Mam wrażenie, że coraz częściej rytuały zamieniane są w jakieś zakupy. serio, ostatnio szukałam informacji o prostym rytuale oczyszczenia przestrzeni i na każdej stronie lista: specjalna świeca za 80 zł, konkretna żywica, kadzidło z importu, jakiś kamień. Jak to zsumować to wychodzi że trzeba wydać z kilkaset złotych zanim w ogóle zaczniesz. I pytanie, bo naprawdę chcę się dowiedzieć, a nie utyskiwać: czy jest jakaś granica między tym co jest rzeczywiście potrzebne a tym co po prostu ktoś sprzedaje?
hmm to jest bardzo stary problem i powiem ci wprost: większość tych list zakupowych to marketing, nie tradycja. Weź zielarstwo słowiańskie albo staer zachodnie grimoiry, tam nikt nie wymaga zestawu startowego za 400 zł. Problemy pojawiają się kiedy ludzie czytają blogi sprzedające kursy i jednocześnie traktują je jako źródło wiedzy o praktyce.
No ale tu jest pytanie co tak właściwiee jest potrzebne do działania, a co to tylko oprawa. Bo z jednej strony rozumiem że skupienie się na konkretnym kamieniu czy śiwecy może pomóc w koncentracji intencji, z drugiej strony... naprawdę wierzysz że rytuał nie zadziała bez produktu marki X?
Zależy co rozumiesz przez działanie. Jeśli pytasz o skuteczność to masz rację, że intencja niesie więcej niż rekwizyty. Ale znam praktyki, gdzie konkretne substancje są częścią struktury rytuału nie ozdobnikiem. Na przykład w hoodoo pewne korzenieszy i ziela mają określoną rolę wynikającą z tradycji, nie z estetyki. To nie jest to samo co listowanie drogich świec bo tak ładnie wyglądają na zdjęciu.
Ja bym powiedziała że pytanie jest jeszcze głębsze. Bo nawet jeśli jakiś składnik jest tradycyjnie ważny, to co jeśli po prostu nie masz możliwości go zdobyć? Stare systemy wiedziały o substytutach. Nie wierzę, że kiedyś ktoś mówił "przykro mi, nie masz tego konkretnego korzenia, rytuał niemożliwy". To nie ma sensu.
No właśnie i tu wchodzi sprawa substytutów. Każda roślina ma swoje odpowiedniki energetyczne, więc jak czegoś nie masz, możesz użyć czegoś o podobnych właściwościach. Bylica zamiast egzotycznych ziół do oczyszczania, zwykła sól zamiast specjalnych minerałów. Chodzi o zasadę podobieństwa.
Przeczytałam wszystko od góry i mam pytanie może naiwne: to skąd w ogóle wzięło się to przekonanie, że rytuał wymgaa dużo przedmiotów? Czy to jest naprawdę stare czy to coś co pojawiło się wraz z new age i rynkiem?
To pytanie ma sensowną historyczną odpowiedź. Przedmioty materialne w rytuałach maja bardzo długą historię, ale przez większość tej historii były to rzeczy z otoczenia, dostępne lokalnie. celtyckie obrzędy używały roślin miejscowych, słowiańskie też. Problem pojawia się w XX wieku szczególnie po latach 70. kiedy zachodnie okultystyczne tradycje zaczęły się popularyzować i komercjalizować jednocześnie 😉 Sklepy z rekwizytami magicznymi to zjawisko stosunkowo niedawne. Wcześniej wiedzę o zastosowaniu dotsępnych surowców przekazywano razem z samą praktyką.
Ale to nie jest tak proste. Nawet w tradycjach ludowych były składniki drogie i trudno dostępne, na przykład kadzidło w Europie zawsze było importowane i kosztowne. o matko, kościół używał go wiekami i to nie był tani towar. Więc koszt nie jest sam w sobie oznaką komercjalizacji, prawda?
Ok ale ja wróćmy do oryginalnego pytania, bo zaczynacie za barrdzo filozofować. Ktoś chce zrobić rytuał i nie ma kasy. Co konkretnie można pominąć, a czego nie? Świece, na przykład. Naprawdę potrzebna jest jakaś specjalna świeca, czy może być jakakolwiek albo nawet latarka?
Swieca jako źródło ognia i światła ma znaczenie symboliczne które jest dość uniwersalne, ale czy musi być specjalna? Nie. Kolor świecy to warstwa dodatkowa, która wzmacnia konkretną intencję przez skojarzenia kolorystyczne, ale to nie jest fundament. Fundament to ogień, przemiana, obecność. Zwykła biała świeca, nawet ze sklepu za złotówkę, ma w sobie ten element.
A co z kadzidłem? Bo na przykład w medytacji kadzidło naprawdę robi różnicę dla mnie, pomaga wejść w stan skupienia. Tylko te dobre są naprawdę drogie. Pytam bo kupowałem tanie i to po prostu plastik z zapachem.
Szałwia ogrodowa i biała szałwia to po łacinie dwie różne rośliny - Salvia officinalis i Salvia apiana. Ta pierwsza rośnie w Polsce w każdym ogrodzie, ta druga pochodzi z Kalifornii i jest święta dla tamtejszych plemion. Zanim ktoś mnie zapyta: nie, nie są zamienne jeśli chodzi o rdzennych tradycji, bo tam nie chodzi o gatunek botaniczny, tylko o konkretne źródło kulturowe. Ale jeśli mówimy o oczyszczaniu dymu w kontekście europejskim, to szałwia ogrodowa, wrzos, tymianek czy jałowiec mają tu długą historię. Jałowiec szczególnie, w Skandynawii i w Polsce używano go do okadzania pomieszczeń, zwierząt, ludzi. To nie jest zastępstwo z biedy, to jest po prostu inna, starsza tradycja.
Tu widzę ciekawą prawidłowość w tej dyskusji. zaczynamy od pytania co zrobić jak nie ma pieniędzy, a dochodzimy do tego że wiele z tych drogich rzeczy to po prostu importowane wersje czegoś co rośnie lokalnie. To nie jest kwestia budżetu, to jest kwestia wiedzy o tym co masz pod nosem.
Ale chwila, bo zaczynamy iść w stronę biblioteki i archiwum, a tu ktoś po prostu chce wiedzieć czy może zrobić rytuał bez wydawania kasy. Czy ktoś może po prostu powiedzieć: tak, możesz, i oto minimum?
To ja doprecyzuję, bo rzeczywiście to ważne. chodzi mi o rytuał stabilizacji, coś co ma pomóc zakorzenić się w trudnym czasie. Znalazłam kilka opisów w necie i wszędzie lista: konkretna świeca (z podanym kolorem i rozmiarem), konkretne zioła, jakiś kamień, czasem specjalny olej. Nie mam nic z tej listy i nie mam jak kupić teraz. Pytam czy mogę coś z tego obejść.
Zakorzenienie, stabilizacja - to jest jeden z tych tematów, gdzie fizyczny kontakt z ziemią jest bardziej dosłowny niż symboliczny. W wielu tradycjach praca z tym stanem polega na rzeczach kompletnie bezkosztowych: boso na ziemi, dłonie na drzewie, siedzenie oparte plecami o pień. To nie jest metafora, to jest fizyczna regulacja układu nerwowego, która ma swój odpowiednik w działaniu rytualnym. Pytanie do Ciebie: czy ta lista którą znalazłaś była przypisana do konkretnej tradycji, czy to był opis syntetyczny?
Czakam, żeby się upewnić - to znaczy że jak np. chcę popracować z zakorzenieniem to mogę po prostu usiąść na ziemii i to jest rytuał? Bez niczego? pytam serio bo to brzmi zbyt prosto.
To brzmi logicznie, ale mam pytanie praktyczne. jak długo takie siedzenie ma trwać? Bo jak nie ma żadnej sruktury, to albo siedzę pięć minut i wychodzę, albo nie wiem kiedy skończyć.
serio, Ja bym dodała że woda też działa przy zakorzenieniu, szczególnie zimna na nadgarstki lub stopy. Brzmi jak coś z zupełnie innej bajki, ale to jest bardzo stara metoda dosłownego "przywoływania" siebie do tu i teraz. W ludowych praktykach obmywanie przed i po rytuale było powszechne i nie wymagało niczego poza wodą.
Ta woda to ciekawe, bo to się pojawia w naprawdę różnych tradycjach. Chrześcijaństwo, Yoruba, japońskie misogi. Nie wiem czy to znaczy że jest coś w samej wodzie, czy że ludzie niezależnie od siebie odkryli że to działa psychologicznie.
To mi bardzo pomaga, bo zaczynam widzieć że moje pytanie było trochę źle postawione. Nie chodzi o to co pominąć z listy, tylko o to że lista była od początku nieadekwatna do tego co chcę zrobić. Woda, ziemia, struktura czasu. To jest już coś z czym mogę pracować.
A czy ten próg musi być zawsze ten sam? bo czytałam że regularność w rytuałach jest ważna, ale jednocześnie ktoś tu wcześniej mówił o elastyczności. Zastanawiam się czy jak za każdym razem robię to trochę inaczej to znaczy że robię to źle.
No dobra ale wróćmy na chwilę do tej kasy, bo wątek trochę odpłynął. Czy ktoś może konkretnie powiedzieć: czy świeczka za złotówkę z Biedronki działa tak samo jak ta za 40 złotych z ezoterycznego sklepu? Bo to jest sedno tego tematu i jakoś nikt tego nie powiedział wprost.
Ale czy te olejki i zioła w świecy naprawdę mają znaczenie jeśli i tak je paląc? Bo to mi nie daje spokoju. Jak palę świecę z lawendą to jest to inny rytuał niż z świecą bez zapachu?
Zapach to jeden z silniejszych bodźców sensory cznych jeśli chodzi o zakorzenienie w danym momencie. Stąd kadzidła, stąd zioła przy ogniu, stąd cały ten aromatyczny wymiar rytuałów na całym świecie. Ale to jest po stronie ciebie jako uczestnika, nie po stronie świecy. Możesz osiągnąć to samo przez kilka gałązek rozmarynu w dłoni, przez kawę rano, przez cokolwiek co twój układ nerwowy powiązał z uważnością.
Właśnie o to chodzi i to jest świetne spostrzeżenie. Twój osobisty zapach czy przedmiot który już masz znaczenie będzie zawsze mocniejszy niż coś kupionego specjalnie do rytuału, bo nie ma jeszcze żadnego kontekstu w twoim ciele.
