Nie wiem jak to lepiej opisać, ale mam wrażenie, że kiedy coś idzie nie tak, reaguję jak małe dziecko które dostało po łapach. zamykam się, albo odwrotnie - wybucham i potem żałuję. Gdzieś czytałam, że rytuały mogą pomagać w budowaniu czegoś w rodzaju wewnętrznej struktury, ale nie za bardzo rozumiem jak to miałoby działać jeśli chodzi o emocji. Czy ktoś w ogóle próbował czegoś w tym kierunku? Nie szukam cudownego rozwiązania, po prostu zastanawiam się czy praktyka rytualna ma tutaj jakiś sens.
Temat mnie dotknął bo sama przez długi czas miałam ten problem. Nie tyle rytuały w klasycznym sensie, ale właśnie regularna praktyka - afirmacje konkretne zachowania powtarzane o tej samej porze - zaczęły mi dawać coś w rodzaju kotwicy. Jak wiesz że rano robisz to samo, to dzień nie zaczyna się od chaosu w glowie. Ale szczerze mówiąc nie wiem czy to działa na samą niedojrzałość emocjonalną, czy po prostu zmniejsza poziom stresu który ją wyzwala.
Jest tu pewna pułapka na którą zwróciłbym uwagę. Rytuał jaok regularna czynność może dawać poczucie kontroli i to jest dobre. no, Ale niedojrzałość emocjonalna to coś głębszego niż brak rutyny. Pytanie do ciebie - kiedy piszesz o reakcji jak dziecko, to masz na myśli konkretne sytuacje, np. konflikt z kimś bliskim, czy to coś bardziej rozlanego, codziennego?
Nie zgadzam się z tym że rytuały nic tu nie zrobią. Trzeba tylko wiedzieć o co w tym chodzi. W tradycjach szamańskich, ale też w wielu systemach magiczznych, rytuał ma za zadanie dosłownie przeprowadzić człowieka przez stan - wejście, zmianę, wyjście. Jeśli problem polega na tym, że ktoś jest zalewaną przez emocje i nie potrafi znaleźć wyjścia z tego stanu, to właśnie sekwencyjność rytuału może stanowić tę ścieżkę przez las. Tylko że to nie jest magia natychmiastowa, to jest budowanie nowego wzorca przez powtórzenie.
Ta koncepcja kata jest naprawdę dobra. Trochę o tym myślałam przy afirmacjach - jak powtarzasz coś wystarczająco długo, to w końcu nie zastanawiasz się czy to robić, po prostu robisz. Ale tutaj przyszło mi do głowy inne pytanie: czy ma znaczenie treść rytuału, czy bardziej sam fakt że coś robisz regularnie?
Wchodzę w ten wątek bo jest mi bliski. Pracowałam z kilkoma osobami które opisywały swoje reakcje emocjonalne jako archetypicznie dziecięce - i to jest ważne słowo, archetypiczne, nie infantylne w sensie obraźliwym. W systemach pracy z cieniem, które wywodzą się z psychologii jungowskiej ale mają swoje odpowiedniki w tradycjach magicznych, chodzi o to żeby wewnętrzne dziecko nie przejmowało sterowania w chwili kryzysu. Rytuał może działać tutaj jako sygnał dla psychiki: teraz nie czas na ten głos, teraz mówię ja jako dorosły. To nie stłumienie, to hierarchia wewnętrzna. Ale mam pytanie do Wanessi - czy te reakcje, o których piszesz, zdarzają się częściej w konkretnych okolicznościach? Np. z określonymi osobami, albo kiedy jesteś zmęczona?
Dokładnie. W wielu tradycjach energetycznych mówi się o tym jako o zranionym aspekcie który nie przeszedł przez inicjację - nie dojrzał, bo nie miał ku temu warunków. I właśnie inicjacja jako rytuał jest tutaj bardzo starą odpowiedzią. Nie musi być wielka, nie musi wymagać namiotu potów ani mistrzaa. Może być bardzo prywatna. Ale musi mieć coś z przekroczenia - robię coś czego się boję, robię to świadomie, i kończę to, kończę naprawdę.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem. Mam pytanie do Lunelli albo Martusi - czy runy mogą wchodzić w taki rytualny system? Myśle o Teiwaz albo Sowulo jako punkt skupienia podczas takich ćwiczeń. Nie wiem czy to ma sens w tym kontekście.
Symbol skupienia uwagi to jest właśnie mechanizm. W bardzo różnych systemach - od tantry przez kabalę po rdzennie europejskie tradycje - obraz, litera, dźwięk mają za zadanie dać czemuś przyczepność. Emocja jest jak fala, nie możesz jej zatrzymać, ale możesz stanąć na skale zamiast na piasku. Symbol jest tą skałą, przynajmniej dla wielu ludzi. Nie dla wszystkich tak samo działa.
Słuchajcie, trochę z innej strony. serio, rozumiem to co mówicie, ale mam wrażenie że wchodzicie w bardzo terapeutyczne rejony i zapominacie o prostszym aspekcie. Rytuał regularnościowy, zupełnie dowolny - nawet mycie naczyń z określoną uważnością - po prostu trenuje mózg do bycia tu i teraz zamiast w automatycznych reakcjach. Nie trzeba do tego jungowskiego cienia ani inicjacji. Choć obie te rzeczy też są ciekawe.
Przepraszam że może głupie pytanie, ale jak właściwie wygląda taki rytuał zatrzymania który Martusia wcześniej wspominała? wiesz co Coś konkretnego, codziennego? bo mam podobny problem co Wanessa i chętnie bym spróbowała czegoś takiego.
Czytam to i mam wrażenie że rozmawiamy o czymś co jest bardzo blisko ciała, a ja myślałam o rytuałach jako o czymś bardziej... zewnętrznym? świeczkach, słowach, przestrzeni. A tu wychodzi że to może być po prostu dotknięcie nadgarstka. czy to nie za mało? Serio pytam, bo nie wiem czy dobrze to rozumiem.
Wanessa, ale właśnie to jest sedno. Świeczki i słowa działają kiedy masz czas i przestrzeń na rytuał. A kiedy ktoś cię krytykuje i czujesz że zaraz powiesz za dużo, to nie zapalasz świeczki. Dlatego rytuał kryzysowy musi być przy tobie cały czas, w ciele.
Właśnie o tej dwuwarstwowości myślałem kiedy czytałem wcześniejszą część dyskusji. Mam takie skojarzenie z runami - Isa jako zatrzymanie coś w rodzaju pauzy w środku reakcji, i Berkana jako rytm długiej przemiany. Nie wiem czy to ma sens w tym co tu mówicie, ale te dwie energie bardzo pasują do tego co Martusia opisuje.
Czytam ten wątek o runach i notuję sobie parę rzeczy. Mam pytanie może techniczne ale ważne dla mnie - czy ma znaczenie skąd pochodzi fizyczny przedmiot? Runa kupiona kontra własnoręcznie wyryta. Pytam bo gdzieś czytałem że przedmiot który sam przygotowałeś ma inną "gęstość" dla psychiki ale nie wiem czy to ma jakiekolwiek uzasadnienie poza tym że ładnie brzmi.
eee wróćmy na chwilę do mnie, bo czuję że rozmowa poszła trochę dalej. Mam konkretne pytanie: te dwie warstwy o których mówiła Martusia - jak długo trwa zanim ta długoterminowa warstwa zaczyna w ogóle coś zmieniać? Pytam bo mam skłonność do rzucania rzeczy kiedy efektu nie widać szybko, i to chyba też jest część problemu 🙁
To co napisałaś na końcu, o rzucaniu kiedy efektu nie widać szybko, to jest bardzo ważna obserwacja i myślę że celowo to dodałaś. Bo to nie jest osobny problem od niedojrzałości emocjonalnej - to jest dokładnie ten sam wzorzec tylko w innym kontekście. I o dziwo odpowiedź na twoje pytanie o czas jest związana z tym wzorcem: długoterminowy rytualny trening uczy przede wszystkim tolerowania procesu bez gwarancji efektu. Nie powiem ci ile czasu, bo to zależy od głębokości wzorca i od regularności. Ale powiem że pierwsze zmiany które są zauważalne - nie mówię o trwałych, o zauważalnych - u większości osób pojawiają się między szóstym a dwunastym tygodniem regularnej pracy. I "regularna" oznacza codziennie albo prawie.
hmm, Trochę tak, ale to nie jest tak że masz być cierpliwa przez siłę woli, bo to nie zadziała. Raczej chodzi o to że rytuał sam w sobie, jak go robisz regularnie, stopniowo zmienia tolerancję na dyskomfort bez efektu - to nie jest coś co postanawiasz, to coś co się dzieje jako produkt uboczny samej praktyki. Przynajmniej tak to u mnie działało.
To co Martusia opisuje jako dwa etapy pokrywa się z tym jak się pracuje z układem nerwowym. Pierwsza faza to zwiększenie okna tolerancji - zaczynasz wytrzymywać więcej bez wychodzenia w reakcję. Dopiero w drugiej fazie zmienia się to jak szybko wchodzisz w pobudzenie. W bioenergoterapii mówi się że ciało musi się najpierw nauczyć wracać zanim nauczy się nie reagować. I rytuał regularny robi dokładnie to - trenuje powrót, nie zatrzymanie.
Czytam to i myślę o jednej rzeczy. Mówicie o regularności i o czasie. Ale co kiedy ktoś ma bardzo nieregularne życie - zmieniające się godziny, dużo chaosu zewnętrznego? Czy rytauł musi być o stałej porze żeby działał czy może być bardziej elastyczny 🙂
serio, Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam jedno zastrzeżenie do kierunku w którym idzie. Dużo mówicie o technikach i mechanizmach, ale bardzo mało o tym co tak naprawdę chce się przepracować. Niedojrzałość emocjonalna to nie jest defekt który naprawiasz ćwiczeniem. Często to jest odpowiedź na coś - na środowisko, na relacje, na to czego się nauczyłeś żeby przeżyć. I rytuał który nie dotyka tej warstwy może po prostu przykrywać reakcję zamiast ją zmieniać.
To zmienia całkowicie kontekst i bardzo dobrze że to powiedziałaś. Jeśli masz już terapię jako bazę to rytuały mają gdzie się zakorzenić. Bez tego trochę wiszą w powietrzu.
Wracając do tego co Wanessa powiedziała o pracy między sesjami - to jest właśnie moment gdzie runa Isa może mieć praktyczne zastosowanie, nie tylko symboliczne. Krótkie zatrzymanie, kilka sekund z palcem rysującym znak, zanim zareagujesz. hmm, to nie musi być rozbudowany rytuał. W połączeniu z tym co dzieje się na terapii to może być taki most między jedną sesją a drugą.
Przepraszam że wchodzę z prostym pytaniem, ale czytam ten wątek i mam takie wrażenie że mówicie o bardzo subtelnych rzeczach które trwają miesiącami. no ale A czy jest coś co działa szybciej? Bo rozumiem że zmiana głęboka wymaga czasu, ale chodzi mi o to że kiedy jesteś w środku jakiejś silnej emocji, potrzebujesz czegoś natychmiast, nie za trzy miesiące.
Bo właśnie o to mi chodzi - nie że chcę obejść długi proces, ale że w środku reakcji emocjonalnej czuję się kompletnie bezradna i nie wiem co z tym zrobić. Czy jest cokolwiek co można zrobić właśnie WTEDY, nie przed, nie po?
To co Wikusia mówi ma pokrycie w tym jak działa warunkowanie. Rytuał powtarzany regularnie w spokojnym stanie tworzy coś w rodzaju kotwicy - i ta kotwica może być dostępna nawet kiedy wyższe funkcje poznawcze są chwilowo zablokowane przez pobudzenie. ehh ale musi być naprawdę wdrukowany przez wiele powtórzeń, zanim zacznie działać w trudnych momentach.
Czytam to i myślę o swoim konkretnym problemie - nie tyle że nie wiem co robić, ile że zanim w ogóle zorientuję się że wchodzę w reakcję, już jestem w środku. Jakby czas między bodźcem a pełną reakcją był u mnie bardzo krótki. Czy rytuał może coś zrobić z tym oknem czasowym?
