To co Julisia opisuje - budowanie własnego systemu zamiast kopiowania cudzego - to chyba klucz do całej tej rozmowy. I myślę że dotyczy to mężczyzn szczególnie, bo materiał który jest dostępny po polsku jest albo zbyt ogólny albo zbyt sfeminizowany w języku żeby dało się go zaadaptować bez poczucia że coś tu nie pasuje. Mieszko, czy masz już jakieś własne elementy które wracają regularnie, czy jesteś na etapie szukania punktu wyjścia?
Przepraszam że wchodzę ale mam ptyanie troche z boku - czy jak mówicie o rytuale dla mężczyzn to chodzi o to że intencja jest inna, czy że forma jest inna? bo jak patrzę na to co piszecie to troche nie rozumiem czemu ten sam rytuał nie móglby działać tak samo dla kobiety i mężczyzny jeśli intencja jest podobna. Pytam bo nie do końca łapię ten podział.
Bill Plotkin pisał o tym wprost w Wild Mind i Soulcraft. Jego podejście jest świeckie, ale struktura jest inicjacyjna - i robi to dla dorosłych mężczyzn którzy nigdy nie przeszli żadnego progu. czterodniowy post w terenie, cisza, samotność. Nazywa to vision quest i nie udaje że to rdzenno-amerykański rytuał - mówi że to adaptacja zasady. znam kogos kto przez to przeszedł i opisywał to jako jedno z trudniejszych doświadczeń w życiu. Nie mistyczne nie magiczne w komercyjnym sensie - po prostu bardzo poważne spotkanie z samym sobą bez żadnych wyjść awaryjnych.
Plotkin jest ciekawy właśnie dlatego że nie opakowuje tego w konkretną tradycję. Czytałem fragmenty Soulcraft i mam mieszane odczucia - z jednej strony ta struktura jest uczciwa, z drugiej cztery dni w terenie to dość wysoki próg wejścia dla kogoś kto szuka regularnej praktyki, a nie jednorazowego przejścia. Mnie interesuje bardziej to drugie - coś co można robić co tydzień albo co miesiąc, a nie wielkie wydarzenie raz w życiu.
I tu jest ta ciekawa luka. Większość materiałów inicjacyjnych dla mężczyzn skupia się właśnie na tym jednym wielkim przejściu. A tymczasem w wielu tradycjach - nie tylko słowiańskich, też nordyckich, też celtyckich - był cykl. Nie jedno przejście tylko rególarne zaznaczanie czasu, pór roku, powrotów z polowania, początków i końcców. To zaginęło bardziej niż sama inicjacja bo jest mniej spektakularne i trudniej o tym napisać książkę.
Ale czy to jest specyfika rytuałów męskich, czy rytuałów w ogóle? ojej, mam wrażenie że żeńskie praktyki też były historycznie wspólnotowe - prządki, sobótki, przygotowania przed ślubem. Też zostały zdindywidualizowane przez współczesną ezoterykę i też coś przy tym zostało zgubione. Więc może problem nie jest gendered, tylko problem współczesnego indywidualizmu?
Wchodzę bo mnie zastanawia jedna rzecz - czy te koła kobiet i red tent faktycznie nawiązują do historycznej tradycji, czy to jest współczesna konstrukcja która używa języka tradycji? Pytam bo znam kilka takich grup i szczerze mówiąc to jest bardzo różne - część robi coś głębokiego, część to jest po prostu spotkanie przy świecach z dużą ilością wzajemnego wspierania się. Nie oceniam, ale zastanawiam się czy mężczyźni szukają czegoś co faktycznie istniało, czy też mogliby zbudować coś nowego i równie ważnego nawet jeśli nie ma historycznego precedensu.
Słuchajcie, ja cały wątek czytam i mam takie naiwne pytanie: czy ktoś z was, mężczyźni którzy tu piszą, próbował kiedyś po prostu zapytać w jakiejś społeczności, kole, grupie: hej, robicie coś dla mężczyzn albo coś co nie jest zaprojektowane wyłącznie pod kobiecą perspektywę? Ciekawi mnie czy odpowiedź była konkretna czy raczej ogólne zaproszenie do praktyki bez uwzględnienia tej różnicy.
To mnie uderza bo rozumiem o czym mówisz i jednocześnie z zewnątrz to wygląda trochę jak sytuacja bez wyjścia - nie ma gotowych grup, materiał jest rozproszony, solowa praktyka gubi wspólnotowy wymiar. Więc co zostaje? Budować od zera z innymi mężczyznami którzy mają podobne pytania 🙂 Brzmi jak duże przedsięwzięcie ale może też jako jedyne wyjście które faktycznie zadziała.
