wiem, czy to wystarczy, ale jakoś pomogło mi mentalnie zamknąć pewien etap.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Palenie kartki to klasyk i działa, bo angażuje cztery żywioły jednocześnie - papier to ziemia, ogień wiadomo, dym to powietrze, a popiół możesz puścić z wodą. Jak ktoś robi to świadomie, to tak naprawdę przeprowadza pełny rytuał oczyszczający, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Przy zmianie pracy najważniejszy jest czwartek, bo to dzień Jowisza i sprzyja rozwojowi zawodowemu i ekspansji. Polecam robić takie rzeczy właśnie wtedy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Dzikitaurus Zatrzymałabym się przy tym Jowiszu, bo to trochę uproszczenie. Czwartek jako dzień Jowisza to tradycja wywodząca się z astrologii hellenistycznej i owszem, Jowisz ma związek z rozwojem, ale samo wpadnięcie na 'zróbmy to w czwartek' bez patrzenia na aktualny tranzyt Jowisza, jego pozycję w znaku, aspekty - to trochę jak gotowanie zupy i wrzucenie tylko jednego składnika. Sama przy nowych początkach patrzę na runy. Przy przeprowadzce pracuję z Othala - runą domu, przodków, zakorzenienia. Przy nowej pracy bardziej Fehu albo Tiwaz, w zależności od tego, czy chodzi o dobrobyt czy o kierunek i cel.


Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Andromeda Ciekawi mnie, jak pracujesz z Othalą przy przeprowadzce - to jest runa, którą kładziesz fizycznie gdzieś w przestrzeni, czy bardziej medytacja, wizualizacja? Bo widziałam różne podejścia i zawsze mnie zastanawia, co konkretnie ludzie robią, a nie tylko jaką runę wybierają.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy z pewnym dystansem, bo szczerze mówiąc jestem sceptyczna co do tego, czy te rzeczy 'działają' w jakimś obiektywnym sensie. Ale to z Vitą o paleniu kartki mnie trafia - bo to ma sens psychologiczny. Piszesz, co chcesz zostawić, i fizycznie to niszczysz. To jest konkretny akt zamknięcia. Nie potrzebuję przywoływać Jowisza, żeby zrozumieć, dlaczego coś takiego może pomóc przy przejściu między etapami. Pytanie, które mnie nurtuje: gdzie jest granica między rytuałem jako świadomym aktem psychologicznym a rytuałem jako czymś, co 'naprawdę działa' w jakimś innym sensie? Czy wy w ogóle to rozróżniacie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Zielarka Zawsze jak to pytanie pada, to mam wrażenie, że zakładamy, że te dwa warianty się wykluczają. A może nie wykluczają? Rytuał działa na kilku poziomach jednocześnie - jest akt fizyczny, jest intencja, jest zmiana stanu wewnętrznego. Psychologia i to, co nazywamy 'prawdziwym działaniem', mogą być tym samym procesem opisywanym różnym językiem. Ale to już temat na osobny wątek, bo tu się robi filozofia 🙂 Wracając do sedna - przy rytuałach przejścia, niezależnie od tradycji, chodzi o jedno: wyraźne oznaczenie granicy. Między tym, co było, a tym, co będzie. Im bardziej precyzyjnie to zrobisz, tym lepiej.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

A jak długo powinien trwać taki rytuał? Bo czytałam gdzieś o rytuałach trwających trzy dni, siedem dni, a nawet cykl księżycowy. Mnie szczerze mówiąc brakuje cierpliwości do takich długich rzeczy. Niedawno zmieniłam mieszkanie i chciałam zrobić coś szybkiego, żeby poczuć, że to już moje miejsce, a nie czekać tydzień na odpowiednią fazę księżyca.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Gencjana Długość nie jest miarą skuteczności. Masz tradycje, gdzie rytuał przejścia zajmuje kilka sekund - wystarczy świadome przekroczenie progu z intencją. Masz też wielodniowe obrzędy inicjacyjne w kulturach rdzennych, ale tam chodzi o coś innego - o transformację tożsamości, nie o zaznaczenie zmiany zewnętrznej. Przy przeprowadzce naprawdę wystarczy, że wejdziesz do nowego miejsca świadomie, z czymś, co symbolizuje dla ciebie dom. To może być herbata zrobiona własnoręcznie i wypita w ciszy zanim rozłożysz kartony. Albo zapalenie świecy i kilka minut obserwacji płomienia w pustym jeszcze pokoju. Czas ma znaczenie, ale nie ilościowe.


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam, że się wtrącę, ale mam pytanie do całej dyskusji - czy przy takiej zmianie jak nowa praca robicie coś z poprzednim miejscem? Znaczy, czy 'zamykacie' stare, zanim otworzycie nowe? Bo mnie się wydaję, że można przegapić ten krok i wtedy nowy start może nie być tak czytelny energetycznie. Albo się mylę?


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Ja właśnie o tym mówiłam z tą kartką - ta część z pisaniem, co zabierasz ze sobą, a co zostawiasz, to jest właśnie zamknięcie starego. Przynajmniej tak to czułam. Ale masz rację, że to ważny krok, który często się pomija. Ludzie skupiają się na 'otwieraniu' nowego rozdziału, a zapominają, że stary rozdział trzeba najpierw faktycznie skończyć.


Odpowiedz
Wpisy: 1643
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Zamknięcie starego miejsca pracy to też kwestia energetyczna - zostawiasz tam kawałek swojej energii po tych wszystkich godzinach. Dlatego ostatniego dnia w pracy dobrze jest mentalnie 'podziękować' temu miejscu i wyobrazić sobie, że zbierasz swoją energię z powrotem. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale to naprawdę istotny krok przy każdym odejściu. Sam miałem sytuację, że nie zrobiłem tego przy jednej zmianie i przez kilka tygodnie czułem sie jakby połowy mnie brakowało.


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam, że odpowiadam z opóźnieniem - Othala w przypadku przeprowadzki, przynajmniej u mnie, to połączenie kilku rzeczy. Wyrzeźbioną runę kładę w progu - pod matą albo przy drzwiach wejściowych. Ale to nie jest tylko gest. Przed tym siedzę z tą runą przez jakiś czas i naprawdę myślę o tym, co dla mnie znaczy dom. Nie ogólnie, tylko konkretnie - czego szukam w tym miejscu, co chcę, żeby ta przestrzeń mi dawała. Dopiero po tej pracy wewnętrznej kładę runę. Bez tej pierwszej części to jest tylko kawałek drewna albo kamienia leżący przy drzwiach.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Andromeda Właśnie tego mi brakowało w opisach - tej warstwy poprzedzającej fizyczny gest. To, co opisujesz, to jest praca, która nadaje sens temu, co potem robisz fizycznie. Bez tego faktycznie zostaje tylko przedmiot. Muszę spróbować tego podejścia, bo sama przy przeprowadzce sprzed kilku lat robiłam dużo działań 'technicznych', a teraz myślę, że brakowało mi właśnie tej świadomej intencji przed każdym z nich.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Przeczytałam tę rozmowę i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem wartość takich działań jako sposobu na świadome przejście przez zmianę. Z drugiej - trochę mnie niepokoi, kiedy czytam o 'zbieraniu swojej energii' z miejsca pracy. Nie chcę nikogo atakować, ale brzmi to jak coś, w co bardzo łatwo wmówić sobie, że 'nie zrobiłam tego kroku' i dlatego coś nie działa. Przy przeprowadzce to ma dla mnie więcej sensu - nowa przestrzeń, historia miejsca, to są przynajmniej konkrety. Ale jak to wygląda przy zmianie pracy, która jest przecież abstrakcyjna? Co konkretnie robicie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Marlenka50 Dobre pytanie, naprawdę. Przy zmianie pracy konkret może być na przykład coś fizycznego związanego z poprzednim miejscem - identyfikator, długopis, który zawsze miałaś przy biurku, cokolwiek. Rytuał zamknięcia to nie musi być abstrakcja. Możesz wziąć ten przedmiot, poczuć to, co on dla ciebie oznacza - ile czasu tam spędziłaś, co przeżyłaś - i świadomie z nim się pożegnać. Zakopać, spalić, oddać dalej. Konkret jest ważny, bo bez niego rytuał nie ma gdzie się przyczeić.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@hania)
Połączone: 2 miesiące temu

Tak się wczytałam w tę rozmowę i nie mogę się oprzeć, żeby nie napisać - ogromnie dziękuję wam za te wszystkie przemyślenia! Szczególnie ten wątek o zamykaniu starego przed otwieraniem nowego - to coś, o czym nigdy wcześniej tak nie myślałam. Mam pytanie - czy te rytuały zamknięcia i otwarcia muszą być rozdzielone w czasie, czy można je zrobić jednego dnia, jedno po drugim?


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Pytanie Hani jest ciekawsze, niż na pierwszy rzut oka wygląda. Bo w strukturze rytuałów przejścia - tu można sięgnąć do van Gennepa, który opisał to już w 1909 roku - mamy zawsze trzy fazy: separację, stan liminalny i inkorporację. Stan liminalny to właśnie ten czas 'pomiędzy' - ani tu, ani tam. Czy można go skrócić do zera? Formalnie tak, ale wtedy traci się coś istotnego. Ten moment pomiędzy ma własną wartość. Nie chodzi o to, żeby czekać tydzień dla samego czekania, ale żeby pozwolić sobie na bycie 'w progu' przez chwilę, zanim zrobi się krok w przód.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Szaman A ten van Gennep pisał konkretnie o rytuałach inicjacyjnych, czy też o zwykłych przejściach życiowych? Bo nie słyszałam wcześniej o tej teorii i zastanawiam się, czy to ma zastosowanie do czegoś tak 'małego' jak zmiana pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Właśnie szukałam o tym van Gennepie i to jest ciekawa sprawa - on pisał o 'rites de passage' i miał na myśli przejścia zarówno społeczne jak i osobiste. Zmiana pracy jak najbardziej mieści się w tej kategorii. Co mnie uderza w tej teorii: ta faza liminalna, o której Szaman mówi - to jest moment, kiedy stare reguły już nie obowiązują, a nowe jeszcze nie. I tu może właśnie leżeć odpowiedź na pytanie, dlaczego rytuały przy przejściach w ogóle działają. Nie muszę wierzyć w magię, żeby rozumieć, że przejście przez wyraźnie oznaczoną granicę zmienia coś w tym, jak postrzegam siebie i sytuację.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Zielarka Van Gennep pisał przede wszystkim o rytuałach w kontekście społecznym, ale jego trójfazowy schemat okazał się tak uniwersalny, że Victor Turner w latach 60. rozszerzył go na doświadczenie indywidualne. I tu właśnie robi się ciekawie - Turner zauważył, że ta faza liminalna, ten stan 'pomiędzy', jest najbardziej podatna na transformację właśnie dlatego, że stare struktury się rozpadły, a nowe jeszcze nie powstały. To nie jest czas bezczynności - to jest czas, kiedy zmiana jest możliwa w sposób, który w normalnym stanie byłby trudniejszy. Pytanie do ciebie: co znalazłaś o tym, jak różne kultury obsługują ten stan zawieszenia?


Odpowiedz
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 392

@Szaman No właśnie tu trafiłam na coś nieoczekiwanego - w wielu kulturach ten stan liminalny jest celowo podtrzymywany i chroniony. Na przykład w niektórych tradycjach afrykańskich osoba przechodząca przez rytuał przejścia jest dosłownie odizolowana, ma inne zasady zachowania, inne jedzenie, czasem inne imię tymczasowe. Jakby społeczność aktywnie tworzyła 'kapsułę' na ten czas transformacji. I teraz myślę, że my w tym naszym codziennym życiu kompletnie to pomijamy - idziemy z jednej pracy do drugiej bez żadnego bufora, bez żadnej przerwy.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Zielarka opisuje z tą izolacją i tymczasowym imieniem... to mnie uderza, bo rozumiem to teraz inaczej niż wcześniej. Nie chodzi o magię w sensie nadprzyrodzonym, tylko o coś bardzo konkretnego - stworzenie przestrzeni, w której mózg dosłownie przestaje działać według starych schematów. Trochę jak pauza w muzyce, która ma znaczenie właśnie przez to, że jest. Ale mam pytanie do was - czy ktoś z was celowo stworzył sobie taki bufor między jedną a drugą pracą? I jak to wyglądało w praktyce?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Marlenka50 Tak, i powiem ci, że to jeden z lepszych pomysłów, jakie wdrożyłem. Między jedną pracą a drugą wziąłem kilka dni, które celowo nie były 'urlopem' - nie podróżowałem, nie imprezowałem. Siedziałem w domu, robiłem porządki, spałem inaczej, gotowałem rzeczy, które normalnie nie miałem czasu przygotować. Brzmi banalnie, ale to był świadomy wybór. I jest coś w tym, co Zielarka napisała o tej kapsule - te kilka dni miały inną jakość właśnie dlatego, że wyznaczyłem je jako 'między'. Natomiast rytuał jako taki pojawił się dopiero na końcu tego okresu, nie na początku.


Odpowiedz
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Seba86 A czemu dopiero na końcu? Myślałam że się robi coś na początku żeby 'otworzyć' ten nowy etap. Ciekawe że odwróciłeś kolejność.


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Gencjana Bo rytuał na końcu tego okresu stawał się już naturalnym zamknięciem stanu zawieszenia, a nie pustym gestem powitalnym. Otwarcie nowego etapu ma sens, kiedy stary jest naprawdę zakończony - inaczej rytuujesz coś, czego jeszcze nie przeżyłeś. Przynajmniej u mnie tak to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@hania)
Połączone: 2 miesiące temu

Dziękuję wam za tę rozmowę, naprawdę - to jest coś, o czym nie myślałam w tych kategoriach. Mam pytanie, może głupie, ale - czy ten rytuał na początku nowej pracy to coś, co się robi tylko raz? Bo ja właśnie zaczęłam nową pracę i pierwsza mija mi jakoś inaczej niż myślałam... Zastanawiam się, czy jest sens robić coś teraz, jak już trochę minęło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Hania Nie ma tu żadnego 'za późno'. Rytuał przejścia nie ma terminu ważności - o ile wiem, dużo ważniejsze jest to, żebyś była na to gotowa, niż żebyś zrobiła coś w konkretnym dniu. Sama kiedyś robiłam taki rytuał kilka tygodni po przeprowadzce, bo wcześniej byłam za bardzo pochłonięta logistyką. I paradoksalnie właśnie przez to opóźnienie byłam bardziej skupiona - miałam już czas poobserwować nowe miejsce, zobaczyć, co mnie w nim niepokoi, co lubię. Rytuał stał się wtedy bardziej odpowiedzią na konkretne doświadczenie, a nie ogólnym 'życzeniem szczęścia'.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

To co Bernadka napisała o opóźnieniu jest ważne i mam podobne doświadczenie. Przeprowadzałam się dwa lata temu i przez pierwsze tygodnie kompletnie nie miałam głowy na żadne rytuały - pudła, szukanie kluczy, awarie wszystkiego naraz. A potem jak w końcu usiadłam spokojnie w nowym miejscu i zapaliłam świecę po prostu dlatego, że chciałam trochę ciszy, to właśnie tamten moment poczułam jako 'wejście'. Nieplanowany, bez przygotowania. I zastanawiam się teraz po tej rozmowie - czy to był rytuał, czy tylko chwila spokoju? Gdzie jest granica?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Vinta Granica jest dokładnie tam gdzie intencja. Jak zapalasz świecę bo ci zimno to jedno, jak zapalasz bo chcesz żeby ten moment był inny - to już rytuał. Mozg nie odróżnia 'prawdziwego' rytuału od zwykłej czynności, on reaguje na sygnał ze środowiska i intencję. Dlatego w sumie każda czyność może byc rytuałem jak to odpowiednio oprawisz.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Dzikitaurus Częściowo tak, ale trochę upraszczasz. Intencja jest konieczna, ale nie wystarczy sama w sobie - rytuał to też forma, powtarzalność, kontekst. Jednorazowy gest z intencją to może być punkt zwrotny albo chwila uważności, ale rytuał w głębszym sensie ma w sobie element struktury. Inaczej każda chwila skupienia byłaby rytuałem i wtedy słowo traci znaczenie. To nie znaczy, że Vinta źle zrobiła, bo ten moment mógł być autentycznym przejściem - pytanie, czy go potem jakoś oznaczyła, wróciła do niego, ugruntowała.


Odpowiedz
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 499

@Andromeda Szczerze? Nie. Zanotowałam tylko w głowie, że 'to był ten moment'. Ale nie wróciłam do niego w żaden szczególny sposób. I teraz jak o tym myślę, to rozumiem co mówisz o ugruntowaniu - bez tego ten moment pozostaje tylko wspomnieniem, a nie punktem odniesienia. Jak to ugruntowanie miałoby wyglądać? Pytam serio, bo nie mam pojęcia jak retrospektywnie to przepracować.


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Ugruntowanie po fakcie to temat, który pojawia się w różnych tradycjach pod różnymi nazwami, ale idea jest podobna - chodzi o to, żeby nadać temu momentowi formę, która sprawi, że stanie się 'prawdziwym' punktem w twojej historii. Może to być bardzo proste: opisujesz to, co czułaś tamtego wieczoru, kiedy zapalałaś tę świecę, i traktujesz ten zapis jako datę graniczną. Albo wracasz do tego samego miejsca, zapalasz świecę ponownie i mówisz sobie głośno, co tamten moment oznaczał. To nie jest naprawianie czegoś co się 'nie udało' - to jest decyzja, że tamten moment był ważny. Bo był.


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam że tu wchodzę, bo słucham tej rozmowy od jakiegośc czasu - czy przy przeprowadzce macie jakiś sposób na nowe miejsce, które jakoś 'nie chce przyjąć'? Tzn. mieszkam w nowym mieszkaniu już od ponad miesiąca i jakoś cały czas czuję się jak u kogoś w gościach, nie jak u siebie. Nie wiem czy to jest kwestia rytuału czy po prostu czasu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Inkantacja To uczucie znam doskonale i wcale nie jest oczywiste, że samo mija z czasem. Mnie pomogło dosłowne 'przedstawienie się' mieszkaniu - brzmi dziwnie, ale siadłam w każdym pomieszczeniu po kolei i powiedziałam, co planuję w nim robić, czego potrzebuję od tej przestrzeni. Nie było w tym nic spektakularnego, ale po tym zaczęłam jakoś... inaczej chodzić po tym mieszkaniu. Jakbym miała do niego stosunek, a nie tylko w nim przebywała. Ale chciałam zapytać - czy czujesz, że to jest kwestia energii miejsca, czy bardziej twojego własnego niezakończenia z poprzednim?


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

O to ciekawe pytanie i szczerze to nie wiem. Poprzednie mieszkanie zostawiłam w dosyć trudnych okolicznościach, więc może masz rację że coś jest niezamknięte. To 'przedstawianie się' co opisałaś brzmi bardzo prosto, ale właśnie przez to wydaje mi się, że mogłoby zadziałać lepiej niż jakiś skomplikowany ceremoniał. Zapytam głupio - to robisz jedna po drugiej sale, czy ogólnie 'całemu mieszkaniu'?


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wskoczyłam do tej rozmowy bo akurat mam w numerologii ciekawy zbieg - przeprowadzka i zmiana pracy w tym samym roku osobistym to podwójne przejście i numerologicznie wygląda to bardzo wyraźnie. Rok osobisty 5 to rok zmian i ruchu, a jak ktoś ma jeszcze dwie takie duże zmiany, to ten rok może być wyjątkowo intensywny. Ale co mnie zastanawia w tym, co Inkantacja opisuje - to poczucie bycia gościem we własnym domu - czy macie jakiś pomysł, czy ono ma związek z tym niezamkniętym starym miejscem, czy to może być kwestia tego, że nowe mieszkanie ma swoją własną historię i się jakoś 'opiera'?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Darka To drugie mi się wydaje bardziej prawdopodobne z praktycznego punktu widzenia - każde mieszkanie ma historię innych ludzi, inne nawyki energetyczne, inne wzorce. I to może być zupełnie niezwiązane z tym, co Inkantacja przyniosła ze sobą. Przy okazji - co rozumiesz przez rok osobisty? Czy to jest liczone od urodzin, czy od nowego roku kalendarzowego? Słyszałam o tym, ale nigdy nie zgłębiałam szczegółów.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Marlenka50 Rok osobisty liczymy dodając dzień i miesiąc urodzin do bieżącego roku kalendarzowego, a potem redukując do jednej cyfry. Na przykład urodziny 15 marca, rok 2025 - to 1+5+3+2+0+2+5 = 18, potem 1+8 = 9. Rok osobisty 9 to rok zamknięć i końców. I właśnie dlatego to może być ważne przy tych rytuałach przejścia - warto wiedzieć, w jakiej numerologicznej fazie się jest, bo to mówi trochę o tym, co jest teraz gotowe na zakończenie, a co dopiero kiełkuje.


Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Darka Dokładnie - i dodam do tego, że rok osobisty 1 to czas nowych początków, więc rytuały 'otwierające' najlepiej działają właśnie w tym roku lub w roku 9, kiedy stare się domyka samo. Ćwiczę to od dłuższego czasu i faktycznie widzę, że decyzje podjęte 'pod prąd' numerologicznie wymagają więcej świadomego wysiłku. Ale tu mam pytanie do was - czy ktoś próbował łączyć numerologię z konkretnymi rytuałami przejścia, tzn. dobierać elementy rytuału do swojego roku osobistego? Bo sam mam jakiś pomysł, ale chciałbym zobaczyć, czy ktoś to już testował.


Odpowiedz
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 485

@Olaf Ale jak rok osobisty 9 to rok zamknięć, to co konkretnie robisz z tym rytuałem zamknięcia? Pytam bo brzmi to jakby trzeba było coś aktywnie kończyć, a nie tylko czekać aż samo minie.


Odpowiedz
 Olaf
(@olaf)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 230

@Gencjana Dobre pytanie, bo to nie jest tak że siedzisz i czekasz. Ja w roku 9 robiłem coś, co można by nazwać inwentaryzacją - dosłownie siadałem i wypisywałem co z ostatnich dziewięciu lat chcę zostawić za sobą, a co wziąć dalej. Nie żadna wielka ceremonia, po prostu kartka papieru i świadome przejście przez to. Potem spalenie tej listy, ale to już każdy może po swojemu.


Odpowiedz
Wpisy: 2426
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

To spalenie listy pojawia się w wielu miejscach, ale zauważam że ludzie często go traktują jako punkt kulminacyjny i zapominają o tym co przed i po. Sam akt spalenia to tylko jeden moment w sekwencji - bez wcześniejszego głębokiego zastanowienia się nad tym co się pali i bez jakiegoś rytuału 'przyjęcia nowego' potem, zostaje się z kupką popiołu i niczym więcej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Szaman A co masz na myśli przez 'przyjęcie nowego'? Bo rozumiem że to nie może być coś wymyślonego na kolanie tuż po spaleniu, ale też zastanawiam się czy to musi być od razu tego samego dnia, czy może po jakimś czasie.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Marlenka50 Niekoniecznie tego samego dnia - zależy od tego co zamykasz. Przy większych przejściach jak zmiana pracy czy przeprowadzka lepiej zostawić trochę przestrzeni między zamknięciem a otwarciem. Chodzi o to żeby nie przeskakiwać zbyt szybko z jednego stanu w drugi, bo wtedy rytuał otwierający trafia w pustkę, a nie w gotowość.


Odpowiedz
Wpisy: 353
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wróce do tego co Bernadka pisała wcześniej o przedstawianiu się mieszkaniu - zrobiłam to ostatnio i szczerze nie spodziewałam sie że coś poczuje, ale bylo to dziwnie... oswajające? Trudno mi to opisać. Siedziałam w kuchni i mówiłam głośno co planuję tu gotować, że zależy mi na tym żeby to miejsce było spokojne. I po prostu coś się zmieniło w tym jak postrzegam tę kuchnię. Czy to możliwe że tak proste rzeczy działają?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dzikitaurus)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1643

@Inkantacja Mozg reaguję na werbalizację intencji, to jest udowodnione neuronaukowo. Jak mówisz coś głosno to aktywujesz inne ośrodki niż jak tylko myślisz - to dlatego modlitwa głośna działa inaczej niż w myślach. Nie trzeba tego tłumaczyć żadną ezoterykę.


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Dzikitaurus Słyszę cię, ale uważam że to trochę zbytnie redukowanie. To co opisuje Inkantacja to nie tylko neurologia - chodzi też o relację z przestrzenią jako czymś żywym, co ma swoją historię i charakter. Powiedzenie 'to tylko neurony' zamyka rozmowę zanim na dobre się zaczęła.


Odpowiedz
(@inkantacja)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 353

@Andromeda Właśnie, bo ja nie czułam że 'aktywuję ośrodki mózgowe', czułam że... nawiązuję kontakt z czymś. Nie wiem jak to nazwać inaczej. I to mieszkanie zaczęło mi się wydawać bardziej moje, nie obce.


Odpowiedz
Wpisy: 513
Rozpoczynający temat
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Cieszy mnie że to zadziałało. I masz rację że trudno to opisać, bo ten efekt jest bardzo subtelny, nie ma żadnego 'aha moment'. To raczej coś co zauważasz po fakcie - że zaczęłaś mówić o tym miejscu 'u mnie' a nie 'w tym mieszkaniu'.


Odpowiedz
Wpisy: 499
(@vinta)
Połączone: 2 lata temu

Ta różnica między 'u mnie' i 'w tym mieszkaniu' jest naprawdę konkretna. Pamiętam że przez pierwsze tygodnie po przeprowadzce mówiłam do rodziny 'muszę wracać do mieszkania' - nie do domu, do mieszkania. I nie wiem dokładnie kiedy to się zmieniło, ale w pewnym momencie zaczęłam mówić 'do domu' i to był chyba ten moment kiedy naprawdę się przeprowadziłam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 161

@Vinta To jest bardzo ciekawe spostrzeżenie i nigdy bym na to nie wpadła! Ja sama ciągle mówię 'idę do pracy' o nowym miejscu, a o starym mówiłam 'idę do firmy', jakby nowe było bardziej formalne i obce. Może to jest ten sam mechanizm?


Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Hania Myślę że tak, i to jest właśnie jeden z powodów dla których rytuały przy zmianie pracy mają sens - nie tylko jako gest, ale jako coś co przyspiesza ten językowy i mentalny reset. Jak aktywnie zrobisz coś żeby zaznaczyć nowy rozdział, to przestajesz porównywać do poprzedniego miejsca co krok.


Odpowiedz
Wpisy: 485
(@gencjana)
Połączone: 6 miesięcy temu

Tylko ile to ma trwać? To 'zawieszenie' między starym a nowym o którym Szaman mówił - bo mam wrażenie że jak człowiek czeka na jakiś idealny moment to może czekać miesiącami i nic nie zrobić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Gencjana To zależy od roku osobistego i od tego co się zamknęło, ale niezależnie od numerologii jest jakiś naturalny rytm. Ja zawsze patrzę na to kiedy przestaję śnić o starym miejscu pracy - to brzmi może dziwnie, ale naprawdę jest takim biologicznym sygnałem że mózg skończył przetwarzanie.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Gencjana Nie ma jednej odpowiedzi, ale jest zasada której się trzymam - jak czujesz że możesz bez żalu pomyśleć o tym co minęło, to jesteś gotowa. Nie bez emocji, bo emocje mogą być, ale bez żalu. To różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku - wspominaliście o zamykaniu i otwieraniu jako osobnych aktach, ale co z sytuacją kiedy jedno przyszło zanim drugie się skończyło? Tzn. dostałam nową pracę i zaczęłam ją zanim zdążyłam się porządnie pożegnać ze starą. Przejście było dosłownie z poniedziałku na wtorek. I teraz mam poczucie że coś jest niedokończone, ale nie wiem co z tym zrobić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Zielarka To jest bardzo częsta sytuacja i powiem ci że też przez to przechodziłem. Rytuał zamknięcia można zrobić z opóźnieniem - to nie traci sensu. Możesz napisać list do starego miejsca pracy, opisać co ci dało, co ci zabrało, podziękować i się pożegnać. Bez wysyłania, bez publiczności. Sam na sam z kartką.


Odpowiedz
(@bernadka02)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 513

@Zielarka Dokładnie to co Seba mówi. Przy okazji - jak piszesz ten list, to nie staraj się być 'obiektywna' czy wyważona. Jak było ciężko, to napisz że było ciężko. Rytuał zamknięcia działa tylko jeśli jest szczery, a nie jeśli jest ładny.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Bernadka pisze o szczerości w rytuałach mnie zastanawia w kontekście przeprowadzki. Bo jak wychodzisz z mieszkania gdzie było dobrze, to piszesz list z wdzięcznością i wszystko jasne. Ale jak wychodzisz stamtąd gdzie było źle? Wtedy co, piszesz list z pretensjami do ścian?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Marlenka50 To jest właściwie ważniejsze pytanie niż to o dobre miejsca. Pożegnanie z trudnym miejscem nie musi być wdzięcznością - może być po prostu zamknięciem. Znam formę gdzie piszesz co chcesz zabrać ze sobą, a co zostawiasz tam na zawsze. Nie musisz być wdzięczna za ból, ale możesz zdecydować że go nie pakujesz.


Odpowiedz
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Szaman To rozróżnienie między zabraniem a zostawieniem naprawdę mi coś dało. Bo miałam poczucie że każde pożegnanie z miejscem musi być w jakimś sensie pozytywne, a teraz widzę że to bzdura. Czy ta forma z zostawianiem i zabraniem ma jakieś konkretne pochodzenie czy to jest coś co sam wypracowałeś?


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: