Zastanawiam się nad czymś od jakiegoś czasu. szukam materiałów o rytuałach skierowanych konkretnie do mężczyzn i za każdym razem trafia mi w ręce coś napisanego pod kobiety albo co najwyżej neutralnego płciowo, gdzie neutralność polega na tym, że to po prostu kobieca perspektywa opisana w liczbie mnogiej. nie mówię, że to złe, tylko że czuję jakiś brak. Jakby ta strona była słabiej opracowana. Czy wy też to zauważacie? Może to jest specyfika polskiego rynku, może szukam w złych miejscach?
To nie tylko polski rynek. w anglojęzycznych zasobach jest podobnie, z tym że tam przynajmniej jest jakiś nurt, który próbuje to adresować. Manosphere się tym trochę zajął, ale w dziwnym kierunku. Są też środowiska skupione wokół archetypów Junga, szczególnie ten nurt który idzie przez Moora i Gillettera i ich pracę o archetypach króla, wojownika, maga i kochanka. to jest coś, ale też ma swoje ograniczenia.
Mówie sczerze że nie słyszałem o tym Moorze i Gilleterze możesz jakoś rozwinąć? eh bo jeśli chodzi o rytuały to ja zazwyczaj trafiałem na rzeczy związane z horoskopami i tam też nie ma za bardzo podziału na płeć, każdy dostaje ten sam opis Barana czy Lwa 🙂
Właśnie ta kwestia inicjacji jest według mnie kluczowa i jednocześnie najbardziej zaniedba w tym co mamy dostępne. Większość kultur, które znamy przez źródła etnograficzne, miała bardzo rozbudowane rytuały przejścia dla mężczyzn. Nie chodzi tylko o te słynne przykłady jak inicjacje afrykańskie czy amazońskie, ale też o to co było w Europie. Problem polega na tym, że te wątki słowiańskie, germańskie czy celtyckie są albo słabo udokumentowane, albo są odtwarzane przez entuzjastów z różnym skutkiem.
Ale czy to naprawdę jest problem dostępności zasobów, czy raczej problem zainteresowania? Bo z tego co obserwuję na różnych forach, mężczyźni po prostu rzadziej szukają rytuałów w kontekście ezoterycznym. Pytanie czy to dlatego że nie ma materiałów, czy materiałów nie ma bo nikt nie szukał. Trochę jajko i kura.
Z tą wiccą to zresztą ciekawy przykład, bo Gardner i Sanders, ktorzy ją tworzyli, to byli mężczyźni, ale szybko dominantą stała się perspektywa kobieca, szczególnie po tym jak Starhawk zrobiła z tego ruch feministyczny. o matko nie mówię że to źle, tylko że to konkretna decyzja ideologiczna która ukształtowała to co mamy. Inna tradycja, powiedzmy ceremonialna magia hermetyczna, jest o wiele bardziej androcentryczna. Ale ona jest też o wiele trudniej dostęppna dla laika.
Czekajcie, ale czy nie jest tak, że rytuały stricte ceremonialne, te hermetyczne, też nie dają mężczyźnie czegoś konkretnego jeśli chodzi o te kwestie o których piszecie? Mam wrażenie, że magia ceremonialna jest bardzo techniczna, jest jak procedura, a nie jak coś co pomaga zrozumieć siebie jako mężczyznę. Czy ktoś praktykował jedno i drugie i może porównać?
Przy runach to jest dobre spostrzeżenie. Odin wiszący na Yggdrasilu dziewięć dni i nocy, żeby zdobyć runy, to jest jeden z najlepiej udokumentowanych mitologicznie rytuałów inicjacyjnych w tradycji europejskiej. I jest to wyraźnie rytuał na granicy śmierci i odrodzenia, typowy wzorzec inicjacyjny opisywany przez van Gennepa i potem rozwijany przez Turnera. Mam notatki z kilku źródeł które to porównują i naprawdę jest podobieństwo strukturalne między tym a rytuałami z zupełnie innych kultur.
Bly znam, Iron John czytałem. Moje odczucie po tej lekturze było mieszane. Z jednej strony trafił w coś realnego ta figura Dzikiego Człowieka jako archetypu ma sens. Z drugiej strony praktyczna warstwa tej książki to były głównie weekendowe warsztaty z bębnieniem w lesie, co w latach 90-tych pewnie miało inny wymiar, ale dziś brzmi jak kllisze. Pytanie jest czy coś z tego zostało i czy ewoluowało w kierunku czegoś bardziej użytecznego.
Te warsztaty z bębnieniem to zresztą były ostro krytykowane i przez feministki, i przez samych mężczyzn. eh, Ale chyba nie to jest najważniejsze. Ważniejsze jest to czy ten problem który Bly diagnozował, że współczesny mężczyzna nie ma rytuałów przejścia i pozostaje psychicznie chłopcem, jest realny. Bo jeśli jest, to pytanie jak go zaadresować jest naprawdę niebanalne.
Patrzę na tę dyskusję i zastanawiam się nad czymś innym. Zakładamy że problem jest w braku zasobów albo tradycji, ale może problem jest też w tym że my jako mężczyźni mamy inny próg wejścia w tego rodzaju praktyki? Mnie samemu zajęło trochę czasu zanim zacząłem traktować poważnie cokolwiek co brzmi jak "rytuał". Jest jakiś opór kulturowy, chyba.
Właśnie, i tu chyba leży ten brak. Wspólnotowych rytuałów dla mężczyzn jest dużo, armia, sport, zawody, inicjacje w firmach czy bractwach. Ale rytuałów które pomagają mężczyźnie przejść przez prywatne progi życiowe, żałobę, kryzys wieku średniego, ojcostwo, starzenie się, to jest prawie nic. Kobiety mają przynajmniej te neopogańskie kręgi i czerwone namioty i całą tę tradycję która się odbudowywała przez ostatnie dekady. Mężczyźni co mają?
I to jest chyba najlepsza diagnoza tego problemu którą widziałem w tej rozmowie. to nie jest kwestia że mężczyźni nie chcą, tylko że w tej chwili nie ma odpowiednika tych kręgow kobiecych dla mężczyzn. są pewne próby, są grupy inspirowane Bly, są pewne rekonstrukcje słowiańskie czy nordyckie, ale nie mają tej samej widoczności ani dostępności. Pytanie czy to jest do zbudowania i co by to miało wyglądać.
Ale jednak były kultury, i to wcale nie egzotyczne, gdzie male initiation było bardzo precyzyjnie zaprojektowane wokół progu który nie jest biologiczny, tylko społeczny i duchowy. W saamijskiej tradycji na przykład pierwsze polowanie, oddanie pierwszej zdobyczy starszym, to był rozbudowany akt z konkretnymi gestami i zakazami po nim. no ale, nie musisz mieć biologii żeby mieć próg.
Czytam was i mam pytanie które mnie trochę dręczy od dłuższego czasu. czy nie jest tak, że szukamy zastępnika dla czegoś co powinno wynikać z realnej wspólnoty a nie z indywidualnej praktyki? Znaczy, rytuał inicjacyjny ma sens kiedy jest ktoś kto cię inicjuje i wspólnota która to uznaje. Samoinicjacja to nie to samo.
Nie mam tu żadnej wiedzy o tych tradycjach ale z tej rozmowy wynika mi jedno pytanie: czy takie grupy w Polsce w ogóle istneją? Takie gdzie mężczyźni robią razem coś rytóalnego i to nie jest kościół ani zlot kibiców? Bo brzmi jakby ich nie było.
no i, zielarz dotknął czegoś ważnego. Turner kiedy pisał o communitas, tej wspólnocie która powstaje w fazie liminalnej, miał na myśli właśnie to: że rytuał tworzy szczególny rodzaj więzi między ludźmi którzy razem przez niego przeszli. To jest niemożliwe do odtworzenia w pojedynkę. I może dlatego te weekendowe warsztaty które krytykował Mieszko miały jednak jakiś sens, bo przynajmniej dawały to doświadczenie zbiorowe.
I to jest chyba sedno. Nie brak rytuału jako jednorazowego aktu, ale brak wspólnoty która nadaje temu ciągłość i znaczenie. Kobiece kręgi działają właśnie dlatego, że spotykają się regularnie, znają się, budują coś w czasie. Nie tylko jedna noc pod pełnią.
ojej no Znam kilka osób które probowały tworzyć takie meskie kręgi i rozpadały sie po kilku spotkaniach. Ciekawe czy ktoś tu miał podobne doświadczenie albo wie czemu to nie trzyma sie razem tak jak kobiece grupy?
Ale skąd w takim razie czerpać? Bo jak nie z tradycji rdzennych to są już mocno egzotyczne konteksty, jak nie z kręgów kobiecych to trzeba tworzyć od zera jak nie z magii ceremonialnej to jest za technicznie. oj tam gdzie jest ten środek?
Może odpowiedź jest w tym że nie szukamy środka, tylko kilku różnych ścieżek. Mam na myśli że runy jako system mają wyraźnie nordycki kontekst który jest rdzennie europejski, i jest dość dobrze udokumentowany właśnie pod kątem praktyk dla mężczyzn. völsunga saga, rytuały związane z Odinem, przysięgi. to nie jest new age i nie jest ceremonialna magia. jest coś pomiędzy 😉
Przepraszam że wchodzę bo raczej tylko czytam, ale właśnie to mnie uderzyło. Szukacie zasobów dla mężczyzn i jednocześnie mówicie że te runy mają potencjał. Czy jest jakaś konkretna książka albo źródło gdzie ta warstwa rytualna jest dobrze opracowana? Bo to co mi wpadało w ręce to rzeczywiście głównie wróżby.
A propos punktu wejścia - właśnie o to chodzi w tym całym wątku, prawda? Że nie ma czegoś dla mężczyzn co byłoby dostępne, a jednocześnie nie powierzchowne. Albo jest akademicko, albo jest popkulturowo. Środka jakby nie ma.
To mnie zastanawia - skąd ta luka w ogóle powstała? mam na myśli: czy to jest tak, że te praktyki dla mężczyzn istniały kiedyś i zanikły, czy może nigdy nie były pisane, tylko przekazywane ustnie i po prostu zaginęły? Bo to by zmienialo jak na to patrzymy.
Jest jeszcze trzecia droga tej luki, o której rzadko się mówi. Wiele praktyk które historycznie były mające charakter inicjacyjny dla mężczyzn zostało wchłoniętych przez instytucje - wojsko, cechy rzemieślnicze, bractwa. i tam funkcjonowały, tyle że już nie były nazywane rytuałami. Masoni to zresztą jeden z nielicznych przykładów gdzie ta forma przetrwała do dziś.
Przepraszam ale troche nie rozumiem co masoni maja wspolnego z rytuałami duchowymi? Myslałem ze to bardziej polityczne stowarzyszenie niż cokolwiek ezoterycznego.
Tylko że to jest kolejny przykład struktury która działa jako wspólnota, ale jest zamknięta. I znowu wracamy do tego samego problemu - mężczyzna który szuka praktyki rytualnej poza kościołem i poza lożą nie ma gdzie pójść bez wejścia do jakiejś zamkniętej grupy z wieloletnim procesem pżyjmowania.
