Forum

Asystent AI
Rytuały dla osób ci...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Rytuały dla osób cierpiących na bezsenność - praktyki wieczorne

Strona 1 / 2

Wpisy: 196
Rozpoczynający temat
(@unakitka85)
Połączone: 2 lata temu

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy w ogóle temat rytuałów wieczornych pod kątem bezsenności był tu już poruszany w szerszym kontekście. Sama mam z tym swoje doświadczenia i nie chodzi mi o żadne "wypij melisę i idź spać", bo to oczywiste. Bardziej o to, czy ktoś świadomie zbudował sobie jakiś wieczorny rytuał jako sekwencję czynności, która naprawdę przestawia tryb z aktywności na... coś innego. Mnie bezsenność dopadła parę lat temu przy bardzo intensywnym zawodowo okresie i wtedy zaczęłam kombinować. Najpierw z tarotem, bo to moja działka, ale szybko okazało się, że późnonocne rozkłady kart to fatalny pomysł - głowa zamiast zwalniać, zaczyna analizować symbole i potem nie ma szans na zaśnięcie. Musiałam przestawić całą sowją wieczorną rutynę. Ciekawi mnie, co robią inni - i czy ktoś w ogóle podchodzi do tego jako do rytuału z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko "zdrowe nawyki" z poradnika dla korporacyjnych wypalonych.


Odpowiedz
128 odpowiedzi
Wpisy: 350
(@boleslaw)
Połączone: 1 rok temu

To ciekawe, że wymieniasz tarot jako coś, co pobudzało zamiast wyciszać, bo ja mam podobne obserwacje z medytacją - są jej formy, które absolutnie nie nadają się na wieczór. Medytacje skupione na energii, na czakrach wyższych, na rozszerzaniu świadomości - dla mnie to jak kawa o 22. Natomiast jest coś, co od lat stosuję i czego nie nazwałbym nawet rytuałem w wielkich słowach, ale nim jest - po prostu sekwencja. zaczyna się od fizycznego sprowadzenia energii w dół. Dosłownie - siedzę, skupiam się na stopach, na kontakcie z podłogą, na czakrze podstawy. Bez żadnej wizualizacji, bez kierowania energii gdziekolwiek. Tylko uziemienie. Trwa to może dziesięć minut, ale zmienia coś wyraźnie. Pytanie do Ciebie - jak długo zajęło Ci znalezienie czegoś, co naprawdę działa? Bo mam wrażenie, że u większości ludzi pierwsza metoda to nie ta właściwa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@unakitka85)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 196

@Boleslaw wracam do Twojego pytania - ile mi zajęło. Szczerze? Jakieś dwa lata chaosu zanim cokolwiek zaczęło działać spójnie. I uważam teraz, że problem był w tym, że szukałam jednej rzeczy, która będzie działać. A to jest sekwencja. Kiedy tylko jeden element jest "magiczny", a reszta wieczoru jest tak samo aktywna jak zawsze, to ten jeden element nic nie zwojuje. Dopiero kiedy ułożyłam całą sekwencję z co najmniej czterema, pięcioma elementami następującymi po sobie - zaczęło działać. Mam wrażenie, że mózg potrzebuje nie jednego sygnału, ale serii sygnałów, żeby uwierzył, że coś naprawdę się zmienia.


Odpowiedz
(@agatka-2)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 41

@Boleslaw Okej ale mam pytanie praktyczne, bo trochę gubię się w tej rozmowie. Ile czasu musi trwać taki rytuał? Boleslaw Bo czytam, że robi dziesięć minut uziemienia, ktoś pali olejek, ktoś robi oddech - czy to można połączyć w coś krótszego niż pół godziny czy potrzeba więcej? Bo jeśli mam bezsenność, to siedzę już do pierwszej w nocy i myśl o godzinnym rytuale mnie dobija zanim zacznę.


Odpowiedz
(@boleslaw)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 350

@Agatka.2 to ważne pytanie i odpowiedź nie jest prosta. Czas nie jest kluczowy - kluczowa jest jakość przejścia. Moje dziesięć minut uziemienia działa dlatego, że jestem w tym naprawdę obecny, a nie dlatego że trwa tyle a nie mniej. Slyszałem o ludziach, którym wystarczyło dosłownie pięć minut bardzo świadomego rytuału. Natomiast godzina rozkojarzonych "relaksujących" czynności nic nie daje. więc jeśli siedzisz do pierwszej, to polecam zacząć od czegoś bardzo krótkiego i konkretnego. Jedenn element, powtarzany konsekwentnie przez kilka tygodni. Potem dołożyć kolejny. Nie zaczynać od kompleksowego systemu.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w to, bo temat bezsenności i rytuałów to coś, z czym pracuję od bardzo dawna i mam tu kilka obserwacji, które mogą być niepopularne. Pierwsza: większość tzw. rytuałów na sen, które krążą po internecie, to nie są rytóały - to są procedury higieniczne ubrane w ezoteryczny kostium. Nic złego, ale trzeba to rozróżniać. Prawdziwy rytuał ma intencję, ma jakiś symboliczny gest przejścia, ma granicę między "przed" a "po". I właśnie ta granica jest - moim zdaniem - sednem całej sprawy z bezsennością. mózg jest genialnie niedosłowny, ale rozumie symbole. jeśli przez miesiące sygnalizujesz mu, że wieczór to czas analizy problemów, przewijania, planowania - to on tak właśnie traktuje każdy wieczór. Rytuał działa, bo przerywa ten schemat czymś, czego mózg nie może wrzucić do kategorii "praca i myślenie". Mam tu konkretne pytanie do osób, które próbowały - czy wasze rytuały miały jakiś element progowy, jakiś gest który wyraźnie oznaczał "teraz zaczyna się inny czas"?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@telepatka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 175

@Serenity mówisz o granicy i geście progowym - to mi się zgadza z tym, co obserwuję u siebie i u innych. Ale mam pytanie, bo nie jestem pewna czy dobrze rozumiem: czy ten gest musi być fizyczny? Zastanawiam się, bo u mnie tym progiem przez długi czas był zapach - konkretny olejek, który paliłam tylko wieczorami. Nie robiłam nic innego poza tym, że go zapalałam. I to faktycznie coś przestawiało. Potem gdzieś czytałam, że węch ma najkrótszą drogę neurologiczną do układu limbicznego i to jedyny zmysł, który trafia tam bezpośrednio, bez pośrednictwa wzgórza 🙂 Więc może to nie była magia, ale biologia? Albo i jedno i drugie, nie wiem, nie widzę sprzeczności.


Odpowiedz
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Telepatka to co opisujesz z zapachem to jest naprawdę ciekawe. Ja miałam podobnie z dźwiękiem - konkretny nagrany dźwięk mis tybetańskich, który odtwarzałam tylko przed snem 😀 Po kilku tygodniach działał jak wyłącznik. Ale teraz mam pytanie, które mnie męczy od jakiegoś czasu: co zrobić, kiedy ten sygnał przestaje działać? Bo u mnie po jakichś trzech, czterech miesiącach misa przestała robić robotę. głowa po prostu przestała na nią reagować. Czy trzeba wtedy zmienić cały rytuał, czy tylko ten jeden element?


Odpowiedz
Wpisy: 173
(@antonisia_81)
Połączone: 2 lata temu

Podrzucę tu swoje trzy grosze, bo sama przeszłam przez kilka etapów z bezsennością i widzę, że rozmawiacie głównie o elementach sensorycznych rytuału. A ja chciałam zapytać o coś innego - o ciało. Znaczy o ruch. Bo u mnie przełomem okazało się dodanie do wieczornego rytuału bardzo powolnych, świadomych ćwiczeń oddechowych połączonych z konkretnym ustawieniem ciała. Nie joga, nie nic sformalizowanego - po prostu kilka pozycji z bardzo wolnym, liczonym oddechem. I to nie jest relaks przez zmęczenie, bo są to dwie minuty. Chodzi o coś innego - o przełączenie układu nerwowego z sympatycznego na przywspółczulny. To ma swoją fizjologię, nie muszę tego ezoteryzować, żeby to działało. Ale ciekawe, że kiedy dodałam do tego intencję, coś się zmieniło w jakości samego rytuału. Trudno to opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i mam notatki z własnych eksperymentów, więc się wtrącę. Testowałam różne podejścia przez kilkanaście miesięcy i prowadziłam dziennik. Parę rzeczy mnie zaskoczyło. Po pierwsze - temperatura pokoju i moment jej zmiany działa u mnie lepiej niż jakikolwiek olejek czy dźwięk. Otwieram okno na jakieś dziesięć minut o konkretnej porze i to stało się częścią rytuału zupełnie przypadkowo. Po drugie - odkryłam, że im bardziej rytuał jest "mój", czyli im mniej jest z zewnątrz przekopiowany, tym skuteczniej działa. Coś, co sama wymyśliłam i nadałam temu znaczenie, działa inaczej niż coś, co przeczytałam gdzieś jako "sprawdzony sposób". Nie wiem czy to psychologia czy coś więcej, ale różnica jest wyraźna.


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Czytam całą rozmowę i mam inne podejście niż większość tu piszących. Bezsenność w wielu tradycjach magicznych nie jest traktowana jako problem do rozwiązania, ale jako stan przejściowy powiązany z konkretnym cyklem energetycznym. Nie mówię, że cierpienie jest dobre, ale że zanim ktokolwiek zacznie budowac rytuał "na sen", warto zapytać: skąd ta bezsenność, w jakim momencie cyklu księżycowego, jakie tematy chodzą po głowie w nocy, co usiłuje się przepracować. Rytuał zamknięcia dnia, który stosuję, zaczyna się od krótkiego przeglądu tego, co było niedomknięte, co zostało powiedziane a nie powinno, co zostało przemilczane. Nie po to, żeby to analizować, ale żeby to symbolicznie złożyć. Mam do tego konkretny gest - zwijam te sprawy w wyobraźni i odkładam je fizycznie gestem ręki. Banalne? Może. Ale działa od lat.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Hellan to co opisujesz z przeglądem dnia - to jest coś, co w tradycji stoickiej nazywało się "rachunek sumienia wieczorny", a w wielu tradycjach monastycznych jest częścią komplety, ostatniej modlitwy dnia. Nie mówię że to samo, ale schemat jest podobny - zamknięcie, podsumowanie, oddanie. no dobra, I ciekawe, że to działa przez zmianę relacji do nieskończonych pętli myślowych. Masz jakiś konkretny gest, ale chciałabym zapytać - czy to jest za każdym razem te same gesty, ta sama sekwencja, czy improwizujesz?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Sabineczka62 zawsze ta sama sekwencja. I to jest właśnie coś, co uważam za kluczowe - powtarzalność. Rytuał, który za każdym razem jest inny, to nie jest rytuał, to jest eksperyment. Rytuał to forma, która przez powtórzenie nabywa mocy. I tu jest może największa różnica między moim podejściem a tym, co rozumie przez rytuał kultura wellness. Tam zmienność jest zaletą, tu jest wadą.


Odpowiedz
Wpisy: 176
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wrócę do pytania, ktore zadałam wcześniej, bo nie do końca padła odpowiedź. Pytałam o element progowy, gest przejścia. I czytając Was - Hellan mówi o przeglądzie i fizycznym geście złożenia spraw, Telepatka o zapachu Mocarnaa o temperaturze. To są różne zmysły i różne poziomy, ale wszystkie pełnią tę samą funkcję. Sygnalizują ciału i umysłowi: ten czas jest inny niż poprzedni. I tu jest coś ważnego, o czym mało się mówi - ten element progowy musi być wolny od skojarzeń z aktywnością dzienną. Dlatego telefon nigdy nie może być częścią rytuału na sen, nawet jeśli ktoś ogląda "relaksujące" rzeczy. Sam przedmiot jest skojarzony z czuwaniem, reagowaniem, byciem dostępnym. Mózg tego nie rozróżnia.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@druid)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu z boku, bo ta rozmowa dotknęła czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Bezsenność ma często wymiar, który jest związany z tym, że noc przestała być postrzegana jako sacrum. historycznie noc nie byla czasem "odpoczynku od dnia" - była swoim własnym czasem, z własnymi zasadami, własną logiką. Podział sen-czuwanie to nie jest podział aktywność-bierność. Sen jest aktywny na swoim poziomie. I myślę, że część bezsenności to wynik traktowania nocy jako kontynuacji dnia, tylko z zamkniętymi oczami. Rytuał wieczorny, o którym tu mówicie, jest w istocie przywróceniem granicy między dwoma porządkami. To jest zmiana ontologiczna, nie tylko higieniczna.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@zaneczka61)
Połączone: 2 lata temu

Czytam to od początku i mam jedno pytanie, bo nie wiem czy dobrze rozumiem. Czy te rytuały, o których mówicie, są dla osób które mają problem z zaśnięciem, czy też dla tych, co zasypiają ale się budzą w nocy i nie mogą znów zasnąć? Bo moje bezsenności wyglądają tak, że zasypiam bez problemu, a budzę się o drugiej, trzeciej i potem leżę do świtu. I nie wiem czy wieczorny rytuał w ogóle mi pomoże, skoro problem jest w środku nocy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@telepatka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 175

@Zaneczka61 to jest bardzo ważne rozróżnienie i dobrze, że zapytałaś. Bo to co opisujesz - budzenie się między drugą a czwartą - w medycynie chińskiej ma swoją specyfikę. To jest okno wątroby w pięcioelementowym zegarze. Nie mówię, że to jedyna interpretacja, ale to ciekawy trop. Wieczorny rytuał może nie rozwiązać wszystkiego, ale może wpłynąć na jakość snu zanim się obudzisz i na to, jak łatwo wracasz do snu po przebudzeniu. mam pytanie do Ciebie - kiedy się budzisz, co jest pierwsze, co czujesz? Niepokój, myśli, ból, coś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@nemezis55)
Połączone: 2 lata temu

Pozwolę sobie wrócić do czegoś, co Serenity i Hellan powiedzieli wcześniej i co mi siedzi w głowie. Oboje mówicie o powtarzalności jako o fundamencie rytuału. Hellan bardzo mocno - że zmienność jest wadą. Ale mam z tym pewien problem, bo widzę też drugą stronę. jeśli rytuał staje się czysto mechaniczny, wykonywany bez żadnej intencji, tylko z przyzwyczajenia - czy to jeszcze rytuał czy nawyyk? I czy nawyk może działać tak samo jak rytuał? Pytam serio, bo mam znajomą, która robi to samoo przed snem od piętnastu lat i twierdzi, że przestało działać jakieś pięć lat temu, ale nie wyobraża sobie bez tego zasypiania. To brzmi mi bardziej jak uzależnienie od bodźca niż jak rytuał.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@unakitka85)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 196

@Nemezis55 to jest bardzo dobre pytanie i myślę, że trafne. Intencja jest tym, co odróżnia rytuał od nawyku. wiesz co ale jest coś jeszcze - rytuał, który utracił intencję, może zostać ożywiony przez jej ponowne wprowadzenie, nie przez zmianę formy. Twoja znajoma robi to samo, ale pewnie nie zastanawia się już dlaczego. Pytanie czy próbowała kiedyś wrócić do tego, co nadało temu pierwotnie sens. Forma może zostać ta sama, ale relacja do tej formy zmienia wszystko.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Siedzę tu i czytam od początku, a w głowie mam jedno pytanie, którego jeszcze nikt nie zadał. Co z osobami, które nie mogą usiedzieć w miejscu wieczorem? Ja mam tak, że każda próba siedzenia i "bycia" kończy się tym, że zaczynam sprzątać, robić listy, planować jutro. Ciało nie chce się zatrzymać. Próbowałam kilka razy różnych rzeczy - olejki, muzyka, siedzenie z kryształem - i za każdym razem po trzech minutach wstawałam i szłam coś robić. Rytuał ruchowy to jedyna rzecz, która u mnie ma sens. Ale jak zrobić z ruchu rytuał zamknięcia, a nie kolejnego pobudzenia?


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dobra, to ja odpowiem na swoje własne pytanie, bo trochę czasu minęło i zdążyłam poeksperymentować. Próbowałam tego, o czym wspominała wcześniej Antonisia - ruchu jako elementu rytuału. Ale u mnie klasyczny qi gong czy powolne rozciąganie nie działa, bo zamiast mnie wyciszać, jeszcze bardziej mnie nakreca. Skończyłam na czymś, co sama sobie wymyśliłam: codzeniu po mieszkaniu z bardzo konkretną intencją. Nie sprzątanie, nie planowanie - dosłownie samo chodzenie, wolno, z rękami wzdłuż ciała. Dziesięć minut. I wiesz co, to robi coś zupełnie innego niż siedzenie. Ale mam wrażenie, że to działa nie dlatego, że chodzę, tylko dlatego, że w końcu przestaję coś robić. Czy ktoś miał podobnie, że ruch był dla nich bramą do bezruchu, a nie alternatywą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@antonisia_81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 173

@Akacja to jest bardzo celne rozróżnienie. Chodzenie jako brama do bezruchu - dokładnie tak to u mnie wygląda z tą różnicą, że u mnie działa też powolne qi gong, ale tylko wtedy, gdy celowo zwalniam do granicy dyskomfortu. Jak idę zbyt nturalnym tempem, też się nakręcam. Ciekawe, że sama dooszłaś do podobnego mechanizmu inną drogą. Mam jedno pytanie: czy w tym twoim chodzeniu masz jakiś element zamknięcia, wiesz - coś co oznacza koniec chodzenia i przejście w stan spoczynku? Bo u mnie brak takiego gestu sprawiał, że chodzenie przeciągało się w nieskończoność.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@ferdek)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę z chodzeniem i mam inne skojarzenie. W niektórych tradycjach buddyjskich jest kinhin - chodzenie medytacyjne między sesjami siedzącymi - i tam tempo jest właśnie na granicy dyskomfortu, ekstremalnie powolne. Ale ciekawi mnie co innego: czy wasze chodzenie ma kierunek? Bo ja przez długi czas chodziłem bez sensu po mieszkaniu i nie działało. Dopiero jak zacząłem chodzić zawsze tym samym torem, dosłownie po tym samym śladzie, coś się zmieniło. Jakby powtarzalność ścieżki robiła to, co powtarzalność w czasie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Ferdek tak, mam tor. Sama nie wiem kiedy się to ustaliło, ale teraz chodzę zawsze tym samym. Jeśli zejdę z trasy, muszę zaczynać od nowa. I to odpowiada też na pytanie Antonisi - kończy się samo bo dochodzę do punktu, od którego zaczęłam, i wtedy wiem że skończyłam. Nie ma żadnego gestu, jest po prostu powrót.


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@boleslaw)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujecie z chodem i torem mi się zgadza ze starszymi praktykami labyrinth walking - chodzenie po labiryncie jako forma kontemplacji jest znane z katedr średniowiecznych, m.in. Chartres, ale też z tradycji przedchrześcijańskich. Tam też chodzi o to że ścieżka jest z góry określona, że nie trzeba myśleć o kierunku, i że dojście do centrum jest naturalnym końcem. Ciało wie kiedy skończyć bo trasa mu to mówi. Ale mam pytanie do Akacji i Ferdka: czy ten tor u was wychodzi na zewnątrz sypialni czy jest zamkniętty w jednym pomieszczeniu?


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@nemezis55)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu z innej strony, bo o tym chodzeniu myślę od kilku postów. Zaneczka wcześniej pytała o budzenie między drugą a czwartą - i to jest zupełnie inny problem niż niemożność zaśnięcia. Ale ciekawi mnie, czy te rytuały wieczorne mają jakieś przełożenie na te nocne przebudzenia. bo jeśli przebudzenie jest o stałej porze, to czy rytuał zaśnięcia w ogóle ma tu coś do roboty? Mam wrażenie, że te dwa typy bezsenności wymagają zupełnie innych podejść i trochę mieszamy tu dwie rozmowy w jedną.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zaneczka61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 88

@Nemezis55 cieszę się że to wróciło, bo sama zastanawiałam się czy mój problem w ogóle pasuje do tej dyskusji. Telepatka wspomniała o oknie wątroby i to siedzilo mi w głowie. Szukałam dalej i faktycznie w tradycji chińskiej te godziny to czas pracy meridianów wątroby i pęcherzyka żółciowego. Ale co to znaczy praktycznie? Czy jest jakiś rytuał na te przebudzenia, czy to wymaga zupełnie innej pracy niż rytuał wieczorny?


Odpowiedz
(@telepatka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 175

@Zaneczka61 to jest naprawdę dobre pytanie i cieszę się, że drążysz temat. Krótka odpowiedź: tak, wymaga innego podejścia. Rytuał wieczorny przygotowuje do wejścia w sen - to jest praca progowa. Przebudzenie w nocy to coś innego - ciało już jest w pewnym stanie i trzeba mu pomóc wrócić, nie wejść od nowa. W medycynie chińsskiej to przebudzenie jest często związane z napięciem emocjonalnym, szczególnie z gniewem lub frustracją, które są emocjami wątroby. Nie mówię że to jedyna przyczyna, ale jeśli budzisz się i od razu masz w głowie natrętne myśli - to pasuje do tego obrazu. Co dokładnie się dzieje jak się budzisz? Czy to jest nagłe przebudzenie czy raczej stopniowe?


Odpowiedz
Wpisy: 2584
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Nemezis poruszyła coś ważnego. Mieszamy dwie rzeczy i warto to rozdzielić, bo inaczej można przez miesiące stosować rytuał, kótry po prostu nie jest odpowiedzią na ten konkretny problem. przebudzenie o stałej porze to zupełnie inna sygnatura niż niemożność zaśnięcia. W kontekście rytualnym pierwsze jest często interpretowane jako moment, w którym coś po drugiej stronie chce być usłyszane - nie mówię że trzeba to dosłownie brać, ale jako metafora jest użyteczna: ciało lub psychika ma coś do powiedzenia właśnie wtedy i dopóki to coś nie zostanie usłyszane, będzie budzić. Zaneczka, powiedz więcej - to trwa od jakiegoś konkretnego okresu w twoim życiu czy zawsze tak było?


Odpowiedz
16 Odpowiedzi
(@zaneczka61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 88

@Hellan zaczęło się jakieś dwa lata temu, mniej więcej po durzej zmianie w pracy. Nie wiem czy to związek czy zbieżność. Myśli które pojawiają się przy przebudzeniu są zawsze o tym samym - nieskończone pętle co powinnam była zrobić inaczej. To jest bardzo trafne co mówisz że coś chce być usłyszane. Ale jak się tego słucha praktycznie? Bo próbowałam pisać te myśli po przebudzeniu i nie pomagało, raczej mnie bardziej rozbudzało.


Odpowiedz
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Hellan Trochę tu zboczyliśmy od rytuałów wieczornych w stronę nocnych przebudzeń i to jest ciekawy kierunek, ale mam pytanie które mnie gnębi od początku tej dyskusji. Mówimy dużo o tym co działa, ale mało o tym co przestało działać po czasie. U mnie ta mis tybetańska, o której pisałam wcześniej - przestała działać po kilku miesiącach. dźwięk nadal jest ten sam, ale nie ma już tego efektu. Jak wy radzicie sobie z tym że rytuał traci moc? Hellan mówił o powtarzalności jako fundamencie, ale czy nie ma jakiegoś punktu nasycenia?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Utopca to jest naprawdę ważne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Rytuał może stracić działanie z kilku powodów. Pierwszy: nawyk wyparł intencję - frma jest, ale nie ma w niej już świadomości. no i, drugi: problem który rytuał miał rozwiązać, zmienił się - a rytuał nie nadążył za zmianą. Trzeci, który mnie osobiście najbardziej interesuje: rytuał wykonał swoje zadanie i ciało po prostu nie potrzebuje już tego przejścia w tej formie. Jak myślisz - czy twój sen jest teraz lepszy, gorszy czy taki sam jak na początku kiedy mis działała?


Odpowiedz
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Hellan szczerze? Sen jest teraz lepszy niż na początku kiedy zaczynałam rytuał z misą. Więc może masz rację z tym trzecim - rytuał zrobił swoje i teraz jest już tylko pustą formą. Ale to mi rodzi następne pytanie: jak w takim razie wprowadzić coś nowego, skoro wiem że i to nowe za jakiś czas przestanie działać? Czy to jest ciągłe szukanie?


Odpowiedz
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Utopca Wchodzę w ten wątek , bo to jest coś o czym rzadko się mówi wprost. Tak, to jest ciągłe szukanie - ale niekoniecznie w negatywnym sensie. Sen i to czego potrzebujemy żeby w niego wejść zmienia się przez całe życie. Rytuał który działał gdy miałaś trzydzieści lat może nie działać gdy masz czterdzieści, bo twój system nerwowy, twoje życiowe obciążenia i twoje ciało są inne. Myśle że problem z pytaniem "jak wprowadzić coś nowego" polega na tym, że zakładamy że musimy znaleźć kolejny gotowy rytuał. a może to jest moment żeby zapytać: co teraz potrzebuje ciało, nie co działa w internecie?


Odpowiedz
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Serenity to jest sensowne, ale jak to praktycznie wygląda? bo "zapytaj ciała" brzmi pięknie, ale ja jak pytam, to ciało chce pizzy i serialu do drugiej w nocy. Nie żartuję - mam problem z tym że moje ciało ewidentnie nie wie czego chce jeśli chodzi o sen. jak wy to robicie, to słuchanie siebie bez popadania w to co akurat jest przyjemne, a nie co jest potrzebne?


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Mocarnaa Wtrącę się w ten wątek , bo to pytanie jest bardzo konkretne. jest różnica między tym co ciało chce teraz, natychmiast, a tym czego potrzebuje w głębszym sensie. Ale tej różnicy nie słyszy się przez pytanie - słyszy się przez obserwację przez czas. Prowadzi notatki i porównuje co Mocarnaa - może spróbuj przez kilka tygodni zapisywać jak się czujesz rano w zależności od tego co robiłaś wieczór. Nie co planowałaś, nie co chciałaś - tylko co faktycznie zrobiłaś i jak wyglądał sen. Po miesiącu zobaczysz wzorce których w tej chwili nie widać.


Odpowiedz
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Reginka ja właśnie tak robię - wspominałam wcześniej że prowadzę dziennik. I to dało mi pewne wzorce. Na przykład że temperatura jest ważniejsza niż myślałam, że aromat kadzidła działa gorzej niż brak jakiegokolwiek zapachu. Ale to co cały czas jest niejasne to ten moment graniczny - kiedy skończyć notowanie i zacząć po prostu odpoczywać. Bo dziennik stał się częścią rytuału ale jednocześnie przedłuża ten stan bycia "aktywną głową".


Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Mocarnaa To jest pułapka którą bardzo dobrze znam. Dziennik który ma pomagać, staje się kolejnmy zadaniem do wykonania, co jest sprzeczne z ideą wyciszenia. Mocarnaa Mam pytanie i do wszystkich: czy ktoś próbował odwrócić kolejność - najpierw cały rytuał wyciszający, a dopiero na samym końcu, tuż przed snem, krótka notatka? Nie analiza, tylko jedno zdanie. Coś w rodzaju zamknięcia a nie otwierania refleksji.


Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Mocarnaa To pytanie o odwrócenie kolejności jest ciekawsze niż wygląda na pierwszy rzut oka 🙂 Próbowałam kiedyś czegoś podobnego - zaczęłam od zapisania jednej rzeczy przed rytuałem, żeby "wyrzucić" to z głowy, a potem robiłam to co zwykle. o matko I owszem, coś się zmieniło, ale nie jestem pewna czy to była kolejność czy to że zapis był przez to krótszy, bardziej zdyscyplinowany. Mocarnaa, jak długo piszesz w tym dzienniku? Bo mam wrażenie że efekt "ach to znowu to samo" przychodzi mniej więcej po trzech miesiącach regularnego pisania i potem rzeczywiście może być problem.


Odpowiedz
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Sabineczka62 jakieś cztery miesiące chyba 🙂 I tak, ten efekt znam - piszę i myślę "serio, to samo co zawsze". ale twoje pytanie o długość mnie zastanowiło. Ja piszę dużo. Może za dużo. Strona, czasem półtorej. Może to jest część problemu - zamiast wyrzucać z głowy, to jakbym przerabiała materiał na nowo.


Odpowiedz
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 543

@Mocarnaa strona to jest naprawdę dużo jak na wieczorny zapis. Jest takie podejście w niektórych tradycjach proowadzenia dziennika gdzie celowo ogranicza się ilość - trzy zdania albo nawet jedno. Nie dlatego że więcej jest złe, ale dlatego że ograniczenie wymusza wybór tego co naprawdę ciąży, a nie wszystkiego po kolei. Ciekawe czy próbowałaś kiedyś tak restrykcyjnie ograniczyć?


Odpowiedz
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Reginka nie próbowałam i szczerze - trochę się boję. mam wrażenie że jak nie wypiszę wszystkiego to to zostanie i będzie gorzej. Ale może to właśnie jest błędne założenie?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Mocarnaa to przekonanie że trzeba wypisać wszystko żeby to puścić - zastanawiam się skąd to pochodzi. Bo w praktykach kontemplacyjnych jest raczej odwrotnie: chodzi o dotknięcie sedna, a nie o wyczerpanie tematu. Przegadanie czegoś do imentu rzadko prowazi do spokoju. Raczej do zmęczenia tematem, co to nie jest to samo.


Odpowiedz
(@druid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 180

@Hellan dotknął czegoś co mnie też zastanawia od jakiegoś czasu. Ta różnica między "wyrzucaniem z siebie" a "dotykaniem sedna" jest w praktyce bardzo trudna do wyczucia. Jak ktoś to odróżnia w trakcie pisania? hmm, bo z zewnątrz oba wyglądają tak samo - człowiek pisze. Efekt wiadomo po fakcie, ale w momencie gdy się pisze?


Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Druid dla mnie różnica jest fizyczna - gdy piszę i to jest to sedno, w pewnym momencie coś odpuszcza w ciele. eh, ramiona, barki. Gdy piszę i to jest kółko bez końca, napinam się coraz bardziej. Ale to rozpoznanie przyszło dopiero po czasie, nie od razu.


Odpowiedz
Wpisy: 354
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

To co Zaneczka opisuje z pisaniem które rozbudza - to jest klasyczny problem z metodą, nie z ideą. piisanie w ciemności lub przy minimalnym świetle działa inaczej niż wstawanie i siadanie przy biurku. Ale mam inne pytanie do Hellan - mówisz że coś chce być usłyszane i że to metafora. Ale co to znaczy jeśli chodzi o rytualnym? Bo jeśli ktoś podejdzie do tego dosłownie i zacznie interpretować nocne przebudzenia jako kontakt z czymś zewnętrznym, to może to bardziej nakręcić niepokój niż pomóc.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@druid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 180

@Sabineczka62 to jest dobra uwaga, ale myślę że Hellan miał na myśli coś innego. W wielu tradycjach noc jest przestrzenią, w której to co wypierane w ciągu dnia ma szansę dojść do głosu - nie jako kontakt zewnętrzny, tylkoo jako wewnętrzny głos którego nie słuchamy. To bardziej psychologia głębi niż spirytyzm. Problem jest wtedy gdy ktoś próbuje to wyciszyć zamiast posłuchać. Zaneczka, te pętlee myślowe o tym co powinnaś była zrobić inaczej - czy w ciągu dnia w ogóle masz czas żeby się nad tym zatrzymać, czy raczej odpychasz to i idziesz dalej?


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Wrócę na chwilę do pytania Sabineczki o odwruconą kolejność, bo to mnie zainspirowało do innego pomysłu. A co jeśli rytuał w ogóle nie musi być liniowy? Mam na myśli że my zakładamy - zapis, potem wyciszenie, potem sen. Ale może dla niektórych osób zapis w środku rytuału albo po nim działałby zupełnie inaczej? Pytam szczerze, nie retorycznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Utopca to jest bardzo sensowne pytanie. Rytuał jako sekwencja ma sens symboliczny - buduje narrację przejścia. Ale ta narracja nie musi być zawsze taka sama. W różnych tradycjach szamańskich zapis czy wypowiedzenie czegos głośno pojawia się na różnych etapach - czasem otwiera, czasem zamyka, czasem jest środkiem. Nie ma jednej właściwej pozycji dla tego elementu. Problem polega na tym że większość ludzi uczy się jednej sekwencji i potem traktuje ją jako jedyną możliwą.


Odpowiedz
Wpisy: 311
(@ferdek)
Połączone: 7 miesięcy temu

To co Serenity mówi o sekwencji jako narracji - to mi się zgadza z tym co wiem o rytuale z traadycji wedyjskich. Tam wieczorna sandhya, czyli ta pora przejścia między dniem a nocą, nie jest zestawem kroków do wykonania ale raczej stanem do osiągnięcia. Kroki są po to żeby do niego dotrzeć, ale nie są celem. i myślę że o tym samym mówi Utopca - może różni ludzie potrzebują różnych kroków żeby dojść do tego samego miejsca.


Odpowiedz
Wpisy: 173
(@antonisia_81)
Połączone: 2 lata temu

Czytam ten wątek z zapisem i mam pytanie trochę z boku. Wy wszyscy piszecie. Fizycznie, na papierze, czy też na telefonie, komputerze? Bo mam wrażenie że to robi dużo większą różnicę niż ilość czy kolejność. Pisanie ręczne angażuje inaczej ciało i zwalnia tempo myśli. Ktoś to świadomie uwzględnia w swoim rytuale?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Antonisia_81 tylko ręcznie. Próbowałam raz na telefonie i to było jak pisanie maila - zupełnie inne. Ale mam też teorię że rodzaj długopisu ma znaczenie - piszę zawsze tym samym i jak nie mogę go znaleźć, to przekładam zapis na inny dzień. Może to jest za dużo przywiązania do formy, nie wiem.


Odpowiedz
(@antonisia_81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 173

@Akacja nie sądzę żeby to było złe. Ten długopis to element kotwicy - ciało wie co go czeka. Pytanie czy sama kotwica może być rytuałem? Mam na myśli - samo sięgnięcie po ten konkretny długopis już zaczyna przejście?


Odpowiedz
(@boleslaw)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 350

@Akacja To co opisuje z długopisem - to jest przykład obiektu liminalnego, jeśli mogę użyć tego słowa. Nie talizman, nie amulet, ale przedmiot który przez powtarzalność użycia w konkretnym kontekście nabywa funkcji progowej. Anthropolodzy to opisują jako "conditioned object" - rzecz która przez rytualne powtarzanie staje się nośnikiem stanó. To nie jest magia w sensie dosłownym, ale efekt jest jak najbardziej realny, neurobiologicznie uzasadniony.


Odpowiedz
(@zaneczka61)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 88

@Boleslaw to jest ciekawe bo mam coś takiego z kubkiem. Herbata wieczorna jest zawsze w tym samym kubku i jak jestem gdzie indziej i nie mam go, to herbata smakuje inaczej. Dosłownie inaczej. Nie wiem czy to placebo czy co, ale efekt jest.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@nemezis55)
Połączone: 2 lata temu

Kubek Zaneczki, długopis Akacji - to jest ten sam mechanizm i myślę że niedoceniany w dyskusjach o rytuałach. zwykle skupiamy się na czynnościach - co robisz, jak długo, w jakiej kolejności. Ale te fizyczne obiekty mogą robić robotę szybciej niż jakakolwiek sekwencja kroków, bo mówią do ciała bezpośrednio, bez udziału myślenia. Zastanawiam się czy ktoś świadomie zbudował swój rytuał od obiektu a nie od czynności?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@telepatka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 175

@Nemezis55 tak, i to jest jedno z podejść które wydaje mi się niedocenione. Zaczęłam kiedyś od kamienia - konkretny, zawsze ten sam, trzymany w dłoni przez jakiś czas przed snem. Żadnych innych czynności na początku. I po kilku tygodniach sam dotyk tego kamienia zaczął robić to co wcześniej wymagało piętnastu minut procedury. Ale tu jest pułapka - co jeśli go zgubisz albo zostawisz w podróży?


Odpowiedz
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Telepatka i co robiłaś jak go nie miałaś 😀 Pytam serio, bo to jest mój problem z przywiązywaniem się do konkretnych elementów rytuału - za bardzo się przywiązuję i potem jak czegoś brak to caly wieczór z głowy.


Odpowiedz
(@telepatka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 175

@Mocarnaa pierwsze razy kiedy go nie miałam było gorzej. Ale potem zauważyłam że sam gest - ułożenie dłoni jak gdybym trzymała kamień - robi podobną rzecz. no i Ciało zapamiętało formę, nie przedmiot. Nie twierdzę że to jest łatwe do osiągnięcia ani że każdy tak trafi, ale jest to możliwe.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Telepatka To co opisuje to jest de facto praca z gestem jako zakotwiczeniem i to ma długą historię w praktykach kontemplacyjnych - mudry w tradycji indyjskiej ale też znacznie bliższe kulturowo polecenie złożonych rąk w modlitwie chrześcijańskiej. Gest działa niezależnie od obiektu bo jest bardziej abstrakcyjny. Pytanie do Telepatki: czy ten gest przyszedł naturalnie czy go świadomie zaprojektowałaś jako zastępstwo?


Odpowiedz
Wpisy: 543
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

ehh, i właściwie to jest pytanie które można zadać o cały rytuał - ile z niego wyłoniło się samo przez samo przez powtarzanie, a ile było zaplanowane od początku? Bo mam wrażenie że w tej dyskusji mieszamy te dwie ścieżki dojścia do rytuału wieczornego. Jedna to: projektuję, testuję, modyfikuję. Druga to: zaczynam coś robić i obserwuję co samo zaczyna się przyklejać. To są zupełnie inne podejścia i może dawać zupełnie inne jakości rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 543
(@reginka)
Połączone: 3 miesiące temu

Pytanie Reginki jest dobre i myślę że w tym wątku faktycznie mieszamy te dwie ścieżki. Ale czy to jest problem? Może właśnie o to chodzi - że rytuał wieczorny może się wyłonić sam przez powtarzanie i dopiero potem ktoś patrzy wstecz i mówi "a, to był rytuał". Ja tak miałam z herbatą, z ułożeniem poduszek, z gaszeniem świateł w konkretnej kolejności. żadna z tych rzeczy nie była zaplanowana jako rytuał. Stały się nim bez mojego udziału.


Odpowiedz
Wpisy: 180
(@druid)
Połączone: 2 lata temu

To jest bardzo ciekawa obserwacja. Czyli rytuał może się sam zorganizować wokół intencji której nawet nie wypowiedzieliśmy wprost? Bo jeśli powtarzamy coś wieczorem z myślą o śnie, to ta myśl o śnie jest już rodzajem intencji - nie świadomej, ale obecnej. I ciało ją rejestruje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@serenity)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 176

@Druid tak i to jest zresztą jedna z różnic między rytuałem a zwykłym nawykiem. Nawyk to sekwencja która wytworzyła się dlatego że była efektywna lub przyjemna. Rytuał ma w sobie jakiśś element ukierunkowania - choćby nieuświadomionego. Ale granica jest płynna. pytanie jest chyba takie: czy ta nieuświadomiona intencja wystarczy? Czy rytuał żeby działał wymaga świadomego uczestnictwa?


Odpowiedz
(@antonisia_81)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 173

@Serenity a co jeśli świadome uczestnictwo to jest właśnie to co psuje? Mówwię poważnie. Mam wrażenie że jak zaczynam analizować wieczorny rytuał, to on przestaje działać. Jakbym wyciągnęła go na światło i on zwiędł. To znaczy że ta nieuświadomiona intencja może być skuteczniejsza niż świadoma?


Odpowiedz
Wpisy: 350
(@boleslaw)
Połączone: 1 rok temu

To co Antonisia opisuje ma nawet swoją nazwę - paradoks obserwatora tyle że zasttosowany do praktyki, nie do fizyki. W badaniach nad medytacją jest coś podobnego: osoby które intensywnie monitorują swój stan podczas medytacji osiągają gorsze wyniki niż te które po prostu siedzą. Meta-uwaga blokuje sam proces. To nie jest mistyczna teza, to jest dość dobrze udokumentowany efekt w psychologii klinicznej, szczególnie jeśli chodzi o bezsenności z nadmiernym pobudzeniem poznawczym.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mocarnaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Boleslaw to tłumaczy dlaczego moje wieczory często się rozpadają kiedy zaczynam myśleć "no to teraz rytuał". Sam moment decyzji jest już rozproszeniem. Ale jak to obejść? skoro świadomość że "teraz jest rytuał" może go rozbijać, to jak w ogóle świadomie coś budować?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 2584

@Mocarnaa w tradycjach kontemplacyjnych odpowiedź na to jest zwykle taka: nie buduje się rytuału buduje się warunki. To znaczy - zamiast mówić "teraz rytuał", mówisz sobie "teraz herbata" albo "teraz ściszam światło". Konkretna czynność, nie kategoria. Rytuał wyłania się z czynności, ale nie jest przez nie zwany po imieniu. To rozróżnienie jest drobne ale robi dużą różnicę w praktyce.


Odpowiedz
(@utopca)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Hellan, to co opisujesz brzmi jak budowanie przez zaniechanie nazywania. Ale mam pytanie - czy wtedy kiedyś w ogóle można wiedzieć że się ma rytuał? Czy to zawsze jest perspektywa wsteczna? Pytam bo jeśli tak, to jak można cokolwiek świadomie poprawiać albo modyfikować, skoro sama obserwacja rozbija efekt?


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@nemezis55)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie dotknęliśmy czegoś co mnie od dawna zastanawia w tej dyskusji. wszyscy zakładamy że rytuał to jest coś co można optymalizować. Że można go ulepszyć, zmienić kolejność, dodać element, sprawdzić co działa lepiej. Ale może rytuał z definicji wymaga żebyś przestał go optymalizować? Jakiś moment zamknięcia projektu i po prostu robienia go.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sabineczka62)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 354

@Nemezis55 tak i myślę że to jest ten moment w którym wielu ludzi rezygnuje. Długo szukają "właściwego" rytuału, eksperymentują, porównują, a potem są zmęczeni samym szukaniem 😉 Podczas gdy wystarczyłoby wziąć cokolwiek i robić to przez trzy tygodnie bez oceniania. Ale to brzmi prosto i jest trudne do wykonania.


Odpowiedz
Wpisy: 88
(@zaneczka61)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę i myślę o sobie - mój rytuał z kubkiem i herbatą, o którym mówiłam wcześniej, nigdy nie był zaplanowany. Po prostu zawsze tak robiłam. I teraz słyszę że może właśnie dlatego działa? Bo go nie analizowałam?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@akacja)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 455

@Zaneczka61 myślę że tak. i właśnie o tym Hellan mówił - że warunki się wytwarzają same jeśli czynność jest powtarzana w tym samym kontekście i porze. Twój mózg po prostu się nauczył że kubek herbata wieczór równa się przejście do trybu snu. Żadna teoria nie była potrzebna.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: